Lesław Czapliński - Sienkiewicz Gombrowiczem podszyty

„Trylogia" Henryka Sienkiewicza posiada tradycje sceniczne na deskach krakowskiego Teatru Starego (wówczas noszącego miano Miejskiego). Jej kolejne ogniwa wystawiane były tam w dwuletnich odstępach w latach: 1885, 1887 i 1889. Jan Klata podjął się wystawienia całości w ciągu jednego wieczoru (wcześniej w ciągu półtorej godziny rozprawił się z też cykliczną „Oresteją" Ajschylosa, a przed czterdziestu laty Andrzej Wajda w panoramicznym spektaklu o Krakowie – „Z biegiem lat, z biegiem dni" – ukazał jego dzieje, zestawiając ze sobą na raz dramaty Bałuckiego, Zapolskiej i Kisielewskiego).
Scenerię spektaklu tworzy kościelne wnętrze z amboną i puttami nad nią z lewej, konfesjonałem z prawej i ołtarzem Matki Boskiej Częstochowskiej w głębi. Wnętrze to wypełniają szpitalne łóżka, z zawieszoną kartą-historią choroby w przypadku Skrzetuskiego, gdy dostaje się do niewoli  u Chmielnickiego. Na szpital wskazują też bandaże, nałożone na kostiumy postaci. Szkoda wszakże, iż zgodnie z charakterem wnętrza nie zdecydowano się na wypełnienie go trumnami, z których powstają truchła z narodowego panteonu, odgrywające swe role sprzed śmierci, ponadto korespondowałoby to bardziej z wymową finału, kiedy zdarzenia opisane przez Trylogię i przywołane w spektaklu, wpisane zostają w matryce narodowych mitów oraz ich utrwalonych przedstawień artystycznych, a ich uczestnicy powstają z narodowych cmentarzy. Otóż Azja Tuchajbejowicz morduje swych przeciwników, zadając im ciosy w tył głowy, co stanowi bezsprzeczne nawiązanie do zbrodni katyńskiej, a zwłaszcza jej artystycznego wizerunku z finałowej sekwencji filmu Wajdy, natomiast w zakończeniu, w oblężonym przez Turków Kamieńcu Podolskim, Wołodyjowski i Skrzetuski schodzą do kanałów, w czym znów dopatrzyć się można odwołania do filmu tego reżysera, tym razem traktującego o Powstaniu Warszawskim.
Od Brechta przejęto nie tyle wymowę ideologiczno-polityczną, co epickość jako sposób teatralnej narracji. Oznacza to dystans aktorów wobec granych postaci, a to poprzez ich autoprezentację, często pozostającą w sprzeczności wobec realiów z uwagi na rozbieżność wieku pomiędzy nimi a ich odtwórcami (zramolały i z lekka chromający Skrzetuski, Ewa Kolasińska i Anna Dymna jako odpowiednio Krzysia Drohojowska i Basia Jeziorkowska), czy też wypowiadanie opisowych ustępów narracyjnych (podobnie w „Historyji o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim" Kazimierz Dejmek kazał aktorom wygłaszać tekst didaskaliów) równolegle z przytaczanymi wypowiedziami postaci, co wydobywa zarazem grafomański charakter pisarstwa Sienkiewicza. To także choreograficzne łączniki pomiędzy scenami, na przykład walki na poduszki w rozbłyskach świateł, czy tańca w kwaterze Wołodyjowskiego w rytm Marsza żałobnego Chopina. Lejtmotywem całego spektaklu jest powracające cwałowanie, nie tyle nawet zgodnej z czasem husarii, co ułańskie, a więc znów wpisujące się w utrwalone w bliższym czasie klisze narodowej walki o wolność (np. korespondujące z Sienkiewiczem popularne wizerunki malarskie rodu Kossaków).
Duże wrażenie wywiera ożywienie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, w miejscu głowy której pojawia się w pewnym momencie twarz aktorki, wypowiadającej kwestie, niesionej następnie wraz z obrazem w uroczystej procesji błagalnej przed obroną Jasnej Góry, wreszcie gładzącej przez ten otwór ręką po głowie jako dziękczynienie wobec zwycięskiego wybawiciela - Kmicica. Z kolei procesja wraz z szafarkami z kadzidłami przypomina nieco sekwencję ze świątyni Marylin Monroe z filmu Kena Russella „Tommy".
Klata umiejętnie wygrywa na poły kabaretową konwencję, panującą  poprzez większą część przedstawienia, aby tym bardziej, na zasadzie kontrastu, wydobyć liryczny tragizm pożegnania Wołodyjowskiego z Basią oraz patos zakończenia, kiedy na widowni zapada rzadka we współczesnym teatrze, niczym niezakłócona cisza, w przeciwieństwie do wcześniejszych salw śmiechu, towarzyszących akcji i jej licznym perypetiom. Natomiast piorunujący efekt ożywienia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej ulega osłabieniu i spowszednieniu poprzez jego przeciągnięcie oraz powtórzenie w następnej części, kiedy obraz znów gada, jakby reżyser przestraszył się swego obrazoburczego pomysłu i starał się zatrzeć wywołane przez siebie samego wrażenie poprzez jego rozmydlenie. To tak, jakby czechowowska strzelba po wypaleniu zaczęła strzelać raz po razie, bez opamiętania.
Zakończenie „Ogniem i mieczem" nierozstrzygniętą obroną Zbaraża, którego mury utworzono z łóżek i materacy, kazało przewidywać, że analogicznie rozwiązana zostanie kulminacja „Potopu" obroną Częstochowy, a „Pana Wołodyjowskiego" rzezią Tuchajbejowicza, lub oblężeniem Kamieńca, skoro zamykająca powieść odezwa po Sobieskiego wygłoszona została na początku przedstawienia, bez dopowiadania fabularnych wątków, które są luźno przywoływane, bardziej poprzez odwołania do znajomości pierwowzoru literackiego przez widzów spektaklu, albowiem jest to gra ze stereotypami na temat dzieła Sienkiewicza oraz przezeń stworzonymi, a także tradycjami teatralnymi. Na przykład w „Potopie" mamy na wzór antycznych chóry: Soroki i jego żołnierzy oraz napastowanych przez nich dziewcząt – „Sikorek"
Aktorzy utożsamiali się nie tyle z postaciami, co swoimi zadaniami aktorskimi, dzięki czemu ciało nie zaprzeczało ich wypowiedziom, które w przeciwnym razie okazują się jedynie wyuczonymi na pamięć i klepanymi z głowy, a nie wewnętrznego poczucia konieczności, ani nie dawało znać po sobie, iż znaleźli się na scenie wyłącznie z powodu potrzeby odrobienia zawodowej pańszczyzny
Najlepsi okazali się młodsi aktorzy: Juliusz Chrząstowski jako brawurowy, a przy tym niepozbawiony wdzięku Zagłoba, Zbigniew W. Kaleta jako jąkający się Bohun oraz Azja, tańczący derwisz (powoli wyrasta on na gwiazdę tej sceny, byle nie skończył jak Krzysztof Globisz), a także najstarszy Andrzej Kozak, odtwórca Michała Wołodyjowskiego, odwołujący się do wieloletniego doświadczenia, a przy tym otwarty na proponowane przez reżysera nowe jakości wyrazowe. Na solidnym rzemiośle, zwłaszcza monologowym, oparty był występ Mikołaja Grabowskiego w roli Janusza Radziwiłła. Jak zawsze siłą wyrazu odznaczało się aktorstwo Anny Dymnej. Zawiódł natomiast Krzysztof Globisz, który coraz częściej odwołuje się do rutyny, albo – i to nie tylko na scenie – popisów taniego komedianctwa…
Dzięki współpracy z nowym pokoleniem reżyserów (Mają Kleczewską, Barbarą Wysocką, Michałem Zadarą, Wojciechem Klemmem), Stary Teatr odzyskuje młodość, ocknąwszy się z długo śnionego snu o swej wydawałoby się bezpowrotnie minionej świetności, której jeszcze do niedawna był zakładnikiem.


Narodowy Teatr Stary im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie: „Trylogia" wg Henryka Sienkiewicza. Oprac. tekstu i muzyczne oraz reż. Jan Klata. Scen. Justyna Łagowska. Kost. Mirosław Kaczmarek. Chor. Maciej Prusak.        

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież