• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Irena Sawicz - Szukam słów …

    Szukam słów i metafor
    – w imbryczku co śpiewa kawę
    – w ogrodzie wśród kwiatów jabłoni
    – w czerwonych tulipanach i białej róży
    – w świergocie ptaków i małej muszelce

    Szukam pod płaczącym deszczem parasolem
    – gdy słońce świeci kulą ognistą
    – gdy chodzę ulicami miasta
    którego bruk jak wersy
    układa się w strofy

    Szukam słów…

    Może kiedyś narodzi się wiersz?

    Z archiwum

    Janusz Gryz - Podziękowanie

    Grudniowy przedświąteczny wieczór, bezśnieżny i ciepły, deszczowy i chmurny, z rozchwianymi czarnymi gałęziami drzew, z zapotniałą od pary z gotującego się czajnika kuchenną szybą. Świszcze w kominie, przeciągły cienki gwizd żałobnie niesie się za ścianą. Siedzimy w kuchni przy stole z jasnego sosnowego drewna, na który opada bezszelestnie żółte przyćmione światło. Rozmawiamy półgłosem, robiąc długie milczące przerwy, o drobnych wydarzeniach dnia i rozkoszujemy się ciszą i ciepłem przytulnego, nagrzanego mieszkania. Nagle podrywamy się na przeszywający dźwięk dzwonka. Otwieram drzwi i w półmroku przedpokoju wdziera się napastliwe jaskrawe światło z klatki schodowej. Stoi w nim w rozpiętej, lśniącej od deszczu, czarnej ortalionowej kurtce do kolan przygarbiony mężczyzna. Jego znękana wychudła twarz z długim zarysowanym ostro nosem wydaje się znajoma. Mężczyzna zwraca się do mnie po imieniu, poprzedzając je słowem „pan" i ostrożnie przenosząc nogi w dużych rozsznurowanych butach przez próg wchodzi do mieszkania. Ale ta ostrożność nie tyle dyktowana jest obawą zabrudzenia podłogi, co, widać to wyraźnie, bólem. Mimo moich protestów wyjmuje – znowu bardzo ostrożnie – stopy w grubych samodziałowych skarpetach z butów i przesuwając je wolno po płytkach terakoty, kieruje się do kuchni. Wita się z żoną, jego głos jest głosem człowieka ostatecznie znużonego, który mówi tą znikomą resztką sił, jaka mu jeszcze pozostała. Żona natychmiast go rozpoznaje, a on ciężko, opierając się ręką o krawędź stołu, opada na krzesło. I dopiero teraz, na dźwięk jego imienia, uświadamiam sobie, kim jest. Z trwożnym przeczuciem patrzę na jego twarz, na szarą, ziemistą skórę, która wydaje się trzeszczeć rozpięta na mocnym belkowaniu kości, na przygasłe, pozbawione blasku oczy, na przyklejone do czaszki mokre kosmyki włosów.  Żona stawia przed nim szklankę z herbatą, a ja zadaję sobie pytanie: ile może mieć lat: trzydzieści, trzydzieści pięć lat? A wygląda na własnego nieżyjącego już ojca. I przypominam sobie krępego, wesołego chłopaka o smolistoczarnych, po murzyńska skręconych włosach, mecze piłki nożnej, w których grał na pozycji prawego obrońcy. Przecież jeszcze kilka lat temu z pełną 

    Postimees

    Kryzys gospodarczy na Białorusi postępuje, co prowadzi do stopniowego demontażu państwa socjalnego, jakim dotąd była republika.

    Białoruski Rząd uwolnił we wtorek ceny chleba, mleka, mięsa i jajek. Wcześniej były regulowane przez ministerstwo han­dlu. Zdaniem ekspertów ceny te wzrosną teraz o 10-15 proc. Narodowy Bank Białorusi poinformował, że w ostatnich 11 miesiącach eksport spadł o 24,8 proc, a inflacja w 2015 r. wyniosła 12 proc. Od początku 2015 roku ro­ku rubel stracił 5,1 proc. do dolara. Doradca prezydenta Kirył Rudy zaproponował też skrócenie urlopu macierzyńskiego z trzech do dwóch lat i podniesienie wieku emerytalnego kobiet z 55 do 60 lat, czyli zrównanie go z wiekiem emerytalnym mężczyzn.