Maria Zdziarska - BRAT

Cierpiałem, a przynajmniej czułem  zawsze żal, z powodu  braku tak zwanego właściwego rodzinnego zaplecza, które by ułatwiało dobry start w dorosłość i było bagażem z którego się czerpie dobra i siły przez całe  życie.
Rodzinę miałem zupełnie nijaką i nie myślałem w ten sposób dopiero teraz , będąc  dorosłym człowiekiem, który już coś tam osiągnął, ale od zawsze, to znaczy od kiedy pamiętam.  Moje kolejne świadome kroki życiowe bardziej  się działy na zasadzie kontrprzykładu, aby nie być takim jak  rodzice, niż na czerpaniu z pozytywnych wzorców. Obraz jaki zapamiętałem z dzieciństwa to dom, w którym jedynymi ambicjami były te, aby posiadać trochę więcej od innych. I to trochę  oddaje właściwie atmosferę, którą w domu wyczuwałem. Sąsiad  kupił nowe radio, rodzice musieli przebić sąsiada pierwszym na ulicy telewizorem, później samochodem marki  Syrena. Następni w okolicy kupili „Syrenkę", to oni Zastawę, która dawała  wówczas więcej prestiżu. I tak to się toczyło.
 Matka za priorytet swojego jestestwa uznawała własną urodę. Coś zresztą w tym było, ale wziąwszy pod uwagę jej purytańsko – zakonne wychowanie niewiele z tej urody miała  pożytku. No, może taki, że patrząc w ekran na jakąś aktorkę, czy też jak to się wtedy nazywało spikerkę myślała, a czasami wyrażała  werbalnie, że nie rozumie dlaczego właśnie tamta jest w tym momencie" w telewizorze" przecież jej uroda… Tu następował wywód matki jakie  posiadają, poszczególne części, owej omawianej  twarzy z „okienka", wady i jak powinna wyglądać taka idealna telewizyjna twarz. Ojciec jej ochoczo w tym przytakiwał, zresztą z zasady, jak i dla świętego spokoju, przytakiwał jej prawie we wszystkim, co mnie  mocno wkurzało, bo nie bardzo wierzyłem, aby  robił to szczerze. Chociaż w przypadku przytakiwania na temat braków  urody i powabu pań występujących na ekranie, to chyba akurat było szczere co wnioskowałem patrząc na maślane oczy ojca tępo wpatrujące się w matkę. Matka ten zachwyt ojca wykorzystywała permanentnie, co dla mnie stanowiło  nauczkę i przestrogę, by nigdy nie doprowadzić do tego typu męsko–damskich zależności.
Z zazdrością myślałem o wszystkich znanych mi ludziach opowiadających o tym co w dzieciństwie wpoił im ich ojciec adwokat, albo szewc z charakterem, czy też ile ciepła i  życiowej mądrości dostawali od niewykształconej matki, dla której pierwszoplanową sprawą było dawać innym, a nie rozpaczliwie łapać własną, ginącą urodę. Cały ten posag przeszedł mi koło nosa na dzień dobry, więc  w poszukiwaniu drogi, pozycji czy wartości skazany byłem wyłącznie  na siebie.
Jedynym tego plusem był fakt, że  w  bojach o siebie i swoja przyszłość nieźle się zaprawiłem oraz, że spokojnie mogłem powiedzieć, że wszystko zawdzięczam  sobie. Tylko jakiego pracodawcę obchodzi to na starcie, albo jakiej dziewczynie tak bardzo zaimponuje? Na wszelki wypadek, a przede wszystkim dla podbudowania własnego ego zmanipulowałem delikatnie własną przeszłością. Informowałem uczciwie, że  ojciec był  brygadzistą w fabryce obrabiarek, ale dodawałem, że  jako kombatant niezłomnie wojujący, jak to się kiedyś nazywało z systemem pełnił, taką pozornie mało ambitną, funkcję  z powodów politycznych, ponieważ godność i sumienie oraz własne poglądy stawiał zawsze wyżej niż dobra materialne. Niby nic takiego. Niewielki nagięcie, że nie z powodu indolencji i niechęci do zmian , ale ideologicznych, a jak zmienia punkt widzenia?
Matce w moich opowieściach  przypisałem  ciepło,wyrozumiałość  i wrażliwość na problemy innych. Wersję  niezłomnego ojca stworzyłem na użytek kumpli i oczywiście potencjalnych pracodawców, czy współpracowników, natomiast ta matce  powstała dla przyszłych kandydatek na żonę i matkę moich dzieci, czyli na chwilę obecną skierowana była do wszystkich kobiet w stosownym wieku, bo czy to  w końcu  wiadomo, która jest tą moją połówką?
Doszło do tego, że tak bardzo identyfikowałem się z zaprojektowanymi przez siebie wizerunkami rodziców, że czasami zacząłem wierzyć, że tak właśnie wyglądał mój świat dzieciństwa. Zdawałem sobie sprawę z zagrożeń jakie niesie taka delikatna zmiana życiorysu, jednak zawsze lubiłem ryzyko i dreszczyk emocji z nim związany.
Anka wywarła duży , a może zasadniczy wpływ na moje życie, chociaż nigdy w nim  nie była romantyczną bohaterką rozdziału pod tytułem „Kobieta w życiu  mężczyzny". W zasadzie znałem ją od wczesnego dzieciństwa, jak to w małych miastach bywa. W podstawówce chodziła do tej samej szkoły, tylko klasę niżej. Właściwie to było wszystko co o niej wiedziałem, bo nie wydawała mi się wówczas ani ładna, ani ciekawa. Gdy już chodziłem do ogólniaka, niejednokrotnie jechaliśmy do szkoły tam samym pociągiem, jednak nasz kontakt ograniczał się do zwyczajowego  przywitania.
 Gdy podczas  planowych i nieplanowych  przerw w studiowaniu wracałem  z Łodzi do miasteczka, z którego się wyrwałem z nadzieją, że na zawsze,  natykałem się na Ankę w sklepie, gdy robiłem poranne zakupy, w kościele, w którym bywałem tylko gdy przyjeżdżałem do domu, aby nie wdawać się w niepotrzebne dyskusje z rodzicami, którzy źle reagowali na mój  stosunek do wiary. Czasami widywałem Ankę w klubie, gdzie się spotykaliśmy z kolegami ze szkoły. I tyle. Żadnego szczególnego zainteresowania, tylko przelotne spotkania.
Tego dnia naczelny polecił mi przeprowadzenie wywiadu z  jakąś debiutującą poetką. Byłem zły, bo to temat typowo dla stażysty, a ja pracowałem już cztery lata. Poetka i to na dodatek debiutująca, właściwie i tak wiadomo co opowie . Bo czego można od takiej oczekiwać? Nade wszystko przekonania,  że jest poetką obiecującą, bo tak ją oceniła jej dawna polonistka. Fakt, że wydała jakiś  tomik  nakazuje jej czuć się osobą wyjątkową i  zdecydowanie bardziej wrażliwą od  prawie całej reszty mieszkańców tej planety. To zaś, że jej wiersze wydrukował za jakąś, litościwie drobną opłatą, podrzędny wydawca, w niczym  nie umniejsza sukcesu.
– Koszmar–  myślałem –Dlaczego akurat ja?
Wściekły siedziałem przy kawiarnianym stoliku. Jeszcze będę musiał zapłacić za jej kawę, bo w redakcji o czymś takim jak fundusz reprezentacyjny można tylko pomarzyć.  Gdy tak rozmyślałem  przede mną stanęła Anka
– To ty jesteś tym redaktorem, który ma ze mną przeprowadzić wywiad?– zapytała i natychmiast sama odpowiedziała –
– No oczywiście, a kogo się mogłam spodziewać.
Poczułem się zdezorientowany. Nie wiedziałem czy te słowa mam potraktować jako dobrą monetę, czy wręcz przeciwnie? Aby sprecyzować tę wątpliwość otwarcie zadałem  pytanie:
– Jak mam to rozumieć?
– No , nie bądź taki skromny. Kioskarka w tej mieścinie sprzedaje cały zamówiony nakład tylko wtedy gdy  jest tam twoje nazwisko – padła odpowiedź, która umożliwiała dalszy pozytywny kontakt.
 Ja zadawałem  jej rutynowe pytania, takie tam: kiedy zaczęła pisać, co ja skłoniło i co inspiruje. Po stereotypowych pytaniach  następowały odpowiedzi, również niczym nie zaskakujące. Po tym, nazwijmy to, wywiadzie napisałem, jak zadaną lekcję, krótki tekst, do mojej gazety, a czas  na to poświęcony ogólnie  uznałem za stracony. Dlatego gdy Anka zadzwoniła w pewien czwartek wieczorem, by mnie zaprosić na swój wieczór poezji, potraktowałem to, jak chęć posłużenia się mną jako dziennikarzem, który  napisze parę słów o tym wydarzeniu, więc kulturalnie odmówiłem, wymigując się natłokiem zajęć.
Od tej pory jej nie widziałem, ani  przelotnie, ani w żadnych innych okolicznościach. Jakież więc  było moje zdziwienie i zaskoczenie gdy po trzech latach od tamtego telefonu zadzwoniła znowu. Potęgował je fakt, że zadzwoniła gdy już zasnąłem wieczornym snem.
Z początku  nie wyczuła w moim głosie zniecierpliwienia, co wnioskowałem z tego,że  chaotycznie  opowiadała co robi  i przekazywała  różne informacje z jej życia,  w sposób w jaki rozmawia się z  dobrym  znajomym, jakby nie uświadamiała sobie, że nie jestem właściwym odbiorcą. Gdy już byłem zdecydowany aby zakończyć tę, nic nie wnoszącą, bardziej opowieść, niż rozmowę, co zapewne zaczynała wyczuwać z mojego głosu, wydającego pomruki typu aha, ehe, mh i tym podobne,  powiedziała coś co uznałem za  żart, usilną chęć przedłużenia tego telefonicznego kontaktu, lub najłagodniej rzecz ujmując pomyłkę.  
– Wiesz poznałam w Chorwacji twojego brata.
– Jakiego brata, to jakiś żart?– jedynym  rodzeństwem jakie posiadam jest siostra i to cioteczna, pracująca jako położna w przychodni w miasteczku, z którego się wyrwałem.
– No właśnie, on też był zdziwiony, gdy się zgadaliśmy co do waszego braterstwa, ale przecież ty musisz o nim wiedzieć.
– Chyba coś pokręciłaś–mówiłem już wyraźnie zły, bo wyglądało, że nie żartuje, tylko się myli, a ja  coraz bardziej tęsknie,   myślałem o przerwanym śnie, do którego chciałem, jak najszybciej,  powrócić.
-    Wszystko się zgadza– zarzucała mnie dalszym potokiem słów.
-     Opowiadał mi o swoim, przepraszam waszym, ojcu różne ciekawe rzeczy, nawet pokazywał listy od niego, to znaczy koperty, bo listów nie chciał pokazać, chociaż  myślę,że się się wahał . On  prawie  nie zna polskiego, a ja mogłabym mu je jeszcze raz przeczytać.
Wiesz,  do tej pory ma misia, którego ojciec mu przysłał na piąte urodziny?

Nie tylko, że  nie wiedziałem, ale zupełnie nie wierzyłem.
– Co ty gadasz, zaczynałem być coraz bardziej zniecierpliwiony, chociaż pewnie powinienem być zainteresowany. Od roku byłem sekretarzem redakcji w  miejscowym oddziale jednego z ogólnopolskich tabloidów i napatrzyłem się na sposoby preparowania różnych tanich sensacyjek .
– Daj spokój mojemu ojcu, umarł sześć lata temu , nie wyjeżdżaj z  takimi tanimi dowcipami na jego temat. Byłem gotowy odłożyć słuchawkę, kiedy Anka przewidując mój kolejny  ruch powiedziała:
– Tylko nie odkładaj słuchawki ,uwierz mi wszystko się zgadza, zresztą i tak nie mogę długo gadać bo dzwonię z Edynburga, ale jak będę w kraju, musimy się spotkać to ci wszystko dokładnie opowiem. Jeśli naprawdę nie wiedziałeś to sensacja no nie?

W tym momencie coś przerwało, co mi  było nawet na rękę, bo i o czym tu gadać?     
Zasnąłem jak zwykle bez problemów, na szczęście, bo wyjątkowo wcześnie   musiałem iść do pracy, a potem tak jakoś zleciało i właściwie prawie o  tej rozmowie  zapomniałem.
Jednak pewnego dnia będąc w miasteczku , przy okazji jakiś służbowych spraw, odwiedziłem matkę, co zawsze czynię przy takich okazjach. Gdy już wysłuchałem na co jest chora  aktualnie i jaki to ma wpływ na jej  inne organy życiowe oraz jakie koszty materialne z chorobą związane musi ponieść, położyłem na stół  niedużą kwotę i  aby zmienić temat opowiadałem  o moich planach  i pomyśle na spędzenie letniego urlopu w Czarnogórze. Matka wtrąciła, jakby mimochodem, że ojciec znał te tereny  bo kiedyś trzy miesiące mieszkał w Zagrzebiu, gdzie został wysłany na służbową delegację, by uczestniczyć w  uruchamianiu jakiegoś parku maszynowego obrabiarek do drewna. Natychmiast przypomniał mi się tamten telefon. Podjąłem rozmowę, wypytując kiedy dokładnie to było. Jedyne czego się dowiedziałem to, że miałem pięć lat, gdy ojciec był w Jugosławii i,że tamtego kraju już w zasadzie nie ma. Trochę pamiętałem z czasów,  gdy chodziłem do szkoły średniej jak docierały w wiadomościach  telewizyjnych doniesienia o wojnie na Półwyspie Bałkańskim. Jednak byłem wtedy tak zajęty dorastaniem moim i moich kolegów i wszystkim co się z tym wiąże, że bardziej niż wojna , która według doniesień toczyła się kilka tysięcy kilometrów stąd , absorbowały mnie gry komputerowe, czy poznawanie nowych chwytów gitarowych.   Teraz  też wiedziałem tyle, ile wiedzieć należy, czyli,że na tych terenach powstały nowe państwa, ale gdybym miał powiedzieć, ile ich dokładnie powstało to musiałbym się mocno  zastanowić.
Jednak gdy matka wspomniała, a w zasadzie przypomniała, o tamtym wyjeździe ojca, chciałem  koniecznie ten wątek rozwinąć, dopytać co wie o tej wojnie. Jednak matki wiatry historii zupełnie nie interesowały, za to bardzo się  ożywiła na samo wspomnienie tamtego wyjazdu ojca. Jugosławia w czasie, gdy ojciec tam przebywał wprawdzie należała, jak się wtedy mówiło,  do bloku państw socjalistycznych, ale  zdecydowanie odbiegała na plus  poziomem życia, od reszty państw, mających wymuszoną przyjemność w tym bloku współuczestniczyć.
– Pamiętam siebie  w  trzy–częściowej oliwkowej garsonce z dzianiny, na której spoczywał zazdrosny wzrok wielu  pań podczas niedzielnej mszy i ciebie w takiej pięknej kurteczce jaką można było kupić u nas tylko w Pewexie–rozmarzała się matka .
– Drugą identyczną wystawiliśmy do komisu. Poszła natychmiast i to za tyle, że  starczyło na węgiel na cały rok –  dalej się ekscytowała.
Dalszej wyliczanki, co wtedy przywiózł ojciec już nie byłem w stanie wysłuchać. Pod pretekstem niedokończonego artykułu , który musi być gotowy na  rano opuściłem mieszkanie matki. Wsiadłem w samochód i zamiast do domu, prawie bezwiednie podjechałem nad Wartę. Zaszyłem się wśród tataraków, w miejscu w którym zawsze chowałem się w dzieciństwie ilekroć chciałem być sam. Może to nie było dokładnie to miejsce, ale tak mi się wtedy wydawało. Spędziłem tam około dwóch godzin, a  gdy już znalazłem się we własnym mieszkaniu natychmiast odświeżyłem i poszerzyłem wszelkie wiadomości , jakie posiadałem na temat tamtego  rejonu świata Dowiedziałem się, że pierwsze sztuczne nacjonalnie, jednak potrzebne  politycznie, scalenie wielu państw w jedno zwane Jugosławią nastąpiło w 1918 roku. Po drugiej wojnie światowej, z przyczyn oczywiście znowu   politycznych,  to scalenie ponownie usankcjonowano, nie zwracając zupełnie uwagi na różnice kulturowe i wyznaniowe ludzi zamieszkujących te tereny. To sztuczne zmiksowanie tylu narodów zaczęło nabrzmiewać jak dojrzewający wrzód , by na przełomie lat 80–tych i 90–tych  poprzedniego wieku, dążenia narodowościowe nie poparte konstruktywnym dialogiem,  doprowadziły do  skrajnych nacjonalizmów skutkujących, największą i najbardziej nieludzką jatką jaka przytrafiła się Europie po drugiej wojnie światowej. Po zakończeniu tej  kolejnej w ciągu XX wieku, wojny bałkańskiej, wyodrębniły się poszczególne państwa, co i tak długo  nie doprowadzało do całkowitego wyciszenia sytuacji. W takiej atmosferze  w latach dziewięćdziesiątych XX   wieku,aż do przełomu wieków powstawały nowe państw, w tym i Chorwacja ze stolicą w Zagrzebiu. Szperając w wiadomościach i wychwytując  różne informacje związane z Bałkanami  szczególnie skupiłem uwagę na  Chorwacji, w której to Anka spotkała kogoś, kogo nazwała moim bratem.
Uświadomiłem sobie, że podczas  rozmowy z Anką padła  właśnie  nazwa Chorwacja, a z matką– Zagrzeb. Te puzzle zaczynały się nieoczekiwanie, zaskakująco układać.  Może w tym co mówiła Anka było jednak coś z prawdy? Gdybym wtedy wiedział to co obecnie, tak bym tak głupio  tej rozmowy  nie zakończył. Jakby nie było,  straciłem pewność co do stuprocentowej nierealności, jeszcze jednego ojcostwa, mojego ojca. Nie, żebym w to wierzył, ale  pytania i wątpliwości   zaczęły się mnożyć. Spróbowałem jeszcze raz nawiązać  rozmowę  z matką, na temat tamtego wyjazdu ojca i wynikających z tego późniejszych konsekwencji, jednak to czego się mogłem dowiedzieć, to następne   szczegółowe   opisy ubrań i przedmiotów jakie  wtedy udało się ojcu przywieźć z tego, wówczas gdy tam był,  uznawanego za krainę szczęśliwości i dobrobytu kraju. Jedno więc  co mogłem zrobić  to podjąć próbę odszukania Anki. Wydzwaniałem więc do różnych dawnych znajomych z naszego miasteczka, pytając o nią. Obiecali pomoc w odnalezieniu, ale skutków tej pomocy nie było. Jedynym efektem moich działań  było  rozniesienie się  po mieście, o ile pięćdziesięciotysięczna mieścina ,zasługuje na takie miano, pogłosek, że jej szukam oczywiście w celu  jednoznacznie damsko – męskim. Nie robiło to na mnie większego wrażenia, bo mając trochę tabloidowych doświadczeń  zakładałem, że ta plotka może być pomocna   w odnalezieniu kontaktu z Anką.
Dni mijały, a moje wątpliwości i przemyślenia na ten temat nie znajdowały ujścia. To wizualizowałem sobie jakąś wyimaginowaną historię, by innym razem dochodzić do wniosku,  że to jakaś lipa, ot zbieg  okoliczności, albo zupełna pomyłka. Z czasem jednak zaczynałem odtwarzać drobne fragmenty z życia rodzinnego, którym nadawałem znaczenie. Wyjazdy ojca na  wielodniowe delegacje, po których wracał zawsze jakiś uspokojony, przynajmniej tak to teraz odczytywałem, chociaż wtedy uznawałem , że zwyczajnie wypoczął pozbawiony na jakiś czas konieczności  nadskakiwania matce. Myślałem o tym ile ten mój, niby brat, ma teraz lat, no wiadomo pięć, raczej,  sześć  mniej ode mnie, czyli gdzieś dwadzieścia pięć. Bywało, że  tak urealniałem sytuację, że odliczałem nawet w jakim miesiącu mógł się urodzić , myślałem też  o tym jak mu tam było w czasie wojny, a może był wtedy  zupełnie gdzie indziej? Zastanawiałem się nawet jak ten brat, czy po prostu  chłopak, o którym mówiła Anka ma na imię. Chciałem wyszukać w Internecie najbardziej popularne męskie imiona i wtedy sobie uświadomiłem, że sądząc po miejscu w jakim się urodził  i na skomplikowaną historię tamtych rejonów, nie mogłem mieć nawet pewności jakiej jest narodowości i jakiego wyznania. Innym razem odrzucałem wersję posiadania nieznanego brata radykalnie, bo niby jak to  możliwe, by ojciec z tą swoją szczerością, nigdy się nie wygadał, lub by matka niczego nie zauważyła. Gdyby to była prawda to przecież nie mogłaby  się nie domyślać. Niejednokrotnie chwaliła się swoją doskonałą kobiecą intuicją, o czym słyszałem zawsze   przy okazji  negatywnego oceniania  każdej mojej kolejnej  dziewczyny, którą poznawała.

        Pomimo tych miotających mną dylematów   starałem się funkcjonować normalnie, pracować, chodzić na piwo z kumplami, spotykać się z kobietami , ale nic już nie było takie jak dawniej. Nie ustawałem w  projektowaniu kolejnych  kroków, które  miały na  celu odnalezienia Anki,  jednak  bez rezultatu. Dowiedziałem się jedynie, że jej rodzina wyniosła się z naszego miasteczka, podobno do jakiejś światowej metropolii  i ślad po niej zaginął. Oczywiście nie poddawałem się i nie zaprzestawałem  wysiłków poszukiwawczych. Ponieważ moje próby dowiedzenia się czegokolwiek o Ance były  desperackie,  plotka o naszej zażyłości wyszła już nawet poza rodzinne miasteczko i  żyła w swoim życiem. Przy jakiejś okazji sam dowiedziałem się, że układy miłosne, które nas łączyły były szczególnie gorące, ale Anka rzuciła mnie dla jakiegoś gościa z Dubaju, zapewne szejka. Naturalnie dla wszystkich stało się jasne, że skutkiem tego mam problemy z nawiązywaniem trwałych związków męsko– damskich.
Nie prostowałem i nie zaprzeczałem, tym bardziej, że życie z taką historią, nieważne, że wydumaną, miało dla mnie również i dobre reperkusje. Jakbym się skupił na tych dobrych, to były takie, że parę kobiet postawiło sobie za punkt honoru wyleczyć mnie z tego, jak to określały, psychicznego poranienia. Nie będę opisywał szczegółów w jakich tego dokonywały, tym bardziej, że  w zależności do partnerki, techniki pracy nade mną były bardzo zróżnicowane, jednak wszystkie sprowadzały się do tego, że czułem się zaopiekowany w każdej sferze, bez moich osobistych wysiłków w tym kierunku, co mi w tamtym stanie ducha i ciała zdecydowanie odpowiadało.
       Czas mijał, życie toczyło się dalej, w tym i moje. Wprawdzie  nadal Anki poszukiwałem, ale jak to w życiu, intensywność moich działań malała pod natłokiem innych kolejnych spraw i problemów. Kiedyś posiadłem wiedzę, że wyszła za mąż za Brazylijczyka o zupełnie ciemnej karnacji, ale sądząc po wydumanych opowieściach jakie   poznawałem na swój temat, nie miałem pewności, czy to jest fakt, czy kolejna  miasteczkowa opowieść. Jednakże po tym domniemanym, a może i nie, ślubie zupełnie zminimalizowałem wysiłki mające doprowadzić do odnalezienia Anki. Brazylia tak daleko,  nazwiska tam  zupełnie dla nas nieodczytywalne, a zakładałem, że jak przystało na osobę z małego miasteczka przyjęła na ślubie  nazwisko męża.
Tak więc utopił się jedyny klucz do rozwiązania mojej zagadki.
Czas mijał, zwyczajne sprawy się toczyły, ja zaś doszedłem do takiego punktu w którym straciłem pewność, czy ten telefon z Edynburga wydarzył się naprawdę? Była noc, może to zwyczajnie mi się przyśniło? Trochę się ciągle jednak miotałem ponieważ pewne przesłanki  dopuszczały prawdziwość, a przynajmniej duże prawdopodobieństwo tej informacji, jak chociażby podstawowy fakt jakim było przebywanie mojego ojca w tamtym czasie w Jugosławii, o którym to fakcie pierwotnie zapomniałem zupełnie. W czym nie było nic dziwnego bo  każdy z nas zapomniał o wielu sprawach z dzieciństwa, które nie wniosły nic do  późniejszego życia. Z drugiej strony  wracały wątpliwości jak  to możliwe, by ojciec, człowiek w moich oczach pozbawiony  przez matkę  własnej woli i zdecydowanego  charakteru mógł tyle  lat żyć z taką tajemnicą. Rozważałem  w głowie na  ile  trzeba być silnym, by funkcjonować bezkolizyjnie w dwóch światach, wzajemnie się nieprzenikających? Bo przecież skoro  chłopak, o którym mówiła Anka znał swojego polskiego ojca ,to znaczy, że ojciec funkcjonował jakoś w jego życiu. Miotałem się od jednej wersji do drugiej i nie znajdowałem zarówno spokoju, jak sposobu na  możliwość jednoznacznego zweryfikowania tych dylematów. Prawda, sen? Niejednokrotnie  gdy o tym myślałem  żałowałem, że nie potwierdziłem faktyczności przeprowadzenia  tamtej rozmowy w telekomunikacji, ale przecież wtedy nie miałem tych wątpliwości, a teraz to już nie do odtworzenia.
Aby nie zafiksować zupełnie, coraz skuteczniej odsuwałem od siebie tamte dylematy.
Co do jednego miałem pewność, że jedna  piętnasto–minutowa rozmowa telefoniczna, realna czy też wymyślona, wywarła wpływ na całe moje późniejsze  życie. Zmieniła spojrzenie  nie tylko na ojca, i moją rodzinę, ale i na świat. Posiadłem świadomość,że na wszelkie skomplikowane zależności i ich często brzemienne skutki mają wpływ ludzie i ,że nasze  powiązanie z tymi sytuacjami jak i tymi ludźmi może być dla nas nieprzewidywalnie zaskakujące.
To dużo czy niewiele w tym momencie nie wiem, jak też  tego czy  tylko tym zakończy się moja historia?
.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież