Stanisław Chyczyński - Festiwal Literatury Niezależnej

Całkiem niedawno byłem w krakowskim klubie Sztama Blues na koncercie heavymetalowej kapeli Bastet. Uderzyła mnie nie tyle ściana hałasu, co raczej absencja publiki. Na sali przebywało kilkanaście osób. Jak się potem okazało, byli to przeważnie muzycy z innych grup, które czekały na swoją kolej. Dwa tygodnie później znajomy poeta miał wieczorek autorski, również w Krakowie. Słuchała go garstka zainteresowanych, czyli żona i paru kolegów, co też piszą. Dziwiło mnie to, bo jeszcze wciąż dziwią mnie niektóre procesy, zjawiska, sytuacje.
    Jednakże naiwnie sądziłem, że na pierwszym w historii krakowskim Festiwalu Literatury Niezależnej będzie zupełnie inaczej. Odbywał się on 2-3 czerwca 2012 w Centrum Sztuki Współczesnej SOLVAY (przed wojną była tam belgijska fabryka chemiczna, w której pracował Karol Wojtyła). Impreza została wymyślona i zorganizowana przez miejscowych literatów: Jolantę Szymską-Wiercioch i Wojciecha Wierciocha. Firmowało ją w/w centrum sztuki oraz znane wydawnictwo MINIATURA wraz ze Stowarzyszeniem Siwobrodych Poetów. O pomoc finansową organizatorzy zwrócili się do władz miasta i odpowiednich instytucji, ale jej nie uzyskali. Pomimo skromnych środków budżetowych ufundowali nagrody konkursowe oraz ukonstytuowali arcyciekawą nagrodę główną pn. „Stańczyk". Wszelakie informacje o festiwalu zamieścili w Internecie i przekazali do mediów, które jednak totalnie zignorowały to wydarzenie kulturalne.
    Na program FLN składało się wiele atrakcyjnych punktów: konkurs jednego wiersza, ogólnopolski konkurs literacki „Pozy prozy", wręczenie „Stańczyka", kiermasz książki niszowej, prezentacje pism i grup literackich, występy indywidualne (Hyde Park), biesiada aforystów i humorystów, wernisaże etc. A konkretnie? W konkursie jednego wiersza wzięło udział kilkunastu chętnych z różnych stron Polski, a wygrała poetka z Chorzowa. Kiermasz książki zdominowało wydawnictwo MINIATURA, jako że zaprezentowało bardzo bogatą ofertę wydawniczą. Czasopisma ENIGMA, FRAGILE, KONSPEKT i NIHIL NOVI przedstawiły swój dorobek. Odbyła się także promocja najnowszego numeru kwartalnika METAFORA. Na konkurs „Pozy prozy", ze wszystkich stron naszej pięknej ojczyzny, nadeszło 210 opowiadań, z czego parę zdyskwalifikowano (w tym faworyta do pierwszej nagrody). Poziom konkursu zdecydowanie obniżyli gimnazjaliści, studenci i amatorzy. Jury przyznało dwie nagrody drugie, trzy trzecie i dziesięć wyróżnień. Spośród piętnastu laureatów po odbiór wygranych pofatygowała się jedna trzecia.
    Najważniejszym momentem festiwalu miało być wręczenie Małopolskiej Nagrody Literackiej, przyznanej przez nowo powołaną kapitułę. Pomysłodawcami ustanowienia takiej nagrody są wspomniani Wierciochowie tudzież Mieczysław Mączka – szef wydawnictwa MINIATURA. Solidną mosiężną statuetkę wykonał na zlecenie artysta rzeźbiarz Piotr Bies. W tym roku przyznano wyłącznie „Stańczyka Kosmopolitę" (plus 500 euro), w przyszłości ma to być jeszcze mała i duża figurka błazna. Nagrodę odebrał rumuński pisarz i aforysta Valeriu Butulescu, m.in. za przekłady polskiej literatury i propagowanie jej za granicą. (Stosowną laudację wygłosił autor „Pamięci i fantazji"). Uhonorowany pisarz podkreślił swoje długoletnie związki z Polską i podzielił się z widzami słusznymi refleksjami nt. ograniczeń trudnej sztuki przekładu. Przerywniki muzyczne w pierwszym dniu festiwalu zapewniła pianistka Ewa Ryks, zaś w drugim – gitarzysta i pieśniarz Kamil Spólnik. Myślenicką grupę literacką „Tilia" zaprezentowała Jadwiga Malina-Żądło, natomiast Unię Polskich Pisarzy Lekarzy – doktor Ryszard Żaba. Tak w wielkim skrócie przedstawiają się wybrane punkty FLN, które postanowiłem wypunktować, pomijając szereg innych, ale przecież nikomu nie obiecywałem kronikarskiej skrupulatności. Tak naprawdę chciałbym się skupić na wrażeniu ogólnym, na recepcji całokształtu, słowem – na generaliach. Szczerze mówiąc ten festiwal to (dla mnie) tylko pretekst, to asumpt do podniesienia problemu natury powszechnej.
    Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu powtórzyło się to, o czym pisałem na początku. Uderzyła mnie nie sama interesująca oferta festiwalowa, ale – absencja publiczności. Wprawdzie na widowni stale siedziało kilkadziesiąt osób, ale przecież byli to przedstawiciele organizatorów, jurorzy, laureaci, prelegenci, uczestnicy konkursów i występów. Nie spotkałem miłośników literatury niezależnej czy prasy niszowej, którzy przybyliby tutaj z potrzeby serca, z głodu mocnych wrażeń, z czystej ciekawości, gwoli poznania czegoś nowego i kogoś nowego. Nie widziałem też żadnego dziennikarza albo reportera, który chciałby przedstawić to wydarzenie szerszym kręgom odbiorców. Czyżby już nikogo nie interesowała niezależność? Czyżby Kraków przestał być miastem tysiąca pisarzy?
    Można więc założyć, że lwią część zebranych stanowili literaci lub osoby, tak czy inaczej, parające się piśmiennictwem. Krótko mówiąc – ludzie pióra. Ale strasznie skoncentrowani na sobie, zapatrzeni w koniec własnego nosa, pożądający nagrody lub co najmniej wyróżnienia. Sfrustrowani doraźnym niepowodzeniem, zarzucający dyletanctwo i stronniczość członkom komisji oceniającej. Rzadko któryś zajrzał do obcego pisma, rzadko ktoś kupił jakąś książkę. Rację miał Stanisław Lem, twierdząc przed laty, że nikt nic nie czyta. A po co miałby czytać innych, skoro sam pisze? Kiedyś Emil Biela cieszył się, że lawinowo przybywa piszących, bo taki młody pisarczyk to potencjalny entuzjasta literatury. Tak więc dzisiaj każdy, kto przyswoił abecadło, pisze lub coś tam skrobie. I czyta tylko to, co mu gdzieś wydrukują, reszta go nie intryguje. Każdy poeta jest narcyzem. Każdy pisarz jest egocentrykiem. Każdy artysta jest samowystarczalny. Zatem trudno się dziwić, że autor statuetki – uśmiechnięty, ale jakiś roztargniony, nie kojarzy nazwisk kolegów, z którymi sąsiaduje na łamach. Podobnie wszyscy inni, próbujący zaistnieć na niezależnej imprezie. Są niezależni, więc nie zależy im na tym, co proponują inni. Są wybrani, bo wybrała ich jedna z dziewięciu Muz. Są ambitni, ale ich ambicje kończą się na możliwych do zdobycia wawrzynach. Pytam się: Jeżeli literaci nie są zainteresowani periodykami literackimi, to kto będzie zainteresowany? Jeśli piszący nie są zaciekawieni innością pisarzy, to kto dzisiaj będzie nią zaciekawiony? Jeżeli „nowe wiersze / ogłaszane w tygodnikach / ulegają rozkładowi / w ciągu dwóch trzech godzin" (T. Różewicz), to po cóż uprawiać poezję???

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org