Ariana Nagórska- NISZA KOZIOROŻCA - Grzechy główne w świątecznej aurze

Czym różni się leń od żarłoka
                                                                                    w święta, gdy też dużo je?
                                                                                     – Żarłok już w święta w szpitalu
                                                                                     leży, a leń byle gdzie.
          Uwielbiając dumać nad sprawami niezbyt budującymi, zastanawiałam się nieraz, jak siedem grzechów głównych ujawnia się w bożonarodzeniowej aurze. W to, że diabeł w święta nie śpi, nikt chyba nie wątpi. W tym czasie mniej grzeszy lenistwem niż objedzeni ludziska. Miłośnik pracy na pewno zrzędziłby, że wszystkie grzechy występują w święta w większym nasileniu właśnie dlatego, że ludzie świętują (co dla pracusia już samo w sobie jest grzechem). Zauważyłam też, że pracusie lubią wnioskować, jakoby w święta szczególnie kwitło pijaństwo, co jest akurat bzdurą. Obżarstwo tak, pijaństwo nie! To, że oczywiście pijanych widzimy, nie jest żadnym argumentem, bo ci, co piją codziennie, świąt nie odróżniają, byłoby więc niesprawiedliwością wobec nich mówienie, że akurat święta wybrali sobie na libacje. Żyją po prostu w święta swą codziennością i tyle! Natomiast ci, którzy np. w urodziny, imieniny, podczas różnorodnych spotkań rodzinnych i towarzyskich chętnie się upijają, w Wigilię wcale nie stawiają na stół alkoholu, a w święta umiarkowanie degustują trunki dla smaku, a nie dla odlotu.
          Święta nie sprzyjają też rozwiązłości: orgiom seksualnym, oglądaniu pornografii, skokom w bok, zdradom małżeńskim itp. Jak się to ładnie mówi: SĄ RODZINNE. Nawet legalni małżonkowie często spędzają święta bezseksualnie, czy to wskutek rozleniwienia lub dolegliwości wynikłych z obżarstwa, czy to z powodu hałasu i natłoku gości w domu, co intymnym gruchaniom nie sprzyja, czy też z powodu srogiego przemęczenia świątecznymi przygotowaniami.
          Inna paskudna cecha – chciwość – w dni powszednie widoczna na każdym kroku, ku memu zdumieniu niemal całkowicie zanika w święta! Zastaw się, a postaw się! – ta zasada króluje wszędzie, a tony żywności po świętach lądują w śmietnikach i nikt zmarnowanej kasy ani przez chwilę nie żałuje. Prawie od listopada trwają wyścigi w kupowaniu prezentów. Jeden przez drugiego zagarnia pod swój dach przeróżne dobra, by je potem z ochotą rozdawać. Instytucje charytatywne zbierają masy darów dla biednych, kosze wystawione w tym celu w sklepach pełne są po  brzegi. Sam Lucyfer nie namówiłby w tych dniach nikogo do grzechu chciwości!
          Za to z gniewem sprawa jest ambiwalentna. Z jednej strony masowo godzą się zwaśnieni i nawet wojny na chwilę ustają, z drugiej strony zgromadzenie całej rodziny przy jednym stole (często raz w roku) – to istna bomba z opóźnionym zapłonem. Nie ma lepszej okazji, by sobie prosto w oczy wszystkie żale i animozje wygarnąć!
          Potężnym, choć cicho działającym motorem świątecznej atmosfery jest zazdrość o wszystko. O prezenty, o bogaty stół, o nowe kreacje, o geniusz dzieci, o talenty kulinarne gospodyń, o samochody, którymi zjechała się rodzinka oraz ogólnie o ilość wydanej forsy (choć to wcale nie świadczy, że wydający tę forsę posiadał. Powszechne są przecież przedświąteczne pożyczki).
           Należy też wiedzieć, że zazdrosny bardziej od innych rodzajów grzeszników dba o to, by tym wszystkim, którym zazdrości, wysłać jak najserdeczniejsze życzenia. Właśnie dlatego, że nikomu dobrze nie życzy, ani myśli tego ujawniać. Jest więc wzorem obłudnika. W tym miejscu warto go odróżnić od pyszałka (pycha to grzech, od którego jestem ekspertem).
           Pyszałek w święta jest nie tyle mniej pyszny, ile łaskawy, potrafi więc wysłać piękne, barwne, pomysłowe i ciepłe życzenia osobom przez siebie lekceważonym. Gdy się kogoś lekceważy, nie znaczy to wcale, że mu się źle życzy, wzorowy pyszałek nie ma więc z zazdrosnym wiele wspólnego. Zazdrosny „dobrze życzy" KAŻDEMU, a pyszny raczy pięknie i błyskotliwie życzyć po dokonaniu SELEKCJI!
                                      Co mógłby w święta robić
                                       pyszałek w kręgu rodzinki?
                                       – Zdobić! Robiąc za gwiazdę
                                       na samym czubku choinki.
           W święta też szczególnie nasila się obcy mi, zdegenerowany rodzaj pychy, który nazywam Okolicznościowym syndromem nadętego lokaja. Występuje on np. wtedy, gdy pani domu do znudzenia ględzi jedzącym nad uchem, jak to ona świetnie gotuje i przyrządza każdą potrawę po prostu JAK NIKT! Jedzący (choćby nawet zbierało im się na mdłości) potakują na ogół jak stado baranów, a baba służy i nadyma się coraz bardziej. Inni lokaje pękają z dumy, że naharowali się jak woły przy zakupach, sprzątaniu, myciu okien, porządkowaniu grobów przed świętami itp. Ten akurat rodzaj pychy wiąże się z zazdrością szczególnie wobec leniów, bywających dla klasycznego pyszałka całkiem miłymi kompanami. Nadęty lokaj dostaje białej gorączki na widok lenia, który (o zgrozo!) przed świętami nie sprzątał i nie gotował, wyjeżdżając na przykład tam, gdzie będzie obsłużony lub wioząc sobie taksówką żarcie z wybranej restauracji (gdzie często gotują zawodowcy stokroć lepsi od domowych chałturników). Robotny i nadęty z tej przyczyny lokaj życzy więc serdecznie leniowi, by zgnił w brudzie lub zatruł się tym, co z restauracji sobie przywiózł. Niektórzy mają nadzieję, że gdy leń jest sam lub rodzina składa się tylko z leni, to w święta będą głodować. Byłoby to możliwe wyłącznie wtedy, gdyby się odchudzali, jednak odchudzający się leń jest sprzecznością samą w sobie, bo to wymaga wytrwałości i dyscypliny. Leń z reguły nie jest żarłokiem (ponieważ stanowiłoby to jakiś wysiłek dla organizmu), lecz smakoszem i jedyną życiową aktywność wykazuje w zaopatrywaniu się (zwłaszcza w święta) w to, co zjeść i wypić lubi. Dobra te (jak już wspomniałam) zwozi taksówkami (by nie taszczyć ciężkich toreb), ponieważ nie ma samochodu (ani nawet prawa jazdy), nie musi więc martwić się o naprawy, paliwo, miejsca parkingowe itp. Może wzbudzać zazdrość wszystkich innych świętujących grzeszników, poza mądrym pyszałkiem. Niezbyt chętnie natomiast świętuje w towarzystwie lenia pyszałek głupi, którego poznać po tym, że kadzenie i komplementy są mu ciągle potrzebne jak powietrze, tymczasem leń NIGDY nie będzie wazeliniarzem. (Kto jest dobrym, a kto złym wazeliniarzem – to odrębny temat, który omówię przy innej okazji).
           Mówienie, że ludzie w święta nie grzeszą, byłoby grzechem kłamstwa. Mniej jednak piją niż przy innych okazjach, mniej świńtuszą niż zwykle i zupełnie nie są chciwi (tu wyrazy szacunku!). Niestety z tą ostatnią zaletą wiąże się straszliwa rozrzutność i marnotrawstwo, a tego już za zalety nie uznaję. Najprzyjemniej z grona grzeszników świąteczny czas spędzają lenie, łakomczuchy (o ile nie nabawią się niestrawności) oraz klasyczny pyszałek w towarzystwie wyłącznie własnym, w towarzystwie usługującego mu Okolicznościowo nadętego lokaja (którego humory i fanaberie są pysznemu obojętne), ewentualnie wśród leniów, łasuchów, a czasem i zazdrośników (bo zazdrość wzbudzać uwielbia!). Najciężej i najsmutniej świętuje się zazdrosnym wśród zazdrosnych i gniewnym wśród gniewnych, a także zazdrosnym razem z gniewnymi. Dlatego chcę im gorycz świąt choć trochę osłodzić finałową fraszką:
                                    Gdy gniew w Wigilię przy stole
                                    z zazdrością, czy da się od biedy
                                    pierwszą gwiazdkę zobaczyć?
                                    – Tak…i ostatnią niekiedy.