Życie jako przeprawa

Ukazał się kolejny tomik poetycki Haliny Podgórskiej-Dutka, krakowskiej poetki, malarki (okładkę zdobi jej autoportret) oraz skrzypaczki.
Na muzyczny rodowód autorki wskazuje motyw „rezonowania" jako metafory oddziaływania pierwiastka duchowego na podobieństwo zjawiska akustycznego: „światłego rezonansu/ponadziemskiego obcowania" („Tatry moje"), „odrezonować to co wokół" („Szyldy tajemnicy"). Jego optycznym odpowiednikiem jest „odżarzenie" - „odżarzył się/tu humanizm" („Rękopis z tarnowskiej księgi"). To także metafora odnajdywanie współbrzmienia z otaczającym światem, co przybiera również postać motywu panteistycznej identyfikacji z otoczeniem poprzez odczuwanie więzi z wróblem, liściem kasztanu, czarnym bzem, pokrzywą, wreszcie dalekim dźwiękiem, jako znakami małych rewelacji powszednich („To nic nie szkodzi"). Koniecznym wszak jest posiadanie zdolności do zachwytu na podobieństwo słuchu muzycznego: „Nie pojmiesz/jeśli nie masz/zawrotnej szybkości ucha/myśli i ruchu biegłego/jeśli nie schwycisz wraz/fruwającej klawiatury/i wdzięku palców" („Grand Prix dla pianisty J.B."). Z kolei w „Mandzdze" nawiązuje do idei Friedricha Wilhelma Josepha von Schellinga, że „architektura jest muzyką w przestrzeni, niejako muzyką zastygłą", przyrównując usytuowane naprzeciw Wawelu krakowskie centrum kultury i techniki japońskiej „Manggha" do „kobieco łagodnej/architektonicznej muzyki".
Autorka wskazuje na organiczną łączność poezji i życiowego doświadczenia w wierszu „Związek", mogącym uchodzić za programowy w o wiele większym stopniu niż ten, od którego wziął nazwę cały tomik, a mianowicie „Zewu niewiarygodnego". Według Podgórskiej życie jest podróżą poprzez czas, „przeprawą" („intrygująca sztuka/codziennej przeprawy" z „Mojego domu", „całe długie/dni przepraw" z „Rękopisu"), z którą wiążą się takie pojęcia jak: dukt „przejścia" („Wizerunek") oraz „najwyższego zrozumienia" („Równowaga"), przechód „czasu" („Gdzie może być Chrystus") i „światła" („Lemniskata").
Jeden z wcześniejszych zbiorów poezji tej autorki nosił tytuł „Małe przymierze z Absolutem". Również i w obecnym tropi ona przejawy transcendencji, do czego nawołuje ją tytułowy „zew niewiarygodnego" (ponadto pojawia się jeszcze „zew wiary" w „Aniołach miłych, aniołach drogich, naszych współczujących", „ponadludzki zew żywych" w „Chopinie" oraz „zew kroczącego umysłu" w „Równowadze"). Oprócz zewu skłania do tego enigma „uczuć" („Lokomotywa") i „duszy" („Chopin"), przejawiająca się w każdym przedmiocie („Pora na wdzięczność) i wszechogarniająca („Rękopis"), stanowiąca źródło odnowienia („Zew"), wskutek czego dokonuje się przebudzenie świadomości. Niczym w pismach mistyków, w celu wyrażenia fenomenu przekraczającego empiryczne poznanie odwołuje się do oksymoronicznych zestawień - „nieskończona chwila czasu" („Pora na wdzięczność"), „przyszła przeszłość" („Rękopis") - wychodzących naprzeciw apofatycznemu pojmowaniu i ujmowaniu tajemnicy transcendencji. W charakterze przewodników w tym dążeniu oraz świadków jej ujawnionej obecności występują tacy tytani ducha, mityczni i historyczni, jak Gilgamesz, Chrystus, Edward Dembowski i Piłsudski, choć ten ostatni odegrał dwuznaczną rolę, jeśli zważy się przelaną krew podczas majowego przewrotu. Za Andriejem Tarkowskim, utrzymującym, iż sztuka, to jedyna, dana człowiekowi „możliwość wyrażenia Absolutu, nieskończoności", poszukuje jej poprzez dzieła artystyczne i cienie ich nieżyjących twórców: Leonarda da Vinci, Petrarki, Chopina, pisarza Natana Grossa.
Ponadto, za sprawą apostrofy: „obywatelu świata/komputerowej wioski lub jaskini'1 przywołuje pośrednio Platona po społu z Marshallem McLuhanem w Trenach na 11 września (nota bene mąż artystki, malarz Leszek Dutka poświęcił temu zdarzeniu instalacje, złożone z tekturowych prostopadłościanów, przebitych w miejsce samolotów wielorybami).
Bliższe wydaje się jej dziedzictwo porządku apollińskiego („trzeba nowego apollińskiego oddechu/oświecenia") niż dionizyjskiego szału. A obok tego występują „wątki torujące" za pomocą brzmienia wskazujące na „ślady obecności księgi", tej szczególnej, a mianowicie Tory, z której Genesis wywodzą się między innymi korzenie naszego kręgu kulturowego („Rękopis"), co odsyła do Tarnowa, rodzinnego miasta poetki i jej domu przy ulicy doktora Goldhammera, miasta, w którym po jego żydowskich mieszkańcach ostała się na Starym Mieście jedynie ulica Żydowska, zamieszkana dziś w większości przez Cyganów, oraz bima ze zburzonej przez hitlerowców synagogi.
Halina Podgórska odznacza się znaczną inwencją słowotwórczą. Posiada szczególną predylekcję do słów, utworzonych za pomocą przedrostka „roz". A więc w jej vocabularium spotkać możemy: rozlśniewanie („subtelną wizją wszystko rozlśniewa/żywiąc się ogniem i światłem pojąc" z „To nic nie szkodzi"), rozświetlanie („zadziwieniem" z „Tego co mistyczne"), wreszcie rozpromienianie („losów" z „Rękopisu"), w których świetlny blask przywołuje iluminację, wewnętrzne poznanie. To także po wielokroć powtarzająca się rozległość na przywołanie bezkresu horyzontu, za Vaclavem Hávlem mogącego zostać uznanym za przejaw Absolutu.
Poza tym dość często sięga do słów dwuczłonowych (np. wdzięczność „niewinna - ale arcyczynna" z „Pory na wdzięczność"). Szczególnie przez nią ulubionymi wydają się być: całożyciowy, „życie całozrodzone" („To nic nie szkodzi), „całowysilone dzieło serca" („Chopin"), „całoutkana z tajemnicy" („To co mistyczne"), całopojmowany („przechyla się/waga świata całopojmowanego" z „Beatrix"), „całocywilizacyjny trud" („Pytam was"), ale i „całocywilizacyjna dziejowa wioska" („Lokomotywa") oraz całocywilizacji mądrości źródła („Rękopis"), „z toni całoprowadzona" („Beatrix"), całozawarcie („tytaniczne" w „Tytanie"), cało-ogarnięcie, ale jednowysłowienie („świata" z „Lemniskaty"). Mamy ponadto całoczas jako obraz pełni, ale i bezczas na określenie nieprzemijalnego - Tarnów jako „skarbnica bezczasu" („Rękopis").
Ważną rolę w słowniku poetyckim Podgórskiej odgrywają ponadto: istność jako metafora najgłębszej natury, podobnie jak esencja i bardziej swojsko brzmiące sedno, a także przymiotniki: celny oraz wiedny i jego warianty - wiednowidny („Światowid" z „Trenów") i pustowiedny, a także rzeczownik wiedność („twierdzy" z „Rękopisu"). Ta ostatnia (np. „twierdza czasu" z „Mojego domu"), zazwyczaj w połączeniu z motywem światła, lub jasności, powraca jako wyobrażenie ataraksji, czyli stanu duchowej równowagi, przybierając ponadto wariantowe formy fortecy (np. „pięknego sumienia" w „Beatrix dolorosa") oraz warowni. Ich wspólnym fundamentem bywa więźba, zarówno w znaczeniu dosłownym „świątyni" („Nieufność), jak i przenośnym „egzystencji" („W mojej krainie życia").
Niekiedy poetka sięga po animizację abstrakcyjnych pojęć, gdy „podłość/częstuje chwilą rozmowy" („Gdzie może być Chrystus"). Nie stroni też od nieoczekiwanego zderzenia sfery wzniosłości z dosadnością kolokwializmu, nie bez ironii pisząc o ludzkości, co „w piętkę duchową goni" („Anioły miłe").
Niektóre, zamieszczone w zbiorku wiersze, sprawiają wrażenie studiów poetyckich, nieledwie dotkniętych i poczynionych na gorąco szkiców, bardziej materiału w formie zapisu przepływu strumienia świadomości, czekającego na ostateczne (do)pracowanie.
Pewną słabością jest natomiast mieszanie słownictwa przynależnego do różnych dyskursów i to bynajmniej nie w celach parody stycznych, jak to bywa u Barańczaka, czy kolażowych. Przykładem tego może być nadużywanie pojęcia „optymalności", powracającego na przestrzeni tomiku szesnaście razy, a także „struktury", „konstruktu" czy „korelacji", z natury obcych poetyckiemu wyrazowi.


Halina Podgórska-Dutka: Zew niewiarygodnego, Wydawnictwo „Miniatura", Kraków 2010

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież