CZYŚCIEC CHŁOPCA OPORNEGO

Dokonało się. 8 września 1976, na cmentarzu komunalnym na Powązkach, pożegnano Stanisława Grochowiaka – „najbardziej utalentowanego spośród tych polskich poetów, którzy debiutowali po wojnie; (…) lidera pokolenia «Współczesności», które wniosło do naszej literatury nowy ton i nową wrażliwość" (Krzysztof Mętrak). Niektórzy się popłakali, inni ucieszyli (bo zwolnił się tron na krajowym parnasie). Prawdziwym przyjaciołom zmarłego wydawało się, że jego sława i pozycja w dziejach literatury nie są zagrożone. Minęło parę dekad: gęsty kurz, ciężka cisza, czerstwa niechęć pokryły peerelowski sarkofag Mistrza z Leszna. Kiedy 15-20 lat temu pytałem swoich kolegów, kogo adorują z poetów, odpowiadali: Cummingsa, O’Harę, Herberta. A Grochowiaka? – Nie! (obcesowe). Intrygowało mnie to, jakim cudem taka wielkość mogła tak szybko popaść w zapomnienie? Odpowiedź znalazłem w komentarzach Piotra Kuncewicza, Janusza Maciejewskiego czy Zbigniewa Jerzyny.


Zwiedzając sporadycznie księgarnie, nie widziałem wznowień dzieł Grochowiaka. Opera omnia – na to czekałem najbardziej. Bezskutecznie. W takiej sytuacji wydarzeniem stało się wydanie „Wierszy nieznanych i rozproszonych" (1996), za co należą się głębokie ukłony prof. Jackowi Łukasiewiczowi. (Szkoda, że wydawnictwo ATENA poprzestało na edycji tomu „Prozy" S. Grochowiaka). Ucieszyły mnie również dwie pozycje egzegetyczne: Jacka Łukasiewicza „Grochowiak i obrazy" (2002) i Michała Nawrockiego „Tego się naucz każdy, kto dotykasz próżni" (2007). Realizacja po latach igraszek literackich pt. „Żyjątko, Biedajstwo i Ci inni" (2009), z ilustracjami Marii Sołtyk, to też niebagatelna sprawa, ale do tej publikacji nie udało mi się dotrzeć.
Celowo to wszystko przytaczam, aby nakreślić tło, w jakie wkomponowała się arcyważna książka „Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku", zredagowana przez Annę Romaniuk. „W tomie zamieszczono sześćdziesiąt cztery teksty pięćdziesięciu czterech autorów", o czym dowiadujemy się np. ze wstępu. Jego autorka wyjaśnia: „Stanisław Grochowiak ma swoją «dobrą legendę» i «złą legendę»" (s. 5). Wszystkie zebrane wspomnienia i komentarze wpisują się właśnie w jasną lub ciemną stronę tej legendy. Dla kogoś takiego, jak ja (nie znałem osobiście autora „Rozbierania do snu"), ten pokaźny zbiór tekstów ma przeogromną wartość historyczną i poznawczą. Gros z nich mogłem przeczytać dopiero teraz, choć były drukowane już przed laty w różnych czasopismach od POEZJI po PRZYJACIÓŁKĘ.
Romaniukowa zadała sobie trud odszukania żyjących przedstawicieli rodziny oraz spisania ich ewokacji. Podobnie uczyniła z przyjaciółmi poety, dotarła np. do Marii Sołtyk-Koc, Erazma Ciołka, Krystyny Brzechwy, Tadeusza Dominika. Tu i ówdzie zamieściła odpowiednie wypisy (przedruki) z książek Romana Śliwonika czy Marka Nowakowskiego. Zwieńczeniem tych wszystkich opinii jest homilia, wygłoszona przez ks. Jana Twardowskiego, podczas Mszy Żałobnej w wigilię pogrzebu. Ciekawe: niektóre persony – Wisława Szymborska, Urszula Kozioł, Andrzej Mencwel etc. – odmówiły udziału w tym zbiorowym i znaczącym przedsięwzięciu, choć zostały zaproszone. O czym to świadczy?
Sama redaktorka konstatuje: „Ilu autorów, tyle portretów Grochowiaka" (s. 6). Są wśród nich ujęcia krytyczne (np. Piotra Bratkowskiego) i karykaturalne (np. Jana Marxa), są też apologetyczne (np. Piotra Kuncewicza). Oprócz najbliższej rodziny (żona poety Anna Magdalena czyli Madzia, córki Małgorzata i Anna, siostrzeniec Wojciech Stablewski), najcieplej wspominają twórcę „Kanonu" – jego długoletnia przyjaciółka Maria Sołtyk tudzież jego długoletni przyjaciel Zbigniew Jerzyna, niedawno zmarły poeta. Na wyróżnienie zasługują zgrabnie sklamrowane teksty Jacka Łukasiewicza: „Ów chłopiec niezwykły" (1976) i „Ten chłopiec niezwykły – po latach" (2008). Chyba najpatetyczniejszy charakter mają wywody prof. Andrzeja Gronczewskiego pt. „Obietnice lata". Bodaj najbardziej plotkarski wydźwięk mają wspominki Romana Śliwonika czy też Mariana Grześczaka. Niektóre epizody są niesmaczne. Na przykład kiedy dominującym akcentem retrospekcji jest fakt obdarzenia głównego bohatera czystą koszulą – tuż przed spotkaniem z ministrem kultury. Szlachetny czyn, wyeksponowany przez inicjatora, cokolwiek traci na szlachetności. W pogoni za trywialną prawdą, można przy okazji, przyfastrygować łatkę wielkiemu człowiekowi. Być może to do takich incydentów odnosi się aluzyjna, cierpka uwaga Jacka Łukasiewicza: „Traktowano często wspomnienia o nim jako wsparcie dla własnej legendy wspominającego, a obraz Grochowiaka bywał krojony na miarę owej legendy. Stanowił dla niej tło" (s. 70).
Sedno sprawy lakonicznie ujęła Maria Pacowska-Śliwińska: „Śliwonik rywalizował z Grochowiakiem, chciał być pierwszy, zresztą to była zupełnie inna poezja" (s. 416). Palmę pierwszeństwa wreszcie przyznał Śliwonikowi Marek Nowakowski, nazywając go „najlepszym bokserem wśród poetów" (s. 452). (Wiadomo, że kiedyś autor „Oddechu" okaleczył Swena Czachorowskiego, zaś paru innych literatów poturbował). Układ Śliwonik – Grochowiak kapitalnie oddaje ich wspólne zdjęcie ze strony 143 – oto obraz mówi to, czego żadne słowo nie pokaże. Na marginesie dodam jeszcze, że R. Śliwonik (za Mieczysławem Jastrunem) utrzymuje, że w Polsce mamy tylko „może pięciu" poetów. Rzecz najjaśniejsza pod słońcem, iż jednym z nich jest on sam…
Rozbieżność relacji naocznych świadków danych wydarzeń psychologia traktuje jako rzecz normalną, ba – jako potwierdzenie autentyczności tychże. Nie inaczej jest ze śmiesznymi historyjkami w biografii poety, z anegdotami i opiniami przytoczonymi w książce. Niezgodności, sprzeczności, kontrowersji jest tutaj sporo. Na przykład Śliwonik twierdzi, że „Staszek miernie grał na pianinie" (s. 175), natomiast Jerzyna pisze, że „Stanisław dobrze grał na fortepianie" (s. 279). Śliwonik twierdzi, że Grochowiak „był kobieciarzem" (s. 178), zaś Jan Marx – że „nie był kobieciarzem" (s. 444). Jakby dla większej hecy, niektórzy obwiniają poetę o antyfeminizm, zaś Aleksander J. Wieczorkowski głosi nawet, że był on „zdeklarowanym mizoginistą" (s. 207). Komu wierzyć?
Jerzyna powiada: „Jego wielkość polegała na tym, że był postacią z gruntu kontrowersyjną" (s. 291). Stąd rodziły się pytania istotne: Czy Grochowiak był ateistą? Czy był antysemitą? Czy był „pieszczochem władzy"? Czy był kolaborantem? Odpowiedzi można szukać w jego poezji, publicystyce, listach. Nie sądzę, aby udało się wypracować niewątpliwe stanowisko.
Twórca „Agrestów" był (na moje wyczucie) „chłopcem opornym" wobec wszelkich prób indoktrynacji – ustrojowej czy też religijnej. Teraz przebywa w doczesnym, pseudoliterackim, politycznym czyśćcu. Nowofalowcy (ich nazwiska znajdziecie w przypisie nr 1 / s. 116) nigdy mu nie wybaczą współtworzenia kulturalnego dorobku PRL-u. Innym wybaczyli pisanie peanów na cześć J. Stalina, jego obciążają publicystycznym haraczem, jaki musiał zapłacić za redagowanie WSPÓŁCZESNOŚCI,  NOWEJ KULTURY czy POEZJI. Jak to ujął Piotr Kuncewicz – nasi „niepokalani święci"…
Dzieło Anny Romaniukowej zostało upiększone kilkudziesięcioma pamiątkowymi fotografiami i wyposażone w drobiazgowo opracowane, liczne przypisy. Jako takie stanie się kopalnią wiedzy dla przyszłych badaczy czy ewentualnych biografów. Chciałem pogratulować Pani Annie wspaniałego pomysłu oraz podziękować jej za wielką radość, jaką sprawiła mi tą publikacją.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
red. Anna Romaniuk, „Dusza czyśćcowa. Wspomnienia o Stanisławie Grochowiaku", PIW Warszawa 2010, ss. 568.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież