Wojciech Kawiński - Początek zimowej elegii

Głos ulicy
zobojętnia cię na czas;
śpiew kobiety kaleczy
każdy szczegół
sekundy


Co wybrzmiało
z północnego krańca kontynentu
teraz rodzi się
na południu;
jak promień bezdźwięczny

Piszczałki pustyń
grube dźwięki
dolin
tworzą blizny
na skorupie wieku

Choroba dżuma naszych dni
rozwija się milcząco;
w każdym oddechu
odlatującym ptasio
za widnokres

Widzisz to
co słyszycie nigdy nie będzie
po drugiej stronie liścia;
na wodzie
wewnątrz śniegu       


Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież