John a’Beckett Aubade emigranta (Ex-pat Aubade)

Boeing pod banderą Lotu mknie przez prószący śnieg
podążamy gdzieś, nie wiedząc; nieznany to jest bieg
nieznane miejsce ani czas, dziwnie pełne znaczeń:
Polska, punkt pamięci; duszy i nagłych zaprzeczeń
które pozwalają żyć, pulsując dziarsko pomiędzy
tym, czym kiedyś mogła być, a jest. Myśl jak przędza
kusząco porywa do przodu, nęci ku dali 
plama czasu uwolniona; na powierzchni fala
gdy pracujemy w mroźne jesienie po nocach
umiejętność wprowadzenia tego, co w mocy

Bezpieczne lądowanie na pasie i aplauz
Pasażer rozbudzonych rytuałów; pauza
Co przyniesie nowy dzień? Nieruchomy blitzkrieg
zblaknietych reklam – na wpół amerykański pościg
komercji, bedekerów, poradników, gramatyk
wejścia do mini mieszkań; jednoizbowe chaty
w Warszawie z fleszami bilbordów i reklam
wymacując klucz do zamka w ciemności; to szekla
na schodach przywołany przez turkawek gruchanie
graffiti niczym zapis nut; granie na czekanie

Z angielskiego przełożył: Wojciech A. Maślarz



Wysoka kraina
Wjedź w ten zakręt gładką polną drogą 
lusterko wsteczne pokaże znajome
pola maków jak historie minione 
otwartą mazurską głębię zieleni
na wodach jeziora żagiel dziarski
jedź wzdłuż drogi; ona cię poprowadzi
tam gdzie od dawna tak chciałeś być;

powiedzie cię pomiędzy zasiedziałe
strzechą kryte zagrody; chaty i stodoły
gdzie z drewna kościół lub kapliczka
w objęciu gładkich ramion leszczyn 
na górkę, skąd rozciąga się horyzont
gotycki miedzioryt z wioski kryzą
rozpakuj się, usiądź, odezwij do muz
skończył się czas poszukiwań i burz


Z angielskiego przełożył: Wojciech A. Maślarz


Pamiętaj Blavę (Remember Blava)
Pamiętasz Bratysławę? Nasączoną słowackim
winem, Blavę, jak mówi James, nasz powiernik 
przecież nie mieliśmy na myśli, że to Habsburgów
gorący, okolony podniesioną brwią Dunaju Burg,
oczy – patrzyliśmy przez nie. Pamiętam – raczej
osadzony w skorupie miejski zgrzyt zębów czasu
lekko pogański nastrój, gdy przyodziałaś się lasem
letniej zwiewności, a ja w płaszczu, bo deszcz,
górskie buty i kapelusz znoszony jak zmierzch

Potem wyczarowuję gwiezdną noc czarnej magii 
ten gorący płomień płynnej słowackiej historii,
dojrzały przekrój gleby by rosło zielone wino
przywołać wachlarz złotej jesieni i przemienić
w wiatr wiejący od gór, który stopniowo przechodzi
w znikające nazwy naszych dni; w rytm życia
bez nut, ponurości tłumionej paradnym krokiem
i zarzuconymi planami „totalnej spontaniczności"

Mając za przeznaczenie i desperacko chcąc dotrzeć
do Burdovic, gdy już utknęliśmy w Modrej,
nazwa, która teraz rozpływa się w głębi znaczeń,
potem zagubiona uliczka przed nami majaczy,
pamiętasz, zaprowadziła nas cudownie do nikąd
łapanie okazji na wachlarz banknotów lub kciuk 
Na środku drogi drzemał duży, czarny borsuk
Rozłożył się i chrapał, ot zawracanie głowy
„Jesteście, gdzie chcecie być. Koniec rozmowy"

Bóg tylko wie jak się stamtąd wydostaliśmy, 
zapewne James rozmawiał z wójtem tej gminy
albo z jakimś bogiem, równie tajemniczym
obok wybielałej w słońcu drewnianej kaplicy,
niedawno opuszczonej, nagiej. Ach, pamiętasz
to nasycone deszczem, niezrozumiale pełne głębi
granitowo-niebieskie powietrze z karpackich trzewi?

Z angielskiego przełożył: Wojciech A. Maślarz
























Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież