Tadeusz Drat - Sztuka i… po sztuce

W niedzielę 23 września byłem w bydgoskim Teatrze Polskim. Na scenie kameralnej grano głośny już i kontrowersyjny spektakl „Popiełuszko" autorstwa Małgorzaty Sikorskiej–Miszczuk, w reżyserii Pawła Łysaka.
Ucieszyłem się już na początku, kiedy zobaczyłem widownię, która szczelnie wypełniała salę. Przeważała młodzież, co jest szczególnie pozytywnym ewenementem. Ciągle przecież mamy do niej pretensje o bezideowość, o zbyt komercyjne traktowanie otaczającego świata.
Jestem konsumentem sztuki teatralnej o nieco jednak konserwatywnym sposobie jej odbioru. . Paweł Łysak serwuje nam teatr nieco inny. Jego aktorzy tańczą, śpiewają, gimnastykują, wykonują jakieś chaotyczne ruchy na scenie. Całe sceny i sekwencje słowne oderwane są od istoty przedstawienia. Trudno doprawdy pojąć o co chodzi w scenach z jakimiś nawiedzonymi naukowcami „od kurek zielononóżek" czy z panią zawzięcie manipulującą zepsutym czajnikiem elektrycznym i wygłaszającą wściekłe tyrady przeciw swojemu mężowi. 
Nikt nie darzy sympatią oprawców ks. Popiełuszki, ale przedstawianie esbeków jako wrzeszczących i śmiejących się głupków niewiele chyba wnosi autentyzmu do sztuki. Powiedziałbym nawet, że zdecydowanie spłaszcza wymowę sztuki i ówczesnych, dramatycznych zdarzeń. Krzyki – jesteśmy mordercami! – zwyczajnie rażą. Trochę za dużo awangardy, jak na sztukę teatralną nawiązującą do tak brutalnych wydarzeń. Czy  prowokowanie widza tam, gdzie można rzeczywiście nieco unieść się na fali autorskiej swobody, ma sens?
Trudno jednoznacznie skomentować rolę tzw. Antypolaka. 
Taniec czy gimnastyka jako forma pojednania – całkiem zgrabna manipulacja, przenośnia. Do tego się nie przyczepiam. Wspólne „przebywanie" w bagażniku ks. Popiełuszki i Antypolaka, też mnie przekonuje. Tak się przecież rodzi specyficzna wspólnota, wspólnota cierpień, wspólnota celów.  Tak się rodzi wreszcie wspólnota działań, rzecz, której tak nam przecież w Polsce brakuje – od zawsze.
Pokazano w sztuce, że działania służb specjalnych nie dotyczyły tylko kleru. Antypolak nie jest klerykałem, jest wręcz antyklerykałem. Czy to go uchroniło od problemów, od traumy? Nie!
Teraz kilka słów o ekipie aktorskiej. Znakomita – jak zawsze w TP!. Ci ludzie wykonali znakomitą robotę.  Chwała im!  Przypomina się tutaj słynne powiedzenie Kazimierza Dejmka, której tu jednak nie przytoczę. Wiem, że w kontekście sztuki o ks. Popiełuszko zabrzmiałoby nazbyt brutalnie.
Generalizując, jakby zabrakło w tej sztuce czytelnej puenty.  Swoistym przesłaniem powinno być hasło, że ludzie dobrej woli, niezależnie od wiary, wyznania, tudzież ateiści, powinni się łączyć dla osiągnięcia godziwych, ludzkich celów. I jestem przekonany, że takie myślenie powodowało ks. Popiełuszką. Jednak nie znajduję tu zamierzonych działań wymierzonych w jego postać, o co będą obwiniać reżysera niektórzy widzowie.
Dyskusja po przedstawieniu objawiła skrajne emocje. Wydarzenia, o których opowiada sztuka miały miejsce niemal 30 lat temu i pretensje o ewentualne pomyłki w datach tego czy innego zdarzenia, tej czy innej rozmowy, nie powinny być nacechowane tak negatywnymi emocjami. Teatr, to jednak nie instytut historyczny. Niemałe emocje wywołało również przedstawienie zachowania się kościelnych hierarchów.
Nie jest raczej tajemnicą, że działalność ks. Popiełuszki  budziła poważne obawy w episkopacie. Zapewne przewidywano, że może dojść do nieszczęścia. Przypomnę, że w  latach 1980–1981 prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński pośredniczył w rozmowach między władzami PRL a „Solidarnością"  i w trosce o pokój i dobro narodu ustawicznie wzywał do rozwagi i odpowiedzialności. Bardzo różnił się klasą od prymasa Glempa, który niewierzących nazwał kiedyś szczekającymi kundelkami.
Zarzucono teatrowi nadmierną lewicowość. Padło zdanie o zdjęciu przedstawienia z desek teatru. Czyżby historia zatoczyła koło i znaleźliśmy się znowu w czasach „słusznie minionych"?
Ks. Popiełuszko występował w obronie  środowisk robotniczych. Jakimż koszmarnym chichotem historii jest dzisiejsza sytuacja ludzi pracy. Bezrobocie, powszechne łamanie praw pracowniczych, umowy „śmieciowe", zmiany w przepisach prawnych na niekorzyść pracobiorców. Szkoda, że o tym nie rozmawiano.
Inna rzecz, to kwestia, czy sam ks. Popiełuszko życzyłby sobie takiej emocjonalnej polemiki. Nad jego życiem, jego śmiercią, jego dokonaniami?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież