Stefan Pastuszewski - Samobójstwa nie będzie

Tak też można pisać. Dużo, bardzo dużo, za dużo, znużyć, aby…zaskoczyć fenomenalną metaforą:

Okulary są do mnie bardziej przywiązane niż
Ja do ja

W poezji tej wielką rolę odgrywają też neologizmy, mniej lub bardziej (raczej) odkrywcze, choćby wymienić: przeczłowieczam się, Niema, zwodonienie, katawodostrofa, Italiam.


Liczą się przerzutnie (dużo) i oksymorony. A jeśli idzie o nastrój, to dystans przeradzający się w sarkazm. Kpina z nazbyt akademickich czytelników:

Tworzę anagramy z braku perspektywy
Taki haczyk dla węszących krytyków

W tym kapitalnym dwuwierszu tkwi jednak rozpacz, kobieca rozpacz, bo zostały oszukane moje uczucia. Ileż to razy słyszałem? Ileż to razy czytałem w kobiecych wierszach:

Czekam aż w końcu nareszcie ale nie przyszedł
Nawet sen (…)
Dialog z papierem Ukołysz mnie nareszcie
A tu nawet pomyłka nie dzwoni (…)
Wygłodniałe łoże domaga się ilustracji do bajki
Już nie skrzypi ale chrapie (…)
Nic nie gra
Bo nie ma po co (…)
Najlepiej wyjechać  z kraju Kryzys jest globalny i garb samotności (…)

Tak, cały tom wierszy EWY KLAJMAN - GOMOLIŃSKIEJ „Milczenia z Bogiem"  to miasto samotnych, w którym akceptacja jest wyjściem z samotności, a kołem ratunkowym telefon do przyjaciela, oddanego aż po samo gadu – gadu.

Stąd rozmowy z Bogiem, a inaczej milczenie z Bogiem. Chrystus zachęca:

Więc wyjdź ku słońcu Wyjdź z szafy Wyjdź z ku mnie
I patrz na mnie poza kościołem
Poza świadomością Między wierszami
Postaw bagaże Przypilnuję ci by słońce nie zaszło
Będę stać ze słońcem  w dłoni W otwartej bramie życia
I dzięki światłu nie będziesz chwalić ciemności
Czasami nie będę się do ciebie odzywał
Pomilczymy razem

I jest to wyjście z tej sytuacji bez wyjścia, mimo że:

Moja twarz Moje zmarszczki 
Moje zmarłe marzenia Moja wyboista droga bez prawa końca
Upiorna noc bez niespodzianek upiora poza operą
Poza dźwiękiem i poza cywilizacją
Nie spisane krzyki w pamiętnik
Jest tylko zakończenie 

Taka jest prawda egzystencjalna o nas wszystkich i nie ma co na nią się dąsać.
Rezygnacja? Nie, autorka „Eloi" jak na prawdziwą kobietę przystoi, w ostatniej chwili odnajduje miłość, choćby tylko stęsknioną (to już mój neologizm w znaczeniu zrodzony z tęsknoty) i to wcale nie typu caritas. Porażający erotyk „Królu mój" rysuje wizję jakby bluźnierczą:
Nie patrz na mój rumieniec w głosie na moje spierzchnięte słowa Zawstydzony telefon
Ale nie opuszczaj mnie z całych sił Weź moje ciało i zbaw moją duszę
Stanie się jeszcze i jeszcze raz najjaśniejsza ze wszystkich gwiazd
Pod bramą samego raju Czekaj na mnie A ja się zwinę i dla ciebie otworzę siebie
Na dnie polnego maku w Pucharze Boskim W kielichu naszego zespolenia
Będziemy się kochać pod skrzydłami aniołów
Wrzucimy w ogień nasze samotności Zlutowane złącza życia
Mojego snu ciepłego wybrzeża na poduszce włosów
Osypanych iskrzącym sierpniowym piachem stereo
Uświęć mnie świętością twego ciała Oblecz mój ból wzburzoną krwią twoją i z całych sił
Nie opuszczaj mnie
Całuj tak by objął nas Bóg
Znajdziemy nasz ląd w korze natury W pniu świata W sęku znaku wodnego
I padnie na nas słowo Zbawiciela
By miłość nasza  Miłości się podobała Prawdą serc naszych oddanych Prawdzie
Weź moje ciało i zbaw moją duszę
Ty tabunie dzikich białych koni
Zaklętych przebraną nocą w ośnieżonej skale Ja cię uwolnię żarem narowistych myśli
Bo ty jesteś moim panem Ciebie wybrałem spośród wszystkich
I dlatego ustanowię cię królem
Ale nie opuszczaj mnie z całych sił
Włóż we mnie siebie Trwaj we mnie i uciekaj we mnie
Rozrywaj swoje lęki w moich ciepłych udach (…)
Wzbijesz się jak orzeł nad moim rozchylonym czekaniem do twego zbawienia
Cicha kropla Chrystusowej krwi gęsto zaścieli Pod Jego krzyżem ramion naszych Czekam
W milczeniu z Bogiem Nie opuszczaj mnie z całych sił
Jesteś moją chwilą Moją obecnością Moim na zawsze Złoto-srebrnym pyłem
Nieskończoności Szpalerem kosodrzewin świerków i buków
Weź moje ciało i zbaw moją duszę
Siebie odnajdziesz we mnie Ja tobą się stanę
Królu mój.

Tak więc, wbrew temu, co pisze Piotr Sanetra w swoim przemądrzałym Posłowiu do tej książki (Jedyną realną, spełnioną  i aktywną  wobec „ja" obecnością  jest w tej poezji Chrystus)  owym zbawicielem jest… mężczyzna. Sprawdza się w ten sposób, moje  wypowiedzenie w jednym z mych młodzieńczych wierszy (1983):

Wyglądając Chrystusa bo jestem kobietą
Odmawiam słuchania tego co wskazane

I autorka „Sługi, niewolnika i błazna" wcale nie bluźni, bo taka jest przecież  natura kobiecej rzeczy, taka jest natura. Jeden z bohaterów mojej powieści „Dziś", wciągając spodnie, uspokajał się:
- „Pan Bóg stworzył seks, więc nie ma co się przed nim bronić. To tak, jakby kwestionować Boże ułożenie świata. No nie, Panie Boże ?".
A bohaterka liryczna w swej miłości wychodzi poza seks, bo oddaje mężczyźnie – królowi swemu, nie tylko ciało, ale i duszę.
I choć to – mniemam – tylko szaleńczy produkt stęsknienia w mieście samotnych, to jednak stawia na nogi.
Stworzone przez Boga nogi na Bożej ziemi.
Samobójstwa nie będzie. Zresztą kobiety jako istoty znacznie bliższe naturze niż mężczyźni, rzadziej popełniają samobójstwo, bo ono rzeczywiście jest wbrew naturze.
Poetka nie na darmo głosi swą siłę:

Znajdę specyfik na zawirusowane sny
Po jestem będę

Tym specyfikiem jest poezja. Śni, improwizuje jakby podmiot miłosny nie umiał mówić zwyczajnie. Czekamy na dalej…


EWA KLAJMAN – GOMOLIŃSKA: Milczenie z Bogiem, Wydawnictwo „Werset", Lublin 2010, ss.80



 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora