Edmund Pietryk - Cud ciszy

Spis treści

Świat mówi do ciebie żargonem wilczym
co diabeł nie dopowie to człowiek zamilczy
Za oknem stoją zimą brzozy nagie
to natura wskazuje swą śmiertelną magię
Nisko chmury płyną Nie ma błysków słońca –
tak twoje umieranie nie ma jeszcze końca


Kulisz się w sobie – wiatr zimny zawieja
tylko kto ci odebrał sens życia – nadzieja
Szare niebo jest twoim świątynnym witrażem
ból twój idzie za tobą jak mu los przykaże
Czekasz na ochłap jesiennego słońca
co było na początku pełznie już do końca
Śnią ci się kresowe morwy dorodne czereśnie
a przecież umierać Boże jest zawsze za wcześnie
I czy twój wierny anioł ten szept twój usłyszy
wszak on jest twórcą i grabarzem tego cudu ciszy





Czarny Anioł


To są sylaby bólu To są iskry mrozu za Polarnym
Kołem To ślad kopyt diabła na trakcie
Mlecznej Drogi lub cień spalonej trawy
Każda chwila ma sekundę wieczności
Żelazne kajdany zaciskają serce
Poczwarki choroby pełzną po szpitalnej sali
Stoisz nagi przed losem w cierniowej koronie
zraniony sierpem księżyca Światło rani powieki
Nocą zjawia się Czarny Anioł
Wirują w tobie krople mrozu
We śnie zbierasz popiół po księżycu
Przeznaczenie nie chce oddać zdobyczy






















 

Również tego autora