Ariana Nagórska - Bezporozumienie (analiza-ekspertyza)

Wkurzają się filologowie pozbawieni językowego słuchu, że wprowadza się różne neologizmy tam, gdzie wystarczyłoby użyć od wieków funkcjonujących w języku, trafnych i zrozumiałych określeń. Po co komu na przykład taki dziwoląg, jak bezporozumienie (i to, o zgrozo, w tytule!), skoro mamy przecież poprawne słowo nieporozumienie, za którego pomocą można się wystarczająco porozumieć (!). Przed wieloma laty pewien poeta o dużej inwencji językowej zatytułował swój wiersz Zapalanie płuc i tę wspaniałą metaforę stale mu w druku zmieniano na standardowe Zapalenie płuc. Nie wątpię, że niektórzy widząc ten przykład nadal nie kojarzą znaczeniowej różnicy, dlatego przezornie różnicę między nieporozumieniem a bezporozumieniem wyjaśnię metodą kawa [Jacobs] na ławę lub łopatą wprost w zardzewiałe ucho igielne. Oto przykład NIEPOROZUMIENIA:
Siedemnastoletni Jaś pyta swą rówieśnicę Małgosię: – Czy zostałabyś moją żoną,       
gdybym ci się oświadczył? – Ależ tak! Tak!!! Oczywiście! Z radością przyjmuję
twoje oświadczyny! – Wyluzuj i nie krzycz, bo się jeszcze wcale nie oświadczyłem.
Pytam tylko na wypadek, gdybym do trzydziestki ładniejszej nie znalazł.
BEZPOROZUMIENIE natomiast wygląda tak:
Siedemdziesięcioletni Jan pyta swą rówieśnicę, żonę Małgorzatę: – Kiedy pójdziesz
na emeryturę, by mi wreszcie ugotować obiad?! – Nigdzie nie pójdę, bo właśnie
wróciłam z pogrzebu mojego męża Jana.
Nie każdy jest specem od poetyki absurdu i megaodlotu, ale prawie każdy słyszał chyba choć raz w życiu powiedzonko: Dziadek o chlebie, babka o niebie. To właśnie prosty opis bezporozumienia. O nieporozumieniu mówią natomiast (w zróżnicowanej skali) powiedzonka: Sypać perły przed wieprze; Szukać gruszek na wierzbie; Kowal zawinił, a Cygana powiesili itp. Z kolei slogan Praca popłaca już sam w sobie jest nieporozumieniem.
Wszyscy są zapewne przekonani, że nieporozumienia, owszem, to rzecz codzienna, natomiast bezporozumienie to kuriozum. Jest akurat na odwrót! Nieporozumienia (zwłaszcza zabawne) najczęściej przedstawiają w swych utworach zdolni humoryści i satyrycy, a ponieważ satyryków i humorystów w ogóle mamy niewielu, na dużą liczbę zdolnych nie ma co liczyć. Już częściej spotykamy nieporozumienia tragiczne, dramatyczne lub po prostu idiotyczne w różnych serialach i romansidłach. Natomiast bezporozumienie jest jak powietrze, otacza nas wokół i udusiłby się każdy, kto chciałby z niego zrezygnować. Na zasadzie Dziadek o chlebie, babka o niebie gadają trzeźwi i naćpani, alkoholicy i abstynenci, margines i elity, palący i niepalący, zdrowi i chorzy na umyśle, w internetowej sieci i w realu, w radiu i telewizji, w czterech ścianach i na estradach, na łonie natury, kultury i czarnej dziury… Romeo o pogodzie, Julia o samochodzie, pacjent o kluskach, lekarz o Ruskach, kucharz o strzelaniu, stróż o zapylaniu, ciotka o zupie, wujek o d…rugim daniu.
Niektórzy nazywają to gadaniem do ściany, ale nic bardziej mylnego! Aby gadać do ściany, trzeba by się do niej zwrócić, a tym samym widzieć przed sobą jakiś stabilny obiekt. Tymczasem tego rodzaju gadający mówią w hiperprzestrzeń, z wewnętrznej próżni hen, w bezmiar kosmosu, gdzie słowo ich, wibrując w wielu wymiarach, kreuje alternatywne wszechświaty (na razie wystarczy teorii fizyki, by mnie biedni humaniści nie posądzili o sadyzm).
Innym może się wydać, że gadanie do samego siebie lub do lustra to już byłoby bezporozumienie, tymczasem nawet zwykłe nieporozumienie tu nie zachodzi, bo taki gadający zazwyczaj w pełni swego „rozmówcę" rozumie. Bezporozumienie wystąpiłoby dopiero wtedy, gdyby ktoś na przykład do siebie (lub do lustra) gadał o chlebie, a myślał, że gada o niebie. Metodą skomplikowanych ćwiczeń można wprawdzie taki stan osiągnąć, będzie on jednak i tak tylko nędzną namiastką bezporozumienia zbiorowego.
O tym, że bezporozumienie choćby tylko dwóch osób jest dla ludzi cenniejsze od bezporozumienia z samym sobą, prawdę mówiąc dowiedziałam się nie sama z siebie, tylko z artykułu, który uzewnętrzniał stresy pewnej autorki związane z pisaniem prozy. Póki pisała tylko wiersze, żyła w rajskiej niewinności, nawet nie przypuszczając, że inny literat mógłby być jej wrogiem. Jako osoba znana z pozytywnego myślenia o ludziach nie zdziwiłam się wcale, że nie było na świecie nikogo, kto wobec tych wierszy  zgrzeszyłby zazdrością. Gdy jednak owa autorka swej koleżance wspomniała, że zaczyna pisać prozę, tamta natychmiast zerwała z nią kontakt po to, by z obawy przed konkurencją móc przemilczać prozatorskie poczynania znajomej. Wynika z tego, że gdyby kontaktu nie zerwała, zdaniem autorki artykułu o jej prozie MUSIAŁABY mówić! Paranoja zawarta w tym rozumowaniu wydała mi się nad wyraz inspirująca dla rozważań o bezporozumieniu. Otóż okazuje się, że milczenie jest bezporozu-mieniem niezbyt pożądanym i ludzi nie tylko nie cieszy, ale nawet skłania do posądzeń bliźniego o grzechy główne (pychę, zazdrość, gniew, lenistwo, milczenie wskutek nadużywania alkoholu itp.). Nikomu nawet na myśl nie przyjdzie, że można zamilknąć z dobrego serca! Warunkiem owocnego i satysfakcjonującego bezporozumienia jest tylko i wyłącznie GADANIE. Dodam, że na relacjach prozaików zupełnie się nie znam, podejrzewając jedynie, że nie są zbyt wystrzałowe. By ująć im nieco ciężkości, w aforystycznym skrócie postanowiłam wyrazić je tak:
Spotkał się prozaik z drugim prozaikiem.
– Jesteś dla mnie wilkiem!
– Gorzej. Satyrykiem!
Powiedzenie Prozaik prozaikowi satyrykiem otwiera drogę całej masie analogicznych przysłów: np. Liryk lirykowi pamflecistą; Komik komikowi tragikiem; Felietonista felietoniście panegirystą (a co, nie wolno mu, jak jest tylko jeden?); Krytyk krytykowi grafomanem; Dramaturg dramaturgowi dramatem itp.
W bezporozumieniu na wszystkich możliwych płaszczyznach panuje piekielna konkurencja, nim więc ktoś wyjdzie z tym na szersze forum, powinien ostro ćwiczyć w czterech ścianach. Jak już jednak wspominałam, gadanie do ściany to pomyłka, a do siebie lub do lustra to namiastka. Znacznie lepsze do ćwiczeń jest radio lub telewizor, bo przecież (tak jak nasi bliźni) gada i nas nie słucha, więc i my możemy odpłacić mu tym samym. Oczywiście nie chodzi o to, by te cenne przekaźniki informacji wyłączyć, tylko by gadać swoje, gdy one równocześnie gadają swoje. Proszę pamiętać, że nie dyskutujemy jak świry Z radiem czy telewizorem, tylko OBOK nich, RÓWNOLEGLE (to oznacza brak punktów przecięcia lub zetknięcia tematów naszych z radiowo-telewizyjnymi). Nie patrzymy też w telewizor jak byle miernota, tylko (powtarzam!) w hiperprzestrzeń! Jeśli komuś wzrok zatrzymuje się na ścianie, to zupełna klapa, jeśli kieruje się na okno, to jeszcze gorzej. Okna zasłonić, oczy zamknąć, włączyć wszystkie radia, telewizory, odtwarzacze (pamiętając, by z każdego źródła serwować sobie inny repertuar) i MÓWIĆ SWOJE! Po takim treningu można już wyjść z rozgadanej (może też być rozśpiewana) izolatki oraz rozpocząć bezporozumiewanie się z bliźnimi. I najważniejsza uwaga: mówić pełnym głosem, ale nie przekrzykiwać, bo każdy z naszych bliźnich też ma swoją opowieść, po co więc mu przeszkadzać, skoro i tak  nie będzie nas słuchał, podobnie jak my jego. Decybele nie mają tu znaczenia, wszechświat i tak słyszy.
Jako bonus dodam na koniec jeszcze jeden neologizm: niedorozumienie, co oznacza zrozumienie tylko częściowe. Gdy nasz rozmówca wykaże się niedorozumieniem, na ogół wkurzamy się, że słuchał nas nieuważnie, apeluję więc o niewyciąganie pochopnych wniosków. Istnieją bariery dla zrozumienia bardziej zaporowe niż rozproszona uwaga lub słaby słuch. Jakie to bariery, można przy odrobinie szczęścia wydedukować z finałowej fraszki:
Nie jestem pomysłowy. Do słowa Amator
podaj mi odlotowy rym.
– Akcelerator.
– Czuję, że swoim piórem w tym czymś zrobię zator.
-– To wyparuje w chmurę „prestidigitator"!

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org