Mówił Mistrz:
- i szepnął przysłowie niedźwiedzie
Prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie
Tak, tak to już dwieście lat minęło
A widać, że nic nie przeminęło
Straciłeś wpływy, wypadłeś z obiegu
Szukaj przyjaciela, lecz nie pierwszego z brzegu
Nie takiego co wierzy w idee
Lecz takiego co może i znaczy wiele
Najlepiej jak na pięknej posadzie siedzi
Państwowej oczywiście i stamtąd spogląda na tłum gawiedzi
Tej lichej, biednej, co każdej pracy się ima
Byle by przeżyć, byle oddychać, byle przetrzymać
A ów przyjaciel ma tłum doradców, pięciu zastępców, kilku rzeczników
I całą chmarę, różnej maści popleczników
Jest bardzo hojny, nie szczędzi pieniędzy
I za nie swoje fundusze, wyciągnie cię z nędzy
Ruszaj do niego, pokłoń się nisko
Patrz prosto w oczy, bądź jego blisko
Nie rozrabiaj, nie poskakuj
Siedź cichutko i przytakuj
I widzisz bracie, masz co się marzy
Zostałeś zastępcą do spraw kajakarzy

Gościu, chciałbyś pod mym liściem odpoczywać sobie?
Sorry (jak powie młodzież...), nie dam cienia tobie,
choć słońce jest wysoko, jak południe każe,
przez dymy nie przeniknie i przez chmur ołtarze.
Tu zawżdy chłodne wiatry od pól zawiewają,
tu poeci jak ptacy wdzięcznie narzekają.
Nie dam wonnego kwiatu pracowitym pszczołom,
martwy przestwór, ni słowicy, ni szpacy – dokoła nikogo...
Wiatr w suchych mych konarach gwiżdże nieporadnie,
że człowiekowi ni nadzieja, ni sen nie przypadnie.
Jabłkiem cię nie ugoszczę, twój czas tako wypadł,
że żyjesz człecze w dobie, która zwie się – LIPA!.

Strona 1 z 18

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org