• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Irena Sawicz - Szukam słów …

    Szukam słów i metafor
    – w imbryczku co śpiewa kawę
    – w ogrodzie wśród kwiatów jabłoni
    – w czerwonych tulipanach i białej róży
    – w świergocie ptaków i małej muszelce

    Szukam pod płaczącym deszczem parasolem
    – gdy słońce świeci kulą ognistą
    – gdy chodzę ulicami miasta
    którego bruk jak wersy
    układa się w strofy

    Szukam słów…

    Może kiedyś narodzi się wiersz?

    Z archiwum

    Wacław Klejmont -Pogoda dla Juliusza W.

    Gdy w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku byłem piękny i młody, a dziś już tylko z tego wrażliwość na piękno pozostała, bawiłem się namiętnie w układanie i rozwiązywanie ka-lamburów, homonimów, anagramów, palindromów, szarad, ariad i wszelkich innych literackich łamigłówek umysłowych.
    . Wychodziło wtedy ambitne pismo „Szaradzista", wydające m.in. „Kalendarz Szaradzisty", którego egzemplarz z datą 1982 i pieczątką „OCENZUROWANE" na kopercie, wysłany przez Komisarza Zawieszonego (w stanie wojennym) Związku Dziennikarzy Polskich na Foksal, przechowuję do dziś jako znak czasów oby minionych. Przypomniała mi się z tamtych lat rymowanka homonimowa jednego z pisujących pod pseudonimem współautorów „Szaradzisty":
    Chociaż  ma  b  a  r    o     m  e  t  r,
                na wszelki wypadek
                spogląda na  b  a  r  o  m  e  t  r,
                idąc na obiadek.
    Ale nie o tym miało być, a o pogodzie dla Juliusza Wątroby. Ukazał się tylko co pięknie ilu-strowany średnio-grubą dynamiczną kreską Michała Jakubca wybór jego wierszy z lat 2000-2006 pod intrygującym tytułem Bar-o-metr, Bielsko-Biała 2009. Intrygujący - wcale nie zna-czy, że autor wydanej w 2001 roku (B)łaźni publicznej ma zamiar intrygować według sejmo-wo-politycznych wzorów, choć nic co polskie nie jest mu obce. Nic podobnego! Pozbierał wszelkie niepodobieństwa niepoczciwego żywota Polaków, posegregował na prawie stu stro-nach i wydrukował w Drukarni AZTEK ku przestrodze oraz nauce wg maksymy Jana z Czar-nolasu:
    Nową przypowieść Polak sobie kupi,
     Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.
    Szkoda gadać? Szkoda pisać?? Nie powiedziałbym! Dopowiedzmy też gwoli statystyki, że wszystkich wierszy jest 70, a po nich o sztuce Juliusza z Rudzicy wypowiada się pełnym gło-sem 11 znawców przedmiotu: od redaktora i wydawcy antologii, satyryka – podróżnika Józefa Bułatowicza, przez wieloletniego redaktora „Szpilek" i dyrektora warszawskiej „Syreny" – Witolda Fillera, poetę Wilhelma Przeczka po wytrawnego krytyka – Leszka Żulińskiego. A jest o czym mówić, bo Bar-o-metr to już 28 tom w dorobku rudzickiego poety i satyryka. Robimy więc głęboki wdech i Norwidowską pauzę na zastanowienie, by „odpowiednie dać rzeczy sło-wo" oraz odpowiedź na pytanie: dlaczego śródsłownie pauzuje i czym łamie się autor Niebo-skłonu. Chlebem poezji – to pewne, ale chleb ów miewa gorzki smak, bo wyrastał na kwasach nie dla wszystkich najsłodszej rzeczywistości naszej. Mimo wstępnej zapowiedzi:
    Koniec poezji
    Nie będzie wierszy
    Słów nie dowieźli
    z datą  05.2000 pcha nadal syzyfowe taczki z ironicznym napędem na zapędy wszelkiej maści spowalniaczy, rozwadniaczy i spulchniaczy. Nie „bylejaczy" literackiej roboty, że posłużę się określeniem ursynowskiego poety wszystkich naszych dziennych spraw – Czesława Mirosława Szczepaniaka. Stąd w wierszu  Z życia Polaków 04.2005, s. 8 zgodny song białych murzynów Europy. Wszędzie serialowo: i tam gdzie jesteśmy i tam gdzie nas nie ma (Ale…, s.6) w  glo-balnym domu wariatów (Za górami, 06.2000, s. 8). Na świadków  p r z e s t a w i o n e j  rze-czywistości  przywołuje Wątroba z żywych - Wojciecha Młynarskiego z umarłych: ks. Józefa Tischnera, Piotra Skrzyneckiego, bardów Gruzji i Rosji: Bułata Okudżawę oraz Włodzimierza Wysockiego  (Zaduszki, 11.2000, s.14).
        Współpracując raz z Witoldem Fillerem innym razem z Januszem Kohutem nad pro-jektowanymi musicalami poeta wyostrzył słuch do granic. Równie sprawnie tańczy na poin-tach. Dla przykładu parę takich point skocznych i zaskakujących z jakże polskim pierścieniem na początek:
    W ciekawych czasach przyszło żyć
    W ciekawych czasach wódkę pić
                                                                                               „Ciekawe czasy" 01.2005, s. 80
    A teraz uniwersalny klucz do kręcenia:
    Co tam głupi elektorat
    Głupi i naiwny ludek
    Ja gnam
    ze mną wilków sfora
    w zyski w dziwki i w obłudę
                                                                                 „Wyznanie polityka" 04.2004, s. 67.
    Choć warto pamiętać, że
    trzeźwe życie ubogaca
    bo choć nudne to bez kaca
                                                                                         „Trzeźwa rada" 01.2005, s.75
    i jeszcze to:                                     
    Bo gdyś prawdziwy jest artysta
    to cię w dniu śmierci sam Bóg kupi
                                                                                              „Sprzedaż" 12. 2003, s. 54.
    Teraz zestawmy obok powyższego stwierdzenia poniższe dopowiedzenie:
    Pytacie jaka wiersza pointa
    co przędzie słowa jak kołowrotek:
    na prostą wyjdziesz po zakrętach
    a z polityka na idiotę
                                                                                         „Słowolenie" 01.2007, s. 88
    A na finał pointa point:                              

    Lecz dość
    W sen już puka
    zła jawa kosmata
    ale ty nie zwątpij, lecz zatańcz
                                                                                                    „Zatańcz", brak daty, s. 90
    Nie wątpię! Irytuje mnie tylko owo graficzne centrowanie wierszy w tomiku, dodające być może nieco powabu jedynie trafiającym się tu i ówdzie erotykom w kształcie Wenus z Milo al-bo i Wenus z Laussel. Może zbyt natarczywie wytyka Wątroba głupotę bliźnim, ale ile jej jest dookoła – każdy widzi.
        Znamienną cecha stylu jest też zmienna melodyka frazy, dynamizująca obraz albo bu-dująca nastrój, bo trafiają się piękne krople liryczne jak ta:
    Poprzez witraż skrzydeł ważki
    żaba staje się królewną
    z bożej oraz z ludzkiej łaski
                                                                                        „Pytanie" 04.2001, s.16
    albo inna:
    tylko kamień jest skrzydlaty
    roześmiany
    gdy z nim idę               ,
                                                                             „Przyjaciel" 03.2005, s. 83,
    jak cała przepiękna  Widokówka z nieba  04.2001, s. 18.
    Czasem bywa balladowo i Stachurowo, bo
    Życie to teatr.
    Teatr wariatów
    co się przygląda
    sobie i światu
                                                                               „Teatrzyk" 02.2002 s. 33,
    a
    Nie rozdziobią nas kruki ni wrony
    bo my sami siebie rozdziobiemy
                                                                                   „Spadek" 08.2001, s.25.
    Czasem – Norwidowo i ironicznie, jak w Najpiękniejszej (wierszyku miłosnopatriotycznym)
    04.2002, s. 36:
    i o drogę się nie pytać
    która dawno wytyczona
    a
    Na huśtawce los nas huśta.
    Zdarzają i takie Przypadki 01.2004, s. 60 :
    ja się wściekam ty się wściekasz
    on się wścieka ona wściekła
    w tym burdelu prosto z piekła…
    Może z powodu, że nie tyle my weszliśmy do Europy, co Europa w nas weszła („Wejście smoczka" 04.2004, s.71)? A może dlatego, że kumpel wypił mózgojeba („Trzeźwa rada" 01.2005, s.75)? Albo że
    … się u nas chłop powiesił
    (ponoć czytał dużo książek)
    bies nawrócił się ksiądz zbiesił
    a kucharka zaszła w ciążę
                                                                                         „Ciekawe czasy" 01.2005, s.80 ?
    Są pytania zasadnicze:
    Jak do rządu ma się nierząd
    Skąd i dokąd rządy bieżą
                                                                          „Koka Kola" 12. 2003, s. 58.
    Tu poeta błyśnie oryginalnym rymem  mintaj – z gwinta  albo batem – „riwingate",
    ówdzie zachwyci antyalkoholową na Jachowiczowy strój skrojoną balladką O chorym kotku,
    s. 57. Anaforami sypnie w Będziesz mógł 11. 2002, s. 44, nim dopowie:
    Będziesz bracie mógł do woli
    śmiać się brykać i swawolić
    jeśli… Unia ci pozwoli
    Mimo wszystko Wątroba kocha życie, zatem przekornie podsumujmy razem z nim:

    Pieskie życie
    Módl się bracie o to żebyś
    głupszy i mądrzejszy nie był

    tylko uśredniony taki
    szary letni bylejaki

    byś nikomu nie przeszkadzał
     w normie kochał kradł i zdradzał

    byś się nie wychylał w tłumie
    lecz pokornie żył bo umiesz

    byś głosował zawsze słusznie
    i mył ząbki zanim uśniesz

    byś spał słodko zanim wstaniesz
    wszak na mordce masz kaganiec.
                                                                                01.2005, s.79
    I niech to będzie dobranocka na dzień dobry.


    Juliusz Wątroba: Bar-o-metr. Urząd Gminy Bielsko - Biała 2009, ss. 100
                                                                                       

    Alumena - Miłość

    Snuję się
    jak jesienny dym
    labiryntami uliczek
    Rozrzedzony półmrok
    tłucze się o okien
    niczym majowe chrabąszcze
    Staczam się w dół
    kamienistą rzeką bruku