Daria Dziedzic - W ciemnym zapachu czeremchy....

Poetyka Macieja Bieszczada jest nasycona religijnością. Ale czy jest to poeta religijny? Czy można wpisać go w ten nurt? Literaturoznawcy odpowiedzieliby zgodnym chórem, że owszem, to poezja religijna. I ja również pójdę tym tropem.
Wiara poety wydaje się być głęboka i nie mieć końca. W pierwszym wierszu Macieja Bieszczada pojawia się motyw zanurzenia dłoni, co prawda nie w wodzie, ale „w ciemnym zapachu czeremchy". Samo zanurzenie ma już charakter symboliczny. Dokonuje się jakiś wewnętrzny akt przemiany podmiotu lirycznego:

„Podobno miałem być promieniem,
ale czas wcielił mnie
w podmuch wiatru."

(M.Bieszczad z tomu „Elipsa": „Ogrody po deszczu", s. 7)

Czy o taką metamorfozę starał się bohater „Elipsy"?Gdzie można szukać odpowiedzi na tego typu pytania? Przede wszystkim głównym źródłem tych rozważań jest Biblia, a w szczególności Ewangelia Św. Łukasza.
Biblia staje się dla Macieja Bieszczada, a raczej dla podmiotu lirycznego wierszy, Kroniką, zapisem codziennych zdarzeń, refleksji, gwiazdą wpisaną w koło, bramą i kluczem do innego świata. Poeta umiejętnie i rozważnie podchodzi do Słowa Bożego, jakby czuł, że za chwilę usłyszy kolejne i będzie musiał na nie odpowiedzieć. Czymkolwiek — wierszem, aforyzmem, milczeniem. A kto go wysłucha? Bóg nienawiści? Bóg przemocy? Bóg współczucia? Jeszcze się okaże kogo podmiot liryczny spotka w życiu. Czy będzie to ktoś, kto udzieli mu pomocy, schronienia, da wiarę, nadzieję, miłość? Czy stanie się jego wrogiem, okaże mu swoją nienawiść i przemoc? Czy słowa, które usłyszy od Boskiej Opatrzności nie stracą sensu?
Droga prowadzi podmiot liryczny przez pusty bar, ciszę i ciemność, piwniczne drzwi, próg, jezdnię, okolice Gerazy,. Nie po to, by wypić piwo, czy jakiś inny, alkoholowy trunek, ale by napić się czarnej kawy. A taka droga zbliża go do Domu przy torach, w których zabłąkany i zmęczony podróżowaniem człowiek, odnajduje spokój i chwile wytchnienia od trudów życia. Taka droga zbiega się również z więzieniem.
Można tu odwołać się do tomiku Marzeny Orczyk — Wiczkowskiej Grypsy
z Panoptikonu. Poetka również nawiązywała w swoich wierszach do więzienia. Te dwie poetyckie drogi zbiegają się w wierszu Macieja Bieszczada Przypowieść o więźniach, choć są to oczywiście dwie różne opowieści.
W wierszu poety wizja więzienia nie przedstawia się zbyt optymistycznie. Samo więzienie nazywa złym domem, podobnie jak u Marzeny Orczyk — Wiczkowskiej. W więzieniu opisywanym przez Macieja Bieszczada mogą znaleźć się „użytkownicy" burdelów lub ci, którzy napadają na sklepy, banki, albo typowi alkoholicy. Nie ma dla nich żadnego wyjścia. Są skazani na unicestwienie. Pogrążenie się we własnych domysłach, ideach, marzeniach. Jedno nie wyklucza drugiego.
Z jednego więzienia można wyjść( M. Bieszczad), w drugim zostaje się na zawsze (M.Orczyk—Wiczkowska):

„Obu zwrócono wolność."    

    (M.Bieszczad z tomu „Okolice Gerazy": „Przypowieść i więźniach", s. 11)


A u Marzeny Orczyk — Wiczkowskiej:

„pożegnajcie się z rodziną, wyjdźcie na zewnątrz.
wejdźcie do cel."

(M. Orczyk — Wiczkowska z tomu „Grypsy z Panoptikonu": „ na zewnątrz", s. 51)    
Jedni wychodzą, drudzy zostają. Takie prawo natury. Odwieczna wojna między byciem więźniem, a byciem wolnym. Ale tak naprawdę, czy człowiek jest całkiem wolny? Czy więzienie musi być więzieniem realnym? Z cegieł i cementu? Wydaje się, że nie. Człowiek jest uzależniony od różnych rzeczy. Staje się więźniem wiary, słów i snów, przypowieści. Będąc więźniem samego siebie nie potrafi oddzielić się od tajemnic, które potrafią zniszczyć duszę, potrafią go zniewolić do utraty tchu.
A człowiek pozbawiony wolności nie wyda z siebie krzyku:

„ Żadnego dźwięku
z wyjątkiem
roztrzaskujących się fal.

Ani jednego echa
nie licząc bicia w dzwon
w przyklasztornej wieży.

Co prorokuje na rubieżach słuchu?
Nigdy nie był donośny.
Nawet nie próbował."

(M.Bieszczad z tomu „Okolice Gerazy": „Śpiew", s. 17)

Krzyk — nie, raczej śpiew — jest tutaj w pełni uzasadniony. Czasem pozwala się uwolnić człowiekowi z jego złych, natrętnych myśli, które zabijają w nim jego człowieczeństwo, a czasem siedzi w nim głęboko i nie daje ujść emocjom. Niewiadomo, która z tych czynności jest lepsza. Którą wybrać?
Człowiek jest zagubioną owcą. Dobry pasterz — Bóg —przybywa, by pomóc mu walczyć ze złem, przekonać się do tego, że Stwórca istnieje:

„Bez trudu można zgadnąć,
kogo uzbroił Bóg.
Ten, który oczekiwał cudu
w istocie domagał się czci.

Gdyby prosił z wiarą,
zostałby wysłuchany.
Gdyby prosił, a nie żądał."

(M.Bieszczad z tomu „Okolice Gerazy": „Pojedynek", s. 19)


Tak, czy inaczej, nigdy nie wiemy, jaką wybierzemy drogę, czy damy się nawrócić na tą właściwą, czy tak jak więźniowie nadal będziemy używać przemocy i przyjaźnić się ze złem. Czy zrozumiemy znaki, jakie zostawił dla nas Bóg na piasku? Czy damy z siebie wszystko, aby przyjął nas do swojego grona i zapewnił dobre życie po tej drugiej stronie? Czy pozwoli nam odejść bez obaw? Czy okaże się, kto zostanie naszym prawdziwym uzdrowicielem? Lekarzem duszy?
To dopiero okaże się, jeśli oczyścimy szkiełko z sadzy, jeśli wypadną nam z dłoni cytrusy, jeśli otworzymy Księgę i poznamy Słowo Boże, które będzie rozbrzmiewać w świecie i nieść chwałę Pana. I jeśli w tym wszystkim wytrwamy to otworzy się przed nami Królestwo Niebieskie.
Zachęcam zatem do pochylenia się nad twórczością Macieja Bieszczada. Ma ona w sobie coś przyciągającego. Jeśli już otworzymy bramę i wejdziemy do jego krainy, to zostaniemy tam na zawsze. Zapuścimy korzenie. Jednak wiadomo, że tylko nieliczni zachwycą się jego pisaniem. Ale dobre i to. Zawsze pozostanie garstka czytelników, którzy będą czytali jego wiersze od początku do końca. I z dużymi emocjami.