Remigiusz Włast–Matuszak - Wykład Piotra Zychowicza o potrzebie realnego politycznie myślenia

Bywają wykłady prowadzone przez profesorów historii, w trakcie których studenci tłumią ziewanie, a wychodząc nie pamiętają co było treścią nauk. Czasami, bywamy uczestnikami wykłady prowadzonego przez młodego akademika, doktoranta, gdzie tłum słuchaczy z prawdziwą ciekawością chłonie, notuje i czynie „umysłowo" uczestniczy w wykładzie. Taki wykład przedstawił nam trzydziestoletni historyk Piotr Zychowicz – uniwersytecki wychowanek prof. Pawła Wieczorkiewicza.
    Oczywiście jest to kilkanaście wykładów – rozdziałów, które złożyły się na obszerną, świetnie zilustrowana książkę pt. „Pakt Ribbentrop – Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki".
    Sam tytuł, u sporej części Czytelników, wywołuje wewnętrzne opory. Niestety, jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu niewolnikami powielania ciągle tych samych  stereotypów myślowych, sztampy ocen, a często nie zdając sobie z tego sprawy, jesteśmy nosicielami cudzych poglądów. Czasami po cichu mamy taką świadomość, ale nie mamy chęci, czy też odwagi na głośne wyrażenie własnych myśli, w dodatku w ostrej formie.
    Doskonale pamiętam traumatyczny moment z września 1980 r., gdy na Festiwalu Filmowym w Gdańsku, na inauguracyjnej konferencji prasowej, głos zabrał młody człowiek i powiedział nagle i głośno: „ta pier….. komuna musi upaść!". Pamiętam, że zdrętwiałem, sala zamarła, a przecież i ja i większość obecnych chcieliśmy tego co on, i tak też po cichu myśleliśmy. Brakowało nam tylko odwagi by głośno to powiedzieć, i w dodatku przekuć to w działania.
    Piotr Zychowicz jako pierwszy ogłosił książkę na temat bardzo trudny i ważny. Opisał stan faktyczny gier i intryg politycznych z kwietnia–września 1939 r., w wyniku których Polska uległa największej katastrofie w swojej tysiącletniej historii. Przedstawił też rozwiązania alternatywne.
    Niezwykle trudno jest się wyłamać z kalki ocen historycznych obowiązujących w społeczeństwie od pokoleń, czy dziesięcioleci, a co dopiero stanowiących „kanon" w hermetycznych środowiskach akademickich. Przekonał się o tym Paweł Jasienica –(określany przez ówczesnych włodarzy polskiej historii jako eseista i popularyzator)–, a kilka lat temu prof. Paweł Wieczorkiewicz. Wystarczyło, że ogłosił tekst w „Rzeczpospolitej" naruszający  wykładnię historii II RP wypracowaną za PRL, by stał się wrogiem publicznym.
    W lipcu 2010 r. „AKANT" był pierwszym i jedynym periodykiem, który poważył się wydrukować mój krótki teks pt. „Katyń – niewygodne i obrazoburcze pytania". Poruszyłem w nim kilka kwestii dotyczących naszej częściowej współwiny za zagładę 23.000 polskich jeńców wojennych w ZSRS. W Bydgoszczy „AKANT" czytano, a nawet odbyły się dwa spotkania na ten trudny temat. W Warszawie red. Dominik Zdort,  monopolista wyrażania opinii w „Rzeczpospolitej", po przeczytaniu tytułu wrzucił tekst do kosza. Inne reakcje Warszawki były równie napastliwie negatywne, dlatego mogę się domyślać jak poczuł się Piotr Zychowicz, gdy w mediach zaczęły pojawiać się kolejne głosy potępiające i wręcz zabraniające Autorowi dokonywania nowej, realnej interpretacji polskiej polityki z tragicznych lat 1938/1939.
    Od czasów cyklu dzieł o historii Polski Piastów i Rzeczpospolitej Obojga Narodów Pawła Jasienicy, pierwszy raz książka historyczna wywołała tak wielkie poruszenie intelektualne i publicystyczne. Oprócz samej książki Piotra Zychowicza, powinna powstać druga publikacja omawiające poglądy recenzentów i ich teksty.
    Recenzenci i politycy (którzy przeczytali książkę, a jeszcze częściej, jak się okazało, jej nie przeczytali) podzieli się na kilka frakcji: pierwsza to oczywiście (!) lobby „Gazety Wyborczej" i środowiska Agory, oraz dziennikarzy interwencyjnych programów TV, którzy rozdarli szaty, wysuwając na czoło problem Holocaustu. „W głowie się nie mieści, że Polak w ogóle mógł napisać taką książkę." – krzyczał Henryk Wujec już 1 września br. w liście do „Rzeczpospolitej". Z tekstu jasno wynika, że b. polityk UD/UW książki nie przeczytał, zna ją z cudzych opinii, i być może z przeczytania jednego rozdziału o zasięgu ewentualnego Holocaustu, o którym przed 1941 r. nikomu się nie śniło.
    Skoro problem Holocaustu stał się „najważniejszym" w  historii Polski, dystansując fakt eksterminacji około trzech milionów Polaków, w tym znacznej części  elit narodu, to bardzo proszę. Autor omawia Holocaust wyjątkowo dokładnie, obszernie, a nawet przytacza rozmowy ze znanym historykiem z Izraela. Na wstępie musimy przyjąć do wiadomości fakt, iż kanclerz, a potem wódz III Rzeszy, do kwietnia 1939 r. prowadził bardzo propolską politykę (!) wypominaną mu przez mniejszość niemiecką (700.000 osób) w II RP. Do wybuchu wojny był uznawany i szanowany przez wszystkie państwa europejskie, a od 23 sierpnia 1939 był sojusznikiem Stalina, Kominternu i ZSRS! Do 11 grudnia 1941 r. USA utrzymywały z Adolfem Hitlerem poprawne stosunki dyplomatyczne i kwitnące układy gospodarcze (np. IBM). Gdyby nie pochopne i fatalne dla III Rzeszy wypowiedzenie wojny Stanom Zjednoczonym, USA przez długie lata by tych stosunków nie zerwały, a wojna potoczyła by się zupełnie inaczej. (Nie wiemy do dziś jakby się potoczyła). Antysemityzm w III Rzeszy nie był wyjątkiem. Podobny panował we Francji, Jugosławii, USA – gdzie do lat 1950.tych Żydzi mieli zakaz wstępu na publiczne pływalnie, a do elitarnych klubów prywatnych zaczęto ich przyjmować dopiero w latach 1970.tych. Nie wspominam tu o państwowym i urzędowym antysemityzmie w Rosji carskiej, gdzie do 1917 r. obowiązywały zakazy (!) osiedlania się i mieszkania Żydów w Moskwie, Petersburgu, i innych znaczących miastach, czy obszarach. (dlatego Żydzi osiedlali się, lub byli jako b. więźniowie przymusowo osiedlani na terenie Królestwa Polskiego i późniejszych jego guberni) Nie wspomnę tu o krwawym antysemityzmie z lat 1937–1953 w ZSRS, przymusowym przesiedlaniu nad Amur, czy obowiązujący jeszcze za Chruszczowa zakazie przyjmowania Żydów na prestiżowe kierunki studiów, czy zasadę numerus clausus.
    W kwietniu – sierpniu 1939 r. nikt po prostu nie myślał o komorach gazowych i Holocauście. Wojna totalna zaczęła się dopiero 21/22 czerwca 1941, wówczas Niemcy zaczęli  zamykać getta w Polsce, a an terenach zajętych na Wschodzie zaczęły mordować Einsatzgruppen SS. Dopiero wówczas Hitler, w prawie dwa lata po wybuchu wojny stał się tym Hitlerem jakim go dzisiaj postrzegamy, i jakiego znamy.
    Piotr Zychowicz dokładnie i przekonywująco przedstawił nasz polski, ewentualny udział (a raczej jego brak) w proniemieckich represjach wobec polskich Żydów (około 3,5 mln). I tak za historykiem Timothy Snyderem Autor przytacza, iż Żydzi na terenie krajów, które zostały sojusznikami, czy wasalami III Rzeszy (Węgry, Rumunia, Bułgaria, Włochy – do 1943) prawdopodobieństwo i fakt przeżycia Żydów był jak 1:2, natomiast na terenach okupowanych przez III Rzeszę (Polska, Czechy, Łotwa, Litwa, Estonia, Holandia, cześć Francji, Jugosławia, Grecja) był jak 1 :20 !!! I dlatego też Niemcy swoje obozy zagłady zbudowali na terenie okupowanej Polski, bo mogli administracyjnie i wojskowo robić tu co chcieli.
    Przedstawiłem tu w wielkim skrócie odpowiedź na tendencyjne i nieprawdziwe zarzuty Henryka Wujca wobec książki, a dotyczące Holocaustu. By dokładnie odpowiedzieć na wszystkie inne zarzuty trzeba by napisać nową sporą książkę publicystyczną. Hasłowo postaram się odpowiedzieć na inne podstawowe zarzuty; po zarzucie tyczącym problemu Holocaustu, Piotr Zaremba i Tomasz P. Terlikowski podnoszą kwestię, iż „dlatego jesteśmy Polakami", że nie mogliśmy z tego powodu zawrzeć sojuszu z Niemcami, i musielibyśmy przestać nimi być, by taki sojusz zawrzeć. Nie kwestia logicznej, politycznej kalkulacji, ale właśnie HONOR jest dla nich najważniejszy. Najważniejsza jest nasz „polska dusza" i mentalność narodowa kierująca się zawsze wyższymi racjami moralnymi, nawet gdy chodzi o byt państwa. Słowem dalej mamy być przewidywalnym politycznie narodem romantyków, który nie kieruje się interesem państwa Polskiego, ale zasadą „honoru" w polityce międzynarodowej. Nie wiedziałem, że naiwność polityczna ma jeszcze tylu zwolenników. Właśnie dlatego kolejni prezydenci USA z góry wiedząc, że Polacy zawsze głosują na Partię Demokratyczną, tak mało się z nami liczą. Może właśnie dlatego USA sprzedało nas w Jałcie, i może dlatego, gdy nawet dla Węgrów zniesiono wizy do USA, Polska ciągle stoi w kolejce po wizy wraz z Somalią i Bangladeszem. Najwyższy czas zacząć uczyć Polaków realnego politycznego myślenia, i Piotr Zychowicz zapoczątkował swoją książką wykłady powszechne dla starego, i przede wszystkim, młodego pokolenia.
    Marszałek Piłsudski pozostawił swoim politycznym spadkobiercom kilka podstawowych zasad dalszej obrony niepodległości Polski, wciśniętej między Niemcy a sowiecka Rosję: Polska musi zrobić wszystko by weszła do zbliżającej się wojny jako ostania, nigdy pierwsza. Dzięki przyjęciu przez Becka w kwietniu 1939 „gwarancji angielskich" weszliśmy do wojny jak pierwsi, wojna rozgrywała się na naszym terytorium, w jej wyniku straciliśmy około 6,5 mln obywateli, w tym elity, utraciliśmy prawie pół historycznego terytorium i ponieśliśmy nieoszacowane straty materialne, jak i praktycznie żadnych odszkodowań wojennych (tak od NRD jak i od RFN, czy zjednoczonych Niemiec). Dwa: Polska nie może liczyć na sojusze z państwami Zachodu – „Zachód jest parszywieńki" – Komendat wiedział to już w 1935 roku. Trzy: największym wrogiem jest ZSRS, napadanie Polskę przy byle okazji, i zawłaszcz gdybyśmy byli w konflikcie z Niemcami. Cztery: Polska nie ma szans wygrania wojny na dwa fronty.
    Niestety min. Józef Beck wybrał najgorszy z możliwych scenariuszy. Dobrowolnie wszedł w pułapkę angielskich „gwarancji" bez pokrycia. Wprowadził Polskę do wojny już 1 września, 12 września Alianci odwołali ofensywę na Zachodzie („Parszywieńki Zachód"), a 17 września ZSRS, łamiąc pakt z Polską zadało nam cios w plecy. Piąte mocarstwo w Europie rozsypało się w ciągu trzech tygodni, a min. Beck uciekł z kraju i jak sztubak dał się internować przez „sojuszniczych"  Rumunów. Tak wyglądała mocarstwowa polityka min. Becka.
    Co wiemy dziś na pewno. Czego nie mogą zanegować oponenci Piotra Zychowicza. Kilku prostych wniosków logicznych, działań, które każdy szachista potrafi przewidzieć, jeden polityk–szachista – na trzy ruchy w przód, inny na cztery. Gdyby min. Beck „oddał" III Rzeszy, nie należące zresztą do Polski Wolne Miasto Gdańsk, zamieszkałe w około 87 – 92% przez Niemców, czy gdyby podzielił ten teren, gdyby zgodził się (na trwającą latami) budowę autostrady (na palach czy częściowo w tunelach) przez korytarz pomorski, i gdyby nie przyjmując bez zastanowienia angielskich gwarancji,  rozpoczął negocjacje co do ich zakresu, gdyby po prostu grał na zwłokę, zyskując na czasie 4 – 5 tygodni, odwlekając tym samym wybuch wojny do maja 1940 r., to już bylibyśmy uratowani. Nie wiemy przecież jak wyglądałby realia polityczne wiosną 1940 r., ale po 3 – 6 zyskanych miesiącach Polska byłaby do wojny przygotowana, zmobilizowana, a nie nią zaskoczona.
    Wariant drugi: podpisanie paktu z Niemcami – wojna zaczęłaby się na Zachodzie od ataku na Francję i Anglię i to siłami niemieckimi wg stanu z 1939 roku. Hitler poniósł by znaczne straty, a nasza armia pozostałaby nienaruszona. Nie byłoby okupacji Polski, 40.000 tysięcy zamordowanych Polaków na ziemiach włączonych do Rzeszy, nie byłoby też KRWAWEJ NIEDZIELI W BYDGOSZCZY!
    Byłem na trzech dużych publicznych spotkaniach z Autorem, w tym na spotkaniu w auli BUW w Warszawie, sala zdecydowanie popierała poglądy Autora, głosy krytyczne były incydentalne. Być może społeczeństwo już od dawna jest zmęczone tradycyjnym biciem historycznej piany przez polityków i zawodowych historyków starszego pokolenia. Może wszyscy czekamy na nową realną politykę, jaką III RP, czy IV PR, powinna zacząć prowadzić.
Piotr Zychowicz: Pakt Ribbentrop–Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2012, ss. 362