• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Zdzisław Pruss - JUWENILIA

    (1962-36)

                                                                                                  Z okazji 70 rocznicy urodzin
                                                                                             i 50 rocznicy
                                                                                                   pracy twórczej Zdzisława Prussa

    Na zdjęciu ???: W Klubie Studenckim „Pod trójką". Kabaret LUTYNEK (Toruń)

    trzy wschody słońca

    czarna noc się kruszy
    pod księżyca srebrnym łomem
    gwiazdy pryskają
    spadają w wodę
    smalony pręt horyzontu
    złamał się bez trzasku
    żywica słońca wyciekła
    i spływa polami
    do lasu


    płynę łodzią prosto w tataraki
    w ślady jeszcze drżące
    dzikich kaczek
    pachnie zieloną rzęsą
    i śluzem ślimaków
    co strząsają chłód nocy
    pod nadbrzeżnym krzakiem
    piasek rozmawia z falą
    jeszcze nocnym szeptem
    białe dymy idą znad jeziora
    i wtem słońce wzleciało nad
    wodę jak złotoskrzydły kormoran


    ziarna nocy pęcznieją w kłosach
    na ciemnym polu
    sypie się ziarno i wiatr je niesie
    z pola do rowu
    na mokrym rżysku srebrny odblask sierpa
    czarne konie czarną drogą
    wiozą czarne wozy węgla
    droga piaszczysta i wierzby ciemne
    w zagonach mroku
    powoli polna pieśń wiatru zciszona
    budzi się w stogu

    przed czarną stodołę
    świt rolnik wychodzi rumianolicy

    już zszedł na pole
    już w górę podrzucił
    pękaty snop
    złotej pszenicy


    gospodynie śpią


    wieczór jak wielki szary niedźwiedź
    zlizuje słońca krągły plaster
    w kosmatych świerkach lis zamlaskał
    ptak wypluł w locie pierwszą gwiazdę

    a   na księżyca srebrnych rożnach
    znak byka spalił się na węgiel
    już kipi mleko na mlecznych drogach
    a gospodynie śpią w najlepsze

    bajeczka prawdopodobna


    dziadek mój był szczupakiem
    babcia nadbrzeżną trzciną
    ciotka to była sosna wysoka
    wujek to był horyzont

    kuzyni obaj  - leśni ptakowie
    kuzynki - grzyby po deszczu
    a ja w moim gnieździe dziesięciopiętrowym
    o wnuku moim śnię
    - świerszczu


    niepogoda

    nawet pasjans nie wyszedł
    i pies kości nie dojadł
    a my wciąż żeglujemy
    po herbacianych morzach

    przy „krzyżówce z Kociakiem"
    kuzynki zwinięte w kłębek
    ciotki na miękkich tapczanych
    cichutkie jak gołębie

    a tratwy naszych wspomnień
    niosą nas w strony tamte
    gdzie lasy były krzykliwe
    gdzie słońce było upalne

    nocny pejzaż

    wtargnęła na dywany
    szarańcza bamboszy
    na krzesłach wyłupanym oczodołem

    straszą biustonosze
    niewidome lustra czekają
    na księżacy srebrną laskę
    stara ciotka jak tygrys chrapie

    puste garnki w kuchni - zimne grobowce
    pod szafą walczy z pułapką
    Don Kichot mysi
    a pogaszone żarówki
    jak powiedłe owoce
    pod którymi strudzeni leżą ogrodnicy

    kaloryfery


    niewinne kaloryfery
    obmacywane ciągle
    przez natrętnych kochanków
    dwudziestu trzech stopni

    bezbronne drzewa pochyłe
    na które wszystkie majtki
    kalesony i pieluszki
    skaczą

    brzydkie kaczątka cywilizacji
    wysłuchujące cierpliwie
    długich bajeczek
    o niemajakto piecach


    łazienka

    tu umywamy ręce
    z każdego dzień dobry
    i tyłek z każdego kopniaka

    tu starannie namydleni
    drogeryjni aniołkowie
    wlatujemy do lustrzanych rajów

    tu w aureoli prysznica
    jesteśmy zupełnie jak święci
    biczowani gorącą chęcią
    strojenia min

    tu tylko
    jesteśmy pewni siebie
    pewni swych zachcianek
    nóg i rąk

    i drzwi zamkniętych na haczyk


    kołysanka plażowa
    z piaskiem morału rzucającym się w oczy

    z głową w piasku jak struś
    z oczami w błękicie jak krowa
    rumieniący się wspólnym słońcem
    i nagością własną
    - - nie cierp tak

    to nic że się dziewuchy ścielą niby łan
    wszak masz żonę jak stodołę
    i jęczmień na oku

    to nic że się dziewuchy w biodrach tak kołyszą
    zrobisz z synkiem buju-buju
    też zabawa będzie

    to nic że się dziewuchy do ciebie nie śmieją
    głupi się śmieje do sera
    a nie do magistra

    więc nie cierp tak
    nie bądź chłopcem z morskiej piany
    silni się liczą

    zaśnij

    licz barany