Jerzy Utkin - rauty bale bankiety

Spis treści

huczne rauty bankiety bale polowania
wielmożni wciąż świętują każdy im się kłania

by dogodzić by sprostać władców zaspokoić
i dać się bez szemrania bez oporu doić

apetyt stale rośnie a w miarę jedzenia
rodzą się nowe brednie zachcianki życzenia

wielmożni dobrze znają mechanizm wyzysku
kto nic nie ma ten głupi więc dać mu pop pysku

skopać wyśmiać wyszydzić niech wciąż żyje w biedzie
taki to na Majorkę nigdy nie pojedzie

niech się cieszy że może u pańskiego progu
strzec w noc snu swego pana gnać precz jego wrogów

może na to zasłuży on i wierna sfora
jeśli nie to bez łaski i fora ze dwora

zawsze ktoś tam się znajdzie zawsze ktoś się zgodzi
milczeć nie dyskutować z drogi cicho schodzić

z pokorą spuszczać oczy nie widzieć nie słyszeć
krztusić się śmielszym słowem wielbiąc błogą ciszę

gdy stek bzdur jej przez chwilę w strzępy nie rozdziera
bo akurat pan łaskaw mordy nie otwierać

 

 


łaś się merdaj ogonem

 

czasami coś cię najdzie masz wielką ochotę
zbuntować się gdy pan twój miesza cię tu z błotem

bo akurat winnego szuka gdzieś pod ręką
ciesząc się swoją władzą a twoją udręką

w obecności tych którzy w wyścigu o względy
coraz bardziej podobni do gnidy lub mendy

oni zawsze życzliwie będą przekonywać
że nie warto się stawiać nie warto sprzeciwiać

kto się jawnie ośmieli woli jaśnie pana
oponować nich zaraz padnie na kolana

iskierka zuchwałości musi być stłamszona
więc mówią ci nie pyskuj i gnij się w pokłonach

daj spokój nic nie wskórasz tylko się narazisz
tak już jest nic nie zmienisz i nic nie poradzisz

głośno żałuj za winy proś o przebaczenie
łaś się merdaj ogonem na każde skinienia

swego pana bądź gotów może ci pozwoli
wypić czarę goryczy lub zjeść beczkę soli

w nagrodę za pokorę i wierne spojrzenie
ze wstydu byś najchętniej zapadł się pod ziemię


staniesz przed Bogiem nagi

 

staniesz przed Bogiem nagi nic stąd nie zabierzesz
wesprzeć się tylko zdołasz na swej kruchej wierze

po cóż zatem gromadzisz ten dostatku balast
który wciąż tylu głodnych dostrzec nie pozwala

gdy inni mrą w niedoli dławisz się przepychem
wszystkim w krąg okazujesz butę swą i pychę

prędzej zdoła się wielbłąd przez igielne uchu
przecisnąć niż zapłaczesz przepełniony skruchą

umiesz wyższość okazać gardzić lekceważyć
przekonany że bardzo jest ci z tym do twarzy

zadufany do granic na nic już nie zważasz
dla ciebie to się liczy co zyski pomnaża

reszta rzeczą niewartą najmniejszej uwagi
do czasu gdy przez Bogiem staniesz całkiem nagi

chociaż dzisiaj nie mieści się to w twojej głowie
nie ukryjesz niczego za wszystko odpowiesz

Również tego autora