Mariusz Jagielski - Być uwikłanym w relacje „ku" i „do"

Gdybyśmy zapytali osobę przypadkowo napotkaną na ulicy o wskazanie różnicy istniejącej między relacją „ku" a relacją „do" mogłoby się okazać, że różnica taka w zasadzie w percepcji nie funkcjonuje. Rozróżnienie „ku" i „do" istniałaby zatem tylko na poziomie języka, sens natomiast pozostałby ten sam. Wówczas zdanie – „Jestem w relacji ku czemuś, wydaje się być identyczne, co jestem w relacji do czegoś" –  można uznać za identyczne. Jednakże gdyby tak rzeczywiście było, to jedno z wyrażeń byłoby całkowicie niepotrzebne. Prawdopodobnie nigdy by nie powstało, a jeśli już, to określałoby ono całkowicie coś innego. Lecz istnienie obu tych wyrażeń jest oczywiste, różnice w postrzeganiu ich znaczeń, tego co sobą reprezentują już niekoniecznie. Przyjmijmy, że jedną z relacji postrzegać będziemy jako drogę. W zasadzie przyjęcie takiej tezy jest konieczne do lepszego zrozumienia jej właściwości. Tak więc drogą nazwiemy relację „ku". Pierwszą z jej właściwości jest bez wątpienia upływający czas, którego nie można określać w jakichkolwiek ramach od – do. Nie znajduję w relacji „ku" jej ścisłego początku ani też ścisłego końca . Skłaniałbym się do tezy, iż jesteśmy w tę relację „wrzuceni". Początek i koniec relacji „ku" znany jest Bogu od początku wszelkiego istnienia . Nam, ludziom, znany jest tylko środek owej relacji. Relacji, która jest immanentna wobec ludzkiego bytu. Jako Ci, którzy zostali „wrzuceni w środek" mamy zarazem możliwość poznania. Instrumentami, którymi głównie posługujemy się w odkrywaniu, to świadomość i subtelność refleksji pojmowana bardziej jako uczucie. Subtelność refleksji jest bezwzględnie konieczna do samego intelektualnego zauważenia tego rodzaju relacji. Czując jesteśmy w stanie przekroczyć to, co materialne i próbować dosięgnąć tego, co istnieje poza. Jako, że relacja „ku" wywodzi się wprost od Boga to z natury swojej bytować będzie poza światem materialnym, w miejscu, w którym dosięgną ją uczucia. Warto wspomnieć, że każdy człowiek wykazuje różne predyspozycje w osiąganiu tego stanu refleksji. Potoczne refleksje, odnoszące się do zwykłych rzeczy posiadamy wszyscy. Chodzi tu o pewien subtelny rodzaj odczucia towarzyszący wykraczaniu poza daną rzeczywistość. Świadomość natomiast miałaby za zadanie przekształcanie informacji, z którymi styka się subtelna refleksja na poziom bardziej intelektualny. Jej zadanie upatrywałbym w analizowaniu tego, co właśnie się wydarzyło. W metamorfozie informacji z subtelnych, zanieczyszczonych drobinami uczuć na informacje, ciężkie i zimne, typowo intelektualne. Świadomość może być określana słowem „wiem", które by było połączeniem tego, co zabarwione jest uczuciami z tym, co intelektualne. Wspomniany wcześniej aspekt czasowości jest dany w sposób nieoczywisty, który również trzeba odkryć za pomocą świadomości i subtelnej refleksji. Biorąc pod uwagę to, co do tej pory zostało powiedziane, można wysunąć tezę, iż relacja, „ku" nie jest czymś stałym i określonym. Pojmować ją należałoby na zasadzie wiecznego, dynamicznego wydarzania się, w którym człowiek jest umieszczony, przez co sam się wydarza. Można więc powiedzieć, że człowiek jako byt aktualizuje się poprzez naprzemienne tracenie i zyskiwanie właściwości. Uwidacznia się więc kolejna cecha, mianowicie plastyczność ludzi, ich dostosowywanie się do potrzeb, które muszą zostać zaspokojone na drodze „ku". Ścieżce, która nie jest w zupełności pewna i dla wszystkich bez wyjątku osiągalna. Tak więc transcendentalny charakter relacji „ku" jest oczywisty nie tylko ze względu na cel do którego dąży, celem tym będzie spotkanie z Bogiem, lecz także ze względu na nią samą. Relacja „ku" nabiera tego specyficznego charakteru już poprzez wzgląd na same jej właściwości. Oczywiście nie tylko spotkanie z Bogiem może być celem. Celem może być wszystko to, do czego dąży myśl. Inaczej mówiąc, marzenia mogą być celem. Myśl o lepszym życiu czy innych uciechach może też być celem. Wszystko to, co niematerialne jest obszarem występowania relacji „ku".  Natomiast, jeśli chodzi o podanie przykładu takiej relacji, to daleko w zasadzie nie trzeba szukać. Od wypowiedzenia pojedynczego słowa w pustą nawet przestrzeń, przez rozmowę z kimkolwiek, po głębokie refleksje dotyczące, najrozmaitszych spraw zastanych w życiu. Wszystko to jest przykładem relacji „ku". Wyżej wymienione można zaobserwować w codziennym życiu z tym, że nie zawsze jesteśmy świadomi jak ważne jest to wydarzenie, jak ważna jest relacja, w której się znajdujemy.

Płaszczyzną na poziomie, której realizuje się relacja „do" jest materia. Zyskuje w ten sposób ona unikatowe właściwości, zupełnie odmienne i niepowtarzalne. W świecie materii prym wiodą powszechnie obowiązujące i niezmienne prawa, które ją kształtują. Sprawiają, że nie powstaje chaos. I właśnie na tej uporządkowanej płaszczyźnie egzystuje człowiek. A najlepiej jego egzystencję odzwierciedla relacja „do". W poprzedniej relacji człowiek został wrzucony w świat. Został wyposażony w odpowiednie instrumenty poznawcze, a jego zadaniem było odnalezienie właściwej drogi. W relacji „do" człowiek wyraźnie manifestuje swoją obecność poprzez samo istnienie w świecie materialnym. Jasno określony początek relacji „do" w momencie narodzin i jasno określony koniec w momencie śmierci. Daje do zrozumienia, że przemijalność będzie stałą właściwością człowieka uwikłanego w ten rodzaj relacji. A skoro jest to właściwością człowieka, to musi to być także właściwością relacji, którą tworzy. A tworzy ją w dwojaki sposób. Pierwszy, nieświadomy, drugi – świadomy. Nieświadomy sposób tworzenia relacji najlepiej odda przykład nowonarodzonego dziecka. Otóż noworodek w momencie narodzin nie posiada świadomości, która informowałaby go o wszystkich relacjach, w których się aktualnie znajduje. Noworodek w momencie przyjścia na świat jest nieświadomie uwikłane w relację „do" swoich rodziców, do personelu medycznego, lub do materii w ogóle. Zatem skoro nie jest świadomy, możemy powiedzieć, że on sam nie pozostaje faktycznie w żadnej relacji „do". Jedynymi osobami, które widzą jego uwikłanie w relację są osoby, które również były obecne przy jego przyjściu na świat. Inaczej mówiąc, ojciec, który obserwuje moment narodzin jest w stanie zauważyć relację jego syna do wszystkiego, co go otacza. Dziecko tego spostrzeżenia nie może dokonać. Drugim sposobem tworzenia relacji jest tworzenie jej świadomie. Polegałoby to mniej więcej na tym, że potrafię odnaleźć i zrozumieć związek, jaki zachodzi między mną a rzeczywistością, w której się znajduję lub obiektem, którego używam. Na przykład czytam książkę, więc wiem i rozumiem, że czytam książkę. W odróżnieniu od relacji, „ku", która była immanentna i którą się odkrywało, to w relacji „do" zauważyć można proces uczenia się. Istniejąc w świecie materialnym uczę się jak obchodzić się z jego różnymi wytworami. A jeżeli się czegoś uczę, to nabywam wiedzę. Inaczej mówiąc relacja „do" będzie relacją nabytą  nie wrodzoną. Można zaryzykować stwierdzenie, że będzie ona umiejętnością, dzięki której łatwiej będzie egzystować. Wracając do tezy o przemijalności, warto umieścić kilka słów na temat czasu i jego roli w drugim rodzaju relacji. Otóż nie istnieje tu trwanie pojęte jako permanentne bycie w stosunku do czegoś. Jest to niemożliwe z racji przemijalności nas samych jak i naszych wytworów. Pojęciem, które adekwatnie odzwierciedla czas w tej relacji to pojęcie chwili. Czas mija tylko w momencie, w którym jestem w relacji „do" czegoś. Na przykład czas mija tylko wtedy, gdy patrzę na telewizor lub książkę. Cały czas mój wzrok skierowany jest na coś, na zupełnie różne rzeczy, powoduje to płynne przejście z jednej chwili do drugiej, w taki sposób, iż mamy wrażenie ciągłego upływu czasu. Co się tyczy transcendencji, to istnieje ona również na płaszczyźnie materialnej, jednakże w sensie innym, niż było to przedstawione w relacji „ku". W relacji „do" transcendencja polega na wykraczaniu w stronę drugiej osoby lub przedmiotu. Wykraczam na płaszczyźnie dotyku, smaku i tylko w ten sposób. Każde inne wykroczenie jest niematerialne i jest właściwością relacji „ku". Inną sprawą jest, że cel w świecie materialnym jest zawsze określony. Człowiek może jedynie dążyć do swojego wytworu lub do drugiego człowieka. Przy czym zarówno wytwór jak i człowiek są jasno określeni odpowiednimi właściwościami. O ile relacja „ku" pozostawiała aspekt niepewności o tyle w relacji „do" nie ma na niepewność miejsca. Materia zawsze będzie określona formą i kształtem.

Podsumowując, obie wymienione relacje w pewnym stopniu odzwierciedlają naturę ludzką. Z jednej strony jest to droga, którą każdy człowiek przemierza, skazany przy tym na niepewność podczas swojej wędrówki. Z drugiej strony nigdzie iść nie musi, bo wszystko czego potrzebuje, wszystko co zna i czego doświadczył zostało określone i nazwane. Jest pewne, choć przemija. Obie wyróżnione tu sfery, sfera materialna i niematerialna znajdują największy wyraz w nikim innym jak w człowieku. A skoro są częścią nas, to obowiązkiem naszym powinno być poprawne ich rozróżnianie, bowiem doprowadzi to do jeszcze lepszego poznania nas samych. Człowiek jest tym miejscem, w którym następuje przenikanie się obu, wydawałoby się zupełnie różnych sfer. Jesteśmy dowodem na to, że harmonia myśli i materii jest możliwa i nie należy zajmować radykalnych stanowisk po jednej lub po drugiej stronie.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież