Jerzy Utkin - na łasce

Spis treści

na ławce w poczekalni przed cudzymi drzwiami
na łaskę i niełaskę obcych ludzi zdani


o lasce która wiarą wspiera chwiejne kroki
na łasce tych co mają horyzont szeroki

perspektywy przed sobą i świetlaną przyszłość
służyć im dniem i nocą nam niestety przyszło

spełniać wszelkie zachcianki niemo się zgadzając
aby tańczyć na linie tak jak nam zagrają

na kolanach do bólu czołem o podłogę
bić pokłony przed nimi i w nieznaną drogę

ruszać precz sprzed ich oczu by swoim widokiem
nie naruszać spokoju spod ich domostw okien

iść przed siebie czym prędzej słysząc za plecami
szyderczy śmiech i rechot tych co gardzą nami

 

 


 

autoportret ze strusiem

zawsze schowa łeb w piasek zad zaś na kopniaki
wystawiając bezwiednie ma charakter taki

że w chwili zagrożenia nie chce spojrzeć w oczy
prawdzie o sobie samym przez pustynię kroczy

gdzie czuje się u siebie mając pusto w głowie
irytuje go skromny i myślący człowiek

sam puszy się i pyszni wyciągając szyję
na której łysa czaszka ptasi móżdżek kryje

ogrania nim niewiele choć znaczna postura
czyni go mniej bezbronnym niż kaczka czy kura

indyk gęś lub perliczka te już od pisklęcia
pod nóż są szykowane struś nie ma pojęcia

że mógłby stawić opór bo ma możliwości
by kilku kreaturom porachować kości

jednak tego nie zrobi bo woli nie widzieć
lub przynajmniej udawać nic nie wie o wstydzie

z którego by się spalił każdy pierwszy lepszy
za co się tylko weźmie to natychmiast spieprzy

bo przecież są realia i okoliczności
z którymi wciąż się liczy choć może go złości

że skrzydeł nie rozwinie aby z lotu ptaka
spojrzeć na swoją dolę która tak nijaka

jest w tym naszym zwierzyńcu jak tylko być może
ani łagodny gołąb ani dumny orzeł

chociaż duży i silny zamiera ze strachu
z dupą w niebo wypiętą z głową w kopcu piachu

 


 

kręgosłup z plasteliny

popieramy każdego kto obecnie rządzi
wiemy o tym najlepiej przecież się nie sądzi

zadufanych zwycięzców ich zawsze na wierzchu
więc klaszczemy bezmyślnie od świtu do zmierzchu

obojętnie czerwoni czarni czy zieloni
brunatni lub bezbarwni lecz to właśnie oni

wyniesieni ku władzy w dobie demokracji
głosami mas bezwolnych choć nie mają racji

to jednak zrobią wszystko aby zaspokoić
swoje własne ambicje postawić na swoim

mają nas tak głęboko że wzrok tam nie sięga
bez znaczenia Bóg wiara Ojczyzna przysięga

a jednak mimo wszystko spośród nas niektórzy
wciąż bredząc o honorze chcą im wiernie służyć

mają czelność się puszyć i prawić morały
choć w przeszłości ich ręce wszystko zagarniały

kręgosłup z plasteliny pozwala zachować
odpowiednią pozycję więc spokojna głowa

o jutro kiedy wczoraj tonie w niepamięci
przyszłość jasna przeszłości wnet się łeb ukręci

 


 

zastraszeni

chronicznie zastraszeni lęk nam płynie w żyłach
jakże trudno to przyznać że już żadna siła

nie poderwie do lotu naszych dawnych marzeń
za dobrze pamiętamy o dzielnym Ikarze

i o jego upadku wprost w objęcia morza
to skutecznie dogasza w naszych sercach pożar

i przestrzega przed wzlotem w podniebne przestrzenie
nam wystarczy że pewnie pod stopami ziemię

wyczuwamy lecz bać się nie umiemy przestać
choć odwaga staniała nas wciąż na nią nie stać

tak przyziemni jesteśmy że aż uziemieni
przez myślowe schematy nie umiemy zmienić

niczego tu i teraz po co się narażać
kiedy taki błogostan pozory nam stwarza

względnego bezpieczeństwa gnuśni i ospali
potrafimy jedynie na swój los się żalić

 


 

chleb i kamień

to co rzucisz za siebie znajdziesz wnet przed sobą
nie uleci w niepamięć żadne twoje słowo

kamienie zamiast chleba rzucasz wciąż za siebie
winy w sobie nie widząc tak więc miejsca w niebie

jesteś pewien bo przecież żyjesz jak należy
wmawiasz sobie codziennie że już niemal wierzysz

w te brednie oraz kłamstwa którymi się sycisz
porządni dobrzy ludzie nie żadni bandyci

tobie jakże podobni wciąż cię przekonują
że wszystko jest w porządku nic dodać nic ująć

zatem sobie samemu nic do zarzucenia
nie masz pewien nad wyraz czystego sumienia

które z dumą obnosisz gardząc tymi którzy
nie znajdują schronienia w czas największej burzy

ten kto głodny odejdzie spod drzwi twego domu
powróci tu kamieniem w czas rychłego zgonu

 


 

przymykamy oczy

wygodnie jest nie widzieć przymykamy oczy
na codzienne łajdactwa bo nie w naszej mocy

cokolwiek wokół zmieniać tak sobie wmawiamy
aby uśpić sumienie kiedy od nas samych

tak niewiele zależy zatykamy uszy
aby płaczu nie słyszeć czym ten krzyk zagłuszyć

krzywdzonych poniżanych głodnych i kopanych
który do nas dociera na szczęście zza ściany

jaką się odgradzamy od cudzej udręki
zawsze w dobrym humorze jak refren piosenki

powraca przeświadczenie że nie mamy sobie
nic dziś do zarzucenia cóż z tego że człowiek

jakiś kona z rozpaczy tuż obok za rogiem
my święcie przekonani że kiedy przed Bogiem

staniemy by rachunek zdać ze swego życia
nie będziemy niczego mieli do ukrycia







 

Również tego autora