Jolanta Baziak - Elzbieta Cichla-Czarniawska i jej „usidleni"

Czym jest recenzja? Zestawem refleksji i uwag piszącego, dywagacja na temat stylu i języka, wyrocznia dobre-zle, analiza lub synteza, zapisana znakami zdań empatia czytelnicza, powidokiem skojarzeń po wcześniejszych lekturach?
Jestem osobiście za recenzja „towarzysząca", jednak w tym przypadku niestety nie do końca adekwatna, bowiem nie znam całokształtu twórczości autorki tomiku (35 książka). Proponuje zatem prześledzi pewne tropy inspirujące poetkę i zatrzymać sie na chwile najpierw przy tytułowym „usidleni", co zreszta udatnie uczynil autor poslowia, Piotr Sanetra.
Takie spojrzenie z lotu ptaka na cały tom jest zasadne, jednak sugeruje pewne zamkniecie, zawężenie do pojedynczego tematu-pytania egzystencjalnego, wreszcie nawet jednoznacznej odpowiedzi.
„Ile nas sprawdzono" dotyczy poszczególnego osobowego przypadku. Akty urodzin, pasemka róznorodnych miłosci (od matczynej po caritas) i zawsze samotne śmierci. Wszystko i nic wiecej. Nic więcej? Te szczegóły po drodze, to wlasnie poezja. Poezja poszczególnego przypadku, przypadek poszczególnej poezji.
Należy zaznaczyć, ze tom jest wyborem pomysśanym w odwrotnej kolejności chronologicznej, uzupełnionym wierszami nowymi, pomieszczonymi na początku ksiązki. Taki zabieg jest ryzykowny, aczkolwiek autorce udalo sie dokonac właściwego doboru liryków wokół wiodącego i trudnego tematu.
Poetka zaczęła od początku zajmować się kondycją człowieka w odpowiedzi na egzystencjalizm Heideggera, zakładający „wrzucenie" bytu w świat. Idąc dalej nazwała to „usidleniem", z jakimś żalem do Stwórcy: „wszystko co ludzkie / zapisane palcem na piasku, wyśmiane przez pawiookie / zachody" (Chwile zastygłe) lub: „lawina czasu / nawet ślad po nich / zmiecie do przepaści" (staloryt z motywem). Wyobraźnia autorki podpowiedziała jej, że świat zostaje poczęty i umiera wraz z człowiekiem, „grzęzawiska wydarzeń przepaść życiorysów / tajemnice szczelnie zasklepionych sumień" (sprawy sporne), że materia bywa niespolegliwa, nie daje się zamknąć w pojęciach: „i jest rzecz przeciw słowu / i słowo / plagiat rzeczy" (my). „Nic pewnego, nic pewnego" i „syzyfowość", wizja prawie katastroficzna. Co więcej poznanie drugiego człowieka, choćby najbliższego, kochanego, zatrzymuje się na nieprzekraczalnej granicy: „coś zadraśnie / tę między nami przestrzeń na pogodę / i wniebogłosy ozwie się na trwogę / nasza odrębność // dalej nie można // jest we mnie to miejsce /jest w tobie ciszy głęboka kolebka / trwajmy w skupieniu / na granicy lęku / przed tym co w nas" (poznanie). Nie tylko Heidegger patronuje tej poezji, ale i Kierkegaard (Bojaźń i drżenie. Choroba na śmierć; Albo-albo). Bóg jest tu raczej okrutnym konstruktorem bytu, potrafi: „zadawać pytania / pozbawiwszy uprzednio / daru odpowiedzi / oto sztuka" (z przelotu). Bóg gra ze światem ożywionym i nieożywionym w ruletkę: „wzburzony świat przeszyje / tajemniczy uśmiech / Wielkiego Krupiera" (ruletka). Bóg-krupier staje w opozycji do Boga-zegarmistrza z okresu oświeceniowego i nie wiadomo co tragiczniejsze, czy ironiczne zainteresowanie, czy też całkowity jego brak.
Elżbieta Cichla-Czarniawska uściśla nurtujący ją problemat bytu w liryku piękny świat którego połowa uleciała w niemą przestrzeń (próba opisu): „podejrzewaliśmy że nie ma w y j ś c i a /z tej sytuacji / prawdopodobnie kiedyś / zostaliśmy usidleni / przez fakt w e j ś c i a".
I gdyby tylko pod kątem „usidlenia" czytać tomik, popadniemy w przygnębienie i nostalgię, jakąś niewysłowioną – jak to w poezji – niemożność wyjścia z mizeroty ludzkiej kondycji.  Poetka jednak nie ograniczyła się do monochromatycznego postrzegania. W wierszu niezastąpione znajdziemy urokliwe pejzaże z wydobytym szczegółem: „może ten właśnie liść / który użycza łaski słońca".  Czytając wspominałam poezję Kazimierza Hoffmana, jego umiłowanie szczegółu i wielokrotnie podkreślanego daru łaski. Łaską może być płacz po „sobie niewłasnej", bezgłose rozmowy z motylem: „siedzi na mojej ręce / właściwie nic się nie dzieje // oboje prześwietleni żarliwym słońcem / w skupieniu czekamy na znak" (wypatrywanie) lub okazanie bolesnemu światu „szczypty czułości" (od – do).  A może jeszcze inaczej, dziecięca bezradność, poddanie się nurtowi życia: „otwiera się rana tajemnicy / i nie pomaga / ani zachwyt ani szyderstwo" (plantacje). Nasz racjonalizm zawodzi w obliczu chwili, gdy „wilgotne źdźbło trawy dłoń mi liże // niemal szczęście – wyznaje wzruszająco poetka w liryku staloryt wietrznej nocy.
Z całego tomu tchnie, wbrew pozorom – stoicki wprawdzie, lecz wyczuwalny – optymizm, słychać głos w kwestii godności przemijania: „zdobądź się / na rozrzutny wysiłek mijania / w zachwyconym milczeniu" (powtarzaj światło). O, tak. Wreszcie wyznanie poetki w sprawie wiary: „kłamstwo że pogardzam ciałem / właściwie gardzę ideą – cenię co cielesne (…) ale jeśli mam ocaleć – niechaj ginie ciało" (staloryt przewrotny (Girolamo). Zakończę tę przygodę z tomikiem Elżbiety Cichli-Czarniawskiej wyimkiem z wiersza wyjaśnienie: „nie będziemy już spierać się o to / która droga dokąd prowadzi (…) ani przechodzić z zaklęsłym językiem / na stronę wieczności // ona sama przyjdzie do nas / i wszystko wyjaśni".
Polecam tom „usidleni" czytelnikom ku refleksji i samodzielnego wyłowienia smakowitych metafor. 
Elżbieta Cichla-Czarniawska, usidleni, Norbertinum, Lublin2012

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież