Zdzisław Pruss - JUWENILIA

(1962-36)

                                                                                              Z okazji 70 rocznicy urodzin
                                                                                         i 50 rocznicy
                                                                                               pracy twórczej Zdzisława Prussa

Na zdjęciu ???: W Klubie Studenckim „Pod trójką". Kabaret LUTYNEK (Toruń)

trzy wschody słońca

czarna noc się kruszy
pod księżyca srebrnym łomem
gwiazdy pryskają
spadają w wodę
smalony pręt horyzontu
złamał się bez trzasku
żywica słońca wyciekła
i spływa polami
do lasu


płynę łodzią prosto w tataraki
w ślady jeszcze drżące
dzikich kaczek
pachnie zieloną rzęsą
i śluzem ślimaków
co strząsają chłód nocy
pod nadbrzeżnym krzakiem
piasek rozmawia z falą
jeszcze nocnym szeptem
białe dymy idą znad jeziora
i wtem słońce wzleciało nad
wodę jak złotoskrzydły kormoran


ziarna nocy pęcznieją w kłosach
na ciemnym polu
sypie się ziarno i wiatr je niesie
z pola do rowu
na mokrym rżysku srebrny odblask sierpa
czarne konie czarną drogą
wiozą czarne wozy węgla
droga piaszczysta i wierzby ciemne
w zagonach mroku
powoli polna pieśń wiatru zciszona
budzi się w stogu

przed czarną stodołę
świt rolnik wychodzi rumianolicy

już zszedł na pole
już w górę podrzucił
pękaty snop
złotej pszenicy


gospodynie śpią


wieczór jak wielki szary niedźwiedź
zlizuje słońca krągły plaster
w kosmatych świerkach lis zamlaskał
ptak wypluł w locie pierwszą gwiazdę

a   na księżyca srebrnych rożnach
znak byka spalił się na węgiel
już kipi mleko na mlecznych drogach
a gospodynie śpią w najlepsze

bajeczka prawdopodobna


dziadek mój był szczupakiem
babcia nadbrzeżną trzciną
ciotka to była sosna wysoka
wujek to był horyzont

kuzyni obaj  - leśni ptakowie
kuzynki - grzyby po deszczu
a ja w moim gnieździe dziesięciopiętrowym
o wnuku moim śnię
- świerszczu


niepogoda

nawet pasjans nie wyszedł
i pies kości nie dojadł
a my wciąż żeglujemy
po herbacianych morzach

przy „krzyżówce z Kociakiem"
kuzynki zwinięte w kłębek
ciotki na miękkich tapczanych
cichutkie jak gołębie

a tratwy naszych wspomnień
niosą nas w strony tamte
gdzie lasy były krzykliwe
gdzie słońce było upalne

nocny pejzaż

wtargnęła na dywany
szarańcza bamboszy
na krzesłach wyłupanym oczodołem

straszą biustonosze
niewidome lustra czekają
na księżacy srebrną laskę
stara ciotka jak tygrys chrapie

puste garnki w kuchni - zimne grobowce
pod szafą walczy z pułapką
Don Kichot mysi
a pogaszone żarówki
jak powiedłe owoce
pod którymi strudzeni leżą ogrodnicy

kaloryfery


niewinne kaloryfery
obmacywane ciągle
przez natrętnych kochanków
dwudziestu trzech stopni

bezbronne drzewa pochyłe
na które wszystkie majtki
kalesony i pieluszki
skaczą

brzydkie kaczątka cywilizacji
wysłuchujące cierpliwie
długich bajeczek
o niemajakto piecach


łazienka

tu umywamy ręce
z każdego dzień dobry
i tyłek z każdego kopniaka

tu starannie namydleni
drogeryjni aniołkowie
wlatujemy do lustrzanych rajów

tu w aureoli prysznica
jesteśmy zupełnie jak święci
biczowani gorącą chęcią
strojenia min

tu tylko
jesteśmy pewni siebie
pewni swych zachcianek
nóg i rąk

i drzwi zamkniętych na haczyk


kołysanka plażowa
z piaskiem morału rzucającym się w oczy

z głową w piasku jak struś
z oczami w błękicie jak krowa
rumieniący się wspólnym słońcem
i nagością własną
- - nie cierp tak

to nic że się dziewuchy ścielą niby łan
wszak masz żonę jak stodołę
i jęczmień na oku

to nic że się dziewuchy w biodrach tak kołyszą
zrobisz z synkiem buju-buju
też zabawa będzie

to nic że się dziewuchy do ciebie nie śmieją
głupi się śmieje do sera
a nie do magistra

więc nie cierp tak
nie bądź chłopcem z morskiej piany
silni się liczą

zaśnij

licz barany

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież