Stefan Pastuszewski - Czy w Polsce możliwa jest monarchia? (nadtytuł)

Drat między Boguckim a Wierzchowskim
Dyskusja tocząca się między A. Boguckim a L. Wierzchowskim, w istocie swojej nie dotyczy monarchii, a przynajmniej kwestii, czy Polsce potrzebna jest, lub, czy możliwa jest w tym państwie, monarchia. To – jak określił mój wnuk Sebastian –spór panów, którzy chcą być panami i kłócą się, czy im się to panowanie należy, czy nie? (Na Inflantach słowo pan ma zabarwienie pejoratywne). W jakiś sposób do tego tematu, ale tylko w jakiś nawiązał Tadeusz Drat („Akant" 2012, nr 10, s.1-7).
Wobec propozycji: Ustanówmy w Polsce monarchię!, zachował się bowiem jak stara panna: Nie, bo nie! Tak może przystoi felietoniście, jakim jest T. Drat, ale już nie  publicyście. Ten musi posłużyć się argumentami, nawet gdyby były banalne, oczywiste. Bo publicystyka to dyskurs ze współczesnością, aktualnością, a w dyskursie publicznym nie można ograniczyć się do tak i nie, jak to w łóżku bywa. Trzeba próbować przekonać, trafić do intelektu, a nie do emocji. Wyręczam więc T. Drata:
Monarchia w Polsce, która zresztą, nigdy nie szanowała swoich monarchów, dowodem na co była antymonarchiczna, anarchizująca wręcz demokracja szlachecka, jest obecnie niemożliwa z uwagi na…postęp społeczny.
Tak, choć nie znoszę tego pojęcia rodem z PRL-u, to jednak można mówić o pewnych, wyraźnych zmianach w powszechnej mentalności i świadomości. Ewolucja struktur i relacji społecznych doprowadziła do takiego wyemancypowania jednostek, nawet tych najmniej rozwiniętych, że poczucie wolności i decydowania o sobie, a także, choćby tylko pozorne, o otaczającym świecie, jest dziś bardzo duże. Nawet ci, a jest ich zdecydowana większość, którzy głosują ślepo, pod dyktando mediów i innych socjotechnicznych maszyn, chcą głosować. Traktują to jako należne im prawo, wręcz trwałą cechę ich, innej lub bardziej marnej egzystencji. Niedawno byłem na zebraniu sprawozdawczo-wyborczym rady osiedla i choć to była farsa, a wybrana nowa rada składa się z osób aspołecznych, to jednak wybory te traktowano ze śmiertelną powagą, zaś wybrani stwarzali wrażenie, iż święcie wierzą, że Pana Boga (władzę) złapali za nogi.
Monarchia prawdziwa, a nie malowana, jak obecnie w Wielkiej Brytanii czy Szwecji, odebrałaby ludziom tę porcję, choćby tylko pozornej wolności i świadomości współdecydowania, które to stały się już, jakby genetycznie przenoszonym od kilkunastu pokoleń, elementem psychiki współczesnego Polaka. Byłby to więc krok wstecz, to znaczy anachronizm.
Poza tym, – jak czujnie zauważa T. Drat – nie mamy pieniędzy na sprawy podstawowe (główną przyczyną naszej nędzy jest wypływ za granicę zysków z operacji kapitałowych, przede wszystkim bankowych i handlowych), a skąd weźmiemy na monarchistyczne dekoracje? Odrodzeni Potoccy czy Czartoryscy na pewno nie przeznaczą na nie swoich rewindykowanych majątków.
Na marginesie trzeba dodać, że kłótnie między klubami (towarzyskimi) monarchistycznymi banalizują problem i zmuszają T. Drata do używania pojęć: królik, hrabiątko, grafik.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora