Witold SZIRIN Michałowski - Przegrana gra?

Z Stefanem Bratkowskim łączy nas blisko cztery dekady przyjaźni. Szorstkiej. Chyba to dzięki niemu zamieściłem jednak swego czasu w „Życiu Warszawy" szkice o „Tajemnicy Ossendowskiego". Był inspiratorem moich poszukiwań w Kanadzie śladów Mikołaja Szulca i Kazimierza Gzowskiego, co zaowocowało książką „Najemnicy wolności", którą wydałem parę lat później i napisał też przedmowę do „Hejże na Bieszczady". Dwadzieścia lat temu uczestniczył w zebraniu założycielskim Fundacji Odysseum. Obaj przeżyliśmy dziecięcą chorobę lewicowości. Mnie wykluczono z PZPR za porównanie propagandy partyjnej z propagandą dr. Goebelsa już w 1968 r., Stefan chorował nieco dłużej. Zgrzyt nastąpił, gdy opublikowałem w „Rurociągach'' wywiad z Aleksandrem Kopciem, ministrem przemysłu z okresu Edwarda Gierka. Nigdy nie ukrywałem, że obu towarzyszy darzyłem sympatią.
Gdy otrzymałem od Andrzeja Bratkowskiego książkę z dedykacją od obu braci (Stefana i Andrzeja) zrobiło mi się przykro. Straciliśmy szmat czasu. Szczególnie cennego, gdy przekroczyło się Rubikon „dojrzałej dojrzałości". Andrzeja Bratkowskiego uważam też za Ojca Chrzestnego wydawanych już 17 rok „Rurociagów" i patrona tytułu Mistrza Techniki jaki zespołowi, którym kierowałem udało się zdobyć w 1996 r.
„Gra o jutro 2" (w 1971 roku Bratkowscy wydali książkę „Gra o jutro", krytykującą zastój gospodarczy. Stała się sensacją, a miesiąc po wydaniu władze kazały wycofać ją z księgarń -przyp. Redakcji) musi stać się lekturą obowiązującą dla tych, którym jutro średniej wielkości europejskiego kraju zajmującego centrum naszego kontynentu nic jest obojętne. Granica pomiędzy Europą i Azją przebiega daleko na wschodzie po uralskich grzbietach. Doliny pomiędzy nimi, tak jak i dorzecze Wołgi zamieszkują ugrofińskie i tureckie narody. Oczywiście, że są też Rosjanie.
Obecny premier Białorusi chyba zapomniał, że jest z pochodzenia Ostiakiem. O tym, że Daleki Wschód jeszcze do końca XVII wieku był uważany za chińską prowincję w szkołach Federacji Rosyjskiej się nie naucza. Obywatele najludniejszego państwa na kuli ziemskiej znają prawdę. To na północ od rzeki Amur będzie się rozgrywało jutro cywilizacji planety Ziemia. Chyba jeszcze w tym półwieczu. Aleksander Dugin szef zespołu doradców premiera Putina twierdzi, że w dzisiejszych czasach energetyka zastąpiła geopolitykę. Ma po stokroć rację. Bratkowscy jednak geopolityką się nie zajmują. Tylko w posłowiu.. Ogromna szkoda. Chyba łatwiej wówczas czytelnicy by zrozumieli przyczyny biurokratycznego kataklizmu jakiemu ulega nasz kraj. Szczodrze finansując blisko 700 tysięczną armię urzędasów. Wiele razy liczniejszą niż nasze siły zbrojne. Po co i dla kogo była w takim razie przeprowadzana komputeryzacja wszystkich urzędów? Analiza zebranych przez autorów informacji nie pozostawia cienia wątpliwości, że przy Okrągłym Żłobie mieliśmy do czynienia z realizacją scenariusza takiego „urynkowienia" i „prywatyzacji"' gospodarki PRL. aby kontrolę nad nią przejęły grupy interesów, wśród których coraz bardziej znaczącą rolę odgrywają rosyjskojęzyczni mieszkańcy Nowego Jorku i egzotycznych wysp. Polska miała być zasobnikiem łaniej siły roboczej, oraz rynkiem zbytu gazu. W cenach nie mających wiele wspólnego z realnymi kosztami jego wydobycia. Dziwnie przypomina to znany w dziejach haracz. Wg. niepełnych danych /a granica pracuje obecnie blisko dwa miliony zdrowych i młodych Polaków. Nie tylko hydraulików i hostess z agencji towarzyskich. Uwzględniając wartość siły nabywczej średnich dochodów obywateli, za gaz ziemny importowany z Rosji płacimy blisko 70% więcej niż Niemcy. Nie jest to jedyny rezultat działań "reformatorskich"' prof.dr.hab. Leszka Balcerowicza. Zachowałem w pamięci z osobistej rozmowy, jak bardzo dbał on. aby nawet rury na Gazociąg Tranzytowy dostarczały firmy wskazane przez Gazprom. a nie Huta Ferrum.
Wielka szkodą, że w GRZE O JUTRO autorzy nie zajmują się tematem tranzytowego przekrętu stulecia. Podejmując temat dziejów gospodarki PRL. podają jednak do wiadomości czytelników: To nie Wojciech Jaruzelski zadłużył Polskę, zacina z ekip rządzących po ekipie Edwarda Gierka nie zdobyła się na pełny raport o zadłużeniu. Dlaczego? Ponieważ mniej więcej w połowie szło na rzecz ZSRR-za wiedzą zresztą zachodnich kredytodawców! PRL jednak ze swoim węglem, po dwóch kryzysach naftowych, zdawała się być płatnikiem stuprocentowo pewnym. Dlatego do dziś nie wiemy kio i na co pożyczał.
Arcymistrzowie z Mosky uzyskali niezwykłą przychylność przedstawicieli naszych "elyt", z którymi przyszło im negocjować porozumienia gazowe. Wiele wskazuje, że oni właśnie ich sami sobie wybrali. Polski podatnik stracił kilkadziesiąt miliardów USD, które Gazprom powinien zapłacić za tranzyt gazu. Za opuszczenie PRL-u przez setki tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej i likwidację kilkunastu baz broni jądrowej należało też zapłacić. Dlaczego nie powiedziano o tym otwarcie? Niemcy sfinansowali przecież budowę osiedli mieszkaniowych dla armii okupacyjnej po jej powrocie w rodzinne pielesze. Było to mimo wszystko dużo taniej. Złoty od roku 1981 przez następne siedem lal stracił blisko 90% wartości, co oznacza, że zdewaluowano go ośmiokrotnie. Tym samym w równym stopniu spadała wartość oszczędności, pieniądza odłożonego. Tych strat żadne oprocentowanie ani żadne rewaloryzacje nie zrównoważyły. Nawet w ułamku.
Trudno przecenić powyższą informację zawartą w książce Bratkowskich przedstawiającą dzieje zniszczenia oszczędności w Polsce i to w sytuacji, kiedy np. w 1990 r. wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych skoczył aż o 7192%. Niestety autorzy zbyt przeceniają znaczenie "reform" Balcerowicza, niezwykle zdyscyplinowanego wykonawczej "sugestii" i "zaleceń" swoich zagranicznych guru na czele z Jeffrey Sachsem. Należy pamiętać, że przestrzeń tranzytowa i rynek zbytu zawsze należały i należą do dóbr narodowych. Nasze położenie geograficzne powinno być jednym z kół zamachowych gospodarki. Tak niestety nit jest. Jesteśmy natomiast świadkami realizacji scenariuszy zadłużania Polski (kilkanaście razy większego niż za Gierka), znaczącej redukcji potencjału przemysłu ciężkiego przy jednoczesnym maksymalnym liczonym w dziesiątki miliardów złotych rocznie drenowaniu finansów publicznych w ramach różnego rodzaju, nie do końca przejrzystych, operacji finansowych i półdarmowej wyprzedaży dóbr państwowych. Wszelkiego rodzaju „dotacje" unijne pod różną postacią podlegają zwrotowi trafiając głównie do banków krajów starego jądra UE. a łączna wartość „zwrotów" jest już blisko dwukrotnie wyższa niż „dotacji". Klasyczna wręcz sytuacja zaistniała, gdy okazało się że wielomiliardowa pomoc z naszym niemałym udziałem, dla braci Greków trafi do... niemieckich banków. Nie wdając się w rozważania, czy jest to konsekwencją ustaleń zawartych przy „Okrągłym Z." (pardon, nie może mi się po raz drugi wymknąć takie określenie tego melba, bowiem nie wszyscy, którzy przy nim siedzieli nadal przeżuwają smaczne sianko). Terroryzowanie rolników, przez których pola miała przechodzić trasa tranzytowego gazociągu miało miejsce już w początkach lat dziewięćdziesiątych. Towarzyszył mu początek kampanii n/t klimatycznych zagrożeń, jakie rzekomo powoduje emisja CO2. Powiadomiony pod koniec 1992 r. o nieprawidłowościach jakich się dopuszczały firmy kontrolowane przez Gazprom ówczesny prezes Najwyższej Izby Kontroli niestety nie zareagował. Był nim wówczas Lech Kaczyński. Andrzej Bratkowski przyniósł mi w tym czasie, do Investgazu. gdzie siedzieliśmy prawie biurko w biurko, mocno już naruszony zębem czasu tom sejmowych przemówień Hermana Diamanda. Starsi bracia w wierze, jak ich niektórzy nazywają, zawsze dobrze umieli liczyć. Bliski współpracownik Piłsudskiego poseł do parlamentu austryjackiego i delegat do Międzynarodowego Biura Socjalistycznego oraz poseł na Sejm Ustawodawcz} w lólc) r. był inicjatorem uchwalenia ustawy zawierającej stwierdzenie, że prawo budowy rurociągów przysługuje wyłącznie państwu. Współcześni nazwali" ją LEX DIAMAND. Ogromna szkoda, że "Gazeta Wyborcza" jakoś nie chce o tym wybitnym polskim patriocie pamiętać. Można o nim było tylko wspomnieć w programie TV Trwam, a przedruk tekstu z RUROCIĄGÓW o Hermanie Diamandzie ma się ukazać na łamach „Nowej Polszy."
Drobni wytwórcy i przedsiębiorcy w Stanach Zjednoczonych stanowią blisko połowę wszystkich płatników podatków. Dla nich definicją patriotyzmu jest dbałość rządzących o interesy...płatników podatków. Nasi rządzący też dbają o interesy płatników podatków ale zagranicznych, prywatyzując przynoszącą znaczne dochody warszawską elektrociepłownię, poprzez jej sprzedaż szwedzkiemu państwowemu koncernowi Vatennfall. Trudno zaiste przecenie przypomnienie przez Bratkowskich, że Polska była ojczyzną najpotężniejszego systemu ubezpieczeń wzajemnych w skali światowej. zarazem najstarszego, zapoczątkowanego jak amerykańska Metropolitan, w roku 1843....Krajowe oddziały banków zagranicznych nie znają rynków żadnej z branż, ani w kraju, ani za granicą. Korzystały zaś z owego skandalicznego dziedzictwa po socjalizmie, kiedy banki były urzędami państwowymi. I to w kraju, w którym najwcześniej w Europie ustanowiono dla całego państwa jednolite prawo wekslowe wedle zasad Heinekcjusza w 1775 roku.
Jedną z głównych przyczyn pogłębiającej się choroby III RP (która już objawia się coraz bardziej krytycznymi nastrojami użytkowników Internetu, a uliczne demonstracje z niezwykle prawdopodobną kulminacją na 9 maja -Dzień Europy, dopiero są w przygotowaniu), był brak systemu finansowania partii politycznych. Stąd błyskotliwe kariery „lobbystów" dobrze opłacanych przez różnego szczebla agentów wpływu. Obydwoma rękami natomiast warto się podpisać pod sugestią, aby wyłączyć spod władzy administracji państwowej, czyli polityków całego majątku państwowego, potencjalnego „Skarbu Państwa" oraz przyjąć do wiadomości, że prywatyzacje powierzono urzędnikom amatorom-wikłając ich w sytuacje ostentacyjnie korupcyjne. Członkostwo rad nadzorczych i miejsca w zarządach oddaje się „swoim " ludziom. Porażają też informację, że mamy blisko trzykrotnie więcej ministrów, wiceministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu niż Francja uchodząca za ojczyznę biurokracji... Ministerstwo Finansów liczy obecnie ponad trzydzieści departamentów i ponad trzysta samodzielnych stanowisk, z zachodzącymi na siebie zakresami czynności i krzyżującymi się polami zadań. Pytanie po co, w takim razie dokonywano zakupu komputerów i uruchamiano komputerowe sieci informacyjne nasuwa się samo. W sytuacji, gdy już biją alarmowe dzwony, na najwyższą uwagę zasługuje sytuacja, w której znaleźli się emeryci, służba zdrowia i szwindle międzynarodowych gangów farmaceutycznych. Trudno nie zgodzić się. że skoro PRL upaństwowiła majątek ubezpieczeń społecznych, co było - czy się komuś spodoba, czy nie- „gigantyczną kradzieżą", to należało już dawno pomyśleć o jego zwrocie, tak samo jak i o zwrocie zawłaszczonych nieruchomości należących ongiś do ZUS. Na pewno warto solidaryzować się z Bratkowskimi, gdy apelują aby pominąć kłamstwo jakim jest nazywanie funduszy emerytalnych „otwartymi", skoro są to klasyczne fundusze „zamknięte" closed fund. w których wkładca nie ma nic do powiedzenia i którym tylko powierza swoje środki.
Nie udało mi się jak dotychczas trafić na teksty mainstremowych dziennikarzy zawierające opinię, że lecznictwo jest biznesem, któremu przypisuje się słusznie lub nie, niepochamowaną chciwość i że za nie umiej chciwe uważa się firmy ubezpieczeniowe, które badają przede wszystkim zdolność płatniczą pacjenta i jego potencjalną „zachorowalność", a nie koszty leczenia. Należy zgodzić się z obu braćmi że ubezpieczenia zdrowotne należy oprzeć na systemie powszechnych, obowiązkowych ubezpieczeń wzajemnych, prostszych i tańszych.
Nie mam zamiaru kontynuować parady cytatów, które nami rządzący powinni kazać umieścić na bannerach wzdłuż szlaków komunikacyjnych jakie przemierzają w służbowych mercedesach. Każdy jednak, kto sięgnie po książkę współautorstwa byłego Ministra Budownictwa i budowniczego największej europejskiej elektrowni w Turoszowie, po przeczytaniu rozdziału zatytułowanego „Czy możemy mieszkać lepiej", musi się zastanowić dlaczego tak naprawdę nie obserwujemy boomu budowlanego i wyciągnie stosowne wnioski. Bratkowscy stawiają kropkę nad „i" w ostatnim rozdziale '"Skąd elektryczność skąd ciepło". Nasze optyki spojrzenia są zbieżne. Szczególnie, że jak dotąd nie podjęto mimo deklarowanego liberalizmu, żadnej walki z monopolami, a już zwłaszcza energetycznymi.
W III RP wydobycie węgla kamiennego systematycznie spada. Dzieje się to za przyczyną różnego rodzaju afer. przez które aż do 30% kosztów jego wydobycia pochłania biurokratyczna gangrena. Kolejowy transport do bałtyckich portów jest wielokrotnie droższy (po dokonaniu odpowiednich przeliczeń) niż transport węgla w Stanach Zjednoczonych. Importujemy go też coraz więcej. Może to i dobrze. Zasoby zostaną pod ziemią dla przyszłych pokoleń. Ciągle jednak do świadomości decydentów nie może dotrzeć, że to na polskiej ziemi tuż przed wybuchem II Wojny Światowej została uruchomiona rewelacyjna technologia produkcji paliw płynnych z węgla, a Rzesza Niemiecka w ostatnich latach swego istnienia produkowała blisko 6 min. ton paliw płynnych, Można w tym miejscu włączyć naukowo-techniczny żargon, ale i tak dla wielu będzie on niezrozumiały. Zozumiałe natomiast byłyby decyzje o rozpoczęciu odpompowywania wody z zalanych na inauguracje sezonu reform profesora Balcerowicza 26 kopalń. Może to zająć parę lat. Skorzystajmy z inżynierskich doświadczeń chińskich naukowców.
Przy wykorzystaniu wysokotemperaturowych, małogabarytowych reaktorów jądrowych HTR można by już wkrótce rozpocząć na przemysłową skalę podziemne zgazyfikowanie węgla. Już przeszło pół wieku temu pierwsze kombajny węglowe dotarły do Chin z PRL! Byłby więc to swego rodzaju barter technicznych know how. W grze o jutro piłka może być jednak w naszych rękach.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież