Jarosław Cieślak - Upadek w chaos

Za jedno z podstawowych doświadczeń poetów Nowej Fali wypada bez wątpienia uznać doświadczenie chaosu. Piszą o nim Julian Kornhauser i Adam Zagajewski:

Chaos [naszych czasów – J. C.] jest przede wszystkim chaosem niewiedzy, zagubienia w skrajnościach, których nie umiemy jeszcze myślowo uporządkować. Nie można przy tym porównywać chaosu świata z chaosem niewiedzy, gdyż każdy z nich mieści się na innej płaszczyźnie .
[…] chaos wartości, ten chaos, który można zaobserwować w krytyce i w działalności recenzentów, wyraża nie tylko stan literatury. Jest to równocześnie świadectwo chaosu wartości także pozaliterackich, labilności wzorów życiowych i sposobów postępowania, wzorów myślenia i odczuwania, wielości niespójnych obszarów kulturowych, kryzysu samej idei wartości i samej idei wspólnoty na gruncie kultury .

Wypowiedzi powyższe słusznie uznać można  za pierwsze przebłyski systemowego myślenia, czy raczej odczuwania postmodernistycznego w literaturze polskiej. Jest to bowiem głównie konstatacja dotycząca natury „nowego" świata, w którym przyszło żyć nowym poetom.
Jest to oczywiście świat „inny"  niż dotychczas i to nie tylko za sprawą chaosu informacyjnego, ciągłego zafałszowywania rzeczywistości przez języki mediów i polityki. Tę odmienność rysuje Zagajewski w porównaniu z rzeczywistością międzywojenną, której wyrażanie obrał sobie za cel, tu podniesiony raptem do rangi patrona, Tadeusz Peiper:

Za czasów Peipera nastąpił gwałtowny awans cywilizacji, która wprowadzała nową ekonomię, nową sprawność, skracała odległości między rzeczami, ale rzeczy, które ze sobą przynosiła, były dobrze nazwane, opatrzone podpisami  jak w encyklopedii Larousse’a. To jest maszyna, to jest samolot, to jest kinematograf, to jest radio, to jest nowe miasto. Cywilizacja przychodziła razem ze słownikiem, na rzeczach były etykiety. Sztuka musiała nauczyć się od tej cywilizacji nowych sprawności, chciała być szybsza i odważniejsza, chciała wciągnąć to, co nowe, razem z oddechem, nasycić się nowym powietrzem i zmienić się od wewnątrz, aby dotrzymać kroku rytmowi świata. Nowość naszego świata utkana jest z nowych zjawisk etycznych, politycznych, metafizycznych […]. Są to zmiany mgławicowe, amorficzne, nie podpisane, nie nazwane, nie towarzyszy im żaden słownik .

Ze zmiany powyższej wynika bezpośrednio niechęć Zagajewskiego do podstawowego elementu Peiperowskiej poetyki, mianowicie do pseudonimizacji, która w nowej rzeczywistości musiałaby służyć jedynie multiplikacji chaosu i kultywacji niejasności. Upraszczając: punktem wyjścia Peipera był  według Zagajewskiego porządek sfery semantycznej, dlatego mógł on sobie pozwolić na „chaos" pseudonimów; nowi poeci żyjąc w chaosie, by ocaleć i się w nim nie zatracić, muszą z nim walczyć bronią szczerości, prawdy i mówienia wprost. Spełnią tym samym również swoje posłannictwo: „innego heroizmu potrzebuje dzisiaj literatura, jej czytelnicy oczekują od niej pomocy w rozpoznawaniu świata" . 
Na pozór kontynuacja linii myślowej Peipera wydaje się nie wzbudzać wątpliwości. Określona rzeczywistość determinuje poetycką strategię postępowania, która ma zadanie przekształcać społeczeństwo. Różnice jednak, choć na pozór subtelne, są dość kategoryczne. Po pierwsze, choć może najmniej ważne, Peiper nigdy nie uznałby swoich wierszy za niejasne, ciemne itd. Po drugie, Peiper rzeczywistość wyrażał, przy czym, przynajmniej w początkowym okresie swojej twórczości, jego stosunek do tej rzeczywistości był w zasadzie bezkrytyczny. „Zmieniła się skóra świata", zmienia się i literatura, ale zmienia się ona jak kameleon, który dopasowuje swoje barwy do otoczenia. Nowofalowcy zaś „zmianę skóry świata", jaka nastąpiła za ich czasów, ocenili zdecydowanie negatywnie – nie chcieli jej więc w swych wierszach wyrażać, ale przeciw niej występować w imię pewnych zasad i wartości. Po trzecie wreszcie poezja Peipera chcąc w człowieka „wszyć nerw teraźniejszości" stawała się swego rodzaju pośredniczką między rzeczywistością a człowiekiem. Wyostrzona na zmiany rzeczywistości miała przybliżać je ludzkości, czy nawet dostrajać ludzkość do tych zmian. Zagajewski wyznacza z kolei poezji postulat całkowicie odmienny – poezja ma być nie pośredniczką między rzeczywistością a człowiekiem, ale swoistym destylatem, który dokonuje oczyszczenia rzeczywistości dla zagubionego w niej człowieka. Dla Peipera liczyła się na pierwszym miejscu rzeczywistość, do której chciał dopasować społeczeństwo, dla nowofalowców liczy się przede wszystkim społeczeństwo, które chcą przed tą (zafałszowaną) rzeczywistością chronić. Poezja pośredniczka zmienia się w poezję demaskatorkę filtrującą rzeczywistość.
Szczerość czy mówienie wprost to postulaty tak odmienne od tego, co głosił Peiper, że jego obecność w świadomości poetów Nowej Fali zakrawa na swoisty paradoks. Złudność programowych odwołań możnaby udowodnić sięgając do praktyki poetyckiej Nowej Fali. Tu okazuje się jednak, że choć pseudonimy Peiperowskie w sensie rozbudowanych, intelektualnych, nieobrazowych metafor, znajdują tu zastosowanie marginalne, żeby nie powiedzieć żadne, to jednak inny „wynalazek" Peipera, przez jego bezpośrednich uczniów wielokrotnie krytykowany, mianowicie „układ rozkwitania", został przez poetów Nowej Fali wyciągnięty z recepcyjnego niebytu. Jak się okazuje jego założenia świetnie nadawały się do wyrażania chaosu współczesności, który to najbardziej doszedł do głosu w poezji Ryszarda Krynickiego.
Użyłem słowa „wyrażanie" ponieważ pasuje ono w całości do wczesnej twórczości Krynickiego, ale już nie  całkiem do tomiku Organizm zbiorowy (1975), o którym entuzjastycznie piszą Kornhauser i Zagajewski ze względu na jego „krytyczne ujęcie obrazu rzeczywistości" oraz na rozpoczęcie procesu nazywania tej rzeczywistości nieobecnego we wcześniejszej twórczości .  Przesunięcia w poezji Krynickiego są zgodne z rewizyjnym ujęciem Peiperowskiej teorii przez Zagajewskiego – aprobata zmienia się w krytykę, wyrażanie w ośmieszanie i inne formy negacji:

Wiersze Krynickiego sprzed 1968 roku utożsamiały się w pełni z sytuacją w życiu społecznym i politycznym kraju, eksponując te informacje, które świadczyły o zmistyfikowanej rzeczywistości, analizując język, w którym odbijały się nastroje społeczne.
Po 1968, a zwłaszcza po 1970 roku Krynicki manifestacyjnie odrzuca dawne poetyckie przyzwyczajenia i rozumiejąc szansę, jaka stoi  przed poezją w obliczu narastających przemian w życiu narodu, tworzy zupełnie inny typ wypowiedzi lirycznej, zbliżając się nawet w niektórych wypadkach do Różewiczowskiej sprawozdawczości .

Jak już wspomniałem punktem wyjścia dla Krynickiego było pokoleniowe doświadczenie chaosu świata, reakcją na to doświadczenie –  z ducha Peiperowska, próba wyrażenia tego doświadczenia w poezji. Do tego celu używa Krynicki między innymi „układu rozkwitania".
Stanisław Barańczak w błyskotliwej recenzji Aktu urodzenia  zauważył, że ruch poezji Krynickiego polega na rozwoju „[…] od wspólnoty do obcości, od prostoty do skomplikowania, od jednolitości do braku łączności wzajemnej. Od pierwotnego zjednoczenia do końcowego wyobcowania […]"   analogicznie jak rozwój poszczególnych słów z jednego etymologicznego pnia czy rozwój społeczeństwa z wspólnoty plemiennej ku luźnym związkom społeczeństwa wieku XX. Od siebie dodałbym, że poezja ta rozwija się w związku z tym także od porządku do chaosu, co widać doskonale na przykładzie „układu rozkwitania" gdzie jednoznaczność i prostota ulegają rozbiciu i skomplikowaniu, tym samym wyrażając specyfikę współczesności. Zauważają to także autorzy Świata nie przedstawionego:

Wiersze z Aktu urodzenia dawały wyraz upiornemu „rozbiciu dzielnicowemu" współczesności. Zasada poematu rozkwitającego, jaką rządzą się jego wiersze, to przecież konsekwencja choroby świadomości społecznej: nie można niczego nazwać jednoznacznie, fałsz kryje się za każdym znaczeniem, oczywistość zmienia się w jego zaprzeczenie. Rozszerzenie znaczenia nie prowadzi do spodziewanej ścisłości, ale do roztopienia go w chaosie słów, pojęć, obrazów .

Spójrzmy z tej perspektywy na wiersz ***(jak powstaje…). Wiersz ten posiada zasadniczo trzy wersje, nas interesować będzie jednak ta zamieszczona w Akcie urodzenia, w którego skład weszło większość wierszy z wcześniejszego Pędu pogoni, pędu ucieczki. Istnieje jeszcze trzecia wersja tego wiersza zamieszczona po raz pierwszy w zbiorze Niepodlegli nicości, jednak ze względu na próbę zatarcia Peiperowskich inspiracji, jakiej dokonuje na tej wersji Krynicki, nie będzie ona w tych rozważaniach brana pod uwagę . Wiersz z Aktu urodzenia brzmi następująco:

jak powstaje, z upadku kobiety czy upadku owocu,
upadku dziewcząt na gładkiej drodze siwizny, z upadłego
powstania (z martwych?) niewolników; z martwych przeżyć
czy z przeżycia zmartwień; jak – z upadku deszczu, zarastającego
pierwopis – powstaje ten wiersz,
owoc
upadku
upadku
na kolana; skoro, poddając się, zgadzasz się na
kolejne zdanie, zdanie
się na łaskę, mając nadzieję, że szeptać będą: być może,
wierząc, że powiedzą:
prawda, ufając, że zakrzykną: fałsz, twoje usta, że zakrzyczą
ten fałsz, światło życia (na wiarę) na ziemi ; z wiary w nie-
ufność (nieufność
zaufanych) czy z nieufnej wierności, przeciwko komu powstaje i naprzeciw
komu wybiega – ten wiersz, nadzieja i
obawa przed jej spełnieniem. Wiersz o tyle nieprzemijający, że nie-
napisany .

Zacznijmy może od Peipera, który w ten sposób pisał o specyfice i właściwościach poematu rozkwitającego:

Zawsze poznajemy przedmiot całościami; primo. Całościami coraz szczegółowszymi; secundo. W ten sam sposób zaznajamia czytelnika  ze swym przedmiotem  poemat rozkwitający. Rośnie on całościami. Zaraz w pierwszym etapie daje całość, na razie zarodkową, lekko zarysowaną, utworzoną z urywków, streszczoną, szybką, pełną zaciekawiających niejasności. W drugim etapie pojawia się ta sama całość ale jej części rozrosły się już, rozwinęły jaśniej, wynurzyły się związki między nimi, zaczął być zrozumiały wspólny los, jaki je łączy, ale na pytania ciekawości nie ma jeszcze ostatecznej odpowiedzi. W następnym etapie znowu dalszy rozrost części, i ewentualnie ulga jasności . 

„Całość zarodkowa", o której pisze Peiper jest przy tym zwykle metaforą, lub przedmiotem inicjującym ciąg metafor, które przynoszą „ulgę jasności", czyli wyjaśnienie inicjalnej metafory bądź ostateczne dookreślenie danego przedmiotu czy wrażenia.
To, co od razu zwraca uwagę w wierszu Krynickiego, to aksjomat jego autotematycznej refleksji – przeświadczenie o twórczej mocy upadku. Pytanie inicjalne, zamiast otwierać nieograniczone pole potencjalnych odpowiedzi, generuje w zasadzie odpowiedź jedną, choć wewnętrznie zróżnicowaną. Wiersz może być według Krynickiego tylko i wyłącznie owocem upadku – kwestią otwartą pozostaje jedynie jego charakter.
Upadek jest  sferą niejednoznaczności, niezdecydowania, uporczywego pomiędzy – gdy stare przestało istnieć, a nowe jeszcze się nie wykrystalizowało. Upadek (w sensie egzystencjalnym oczywiście) oznacza entropię dotychczasowego porządku, moment zmęczenia po akcie destrukcji, ale zarazem preludium do ponownego wartościowania, etap wstępny nowej, oczyszczonej z tego, co stare, konstrukcji. Upadek jest więc jednym słowem momentem pytania o to, co dalej? Przy czym chodzi o pytanie otwarte w sensie hermeneutycznym, a nie pytanie pozorne, zawierające w sobie apriorycznie potencjalny zestaw odpowiedzi. Tym samym wiersz Krynickiego nie może być owocem natchnienia, nienawiści czy miłości, ale właśnie upadku, który stanowi dla niego punkt wyjścia – stąd jest on w zasadzie jednym rozbudowanym pytaniem.
Pytanie to jednocześnie przybiera formę poematu rozkwitającego, którego schemat Krynicki odwraca – „ulga jasności" nie przybliża się wraz z rozwojem wiersza, a wręcz przeciwnie – coraz bardziej się od nas oddala, zamienia się w piekło niejasności. Wierszem rządzi zasada rozwoju niejasności i niedookreślenia – i to zarówno w kwestii podstawowej: „jak powstaje wiersz", jak i w kwestii pochodnej: czym ten wiersz tak naprawdę jest. Pytanie o genezę wiersza, ocierające się o psychologię twórczości, zamienia się w wątpliwość dotyczącą jego ontologicznego statusu. Tym samym wiersz ***(jak powstaje…) pozostawia nas w niejasności całkowitej – nie tylko nie wiemy jak wiersz powstaje, nie wiemy również czym wiersz w swej istocie jest. Pytanie kluczowe w ten sposób zostaje całkowicie zdekonstruowane, by na nie odpowiedzieć potrzebna jest wiedza o przynajmniej jednym jego członie – albo z genezy wyciągamy właściwości, albo z właściwości genezę – inaczej mamy do czynienia z epistemologicznym impasem.
Upadek, którego wyrazem jest pytanie sytuuje nas w niewygodnej pozycji „pomiędzy": pomiędzy marzeniem a urzeczywistnieniem, ruchem a stagnacją – każde pytanie tego wiersza to więzienie pośredniości, zamykające nas w klatce binarnego ciągu pytań nieroztrzygniętych, znoszących i zarazem uwieloznaczniających się nawzajem. To „pomiędzy" przy tym, jak zauważa Bożena Tokarz, „ma waloryzację pozytywną, twórczą" . Niejasność wzrasta czy też rozkwita za pomocą końcowych oksymoronów („nieufna wierność", „wiara w nieufność"), by znaleźć zwieńczenie w paradoksalnej poincie, wpisującej wiersz w szerszy kontekst metafizyczny – wiersz staje się tu czymś w rodzaju wiecznej potencjalności odpowiadającej wiecznemu chaosowi upadku.
Tym samym wiersz Krynickiego to nie harmonijny rozkwit rośliny z pąka, jak tego chciał Peiper, ale raczej niekontrolowany rozrost plątaniny chwastów, które symbolizują z jednej strony współczesną Krynickiemu rzeczywistość (znaczące tu wydają się wersy: „szeptać będą: być może, wierząc że zakrzykną: fałsz, że zakrzyczą ten fałsz" odwołujące się, jak zauważa Alina Świeściak, do „braku moralnej pewności w warunkach przymusu politycznego") , z drugiej zaś świadomość zdegradowaną upadkiem, szamoczącą się w pytaniach stymulowanych przez tę właśnie rzeczywistość.
Pytanie jednak, jak ma się to do immanentnej konstrukcyjności poematu rozkwitającego i wypowiedzi samego Krynickiego w rodzaju tych, że „Żyjąc w świecie pęknięć, poeta winien scalać"   , czy, że poeta „powinien scalać, zatarty i zniekształcony przez fałsz i zakłamanie epoki sobie współczesnej, autentyczny sens świata, nadany przez Stwórcę w akcie stworzenia" ?  Czy w cytowanym wierszu mamy do czynienia raczej z destrukcją czy z postulowanym przez Krynickiego scalaniem sensu? Otóż wydaje się, że z jednym i drugim. „Żyjąc w świecie pęknięć" Krynicki nie daje nam bowiem bezładnego ich wyrazu tylko ujmuje je w konstrukcję, scala je w formę jak najbardziej zorganizowaną. Chaos ujęty w konstrukcję staje się chaosem ujarzmionym już przez samą porządkującą moc werbalizacji, ale także dodatkowo przez porządek wyrażania. Otrzymujemy w konsekwencji porządek autentyczny, zbudowany bowiem na bazie prawdziwego „dotknięcia", przeżycia chaosu, nie zaś porządek powierzchowny, będący koniecznością, paliatywnym środkiem mającym nam pomóc w walce z deterministyczną naturą życia, bowiem – jak   zauważa Colin Wilson –  „Chaosowi trzeba stawić czoło. Prawdziwy ład musi być poprzedzony zejściem w chaos" .  A „autentyczny sens świata"? Czy nie jest nim właśnie pytanie? Odpowiadało by takie ujęcie indywidualnemu wyborowi ścieżki życiowej przez samego Krynickiego, który, jak wielokrotnie zauważano, jest przede wszystkim poetą podróży, ruchu, ucieczki itp.   Poetą, dodajmy, wiecznej podróży, ruchu, ucieczki, a więc i wiecznego pytania (błądzenia?), wiecznej, niezaspokojonej refleksji, które stają się swoistym porządkiem egzystencji.
Inaczej sytuacja przedstawia się u Peipera. Na przykład w wierszu Footbal ,  który w szeregu pseudonimów opisuje lot ptaka, sam okazujący się być w końcu pseudonimem lotu piłki futbolowej. Lot ptaka, sytuacja prosta, konwencjonalna, ulega odkonkretnieniu, zostaje zdublowana w autonomicznym świecie poetyckiego języka Peipera, by nastąpić mogła „ulga jasności" – podana wprost informacja: „tak leciała przez powietrze piłka dzielnie kopnięta". Co ciekawe, po tym wyjaśnieniu zostają powtórzone słowa początkowe, tym razem z myślnikiem na końcu: „ptak który -", które Krynicki odczytuje jako „odwagę powtórzenia początku. Okno na nieskończoność" . Forma wiersza Peipera odwoływałaby się więc, jak zauważa Alina Świeściak, do Koła, a więc figury symbolizującej tak upragnioną przez Krynickiego Całość .  W myśl tej interpretacji „układ rozkwitania" byłby w swej kolistej formie układem zamkniętym. Jest tak być może u Peipera, ale czy i u Krynickiego? Czy u Krynickiego, podobnie jak u Peipera obserwujemy tego rodzaju „sprowadzanie chaosu do porządku"? Owszem. Inny to jednak porządek, bardziej rachityczny i subtelny, niż ten konstruowany przez autora Żywych linii. Porządek Krynickiego jest porządkiem pytania, drogi, werbalizacji chaosu w celu jego przezwyciężenia przez wyrażenie. Ta ciągłość tkwi przy tym immanentnie w naturze enumeracji, która jest podstawowym budulcem poematu rozkwitającego, ale i wcześniejszych historycznie wierszy ikonicznych .  W tym kontekście ostatnie słowa Footbalu  w myśl interpretacji Krynickiego byłyby raczej wyrazem niemożliwości nazwania danego desygnatu, nieprzystawalności słowa do rzeczy, a u Peipera, być może wyrażałyby nieskończony potencjał pseudonimizacji i ekwiwalentyzacji, które pobudzane odpowiednią inwencją i talentem mogą mnożyć się w nieskończoność w odniesieniu do jednego przedmiotu czy uczucia. Interpretacja Krynickiego wydaje się raczej świadectwem niewiary w dotarcie do istoty rzeczy, wyrazem deprecjacji słowa. Porządek Krynickiego nigdy nie jest zamknięty (stąd idea koła pasowałaby tu jedynie jako wyraz nieustanności, nieskończoności ruchu, traciłaby jednak adekwatność za sprawą swej zamkniętej struktury), zawiera się bowiem w pytaniu. W tym sensie jest „otwarty na nieskończoność", że inicjuje nieskończony szereg dalszych możliwości. Tak zresztą interpretował Krynicki układ rozkwitania, nie jako wyraz całości, ale jako „projekcję nieskończoności". Pisał o tym porównując układ rozkwitania z „zapisem nadrealistycznym":

[…] jeżeli zapis nadrealistyczny dochodził od podświadomego do doświadczenia, to w układzie rozkwitającym zapis doświadczenia otwierał perspektywę niewiadomego; czyli: jeżeli zapis nadrealistyczny, wychodząc od nieskończoności, stanowił kształt zamknięty, skończony, to poemat rozkwitający, wychodzący od skończoności, był projekcją nieskończoności, układem otwartym .

Układ rozkwitania ma więc dla Krynickiego właściwości porządkujące, scalające, ale nie w sensie ostatecznym, pozbawiony jest bowiem przymiotu końcowego ostatecznego zamknięcia, nie odnoszą się więc do niego słowa Tadeusza Nyczka, który twierdził, że w wersji poematu rozkwitającego prezentowanej przez Krynickiego: „Temat się rozwija, puchnie, rośnie, przemienia i zamiera doszedłszy do pointy bądź pełni wypowiedzi" , u Krynickiego bowiem nigdy nic się nie kończy, nie zamiera, lecz egzystuje w wiecznym stanie potencjalności, otwartości, a często również błądzenia.
Świat współczesny Krynickiemu jawił mu się jako świat chaosu, świat „pęknięć" – wyrazem tego stanu rzeczy są, pokoleniowo wspólne, używane przez niego lingwistyczne środki językowe. Porządku Krynicki we współczesności nie znalazł – znalazł go jednak w tradycji, u Tadeusza Peipera. W porządek „układu rozkwitania" wpisał chaos swych czasów, by go oswoić, ale nie spetryfikować, lecz „otworzyć na nieskończoność", który to zabieg w analizowanym wierszu oddany jest za pomocą rozkwitu pytania i akceptacji egzystencjalnego „pomiędzy" .