Michał Filipowski - mój umysł

I

mój umysł wydaje mi się
nie dość głęboki
przypomina mi kubek
czarnej kawy po której
trzęsą się ręce i pękają
nerwy

przy tym chorobliwy strach
przed szaleństwem skazuje mnie
na pozorne życie w jaskini

pozostaje mi tylko
nieukojona tęsknota
za światłem

podpatrywanie
obnażonych ciał kobiet
kąpiących się w podskórnych
jeziorach snu

II

pozostaje mi tylko
nieukojona tęsknota za światłem
bo kończy się lato i poeci będą pisać
o braku miłości przyniesionym z ulicy
jesiennym błotem

wiatr będzie szumiał między wersami
będą szumiały całe wersy

tak będzie za dnia

po zmierzchu niektórym noc
będzie liczyć rozcięte nadgarstki

innym zaciskać pętle
na zachrypniętej krtani

III

poeci będą pisać o braku miłości
przyniesionym z ulicy
jesiennym błotem
a ja nie wiem co mam
jeszcze dodać może chyba to
że siedzę w jaskini
a na zewnątrz beztrosko
hula wieczór

że ktoś skrycie wydeptuje
nowe miejsca a ktoś inny
układa plan zabudowy

że to nie dla nas
nie na naszą cześć
te defilady przecinanie wstęg

że mimo to
czasem rosną nam skrzydła
z którymi nie wiemy co zrobić

IV

nawet gdy kobiety wyjdą ze snu
i staną rzeczywiste w świetle bijących
promieni pozostanie nie/załatwiona kwestia
tych niewykorzystanych skrzydeł
przeciętych nadgarstków
jakby można było powierzyć świat
komuś innemu niż Bogu

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież