Stanisław Grabowski - TADEUSZ NOWAK – POCZĄTKI TWÓRCZOŚCI

W ubiegłym roku minęła dwudziesta rocznica śmierci Tadeusza Nowaka (1930 – 1991), wybitnego poety i prozaika. W tym roku mija pięćdziesiąt lat od jego debiutu prozatorskiego (zbiór opowiadań Przebudzenia), z kolei w przyszłym roku upłynie sześćdziesiąt lat od debiutu tomem wierszy Uczę się mówić. Dlatego chyba warto przypomnieć na ogół mało znaną drogę poety od debiutu prasowego do książkowego.
Na początku było słowo. I to słowo niepisane, mówione, ulotne. Zwierzał się Tadeusz Nowak: "Moje pierwsze wiersze powstawały w naturalnych okolicznościach i nigdy nie zostały zapisane. Rodziły się na tej samej zasadzie, co ludowe przyśpiewki. W ciągu chwili, w czasie wesel, chrzcin, gdy trzeba było kogoś zaczepić lub odciąć zaczepkę. Takie moje kawalerskie śpiewanie wierszy trwało dobrych kilka lat. Dopiero później przyszło świadome wierszowanie"1.
Już jako czterolatek, wypchnięty na scenę, potrafił się publicznie odciąć, gdy przymówiono na weselu jego rodzinie. Dlatego nie dziwi i taka wypowiedź pisarza: "Na początku drogi wyobrażałem sobie, że pisanie wierszy to takie śpiewanie przy basach, że wiersz to jakby za każdym razem odpowiedź na zaczepkę weselnika, niekoniecznie mądrą, tyle że na określony temat"2.
Cóż dodać do tych słów, że trzeba mieć refleks, żeby błyskawicznie odpłacić pięknym za nadobne, nie mieć tego, co Francuzi nazywają esprit d'escalier. Ze znajomych mi poetów refleks miał ks. Jan Twardowski, ma go Andrzej Bartyński. Poeci z urodzenia. Podobnie jak i Tadeusz Nowak. 
A początków pisanej twórczości literackiej Tadeusza Nowaka należy szukać w tarnowskim liceum im. K. Brudzińskiego, w szkolnej gazetce, ciekawe czy zachowały się jej numery. Notabene, opiekująca się gazetką p. Stefania Rassakowa, zeszyt do języka polskiego z wypracowaniami Nowaka przechowywała do końca życia jak relikwię.
A owe "początki" były na tyle silne i "rokujące nadzieję", że szkolny wierszokleta, a nie był jedyny, na dodatek szkoła szczyciła się takimi wychowankami jak Kazimierz Brodziński, urodzony w Tarnowie Roman Brandstaetter, Jan Bielatowicz (autor m.in. wspomnieniowej Książeczki), czy Wojciech Skuza "poeta chłopskiego buntu", coraz odważniej zaczął myśleć o pisaniu na serio, a to znaczyło wytężoną pracę samokształceniową; program licealny dotyczący literatury nie mógł przecież wystarczyć. Biblioteka i Czytelnia Uczniowska w szkole, gdzie na półkach leżały numery m.in. "Odrodzenia", "Kuźnicy" i "Tygodnika Powszechnego", pozwalała na zapoznawanie się z bieżącymi wydarzeniami kulturalnymi i bieżącą produkcją literacką, choćby przez lekturę recenzji. Ważny był także udział w pracach kółka polonistycznego.
Młody chłopak z prowincji wysyłał też swoje teksty do ówczesnych gazet. Związany z ruchem "wiciowym", posłał wiersze do tygodnika "Wici" (Naczelnego Organu Związku Młodzieży Polskiej Rzeczypospolitej Polskiej), którego redakcja mieściła się w Warszawie przy ul. Bartoszewicza.
I tam właśnie w numerze 8 datowanym "22 lutego 1948 roku" na stronie 10 ukazał się jego wiersz zatytułowany Wieś. Jako że poeta nigdzie indziej go nie opublikował, chyba warto ów prasowy debiut przypomnieć in extenso:

Krzywe, słomiane dachy,
na nich runią łyska mech.
W stodołach dziury strachem
zjeżone, pustym śmiechem
dla starszych.

Okna błękitem ciche,
belki bielone żarem,
w ogródkach górski wicher
szatańską wskrzesza gwarę.

Grusze rzucone w miedzę
obrosły stertą wieków.
W podwórzach głogi siedzą,
rumianki, kwiaty mleczów.

Droga kręta, pijana
mętem kałuży, błotem.
Krzywe rowy rozśmiane
wierzby zrosły z płotem.

W tym piśmie ukazały się kolejno utwory poetyckie Nowaka: Za Wisłą (nr 10), "Wiosna Ludów" 1948 roku (nr 16), Tylko jeden dzień (nr 20), Sercem i duszą (nr 24), Na 20–lecie "Wici", Ze wsi (nr 25), Walczącym (nr 29).
Jeden wiersz umknął uwadze redaktorów Polskiej Bibliografii Literackiej za rok 1948. W nr 19 "Wici" z 9 maja 1948 roku ukazała się Wiejska piosenka,  przywróćmy go zatem rzeczywistości:

O wszystkim i o niczym.
Dam ci garstkę koniczyn
drżących w rosie, w rannej mgle.
Batem świszcząc w promieniach
Słońca, pognam stado krów.
Włożę palce w czerwień ust.
Zagwiżdżę.

Gwiazdy, szeregi złotych gwiazd.
Rano drżące osiczyny.
Za płotem krasne maliny.
Słońce.

Jeszcze tylko pytanie. W jaki sposób wiersze młodziutkiego poety z Sikorzyc k. Dąbrowy Tarnowskiej, znalazły się na redaktorskim biurku w Warszawie? Skoro z Sikorzyc, to pewnie Nowak, uczący się w tym czasie w Tarnowie, wysłał je do waszawskiej redakcji podczas zimowych ferii. I szybko zwróciły uwagę redaktora, gdyż w rubryce Odpowiedzi Redakcji, spełniającej m.in. funkcję poczty literackiej, w numerze 4 z 1 lutego 1948 roku można przeczytać:
"Kol. T. Nowak Sikorzyce,
Kolego! Wiersze Wasze są zupełnie dobre i chcielibyśmy bliżej zapoznać się z Wami, prosimy więc, żebyście przysłali nam jeszcze kilka swoich rzeczy. Pozdrawiamy Was serdecznie".
I jak tu nie wierzyć w redaktorską życzliwość, no i wyczucie pisarskiego talentu, a przynajmniej uzdolnień. W końcu nie każdy korespondent "Wici" był obdarzany równie ciepłymi słowami.
Z kolei w numerze 10 w Odpowiedziach Redakcji czytamy:
"Kol. Nowak Tadeusz – Tarnów. W nr 8 »Wici« umieściliśmy jeden z wierszy, które przysłaliście nam, drugi drukujemy w tym numerze. Prosimy o nadsyłanie dalszych utworów, o tym samym mniej więcej charakterze, co wydrukowane".
A wiersz opublikowany w numerze 10 pt. Za Wisłą zaczynał się tak:

Na pędzlach drzew zawisnął śnieg,
leciały w przestrzeń gawrony.
Szybował igłą w dal szczygieł,
rozwinął na wietrze różę piór.
[...]

I jeszcze warta przypomnienia Odpowiedź Redakcji z numeru 18 (2 maja 1948):
"Kol. T. Nowak (Tarnów). Cieszymy się ogromnie rozwojem Waszego talentu. Jeżeli nie drukujemy wszystkich wierszy, to jedynie dlatego, że nie mamy tyle miejsca, niemniej jednak czytamy je z satysfakcją i składamy. Piszcie jak najwięcej, może kiedyś będziemy mogli pomóc wam przy wydaniu własnego zbioru wierszy. Niech Was nie zraża to, że nie odpisujemy na każdy list, bo jeżeli nie odpisujemy to znaczy, że wszystko jest w porządku".
Wszystko jest w porządku. Wytłumaczcie to 18–letniemu rozgorączkowanemu poecie, którego publicznie chwalą. W końcu jest uczniem zaledwie X klasy tarnowskiego liceum. A że, jak sam napisał: "Długo, bo aż do piętnastego roku życia nie wiedziałem, że istnieje coś takiego, co się zwie wierszem"3 należy docenić pracę intelektualną, którą wykonał, on, chłopak, ze wsi zabitej deskami i to dosłownie, o czym wiemy z innych źródeł.
Należy też podkreślić, że tę lekcję redaktorskiej życzliwości, swoistej kindersztuby literackiej, zapamiętał do końca życia. Tam też tkwi źródło, tak sądzę, jego szacunku do autorów wysyłających do redakcji czy wydawnictw swoje utwory, bezbronnych właściwie wobec anonimowych redaktorów. Co prawda teoretycznie byli oni  w tamtych czasach urzędnikami na państwowej posadzie, których obowiązywały określone przepisy wobec petentów, ale po redakcjach kto by się tym przejmował. A jednak.
Po tylu latach trudno stwierdzić, kto konkretnie stał za życzliwymi słowami skierowanymi do nieznanego młodziutkiego kandydata na poetę. W każdym razie redaktorem naczelnym "Wici" był wówczas nie mniej młody Mieczysław Grad, późniejszy redaktor innych pism i wydawca, także działacz ludowy, a właściwie państwowy. I zapewne nie bez jego wiedzy i zgody umożliwiono prasowy debiut ambitnemu chłopcu z Sikorzyc. Jako że w redakcyjnych biurkach wierszy nigdy nie brakowało.
Tylko w 1948 roku na łamach "Wici" produkowali się: Stanisław Kolada, Walenty Jarecki, Klemens Oleksik, A.F. Kirło–Nowaczyk, Barchanowska, Władysław Strzelecki, Antoni Olcha, Stanisław Nędza Kubiniec, Czesław Czapliński, J. Moraczewska, Józef Andrzej Frasik, Longin Jan Okoń, Józef Anioł, Jadwiga Noiszewska, Halina Kolasińska, Paweł Kamiński, Józef Ozga–Michalski, M. Michalska, Tadeusz Muras i inni. Z niektórymi z nich, to znaczy z tymi, którzy nie zamilkli jako poeci, Tadeusz Nowak spotykał się później na łamach, choćby "Tygodnika Kulturalnego", innych poznał osobiście, jak np. Józefa Ozgę–Michalskiego, Stanisława Nędzę Kubińca, Józefa A. Frasika, czy wspomnianego wyżej Józefa Anioła (LSW), po latach autora "wspomnień deportowanego Wołyniaka" Do tajgi na zatracenie (2000).
W tymże 1948 roku ukazał się jeszcze wiersz Ręce junackie w "Razem" (nr 24). Inspirację było skąd czerpać. "Od roku 1949 włączono przedmiot przysposobienie wojskowe w zakres pracy Powszechnej Organizacji Służba Polsce, która miała za zadanie, prócz normalnych zajęć z pw, kształcenie ideologiczne i pracę społeczną na rzecz miasta czy kraju"4. Uczniowie tarnowskiego I LO pracowali w okolicznych PGR–ach, porządkowali boiska i tereny pod budowę fabryk, przebudowali strzelnicę wojskową, meliorowali tereny wokół miasta. Brali także udział w jesiennych wykopkach, w brygadach żniwnych.
W 1948 roku "Wici", obecne na rynku prasowym od 1919 roku, przestało się ukazywać, co wiązało się m.in. z nową polityką propagandową i wydawniczą po zjednoczeniu się PPR i PPS w Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą.
Niewielu pisarzy, zwłaszcza po 1948 roku, wzięło udział w "emigracji wewnętrznej", nie akceptując socrealizmu. "Dlaczego? Nie dano dotąd, i pewnie nie będzie, zadowalającej odpowiedzi na to pytanie. [...] Propagandowemu obrazowi świata podzielonego na połowy – zła i dobrą – ulegali najłatwiej pisarze najmłodsi: w tej atmosferze dorastali i w swej twórczości szli – jak zwykle idą młodzi – z duchem czasu"5.
W 1949 roku Nowak opublikował np. w "Dzienniku Literackim" (nr 46) Naszą pieśń, ale najważniejszy był druk w 12 numerze "Twórczości" trzech utworów: Ojczyzna wyzwolona, Wyznanie, Uczę się mówić. "Twórczość", notabene przez dziesiątki lat była pismem, w którym druk niejako pasował na pisarza, miał charakter nobilitujący, dziś jest z tym troszkę gorzej.
Te trzy wiersze opublikowane w 1949 roku poeta po latach uznawał za swój "właściwy debiut". Uczę się mówić stało się tytułem debiutanckiego tomiku wydanego w 1953 roku. W przyszłości nie sięgał jednak do nich, przygotowując wybory swojej liryki.
W tomie poezji Będę wam cieniem wydanym w Bibliotece Poezji pod redakcją Bohdana Drozdowskiego w 1997 roku właśnie od Uczę się mówić zaczyna się wybór Nowakowej poezji. Poznajmy zatem retorykę sprzed kilkudziesięciu lat:

Od dziecka ból zaciskał
Kościste palce chłodu
Na mojej wątłej piersi,
Gdy bose stopy ranił
Kolczasty obszar rżyska.
[...]

Widziałem, jak piaskarzom
Płowiały oczy w wodzie
Dunajca zamulonej,
Jak słońce gryzło w szczękach
Piaszczysty, nagi ugor.

Najtrudniej jednak było
Patrzeć na dzieci boleść,
Które w zrudziałym piasku
Szukały blasku złota.
[...]

Uczę się dzisiaj mówić
Zdyszanym kopalń głosem,
Uczę się dzisiaj śpiewać
Wysokim tonem kielni,
[...]

Tadeusz Nowak pisał, że uczy się mówić, ale "nie był to język własny. Kielnie trzymane w krzepkich dłoniach i szyby kopalń przyozdabiały ówczesne obrazy i plakaty [...]. Ceną, jaką poezja płaciła za złudzenia swej społecznej przydatności, była służba na froncie ideologicznym"6, stwierdził Zbigniew Jarosiński.
Od 1949 roku młody poeta studiował na wydziale filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale o pisaniu wierszy nie zapominał. "Jestem przekonany, że na naszym wydziale wszyscy pisują wiersze. Tyle tylko, że większość z nich nie chce się z tym zdradzać", to słowa niejakiego Jacka K. w donosie do "Drogich Towarzyszy Zbrojnych" (UB) z powieści Nowaka wydanej pośmiertnie Jak w rozbitym lustrze (1999). W 1951 roku Tadeusz Nowak opublikował swoje wiersze w takich pismach jak: "Życie Literackie", "Echo Tygodnia" (dodatek do "Gazety Krakowskiej"), "Dziennik Literacki", "Po Prostu", "Dziennik Polski".
Wiemy też, że trafił do Koła Młodych przy Oddziale Krakowskim ZLP. Była to wówczas instytucja, nad którą staranną pieczę miała głównie egzekutywa POP literatów. W Kole przygotowywano, radzieckim wzorem, janczarów, którzy mieli podejmować ważne zadania na pierwszej linii frontu ideologicznego–propagandowego, inaczej: "inżynierów dusz". Obowiązywała ideowa czujność. Płomień czerwonych krawatów zataczał szeroki krąg.
"Opiekunem" Koła był wpierw Wilhelm Mach ("Wszyscy młodzi liczyli się z jego opinią i znosili mu prywatnie swe tekst do oceny"7), a następnie w l. 1950–1955 Adam Włodek, pierwszy mąż Wisławy Szymborskiej. Ożóg wspominał, że "Zjawiał się [...] często w kole młodych, gdzie wyciągał na wierzch takie talenty, jak Szymborska, Nowak, Harasymowicz"8 autor Wieczoru w Wieliszewie Jerzy Zagórski.
I to Włodkowi Nowak "zawdzięczał" udział w dwóch antologiach: w Hejnale poetyckim (1953) i w Wierszach górniczych (1954). W pierwszym tomie znalazł się w towarzystwie m.in. Gałczyńskiego, Ożoga, Przybosia, Różewicza, Zagórskiego, Szymborskiej i innych. W tej drugiej, oprócz polskich poetów, opublikowali swoje utwory m.in.: L. Aragon, Aj Czin, M. Conewski, B. Dymitrowa, P. Eluard, W. Majakowski, P. Neruda, Ch. Smirnenski.
Nie jedyne to antologie w tamtych czasach z udziałem Tadeusza Nowaka. W zbiorze Poezja Polski Ludowej (1955) Ryszard Matuszewski wspólnie z R. Pollakiem oprócz sztandarowych nazwisk socrealizmu (S.R. Dobrowolski, T. Kubiak, A. Mandalian, J. Putrament, S. Wygodzki) pomieścili utwory takich poetów jak: K.K. Baczyński, J.K. Weintraub, Z. Ginczanka, T. Gajcy. (sic!). Znalazło się także miejsce dla poety ludowego, rodem z Ziemi Lubawskiej, Teofila Ruczyńskiego. W rok później, z udziałem Nowaka, ukazała się w "Czytelniku" antologia Wierszu, rodzona moja mowo...
Nie ma go jednak np. w zbiorze Wzięli diabli pana. Antologii walczącej o postęp i wyzwolenie społeczne 1543–1953 (Warszawa 1955) opracowanej przez Ciernika i Przybosia.
Z Nowaka zrobiono całą gębą poetę–socrealistę. Ukąszenie heglowsko–marksistowskie okazało się silne. Co było robić? Poeta nie miał stałej pracy, a za teksty publikowane w prasie płacono honorarium! Jak zapamiętał Ożóg: "Powodziło mu się w latach pięćdziesiątych słabo, utrzymywał się wyłącznie z pióra. Chodził zimą w wypłowiałej kurtce, uszytej z materiału, który miał kiedyś prawdopodobnie kolor lila"9. Za Bruno Jasieńskim, któremu zadedykował poemat Polegli, mógł zatem tylko powtórzyć: "Mogę tak pisać jak Siewierianin, / Mogę tak pisać jak Majakowski".
Udział w pracach Koła Młodych to była także możliwość spotkania, na literackim gruncie, wielu pisarzy, który rozpoczynali swoją karierę przed wojną. Łatwiejszy był dostęp do książek takich twórców jak Różewicz, Wirpsza, Wilczek, Braun, Bratny, Hamera, Koźniewski, Andrzejewski. Świadczy przecież o tym Uczę się mówić Tadeusza Nowaka. 
Poeta wyjaśniał: "W 1954 roku ukończyłem studia wyższe na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tu również rozpisałem się na dobre. Do tego stopnia, że po pewnym czasie, nie mogąc sobie dać rady w przyciasnym pokoiku studenckim z papierzyskami, ułożyłem je pięknie w pierwszy zbiorek wierszy Uczę się mówić (1953)". To oczywiście żart, jako że pisarz był znany z krotochwilnego usposobienia.
Czytając przed laty ów tomik nie zwróciłem uwagi na jego redaktora, a był nim Jerzy Lisowski. Późniejszy długoletni zastępca Iwaszkiewicza w "Twórczości", po jego śmierci redaktor naczelny tego miesięcznika, a jednocześnie tłumacz literatury francuskiej, dzięki któremu otrzymaliśmy m.in. czterotomową Antologię poezji francuskiej.
Żałuję, że nigdy nie zapytałem go, jak wyglądała jego praca przy redakcji debiutanckiego tomiku Nowaka. Jednak w rozmowie Andrzeja Sowy z Tadeuszem Nowakiem czytamy: "Pamiętam, że tomik Uczę się mówić był zupełnie inny, gdy oddawałem go do wydawnictwa. Wtedy nie tylko poeta decydował o kształcie wiersza, ale także wydawca, który ingerował nie tylko w sens polityczny utworu, ale także artystyczny"10.
Po latach, Stanisław Balbus ocenił, iż poeta za publikację tomiku: "Zapłacił co najmniej potrójną cenę. Po pierwsze chcąc »mieć własną książkę«, musiał zrezygnować z najlepszych młodzieńczych wierszy, gdyż te w ramach doktryny w żaden sposób się nie mieściły; niektóre później »gdzieś przepadły«, niektóre po paru latach złożyły się na tomik Ślepe koła wyobraźni, kilka weszło w skład trzeciego zbioru, Prorocy już odchodzą (1956). Po drugie – większość tekstów, składających się na dwa pierwsze zbiorki, sam (może aż nazbyt pochopnie) skazał na zapomnienie. A po trzecie – tu właśnie, w tym akcesie do poetyckiego socrealizmu, narodził się najgłębszy, najbardziej kosztowny i bolesny, dramat Nowakowej zdrady własnego dziedzictwa"11.
W każdym razie recenzji o Nowakowym debiucie nie zabrakło. Po latach J.Z. Brudnicki, jakby polemizując z nimi, napisał: "Uczę się mówić nie tylko odnosi się do awansu w szeregi inteligencji twórczej przedstawiciela warstwy narodu w większości niepiśmiennej i nie dopuszczanej  do głosu, ale też – do  p r ó b y  u ż y c i a  n o w e g o  j ę z y k a.  Nowy język był potrzebny do uwierzytelnienia moralnego poezji po strasznej wojnie, do opowiedzenia się po stronie życia i sztuki, wreszcie do porozumiewania się ludzi w nowym, odradzającym się z popiołów świecie"12.  
Inni, jak np. Roch Sulima, także sięgnęli do uniwersalizacji: "Dwa pierwsze tomy poezji Nowaka Uczę się mówić (1952) i Porównania (1954)  charakteryzują się pełnym doświadczeniem wiejsko–miejskiej egzystencji, w której realia życiowe miały sprostać wzorom i wyobrażeniom nowej rzeczywistości społecznej. Miały więc realizować zarówno propagowany i narzucony po roku 1945 model egzystencji chłopskiego wychodźcy, jak również model widzenia wsi, która ma podlegać rewolucyjnym przemianom społecznym"13.
W tomiku Uczę się mówić ukłonów i pokłonów nie brakuje, jednak i w nim, z perspektywy czasu, widać, że nie wszystko było doraźną publicystyczną agitką. Po latach do czytelnika może przemówić choćby taki fragment:

W płytkim bruzdy korycie,
Gdzie rdzewieje ognicha,
Płacze dziecko i ziemia –
Jak kość ostra – oddycha.

Utul, matko, płacz syna,
Niech twą miłość wspomina.
Napój wargi gorące
Wodą w cieniu stygnącą.
[...]

Znalazło się miejsce i na miłość. W Uczę się mówić jeden z wierszy zadedykowany jest "Barbarze" (Zakochani). Tego uczucia dotykają też trzy inne: Nad wodą, Ballada o nocy zakochanej i O miłości. Z tego ostatniego taka ładna refleksja:

Taką miłość cenię, co sen zrywa z powiek,
By dokończyć zdanie złamane w połowie,
Dla której zbyt krótkie są lata kochania
I długie jak noce – sekundy czekania.

Wiem, to jeszcze literacka wprawka, ale czyż nie sugeruje rodzącej się poetyckiej indywidualności?
Może i nie warto wspominać o literackich pierwocinach, ale z pewnością warto przypomnieć jak się drzewiej pamiętało o pisarzach, i jak się pisywało recenzje. Tym bardziej, iż młodziutki poeta, najpewniej "wnuk pańszczyźnianego chłopa", był świetnym przykładem chłopskiego awansu po 1945 roku. Który z ówczesnych krytyków nie skorzystałby z takiej okazji.
Henryk Vogler tak pisał o Uczę się mówić: "Na podstawie przeważającej części wchodzących w skład tego zbiorku można odczytać typową biografię dziecka dwóch epok, syna biednego chłopa, który w niemowlęctwie swoim zaznawał gorzkiej doli półfeudalnej wsi polskiego międzywojennego dwudziestolecia (Kołysanka) [...]"14.
"Mocnym akordem ideologicznym książeczki Nowaka jest także motyw czujności politycznej i klasowej"15 – to produkowała się Anna Kamieńska.
Witold Zechenter, choć też oddał cesarzowi co cesarskie, zauważył ponadto, że "Jest rzeczą charakterystyczną, jak bardzo umie młody poeta połączyć liryzm wypowiedzi, komunikatywność wrażeń i uczuć z silnym upolitycznieniem utworów. Bo są to wiersze polityczne, walczące, zaprzeczające kłamstwom wroga, mobilizujące, nawołujące do czujności [...]"16.
Leszek Herdegen, ważna postać literackiego Krakowa w latach 50–tych, wiernie towarzysząc lirycznym początkom przyjaciela, zauważył: "Poezja Nowaka – to optymistyczny epilog noweli Sienkiewicza o Janku, któremu nie pozwolono zostać artystą, epilog napisany przez zwycięską klasę w nowych czasach"17.
Jacek Łukaszewicz był ostrożniejszy: "Obserwujemy u Nowaka przerost patosu, który jest językiem wszelkiej deklaratywności"18.
Ponadto Ryszard Matuszewski komentował tak: "Zza chropawej często powłoki wierszy wyziera ku nam obraz przeżyć człowieka, któremu nasz czas pozwolił przezwyciężyć trudne dzieciństwo chłopskiej biedy"19.
W każdym razie, inaczej niż dzisiaj, kilkanaście skromnie wydanych wierszy wywołało niezły recenzyjny rezonans. Chyba jedynie J.B. Ożóg zachował zimną krew, pisząc o "tomiku zaopatrzonym dziwnym tytułem": "Przesadą i nieszczerością tchnęły te wstępne deklaracje"20.


Przypisy:

1 Z. Trziszka, Pogański prorok, "Argumenty" 1978, nr 39.
2 Raj którego nie było. Z Tadeuszem Nowakiem, pisarzem, rozmawia Janina Koźbiel, "Polityka" 1989, nr 1.
3 T. Nowak, Latarnia nad strzechą, w: Debiuty poetyckie 1944–1960. Wiersze, autointerpretacje, opinie krytyczne, wybór i oprac. J. Kajtoch, J. Skórnicki, Warszawa 1972.
4 A. Sypek, I Liceum Ogólnokształcące im. Kazimierza Brodzińskiego w Tarnowie 1945–1966, Tarnów 2009.
5 Z. Jarosiński, Literatura lat 1945–1975, Warszawa 1996.
6 Tamże.
7 T. Kwiatkowski, Niedyskretny urok pamięci, Kraków 1982.
8 J.B. Ożóg, Jak świętych obcowanie. Wspomnienia literackie, Warszawa 1978.
9  Tamże.  
10 A. Sowa, Spotkanie z poetą. Tadeusz Nowak, "Zarzewie" 1975, nr 18.
11 S. Balbus, Groteska, mitotwórstwo i "rzeczy mistyczność", w: T. Nowak, I co na niebie, i co jest na ziemi. Wiersze z lat 1949–1991, Kraków 1995.
12 Tadeusz Nowak. Zbiór recenzji i szkiców o twórczości pisarza. wybr., oprac. i wstępem opat. J.Z. Brudnicki, Warszawa 1981.
13 R. Sulima, Tadeusz Nowak. Zarys twórczości, Warszawa 1986.
14 H. Vogler, Blask i cienie debiutu, "Życie Literackie" 1953, nr 13.
15 A. Kamieńska, Wśród książek, "Twórczość" 1953, nr 11.
16 W. Zechenter, Debiut Tadeusza Nowaka, "Echo Krakowa" 1953, nr 85.
17 L. Herdegen, "Świat" 1953, nr 27.
18 J. Łukaszewicz, Trudna sztuka poetyckiego mówienia, "Dziś i Jutro" 1953, nr 21.
19 R. Matuszewski, Z wideł Wisły i Dunajca, "Nowe Książki" 1954, nr 15.
20 J.B. Ożóg, Kartki z dziką różą, Warszawa 1987.



Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież