Jan Burakowski - O faszyzmie – także polskim.

Treść: Uwarunkowania gospodarczo-społeczne sprzyjające krzewieniu się populizmu i autorytaryzmu. Faszyzm w Europie 20-lecia międzywojennego. Różne podłoża i odmiany faszyzmu. Nazizm – specyfika faszyzmu niemieckiego. Faszyzm w Polsce 20-lecia międzywojennego – dobrze rozwijający się ale nie donoszony. Zjawiska parafaszystowskie w Europie i Polsce początków XXI wieku – ich specyfika, perspektywy, skutki.



1. Potencjał państw i narodów osłabiają zwykle wielkie wojny, czasami także ekstremalne klęski żywiołowe. Ale nie tylko one. Niekiedy ogromne, bywa, że niepowetowane straty społeczne i gospodarcze są rezultatem długich okresów nieporadnych lub niestabilnych rządów, zamętu wynikającego z niewykrystalizowania się silnych, sprawnych elit politycznych, dysponujących przekonywującymi programami polityczno-społecznymi i gospodarczymi. Szczególnie niszcząca tkankę społeczną jest długoletnia brutalna walka polityczna między siłami o podobnym potencjale używającymi jako narzędzi haseł demagogicznych i irracjonalnych. Jeśli okresy długotrwających, nieporadnych rządów nałożą się na trudną sytuację gospodarczą i pogłębianie się niesprawiedliwości społecznej, w społeczeństwie potęgują się nastroje zniecierpliwienia, zniechęcenia i negacji, które łatwo mogą przekształcić się w czynny bunt społeczny. W zależności od kontekstu politycznego przyjmują one postać bądź wydarzeń rewolucyjnych bądź też zmiany konfiguracji parlamentarnych, marginalizujących dotychczasowe nieporadne elity polityczne. Efekty zmian tak w pierwszym jak i drugim przypadku mogą być bardzo różne. Jeśli do władzy w ich wyniku dojdą siły dysponujące nośnym społecznie programem i przekonywującą wizją rozwoju (i są kierowane przez przywódców mających cechy mężów stanu), istnieją szanse przezwyciężenia zjawisk kryzysowych i zdynamizowania rozwoju państwa. Jeśli natomiast władzę zdobędą siły nie mające takiego programu, lub mające program oparty na fałszywych przesłankach, społeczeństwo po krótkim okresie euforii związanej z nadzieją na pozytywne zmiany, wróci do stanu stagnacji lub zboczy na manowce. – Świetnych ilustracji procesów i zjawisk, o których wspomniałem wyżej, dostarcza historia Europy okresu międzywojennego (listopad 1918 r. – sierpień 1939 r.).
2. Z chwilą zakończenia I wojny światowej (lipiec 1914 r. – listopad 1918 r.) Europa (a właściwie cały „cywilizowany" świat) wkroczyła w trwający dwa dziesięciolecia okres głębokiej destabilizacji. Upadek czołowych mocarstw imperialnych XIX-wiecznej kontynentalnej Europy (Niemcy, Austro - Węgry, Rosja), powstanie szeregu nowych państw i nowych granic, doprowadziło do zerwania dotychczasowych więzi gospodarczych, ukształtowanych przez wieki rynków zaopatrzenia i zbytu. Powstanie nowych państw narodowych, z arbitralnie i nie zawsze rozsądnie przez zwycięzców wytyczonymi granicami, przyczyniło się do gwałtownego wzrostu emocji nacjonalistycznych. Na trudną sytuację gospodarczą spowodowaną zniszczeniami wojennymi i wspomnianymi wyżej względami politycznymi, rychło nałożyły się skutki światowego Wielkiego Kryzysu Gospodarczego (1929-1934 r.) rujnującego gospodarkę w skali światowej. W wielu czołowych państwach przemysłowych produkcja spadła do połowy a masowe bezrobocie i powszechna nędza zmniejszyła radykalnie zapotrzebowanie na żywność, co z kolei uderzyło w rolnictwo państw mniej rozwiniętych. Niemal we wszystkich państwach europejskich przeciętny poziom życia w końcu lat 30-tych XX w. był niższy niż w przeddzień I wojny światowej a w niektórych – (Niemcy, ZSRR, Polska) znacznie niższy. W wielu regionach i środowiskach społecznych poziom ubóstwa osiąga niewyobrażalne dziś rozmiary. W rezultacie przez całe 20-lecie międzywojenne Europa jest regionem skrajnie niestabilnym politycznie, z mnóstwem potencjalnych konfliktów międzynarodowych i wybuchową sytuację społeczną w czołowych państwach. Sprzyja to radykalnym rozwiązaniom. Dotychczasowe elity polityczne (chrześcijańscy konserwatyści, liberałowie, prawicowi socjaldemokraci) tracą autorytet a do głosu dochodzą ruchy preferujące radykalne rozwiązania. Główną rolę odgrywają dwa ruchy, odwołujące się do dominacji interesów grupowych nad indywidualnymi (a więc skrajnie antyliberalne), ale o zasadniczo odmiennych koncepcjach. Komuniści odwołują się do haseł sprawiedliwości społecznej realizowanej w ramach międzynarodowego współdziałania i braterstwa ludzi pracy a faszyści do skrajnego nacjonalizmu (egoizm narodowy) i solidaryzmu społecznego „zdrowych sił narodu" przeciw zagrażającym narodowi wrogom wewnętrznym i zewnętrznym. Całe 20-lecie w Europie to okres ostrej walki między tymi ruchami, prowadzonych tak na drodze parlamentarnej jak i otwartej walki militarnej (liczne komunistyczne i faszystowskie powstania i pucze). II wojna to ostateczny rezultat tych zmagań.
3. W przededniu II wojny światowej cała Europa była „zainfekowana" tak faszyzmem jak i komunizmem, stopniowo jednak w większości państw, szczególnie w środkowej i południowo-wschodniej Europie, szala przechylała się na korzyść faszyzmu. Już w latach 20-tych faszyści przejmują władzę we Włoszech i eliminują komunistów ze sceny politycznej, stopniowo wpływy komunistów ograniczane są w innych państwach, w latach 30-tych naziści dokonują pogromu komunistów w Niemczech, wreszcie przy aktywnym udziale Włoch i Niemiec następuje krwawa rozprawa z komunistami i anarchistami w Hiszpanii.
Należy pamiętać, że termin „faszyzm" obejmuje zjawiska bardzo różne, których wspólnym mianownikiem jest nacjonalizm, antykomunizm, solidaryzm społeczny i autorytaryzm. Formy tych zjawisk są jednak bardzo różne – od ograniczenia demokracji, ale w „cywilizowanych" granicach (Włochy) do brutalnego barbarzyństwa (Niemcy, Hiszpania i Chorwacja). W niektórych państwach faszyści byli programowo antychrześcijańscy (Niemcy), podczas gdy w innych bazowali na kościele katolickim (Hiszpania, Chorwacja, Słowacja). Nazizm niemiecki był programowo krwiożerczo antysemicki, podczas, gdy wiele innych reżymów faszystowskich odnosiło się do Żydów neutralnie, a nawet przyjaźnie (eksterminacja Żydów włoskich, węgierskich, czy rumuńskich miała miejsce dopiero po obaleniu przez Niemcy legalnych rządów, chcących wyłączyć swe kraje z koalicji faszystowskiej i zajęciu tych państw przez wojska niemieckie). Z uwagi na różnice ideologiczne, a przede wszystkim różnice interesów narodowych, wynikała niemożność zbudowania zwartej koalicji państw faszystowskich, a nawet współpracy ruchów faszystowskich – bo przecież nacjonalizm faszystów niemieckich nie dawał się pogodzić z nacjonalizmem faszystów francuskich lub polskich, włoskich – z greckim i jugosłowiańskim, węgierskich z rumuńskim itd. Te sprzeczności były jedną z zasadniczych, choć nie jedyną przyczyną, które ocaliły Europę przed pełnym triumfem faszyzmu. Odrębnym zjawiskiem w ruchach faszystowskich jest faszyzm niemiecki. Jego indywidualnymi cechami – poza cechami typowymi dla faszyzmu klasycznego (włoskiego) - jest brutalność i okrucieństwo oraz chęć przywrócenia w życiu społeczno-politycznym skrajnych, ludobójczych praktyk realizowanych w ustroju feudalnym, a nawet niewolniczym (stąd fascynacja ideologów nazizmu systemem rządów i formami podbojów w imperium Dżingischana, czy też ludobójczym państwem Spartan). Nazizm to już właściwie inna jakość niż klasyczny (włoski) faszyzm Z tego względu celowe jest nazywanie tego ustroju nazizmem a nie np. faszyzmem niemieckim.
4. Glebą szczególnie żyzną dla rozwoju faszyzmu w 20-leciu międzywojennym były niewątpliwie Niemcy, Austria i Węgry – najwięksi przegrani I wojny. Przypomnijmy. – Znikło z mapy politycznej imperium austro-węgierskie budowane ponad 500 lat przez Habsburgów i suwerenność narodową uzyskały ludy, które były już uważane za trwale związane z niemczyzną, czy też madziarszczyzną. W obrębie nowych państw narodowych znalazło się sporo terytoriów zamieszkanych zwarcie przez Niemców (Sudety, Kłajpeda) lub Węgrów (południowa Słowacja, Banat, część Siedmiogrodu). Niemcy utraciły znaczną część terytorium (13%) na rzecz głównie Polski i Francji, ale także Belgii i Danii. Traktat Wersalski poważnie ograniczył suwerenność Niemiec (limitowanie wielkości armii, demilitaryzacja Nadrenii, czasowe podporządkowanie Saary Francji) i nałożył na nie olbrzymie reparacje wojenne, co w połączeniu ze skutkami Wielkiego Kryzysu pogłębiło powszechną biedę. W 1933 r. w Niemczech było ponad 6 mln bezrobotnych, a produkcja przemysłowa była o połowę niższa niż w 1913 r. Poziom życia w Niemczech był aż do II wojny niższy niż w wielu krajach przed I wojną znacznie słabiej rozwiniętych. W państwie do niedawna szczycącym się praworządnością szerzyła się korupcja, bandytyzm, prostytucja. Kataklizm ten dotknął państwo pretendujące do niedawna, nie bez racji, do pozycji czołowego mocarstwa światowego, od kilku dziesięcioleci rozwijające się wyjątkowo dynamicznie, wyróżniające się w Europie doskonale zorganizowanym systemem prawnym, przodującą opieką socjalną i służbą zdrowia, przodujące w życiu kulturalnym. Trudno się więc dziwić, że rezultaty I wojny światowej i ustalenia Traktatu Wersalskiego były dla Niemców szokiem. Nastrój powszechnego niezadowolenia pogłębiał się z upływem kolejnych lat, które nie przynosiły poprawy i nadziei na lepsze jutro. Nic dziwnego, że szybko malał autorytet dotychczas rządzących elit (konserwatyści, chadecy, liberałowie, socjaldemokraci) i wzrastało poparcie dla sił kontestujących aktualny stan – faszystów i komunistów. Partie te (NSDAP – Narodowo Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotników i KPD (Komunistyczna Partia Niemiec) obrastają w bojówki, przybierające w wypadku NSDAP coraz bardziej postać dobrze zorganizowanych i uzbrojonych formacji militarnych (S.A.).
Diagnoza przyczyn klęski Niemiec i program wyjścia z kryzysu nakreślone poprzez NSDAP były nośne społecznie i zgodne z potencjalnymi oczekiwaniami znacznej części społeczeństwa – ludzi pokonanych, rozczarowanych, pragnących poprawy swego losu, oczekujących częściowej choćby korekty „zbrodni wersalskich", a gdyby to było możliwe i odwetu na wrogach. Oto, w ogromnym skrócie, zasadnicze tezy programu nazistowskiego: (1) Po zwycięstwie militarnym alianci, którzy też przecież parli do wojny, skrzywdzili Rzeszę Niemiecką. Niemcy nie mogą pogodzić się z utratą części suwerenności i terytoriów; należy dążyć do korekty ustaleń wersalskich na drodze pokojowej, a jeśli nie da to rezultatów i zbrojnej. (2) Niemcy są najbardziej dynamicznym narodem w Europie i świecie, przodują w rozwoju cywilizacyjnym i organizacji życia społecznego. Są pionierami rozwoju – szczególnie na terenach centralnej i wschodniej Europy. Naród taki zasługuje na odpowiednią przestrzeń życiową (Lebensraum), nawet kosztem mniej wartościowych populacji. Naturalnym kierunkiem ekspansji niemieckiej jest Wschód. Przecież od wieków przyczółki niemczyzny rozsiane były aż do Uralu na terenach Polski, Ukrainy, Rosji, krajów nadbałtyckich, Bałkanów. (3) Naród niemiecki wypełni swą misję dziejową jedynie wtedy, gdy zjednoczy się wokół tej misji i oczyści się z wrogów i pasożytów. Wrogami lub pasożytami są wszelkie środowiska nie uznające priorytetów narodowych, a szczególnie działające w strukturach ponadnarodowych: komuniści i lewicowi socjaldemokraci (bo stawiają interesy klasowe ponad narodowymi; to oni wzniecając rewolucję w 1918 r. wbili Rzeszy Niemieckiej „nóż w plecy"); liberałowie (bo szerzony przez nich kult indywidualizmu prowadzi do zaniedbania dobra ogólnego, które znaczy więcej niż suma interesów jednostek); Żydzi (bo są ponadnarodową strukturą kontrolującą kapitał międzynarodowy, ignorujący interesy narodowe; łatwo też tworzą struktury mafijne szkodliwe dla społeczeństwa z uwagi na ugruntowaną solidarność plemienną Żydów). (4) Należy poddać nadzorowi państwa kapitalizm, gdyż w przeciwnym razie jego działalność prowadzi do potęgowania się niesprawiedliwości społecznych i wywołuje napięcia i kryzysy. (5) Szkodliwa jest wielopartyjność, gdyż prowadzi ona do społecznych podziałów, przy których górę biorą egoistyczne interesy klas i grup społecznych, których efektem jest dekompozycja społeczeństwa utrudniająca realizację zadań ogólnonarodowych. Podobnie szkodliwe są nadmiernie rozbudzone separatyzmy terytorialne. (6) Najpełniej interesy narodowe może realizować państwo zwarte, silne gospodarczo i militarnie, ale przede wszystkim skoncentrowane na jasno określonych celach, prowadzone przez partię ogólnonarodową i wodza będącego emanacją dążeń narodowych (ein Volk, ein Reich, ein Führer). Akceptacji idei nazistowskich sprzyjała niemiecka mitologia narodowa. Od wieków popularne było przekonanie, że Niemcy są nosicielami postępu i kultury („Kulturträger"), a naturalnym kierunkiem ekspansji niemczyzny jest Wschód („Drang nach Osten"). Od czasów zjednoczenia Niemiec i ich błyskotliwego zwycięstwa nad Francją (1870 r.) coraz bardziej silne stawało się w Niemczech przekonanie, że Niemcy są potęgą, której należy się przywództwo w Europie („Dziś Niemcy – a jutro cały świat", „Niemcy, Niemcy ponad wszystko, ponad każde z Bożych dzieł").
Jasno określonym programem narodowym i społecznym oraz zdecydowaniem i bezwzględnością działania naziści górowali zdecydowanie nad innymi ugrupowaniami. Nie dziwi więc ich dojście do władzy drogą legalną. W 1932 r. NSDAP uzyskało w wyborach parlamentarnych 37% głosów i stało się najsilniejszym ugrupowaniem. Inne partie łącznie miały znacznie więcej posłów, ale skłócone nie mogły stworzyć dla nazistów alternatywy, więc prezydent Paul Hindenburg desygnował na kanclerza, o dużych uprawnieniach, Adolfa Hitlera (30.I.1933). Niewiarygodną determinację i sprawność działania naziści wykazali po dojściu do władzy, choć nie dysponowali większością w Reichstagu. Decydująca okazała się tu przychylność Hindenburga. Już w dwa dni po desygnowaniu na kanclerza Hitlera, na jego wniosek, Reichstag został rozwiązany, a 4.II. kanclerz wydał rozporządzenie „O ochronie narodu niemieckiego", faktycznie delegalizujące partię komunistyczną. 24.II. na podstawie powyższego rozporządzenia bojówki NSDAP (SA) zostały uznane za policję pomocniczą i rozpoczęły masowe prześladowania przeciwników nazizmu, szczególnie komunistów. Nazajutrz po sprowokowanym przez nazistów pożarze Reichstagu (28.II.) Hitler wydał rozporządzenie „O ochronie narodu i państwa" wprowadzające stan wyjątkowy związany z zawieszeniem swobód obywatelskich i masowymi aresztowaniami komunistów (w tym posłów do Reichstagu) i Żydów. W przyśpieszonych wyborach (5.III.) przeprowadzonych w warunkach stanu wyjątkowego i terroru SA, NSDAP i bliskie jej ugrupowania narodowo-konserwatywne uzyskały zdecydowaną większość. Jedną z pierwszych decyzji nowego parlamentu była tzw. „ustawa blankietowa" umożliwiająca Hitlerowi wydawanie ustaw, także sprzecznych z obowiązującą konstytucją, bez ich akceptacji przez parlament (oznaczało to prawne zaakceptowanie dyktatury A. Hitlera). W maju rozwiązano związki zawodowe, a wkrótce i wszystkie, poza NSDAP, partie polityczne oraz wprowadzono jednolity system scentralizowanej administracji terenowej, likwidując landy (oparte na tradycjach historycznych krainy składowe Rzeszy). – Tak więc w niespełna pół roku jedno z czołowych państw demokratycznych Europy, przekształcone zostało w dyktaturę narodowo-socjalistyczną. Wprowadzenie jej nie spotkało się z aktywnymi, zorganizowanymi formami sprzeciwu społecznego, mimo ogromnego potencjału socjaldemokratów i komunistów i podporządkowanych im związków zawodowych (miliony członków, sprawne struktury organizacyjne, własne czasopisma i drukarnie, liczne bojówki itp.). Zjawisko to tłumaczyć należy nie tylko skalą terroru SA i poparciem prezydenta, ale także oczekiwaniami społecznymi na pozytywne zmiany w zakresie gospodarki i polityki społecznej. Nadzieje te w dużej mierze szybko sprawdziły się, co tłumiło niechęć do działań represyjnych władz. I tak, zgodnie z programem wyborczym NSDAP, szybko ograniczono bezrobocie uruchamiając roboty publiczne (budowa dróg) i rozbudowując przemysł (metalurgiczny, chemiczny), rozpoczęto na wielką skalę tanie budownictwo mieszkaniowe, zapewniono płace minimalne na niskim, ale zapewniającym egzystencję poziomie, wprowadzono 8-godzinny dzień pracy, uruchomiono sprawne programy opieki społecznej i ochrony zdrowia. Sukces gospodarczy nazistowskich Niemiec, to czołowy – obok rooseveltowskiego Nowego Ładu – przykład skuteczności interwencjonalizmu państwowego potwierdzający keynesowską tezę potrzeby „widzialnej ręki rynku". Rozwinięto też na niebywałą skalę indoktrynację społeczeństwa w duchu „państwotwórczym" nowoczesnymi środkami – m. in. przez szybką rozwijaną radiofonię i kinematografię. Już po 2-3 latach (!) Niemcy przekształciły się z „chorego człowieka Europy", w szybko rozwijające się w dobrze zorganizowane państwo wymuszające na mocarstwach „wersalskich" coraz dalej idące rewindykacje i ustępstwa: 1934 r. – wystąpienie Niemiec z Ligi Narodów; 1935 r. – przyłączenie do Niemiec po plebiscycie Saary i wypowiedzenie ograniczeń wersalskich w sprawie zbrojeń; błyskawiczna rozbudowa armii (broń pancerna, flota, lotnictwo); 1936 r. – aktywne zaangażowanie się wraz z Włochami w wojnę domową w Hiszpanii; utworzenie polityczno-militarnej Osi Berlin – Rzym i zawarcie z Japonią Paktu Antykominternowskiego; 1938 r. anschluss Austrii i wymuszenie zgody mocarstw zachodnich na zajęcie czeskich Sudetów; 1939 r. – rozbicie Czechosłowacji i podporządkowanie Niemcom okrojonych Czech, aneksja litewskiego Kraju Kłajpedy i wreszcie agresja na Polskę – stanowiąca kres „pokojowych" podbojów Hitlera.
Aż do agresji na Polskę, chronioną (jak się okazało niezbyt starannie) sojuszami z Francją i Anglią, mocarstwa zachodnie targane  sprzecznymi interesami, zajęte własnymi problemami, nie umiały przeciwstawić się polityce wewnętrznej i zagranicznej Hitlera, – za co Europa i świat miały rychło zapłacić niewiarygodnie wysoką cenę. Co było dalej – wiemy. Polityka skrajnego egoizmu narodowego, antyludzkie barbarzyństwo, wreszcie megalomania Hitlera i jego „dworu" prącego już nie do jakiś określonych podbojów, ale do panowania nad światem, zakończyła się totalną klęską Niemiec i zupełnie nowym układem stosunków w Europie i świecie. Niestety, okupionymi śmiercią 50 milionów ludzi, cierpieniami setek milionów i zniszczeniem rozległych połaci Europy.
5. Faszyzm nie był w Europie 20-lecia międzywojennego, jak wspomniałem już wyżej, zjawiskiem odosobnionym, ograniczonym do określonych krajów, ale jedną z dwu tendencji dominujących. Nie ominął on także Polski. Co więcej zjawiska parafaszystowskie pojawiły się w Polsce bardzo wcześnie i do września 1939 roku uległy daleko idącemu zaawansowaniu. Z uwagi na konotacje terminu „faszyzm" polscy politycy i historycy wolą używać terminów zastępczych (autorytaryzm, dyktatura).
Podobnie jak w Niemczech i innych krajach, glebą sprzyjającą krzewieniu się faszyzmu w Polsce, była trudna sytuacja gospodarcza, zubożenie społeczeństwa i brak stabilnych, cieszących się zaufaniem społeczeństwa, rządów. Tendencjom nacjonalistycznym, prowadzącym ku faszyzmowi, sprzyjała także specyfika narodowościowa państwa polskiego.
Polska w wyniku I wojny i Rewolucji Październikowej w Rosji, odrodziła się niespodziewanie jako jedno z największych państw europejskich. Na skutek klęski mocarstw centralnych, w skład Polski wszedł cały dawny zabór austriacki (plus część Śląska Cieszyńskiego będącego przed zaborami w granicach Austrii) i prawie cały niemiecki (bez Powiśla i Warmii oraz skrawków Wielkopolski, ale za to z częścią Śląska będącego przed rozbiorami poza granicami Rzeczypospolitej). Osłabienie Rosji w wyniku chaosu porewolucyjnego, umożliwiło Polsce zajęcie rozległych terenów ruskich (Zachodnia Białoruś i Zachodnia Ukraina). Takie ukształtowanie terytorium państwa,  łącznie z obecnością licznej mniejszości żydowskiej, sprawiło że ponad 1/3 ludności Polski stanowiły mniejszości narodowe: Ukraińcy i Białorusini zamieszkiwali zwarcie tereny wschodniej i południowej II Rzeczypospolitej, Niemcy zamieszkiwali niektóre wsie oraz stanowili znaczny odsetek mieszkańców miast zachodniej Polski (i Łodzi) a Żydzi dominowali w miastach  byłego zaboru rosyjskiego i Galicji (w wielu mniejszych miastach nawet do 80-85% ogółu ludności). Odrodzenie wielkiego terytorialnie państwa wzbudziło też marzenia o odtworzeniu Polski Jagiellonów i dążenia do polonizacji mniejszości ruskich (endecja). Łatwo „zapomniano", że państwo Jagiellonów było unią dwu równoprawnych państw a Wilno było miastem nie polskim a stolicą Litwy. To jedno z dwu skrzydeł polskiego nacjonalizmu. Z kolei dominacja żydowskiego kapitału i konkurencja w zakresie drobnego handlu i rzemiosła między Polakami i Żydami, w warunkach ogólnej biedy, sprzyjała pogłębieniu się antysemityzmu. Sytuacja gospodarcza Polski była wyjątkowo trudna. – Kraj był zniszczony działaniami wojennymi (I wojna światowa, wojna polsko-bolszewicka), w ogóle słabo uprzemysłowiony, składający się ze słabo zintegrowanych części. Sytuację pogarszało odcięcie od tradycyjnego rynku wschodniego a potem Wielki Kryzys lat 1929-1934. Poziom życia w Polsce w przededniu II wojny znacznie odbiegał na niekorzyść od stanu z 1913 roku a rozwarstwienie społeczne było ogromne. Wszystko to sprzyjało rodzeniu się nastrojów buntu społecznego i polaryzacji sił politycznych oraz poszukiwaniu dróg naprawy i sprawców nieszczęść. Był to żyzny grunt dla tendencji profaszystowskich. W pierwszych latach niepodległości, przy obowiązywaniu bardzo demokratycznej konstytucji („marcowa" z 1918 r.) i wielopartyjności, rządy były niestabilne, rozmaite sojusze wyborcze rozpadały się łatwo. Sprzyjało to anarchizacji życia politycznego, demagogii, korupcji. Budziło też hasła uzdrowienia (sanacja) sytuacji, nawet kosztem ograniczenia swobód demokratycznych. Wzorcem staje się praktyka faszyzmu włoskiego (dojście Benito Mussoliniego do władzy w 1922 r.). Urzeczenie faszyzmem włoskim było w Polsce dość powszechne, jego ślady łatwo dostrzec nie tylko w programach różnych ugrupowań politycznych i publicystyce, ale nawet w podręcznikach szkolnych. Także sympatie dla nazizmu były bardzo widoczne.
Pojęcie faszyzmu polskiego kojarzone jest zwykle z ruchami radykalnymi wywodzącymi się z endecji, szczególnie z Ruchem Młodych Obozu Wielkiej Polski i jego kontynuatorem (po rozwiązaniu decyzją rządową „Ruchu") – Obozem Narodowo-Radykalnym (program opublikowany 14 kwietnia 1934 r.). Skojarzenie jest oczywiste, gdyż ONR nawiązywał bez osłonek do wzorców i haseł nazistowskich ( z tą tylko różnicą, że odwoływał się do tradycji katolickich jako zasadniczego spoiwa narodowego).W czasopiśmie „Falanga", organie ideowym ONR, czytamy: „Radykalizm czynu to używanie środków bezwzględnych, ale pewnie, najkrócej i prosto prowadzących do wytknięcia celu. Radykalizm programu to walka z parlamentaryzmem i międzynarodowym żydostwem, przeciwstawiający międzynarodowemu interesowi interes narodu" (Włodzimierz Sznarbachowski). „Ruch hitlerowski porywa swoją świeżością i autentyzmem, swą bezwzględną walką z Żydami, swymi zdobyczami dla świata pracy". Działalność ONR popierała znaczna część duchowieństwa, w tym m.in. znani publicyści – ksiądz Józef Maria Bocheński i ksiądz Jerzy Pawski (ten ostatni pisał w „Pro Christo": „Totalizm jest prądem ideowym porywającym masy do heroicznego wysiłku"). – Na ONR władze sanacyjne patrzyły początkowo z nieufnością, z uwagi na zakłócanie porządku publicznego (burdy na uczelniach, ekscesy antyżydowskie) i radykalizm haseł skutkujący także jednoczeniem się środowisk lewicowych przeciwstawiających się faszyzmowi. Po zabójstwie ministra Bronisława Pierackiego wprowadzono nawet zakaz działalności Obozu (choć ten nie miał z zabójstwem nic wspólnego). Ale od 1936 r. ONR działa już półlegalnie a władze widzą w nim wygodne (bo nie mające oficjalnie żadnych związków z rządem) narzędzie realizacji polityki władz. A działalność władz państwowych ma od lat niewątpliwie wiele znamion protofaszystowskich. Już w 1926 r., w wyniku wojskowego zamachu stanu, faktyczną władzę przejmuje kamaryla wojskowa wywodząca się z najbliższego otoczenia Józefa Piłsudskiego („I Brygada") a on sam aż do śmierci jest dyktatorem, (choć nie zostało to nigdy „usankcjonowane prawnie" jak w przypadku Mussoliniego lub Hitlera). Rządy sanacyjne, pod hasłami uzdrowienia sytuacji w kraju, już od chwili zamachu majowego, a z przyspieszeniem od 1930 r., radykalnie ograniczają swobody konstytucyjne a szczególnie rolę parlamentu i partii politycznych – przy zachowaniu już tylko pozorów parlamentaryzmu.Piłsudski nie ukrywał, że uważa parlamentaryzm za zło społeczne i nie zamierza tolerować ustawodawczej roli Sejmu. Już 29 maja 1926 r., na spotkaniu z przedstawicielami stronnictw politycznych, mówił: „Warunki tak się ułożyły, że mogłem was nie dopuścić do sali Zgromadzenia Narodowego, kpiąc z was wszystkich, ale czynię próbę, czy można jeszcze w Polsce rządzić bez bata". Obóz sanacyjny stara się utworzyć własne „ponadpartyjne" ugrupowanie polityczne (1928 r. – BBWR, Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, 1937 r. – OZON, Obóz Zjednoczenia Narodowego) na wzór partii faszystowskiej we Włoszech i NSDAP w Niemczech. Stopniowo, ale systematycznie zwiększane są prerogatywy władzy wykonawczej, a szczególnie prezydenta – od 1935 r. (konstytucja „Kwietniowa") nie podlega on już zupełnie kontroli Sejmu. Wspomniana konstytucja zawiera postanowienia typowe dla faszyzmu włoskiego i niemieckiego (autorytarne rządy prezydenckie z władzą ustawodawczą, wykonawczą i kontrolną, zniesienie zasady suwerenności narodu na rzecz prezydenta, prymat interesów zbiorowych nad indywidualnymi, wyjątkowy status osób wybijających się ponad przeciętność i in.). Zmiana konstytucji, uchwalonej pod presją „rządu pułkowników" w sierpniu 1926 r., przyznawała Prezydentowi prawo do wydawania rozporządzeń z mocą ustawy, co faktycznie ograniczało do minimum prawa ustawodawcze Sejmu (decyzja ta o siedem lat wyprzedziła „ustawę blankietową" Reichstagu przypieczętowującą dyktatorską władzę Adolfa Hitlera!).    Od 1926 r. podejmowane są, na coraz większą skalę, działania represyjne przeciw opozycji i innym ośrodkom i osobom, które wg rządu zagrażają państwu. Spod prawa wyjęta jest działalność komunistyczna. W 1930 r. rozgromiono sojusz partii centrowych i lewicowych (Centrolew), a przywódców ugrupowania potraktowano jako zdrajców stanu („proces brzeski"). W 1934 r. utworzono obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej, w którym osadzano bez sądu, tylko na podstawie postanowień władz administracyjnych, osoby uznane „za zagrażające interesom państwa". W Berezie więziono nie tylko komunistów i działaczy mniejszości narodowych, ale także działaczy innych ugrupowań – w tym byłych ministrów, posłów i senatorów. Zwróćmy uwagę: utworzenie obozu w Berezie niemal zbiega się w czasie (różnica kilku miesięcy) z organizacją pierwszych kacetów w Niemczech, a szykany fizyczne i psychiczne wobec więźniów Berezy nie są łagodniejsze niż w Dachau (do 1939 r.) Wyjątkowo brutalnie pacyfikowano masowe wystąpienia robotnicze w 1937 r. i chłopskie w 1938. Stopniowo ograniczane są prawa mniejszości narodowych, w tym Żydów, ograniczany jest samorząd wyższych uczelni. Systematycznie ograniczana jest też samodzielność sądów. W końcu lat 30.tych minister sprawiedliwości, Witold Grabowski, wprowadził już nawet praktykę przesyłania do sądów okręgowych, gotowych tekstów wyroków opracowanych w Warszawie do użytku kompletów sędziowskich (szczególnie w procesach politycznych), Duch narodowy mają wzmagać nasilające się hasła nacjonalistyczne i wielkomocarstwowe – grozi się zajęciem Litwy („Wodzu! Prowadź nas na Kowno!"), w 1938 r. anektowane zostaje Zaolzie. Stopniowo, ale od początków 1937 r. coraz szybciej, następuje faktyczne zbliżenie działań władz państwowych i ONR-u w zakresie walki o umacnianie „ducha narodowego" i zwalczanie „elementów destrukcyjnych". Kampanie antysemickie są coraz ostrzejsze. „Getta ławkowe" na uczelniach i w szkołach średnich stają się praktyką powszechną, „numerus clausus" (określony procent studentów żydowskich) zaczyna być zastępowany „numerus nullus" (niemożność studiów dla Żydów), organizatorzy burd antysemickich na uczelniach i pogromów traktowani są wyjątkowo łagodnie, radykalne hasła antysemickie są już powszechne nie tylko we franciszkańsko-oenerowskim „Małym Dzienniku", ale i wielu poważnych czasopismach. W półrządowym „Jutrze Pracy" czytamy, że Żydzi, jeśli nie wyemigrują z Polski „powinni być uważani za pasożytów i jako tacy ulec zabiegom eksterminacyjnym. Zabiegi te w tych okolicznościach byłyby ze wszech miar usprawiedliwione" (1936 r.; artykuł redakcyjny!). Karol Zbyszewski, czołowy felietonista „Prosto z Mostu" wołał dosadnie: „Jeśli się nie chce być  żywcem zjedzonym przez pluskwy, trzeba je rozgniatać". Adolf Nowaczyński wzywa: „Na dalsze zażydzenie nie pozwolimy. I wcześniej lub później od fazy perswazji (starszej generacji) przejdzie młódź awangardowa do action directe" (bezpośredniej interwencji –J.B.), fizyki" („Prosto z Mostu", 1938). Ta nasilająca się, powszechna na łamach najpopularniejszych gazet i czasopism retoryka antysemicka, psychicznie przygotowywała społeczeństwo do ograniczania praw obywatelskich Żydów a nawet ich fizycznej eksterminacji, co przyczyniło się niewątpliwie do późniejszej obojętności części społeczeństwa polskiego wobec praktyk holocaustu („jedyne, co od Niemców dobre…"). – Niewątpliwie w przededniu II wojny światowej Polska była państwem przesiąkniętym ideami i praktyką polityczną typową dla faszyzmu. Od klasycznych państw faszystowskich (Włochy, Niemcy) różniła się zachowaniem - ale w szczątkowej formie -  partii politycznych i wielopartyjnego parlamentu (z nikłymi, tylko doradczymi uprawnieniami), słabszą niż w Niemczech kontrolą państwa nad środkami przekazu, a także mniejszym niż w tamtych państwach zakresem interwencjonalizmu państwa w gospodarkę (wynikającym ze słabości ekonomicznej państwa). Należy jednak przyznać, że mimo ograniczonych możliwości w zakresie ekonomiki, zrobiono sporo i to w dziedzinach rzeczywiście decydujących dla przyszłego rozwoju: budowa portu w Gdyni, centralnej magistrali węglowej i wielu odcinków dróg kołowych i kolei spajających ziemie dawnych zaborów, solidne zaczątki przemysłu zbrojeniowego w Centralnym Okręgu Przemysłowym, poszerzające strefę uprzemysłowienia w Polsce „B".
To paradoks, ale mający źródło w samej istocie faszyzm – od pełnej faszyzacji i akcesu do Paktu Antykominternowskiego a więc i udziału w II wojnie po stronie państw „Osi" – uratowało Polskę nie tyle przeciwdziałanie polskich sił demokratycznych (choć zasługuje ono na głęboki szacunek, miało niewielki wpływ na postępowanie sanacyjnych władz) ani zagranica lecz …sprzeczność interesów polskiego i niemieckiego nacjonalizmu oraz położenie geopolityczne kraju. To ostatnie w szczególności.
Główne cele nazizmu zakładały wydatne powiększenie przestrzeni życiowej Niemców (Lebensraum) poprzez przesunięcie granic niemczyzny o około 1000 kilometrów na wschód oraz zniszczenie głównego siedliska komunizmu – ZSRR. Oba te cele w znacznej części nakładały się na siebie i praktycznie nie mogły być zrealizowane przy istnieniu suwerennego państwa polskiego w granicach ustalonych wynikami I wojny światowej. Po pierwsze rozwój niemczyzny na Wschodzie był niemożliwy do realizacji przy istnieniu Polski w jej ówczesnym kształcie. Nacjonaliści niemieccy, a naziści w szczególności, nie kryli nigdy, że ich podstawowym zadaniem jest przywrócenie Niemcom ziem utraconych w latach 1918-1920. Po drugie – atak Niemiec na ZSRR był możliwy tylko przez terytorium Polski. A to było możliwe tylko albo poprzez pokonanie Polski albo przez bardzo ścisły wojskowy sojusz niemiecko-polski, związany z daleko idącym ograniczeniem suwerenności Polski. Wojna olbrzymów to nie jakiś rajd antyterrorystyczny. Długotrwałe przemieszczanie na wschód olbrzymiej liczby ludzi oraz sprzętu i zaopatrzenia wojskowego, nie było by możliwe bez ścisłego nadzoru Niemców nad liniami komunikacyjnymi i środkami łączności oraz budowy na terenie Polski nowych dróg, magazynów, szpitali itp. Inaczej mówiąc, wojna taka nie była możliwa bez swobodnego dysponowania przez Niemcy terytorium Polski. O tym, że dla brutalnie prącego do dominacji nad światem nazizmu najwygodniejszym rozwiązaniem była likwidacja państwa polskiego i szybkie wyeliminowanie narodu polskiego jako ważnej populacji w środkowej Europie, świadczą wydarzenia po 1 września 1939 r. W polskiej publicystyce historycznej, a nawet w wielu pracach historycznych, spotykamy się z twierdzeniem, że Polska była jedynym krajem podbitym przez Niemców, w którym nie znaleźli oni Quislingów. Jest to niestety półprawda a właściwie kłamstwo „ku pokrzepieniu serc" (że niby tacy byliśmy jednolicie niezłomni). Owszem kandydatów na Quislingów było wielu, tyle, że Niemcom nie byli potrzebni, gdyż nie zamierzali oni tworzyć żadnej namiastki polskiej państwowości. Nawet w formach czysto symbolicznych lub ograniczonych do administracji lokalnej (jak choćby w okrojonych Czechach, krajach nadbałtyckich a nawet na Białorusi i Ukrainie). Całość terytorium etnicznego Polski znalazła się w obrębie terytorium mającego poszerzyć obszar życiowy (Lebensraum) Niemców, więc Polacy, w myśl założeń Generalnego Planu Wschodniego (Generalplan Ost) mieli być szybko (w perspektywie 30 lat) w pełni zgermanizowani, zlikwidowani fizycznie po uprzednim wyeksploatowaniu jako bezpłatna siła robocza bądź też przesiedleni za Ural. Od pierwszych dni kampanii wrześniowej realizowano skrajnie brutalny terror, praktykę eliminacji elit polskich (poczynając od ziem byłego zaboru niemieckiego) i pełnego zniszczenia infrastruktury oświatowej i kulturowej. Przy takich uwarunkowaniach wcale liczni germanofile – antykomuniści, jak expremier Leon Kozłowski, Józef Mackiewicz, Andrzej Świetlicki, Władysław Studnicki, Feliks Burdecki, Jan Emil Skiwski i im podobni nie mieli żadnych szans na odegranie roli politycznej. Ich inicjatywy Niemcy w pełni zlekceważyli. Pierwsze próby rekrutacji Polaków „do walki z bolszewickim zagrożeniem" Niemcy podjęli w połowie 1943 r., gdy losy wojny wyraźnie przechylały się na rzecz Aliantów (ale nawet wtedy – narada 19.VI. 1943 r. – Adolf Hitler nie zgodził się na organizowanie jednolitych narodowo oddziałów polskich). W tej sytuacji faszystom polskim, będącym patriotami (w wersji nacjonalistycznej), pozostawała tylko zbrojna walka na dwa fronty – z niemieckimi pobratymcami ideowymi i komunistami. W rezultacie tych uwarunkowań świadome współdziałanie zbrojne Polaków z Niemcami przeciw wojskom radzieckim miało charakter epizodyczny – jedynym większym przykładem było współdziałanie z Wehrmachtem Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych w styczniu – kwietniu 1945 r.
Kształtowanie się ustroju faszystowskiego w Polsce opóźniła także sytuacja w obozie sanacyjnym po śmierci Józefa Piłsudskiego (1935), który nie wyznaczył swego następcy na funkcję „wodza narodu". Stąd długoletnia walka o przywództwo nierozstrzygnięta aż do wojny, co opóźniało pełną totalizację kraju. Skutkowała one najpierw wyeliminowaniem Walerego Sławka (1935) najwierniejszego i chyba najzdolniejszego „piłsudczyka" a następnie walką o dominację między grupą popierającą Inspektora Sił Zbrojnych – generała (później marszałka) Edwarda Rydza – Śmigłego a „grupą zamkową" związaną z prezydentem Ignacym Mościckim. Wszyscy trzej – Sławek, Rydz – Śmigły i Mościcki – byli zwolennikami autorytaryzmu, ale walka między nimi o status Wodza Narodu opóźniała kształtowanie się pełnej dyktatury. W przededniu wojny dominował E. Rydz – Śmigły, bliski już pełnej władzy.
6. Czy faszyzm w ogóle, a polski w szczególności, jest dziś zjawiskiem wyłącznie historycznym? – I tak i nie. W klasycznej i pełnej postaci nie ma szans na odrodzenie w skali zagrażającej porządkowi w świecie – choćby z uwagi na pamięć przeszłości i aktualną organizację światowej, a szczególnie europejskiej, sceny politycznej. Zjawiska natomiast typowe dla ideologii i praktyki politycznej faszyzmu, (autorytaryzm, populizm, demagogia, nacjonalizm), pojawiają się w różnym czasie i w różnych państwach, gdy zaistnieją uwarunkowania polityczne, społeczne i gospodarcze sprzyjające krzewieniu się tęsknot za szybką zmianą nieznośnej sytuacji, nawet z naruszeniem zasad demokracji i praworządności. Po faszyzmie pozostały także, pociągające wyobraźnię polityków marzących o szybkiej i drogą na skróty realizacji swych marzeń, dwa doświadczenia: twórczej roli interwencjonizmu państwowego niespętanego żadnymi prawnymi ograniczeniami i potęgi zmasowanej propagandy z użyciem nowoczesnych środków przekazu. Ruchy parafaszystowskie pojawiają się niemal we wszystkich państwach europejskich, w wielu maja już reprezentację parlamentarną (Austria, Holandia, Węgry i in.).
Doskonałą glebę dla ruchów parafaszystowskich na przełomie XX i XXI w. stworzono w państwach byłej wspólnoty socjalistycznej – łącznie z republikami b. ZSRR. Rozpad wspólnoty socjalistycznej i transformacja ustrojowa, przy łupieżczej grabieży ze strony bogatych krajów kapitalistycznych, doprowadziły do zubożenia ich społeczeństw, masowego bezrobocia oraz powstania różnic społecznych o skali przekraczającej niekiedy stan z początków XX w. Te zjawiska, w połączeniu z szybkością przemian uniemożliwiającą ich percepcję psychiczną, były przyczyną powszechnego szoku. Specyfiką czasów transformacji ustrojowej w krajach postsocjalistycznych, było pozbawienie społeczeństwa, w większości przywiązanego do wartości państwa opiekuńczego i akceptujących go, reprezentacji politycznej akceptującej te wartości. Dotychczasowe partie rządzace, formalnie o korzeniach komunistycznych, przeszły na pozycję liberalne lub rozpadły się a opozycja była programowo antysocjalistyczna. Siły, które doszły do władzy na ruinach realnego socjalizmu obiecywały szybką poprawę sytuacji materialnej społeczeństwa, do której jednak nie doszło, a kolejne wybory parlamentarne wynosiły do władzy coraz to nowe partie i koalicje, które spadały na margines sceny politycznej przy kolejnych wyborach. Nowe elity, pasożytnicza „klasa polityczna", cieszą się coraz mniejszym autorytetem. Podstawowymi narzędziami polityki stają się w coraz szerszym zakresie puste obietnice i demagogia a instrumentalne traktowanie prawa i korupcja stały się powszechne. – Taka rzeczywistość polityczno – społeczno - gospodarcza stała się żyzną glebą dla tęsknot za silną i sprawiedliwą, uwzględniającą potrzeby zwykłego człowieka, choć nie koniecznie demokratyczną, władzą. Nic dziwnego, że w niemal wszystkich państwach postkomunistycznych mnożą się partie i partyjki typu wodzowskiego nawiązujące do haseł nacjonalistycznych o mniej lub bardziej widocznych cechach parafaszystowskich. Nic też dziwnego, że najsłabiej tego typu ruchy rozwijają się na Białorusi, która potrafiła (stan z początku 2007 r.) zachować w daleko idącym zakresie cechy państwa sprawiedliwości społecznej i niezależność polityczno-gospodarczą oraz w Czechach i Słowenii, które przeszły w pełni transformację, ale prowadzoną w sposób rozsądny, z uwzględnieniem interesów narodowych, co zaowocowało rozwojem gospodarczym.
Nie ulega wątpliwości, że krajem, który spełnia niemal idealnie wszelkie warunki sprzyjające tęsknotom za silnym i sprawiedliwym przywództwem jest w początkach XXI wieku Polska. Cynizm, wiarołomstwo, sprzedajność, płaszczenie się przed „Zachodem" i Kościołem Katolickim, demagogia polskiej klasy politycznej – tak skrzydła postsolidarnościowego, jaki i skrzydła postpezetpeerowskiego – osiągnęły wymiary porażające. Przypomnijmy sobie, ile razy obracały się w gruzy nadzieje Polaków w ciągu ostatnich 30 lat – a więc w przedziale czasu odpowiadającemu jednemu pokoleniu. – Legła w gruzach wraz z końcem „dekady Gierka" nadzieja na skokowy rozwój cywilizacyjny Polski. Potem euforia I Solidarności i nadzieja na „socjalizm z ludzkim obliczem" zakończyła się anarchią i stanem wojennym. Wtedy wielu Polaków miało nadzieję, że Wojciech Jaruzelski wykorzysta władzę dyktatorską do generalnej modernizacji realnego socjalizmu a równie wielu innych, że zbuduje bez przelewu krwi najlepszą z możliwych wersję kapitalizmu. Dekada Generała zakończyła się marazmem, pierwszą falą Nowej Wielkiej Emigracji, skompromitowaniem socjalizmu i przekazaniem władzy w ręce ludzi przypadkowych i o miernych walorach intelektualnych. Mimo wszystko wciąż kołatała się w sercach Polaków nadzieja, że od „grubej, czerwonej linii" Tadeusza Mazowieckiego zacznie się nowy, lepszy etap dziejów Polski. Przekroczyliśmy „grubą linię", minęło półrocze, po których miało już być lepiej i okazało się, że zaczął się okres bezprzykładnej degrengolady gospodarczej i niszczenia substancji narodowej. Wtedy Polacy przy kolejnych wyborach wynieśli raz i drugi do władzy „postkomunistów", ale ci okazali się wcale nie mądrzejsi, sprawniejsi i bardziej ideowi niż „postsolidarnościowcy" a znacznie bardziej zdemoralizowani i cyniczni. – Ten długi ciąg zawodów zniszczył do szczętu zaufanie do wszelkich okrągłostołowych elit i wyniósł do władzy ludzi najmniej utytłanych w błocie dotychczasowej polityki. Trudno więc się dziwić, że Polska stała się pierwszym krajem Unii Europejskiej, w którym pełnię władzy osiągnęły na drodze demokratycznych wyborów (2005 r.) partie odwołujące się wyraźnie do nacjonalistycznych i autorytarnych tradycji 20-lecia międzywojennego (Prawo i Sprawiedliwość – do praktyki sanacyjnej, Liga Polskich Rodzin – do tradycji endeckich). Nie trudno dostrzec w ich programach i praktyce działania cechy parafaszystowskie.
Dla wyjaskrawienia zachodzących, w Polsce w latach 2005 - 2007 wydarzeń dokonajmy (popełniając, co przyznaję ze skruchą, uproszczenia na skraju nadużycia) porównania okoliczności dojścia do władzy i pierwszych działań nowych władz NSDAP Adolfa Hitlera w Niemczech w 1933 r. oraz  PiS Jarosława i Lecha Kaczyńskich w Polsce 2005 r.
W Niemczech po 15 latach wegetacji i braku perspektyw, do władzy doszła NSDAP prezentująca społeczeństwu jasny i zwarty, choć oparty na egoistycznych i niehumanitarnych przesłankach, program naprawy sytuacji wewnętrznej oraz przywrócenia Niemcom „należnej im roli" w Europie i świecie – a przy okazji rozliczenia się z winnymi katastrofy narodowej. NSDAP w chwili dojścia do władzy (desygnowania Adolfa Hitlera na kanclerza) nie miała większości w parlamencie (Reichstagu), ale drogą zręcznej współpracy z innymi partiami o orientacji narodowej i antykomunistycznej oraz groźbą terroru zdołała błyskawicznie (w ciągu kwartału!) przeprowadzić „legalnie" zmiany ustrojowe likwidujące ustrój demokratyczny i wprowadzające dyktaturę nazistowską. W Polsce – również po 15 latach „budowania" na ruinach realnego socjalizmu ustroju jaskrawej niesprawiedliwości społecznej, związanego z korupcyjnym przekazaniem w ręce kapitału zagranicznego większości majątku narodowego oraz niewiarygodnym rozrostem zjawisk kryminogennych, najsilniejszą partią w wyborach 2005 r. okazała się Prawo i Sprawiedliwość. Ta partia zwyciężyła również w wyborach prezydenckich. Podobnie jak NSDAP, PiS nie miała większości parlamentarnej, ale dzięki koalicji z partiami izolowanymi dotychczas na scenie politycznej, ale reprezentującymi znaczny elektorat („Samoobrona", „Liga Polskich Rodzin") utworzyła rząd mający szanse funkcjonowania przez okres całej kadencji i przeprowadzenia, we współpracy z prezydentem (tak jak w Niemczech w 1933 r.), daleko idących przekształceń.
Adolf Hitler zdołał zapanować nad Niemcami dzięki przekształceniu w nadzieję powszechnej frustracji społecznej i poparciu wielkiego kapitału niemieckiego oraz środowisk nacjonalistycznych marzących o pomszczeniu hańby totalnej przegranej w I wojnie światowej. Bracia Kaczyńscy także bazują na frustracji społecznej i marzeniu społeczeństwa o silnej władzy życzliwej prostemu człowiekowi, a na partnera strategicznego wybrali Kościół Katolicki, a ściślej jego zachowawcze skrzydło z niepokojem obserwujące postęp laicyzacji społeczeństwa i upatrujące w tradycyjnym „sojuszu ołtarza z tronem" drogę gruntowania wiary (a właściwie przymuszania do wiary) przy pomocy narzędzi władzy państwowej oraz, najłatwiejszy sposób utrzymania, osiągniętej w latach przełomu ustrojowego, niewiarygodnie korzystnej pozycji Kościoła w Polsce.
Naziści mobilizując Niemców do budowy Tysiącletniej Rzeszy panującej nad światem, wskazali im wrogów, na których ma się wyładować gniew sfrustrowanego społeczeństwa. Wrogów wewnętrznych, a więc „kosmopolitów" wszelkich odcieni: komunistów, którzy w 1918 r. „wbili Rzeszy nóż w plecy" inicjując rewolucję; liberałów, którzy stawiając dobro jednostki nad interesami ogółu osłabiają ducha narodowego; Żydów, którzy nad dobro narodowe przedkładają swoje plemienne interesy oplatające i zatruwające świat. Wrogów zewnętrznych: Francuzów i „zdradziecki Albion", na których trzeba pomścić hańbą Wersalu, oraz „hordy słowiańskie", ludy niepełnowartościowe, których terytoria powinny stać się obszarem rozwoju niemczyzny. Wrogowie prezentowani przez Kaczyńskich są niemal identyczni: komuniści i socjaliści wszelkich odcieni i liberałowie w kraju, a na zewnątrz, kapitał międzynarodowy zdominowany przez Żydów, czających się do odwetu Niemców oraz – przede wszystkim „azjatycka" Rosja – zawsze i w każdych warunkach śmiertelny wróg Polski (bez potrzeby udowodnienia tak oczywistej „prawdy").
Nazizm i PiS upodabnia także szerokie wykorzystanie w zwalczaniu przeciwników prowokacji. Hitler wykorzystał do rozprawy z komunistami pożar Reichstagu, choć nawet w warunkach terroru nie zdołano uprawdopodobnić udziału tego ugrupowania w tym incydencie. Jarosław i Lech Kaczyńscy usiłowali zbudować autorytet  bezwzględnych tępicieli korupcji na faktach częściowo lub całkowicie spreparowanych przez ich „policję polityczną" (Centralne Biuro Antykorupcyjne) i pisowskiego ministra sprawiedliwości.
NSDAP i PiS upodobnia także niechęć do odwoływania się do woli narodu, chęć wykarczowania zjawisk uznanych za zło do korzeni oraz pośpiech w realizacji celów. Klasyczny faszyzm programowo zakładał, że interesy narodu najlepiej wyraża ruch „narodowy" (faszystowski) i kierujący nim wódz – mesjasz, a wybory i referenda są raczej szkodliwe, gdyż wzbudzają emocje grupowe dzielące społeczeństwo i mogące je sprowadzić na manowce. Również PiS oraz LPR uważają, że „prawd oczywistych" nie wolno poddawać pod ocenę nie do końca przewidywalnego społeczeństwa. Do takich prawd oczywistych, poza „tematami zastępczymi" („prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci", ocena homoseksualizmu) należy wybór ustroju, stosunek do komunizmu i tradycji PRL-u, stosunki z Rosją. Paradoksalnie dążność do narzucania „niepełnowartościowemu społeczeństwu" z góry „naturalnie słusznych" rozwiązań ustrojowych i wizji tradycji narodowej upodabnia „kaczyzm" do tak przez niego nienawidzonych elit okrągłostołowych. Zdaje się to sugerować, że PiS i LPR są także dziećmi Okrągłego Stołu tyle, że z niezupełnie prawego łoża. Faszyzm niemiecki wyniszczał do korzeni komunizm, liberalizm i Żydów. Podobne ideologie i reprezentujących je ludzi chciałyby usunąć z Polski PiS i LPR. Chciałyby także osiągnąć to jak najszybciej, świadome, że następne wybory mogą zmienić polską scenę polityczną. Niestety (dla PiS i LPR) dysponują one mizernym w stosunku do możliwości nazizmu z 1933 r. potencjałem (brak własnych bojówek paramilitarnych i poparcia wielkiego kapitału oraz armii) i zupełnie innymi uwarunkowaniami międzynarodowymi, co pęta ich ruchy i spowalnia działania. Chęci przymuszania i łamania prawa PiS nie może wspierać i przyśpieszać świetnie uzbrojonymi i wyszkolonymi bojówkami a akcenty antysemickie budzą natychmiastowy opór Zachodu. Tak więc NSDAP w pełni zrealizowała zakładane przekształcenia ustrojowe w ciągu niespełna pół roku, natomiast PiS w ciągu dwóch lat sprawowania władzy daleka była od pełnego „spacyfikowania" kraju.. Ale „osiągnięć" tej partii i jej wodza Jarosława Kaczyńskiego, nie sposób lekceważyć. – Opanowanie wywiadu i kontrwywiadu, a także publicznego radia i telewizji, mocne pozycje w policji i wojsku, kontrola nad innymi służbami i instytucjami państwowymi, mnóstwo „swoich" ludzi w administracji państwowej, samorządowej i w sadach – to silne atuty. Gdyby PiS zwyciężyła także w następnych wyborach, opanowanie przez nią Polski na długo stałoby się całkiem realne. Dobrze, że władzę straciła już po 2 latach – niejako na własne życzenie, a ściślej ze względu na cech osobowe Jarosława Kaczyńskiego, dyskwalifikujące go jako wielkiego przywódcę (mściwość, zapalczywość, nieumiejętność współpracy).
Wskazywałem wyżej na ideowe i formalne podobieństwa między programami NSDAP i PiS. Ale jest między nimi i zasadnicza różnica – na niekorzyść „kaczyzmu". Program nazistowski, a także faszyzm włoski, dysponowały nośnymi społecznie programami rozwoju gospodarczego i socjalnego, które zapewniły im szerokie poparcie społeczne. PiS i LPR szermują niemal wyłącznie programami negatywnymi i propozycjami tylko kosmetycznych zmian gospodarczo-społecznych i w sferze etyki, a nie fundamentalnych – (walka z korupcją, usprawnienie wymiaru sprawiedliwości i służby zdrowia, poddanie Polski we władanie Marii i Jezusowi itp.). „Usprawiedliwić" ten brak trzeba konstatacją, że w obecnej sytuacji międzynarodowej Polski, przeprowadzenie z fundamentalnych zmian gospodarczych i politycznych nie jest możliwe.
Czy wskazane wyżej podobieństwa ideowe i w zakresie socjotechniki między faszyzmem międzywojennym a formacjami „narodowymi" w Polsce początków XXI w.  oznacza, że Polsce grozi recydywa klasycznego faszyzmu? Taka możliwość jest raczej wykluczona z uwagi na uwarunkowania krajowe i międzynarodowe. Ugrupowania narodowe łącznie (PiS, LPR, prawe skrzydło Platformy Obywatelskiej) mają faktyczne (niepokrywające się z sondażami) poparcie w granicach 20 - 25 % ogółu społeczeństwa – i to poparcie niestabilne. Centrum tego elektoratu stanowi szeroko rozumiane drobnomieszczaństwo (kupcy, drobni przedsiębiorcy) i część rolników, natomiast ugrupowania „narodowe" nie mają poparcia wielkiego kapitału, inteligencji i większości mediów. Sukces wyborczy PiS w 2005 r. był wynikiem nie masowego, spontanicznego poparcia społecznego dla tej partii, ale słabości programowej lub skompromitowania się rządami innych ugrupowań. Na „Kaczyńskich" znaczna część wyborców głosowała nie dlatego, że popierała ich program lecz dlatego, że brak było dla niego przekonywującej alternatywy. PiS-owi i LPR brak podstawowych argumentów, które zapewniły ongiś sukces faszystom włoskim a potem nazistom w Niemczech: chwytliwego programu społecznego, charyzmatycznych przywódców i …dobrze zorganizowanych bojówek mogących w decydujących momentach sterroryzować przeciwników.
Radykalnym rozwiązaniom politycznym (w jakimkolwiek kierunku) nie sprzyja też mały dynamizm społeczeństwa polskiego pierwszej dekady XXI wieku. Jest to skutek stałego odpływu z kraju od trzydziestu lat milionów młodych, najbardziej operatywnych i dobrze wykształconych ludzi a także pozbawienie elektoratu lewicowego narzędzi działalności politycznej. To swoiste zawory bezpieczeństwa powodujące brak aktywności społecznej (brak było takiego zaworu w Niemczech w okresie Wielkiego Kryzysu, gdy bezrobocie pustoszyło cały uprzemysłowiony świat). Jednocześnie napływ do Polski pieniędzy od stałej i czasowej emigracji zmniejsza zakres ubóstwa. Kształtowanie się „pełnowymiarowego" faszyzmu uniemożliwia także sytuacja międzynarodowa w Europie, a szczególnie członkostwo Polski w Unii Europejskiej. „Europa", pomna niedawnych doświadczeń, jest szczególnie uczulona na wszelkie przejawy aktywności politycznej przypominające faszyzm (a szczególnie antysemityzm) i pojawienie się w którymś z państw członkowskich jakichkolwiek zjawisk podejrzewanych o korzenie faszystowskie powoduje natychmiastowe przeciwdziałanie.
Autorytaryzm ledwie poczęty, został usunięty z Polski jako „płód zagrażający zdrowiu matki" już w przedterminowych wyborach w październiku 2009 r. ale rychło okazało się, ze nie był to płód do końca martwy. Wykazały to zdarzenia związane z katastrofą pod Smoleńskiem samolotu, w której zginął Prezydent Lech Kaczyński i towarzyszące mu osoby (elita polityczna i wojskowa). Sam lot i okoliczności z nim związane wystawiają złe świadectwo Prezydentowi. On przecież decydował o składzie pasażerów, był zwolennikiem ryzykownego lądowania i przede wszystkim był ojcem „grzechu pierworodnego" – zorganizowania imprezy propagandowej – raczej szkodliwej niż pożytecznej dla interesów Polski.
Szok spowodowany katastrofą zmienił radykalnie (miejmy nadzieję, że na krótko) postrzeganie zmarłego Prezydenta. Odważny ale lekkomyślny polityk (a może tylko politykier) utożsamiający podstawowe interesy państwa z interesami swojej partii i interesem prywatnym, człowiek w wymiarze tak politycznym jak i moralnym miernego formatu, i dotąd oceniany przez opinię publiczną nader wstrzemięźliwie zaczął być postrzegany jak mąż stanu, bohaterski patriota, który zginął śpiesząc oddać cześć ofiarom sprzed lat i przyśpieszyć pojednanie polsko – rosyjskie (!).
Obóz polityczny i sympatycy zmarłego Prezydenta (partia Prawo i Sprawiedliwość, inne ruchy i ugrupowania narodowo-katolickie, większość hierarchów Kościoła Katolickiego) wykazali się niebywałym refleksem i szybkością działania. Sprzyjające PiS-owi środki masowego przekazu (szczególnie publiczna telewizja i radio), w wielodniowym spektaklu podsycały szok i histerię, kształtowały sylwetkę Lecha Kaczyńskiego jako wybitnego polityka, nieskazitelnego patrioty a prywatnie bardzo dobrego i sympatycznego człowieka. Pojawiły się też bez oczekiwania na werdykty odpowiednich komisji i prokuratur, liczne insynuacje, że za katastrofę odpowiedzialni są, bezpośrednio lub pośrednio, Rosjanie a także rząd Donalda Tuska a żadnej odpowiedzialności nie ponoszą Kancelaria Prezydenta i sam Prezydent. Lech Kaczyński zaczął być kreowany na wielkiego bohatera narodowego, męczennika za sprawę narodową, godnie kontynuującego walkę o „prawdziwą Polskę" wielu pokoleń Polaków. Zmarła para prezydencka doczekała się królewskiego pogrzebu i grobu na Wawelu a wiele innych ofiar katastrofy, także tych, których działania lub zaniedbania przyczyniły się do katastrofy, pośmiertnych awansów i odznaczeń. Na fali szoku i zamieszania po katastrofie, z dnia na dzień wzrosły notowania PiS i Jarosława Kaczyńskiego, który omal nie został wybrany prezydentem Polski na miejsce zmarłego brata. Te wydarzenia wskazują, jak niespodziewane wydarzenia mogą mieć wpływ na bieg historii. Kolejne nawroty „kaczyzmu" to epizody, ale epizody, które zaważą na losach Polski najbliższych dziesięcioleci. Nasz kraj wiele traci, nie tylko jako podmiot polityki europejskiej, przybierając postać skansenu obyczajowo-społecznego, który warto odwiedzić jako turysta ale, z którym nie można wiązać poważnych interesów. Skrajny, nieracjonalny nacjonalizm i fobia antyrosyjska ma też wymiar materialny. Tracimy wiele miliardów złotych na nieumiejętności wykorzystania naszych szans geopolitycznych. Zubożają naszą substancję narodową wycofane z bibliotek książki, zniszczone budowle i pomniki, nienapisane książki i prace naukowe nie powstałe na skutek zaszczucia autorów, zatęchłej atmosfery społecznej i emigracji wielu obiecujących naukowców. Ale największy uszczerbek przyniesie jad nienawiści i ksenofobii, wlewany do umysłów Polaków, emocje kierowane na problemy trzeciorzędne ze szkodą dla spraw naprawdę ważnych. Po raz kolejny (który to już od czasu rozbiorów?) nie potrafimy obiektywnie ocenić wydarzeń historycznych i wyciągnąć z nich konstruktywnych wniosków na przyszłość. Doświadczenia ostatnich lat i, szerzej, całej epoki historycznej od roku 1980, wskazują po raz kolejny, że wcale nie trzeba Niemcom ani Rosjanom powierzać emisji osłabiania substancji narodowej Polski i zamulania nurtu jej rozwoju – Polacy sami zrobią to najlepiej i zupełnie bezpłatnie.
Polska wciąż czeka na swoje pięć historycznych minut a Polacy na swojego Kemala Atatürka, Charlesa de Gaulle’a czy choćby Władimira Putina lub Aleksandra Łukaszenkę, który potrafi zogniskować energię wielkiego narodu, wyrwać go z bagna chorobotwórczej mitologii narodowej i wyprowadzić na szeroki trakt prowadzący ku przyszłości. Niestety czeka już od trzystu lat a światełka w tunelu ciągle nie widać.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież