Tadeusz Drat - Piękno sportu ?!

Wielu czytelników zdziwi zapewne znak zapytania i wykrzyknik w tytule niniejszej artykułu. No cóż, wszak od dziecka byliśmy przyzwyczajeni,  wręcz nauczani, że sport to zdrowie i piękno. I tak zapewne było przed laty, kiedy idee szlachetnego olimpizmu przyświecały zmaganiom starożytnych, a potem przez długi czas również nowożytnych herosów.  Kto dziś pamięta, że wielki Paavo Nurmi nie stanął do walki z naszym Kusocińskim w Los Angeles w 1932 roku, ponieważ oskarżono go…o branie pieniędzy za występy na arenach sportowych. Stare, mądre przysłowie mówi, że wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Tak też się stało niestety, przynajmniej w moim mniemaniu, również ze sportową rywalizacją.  Mam taką nieszczęsną manierę, może przywarę, że często jestem z czegoś niezadowolony, często coś krytykuję. Nie będę ukrywał, że do napisania tego artykułu sprowokowały mnie dwie wielkie imprezy, które mogliśmy oglądać i przeżywać w ostatnim czasie, EURO 2012 w Polsce i na Ukrainie oraz Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Występu Polaków na obu tych imprezach nie będę komentował, bo nie uprawiam dziennikarstwa sportowego, a i łamy szacownego AKANTU po temu nie służą. W Londynie zaimponowały mi tłumy kibiców, które szczelnie wypełniały wszystkie areny zmagań sportowych. Może w tym tkwi tajemnica sukcesu brytyjskich sportowców, którzy zdobyli blisko 50 medali? Jedną z pierwszych transmisji, jakie oglądałem, była relacja z zawodów w zapasach kobiet. Zapasy, piękny sport o starożytnych korzeniach. Jednak szarpiące się na macie hawajska Japonka w barwach USA z Ukrainką pod flagą Azerbejdżanu, kazały mi zweryfikować klasyczne pojmowanie piękna sportu, a przynajmniej niektórych dyscyplin. Nawet wypięte i całkiem zgrabne tyłeczki owych dam nie zmieniły mojej paskudnej opinii o kobiecych zapasach. W kolejnym dniu na ringu występuje nasza bokserka. Już słowo bokserka budzi we mnie negatywne emocje. Jakoś nie potrafiłem wykrzesać z siebie nutki patriotyzmu. Panie obijające sobie gęby – to chyba najwłaściwsze słowo – tak mają się do piękna sportu, jak przysłowiowa i idealnie tu pasująca pięść do nosa. Nie minęły dwa dni, a na ekranie pojawiają się panie ubrane w jakieś kamizelki. Ki czort – pomyślałem – jakieś antyterorystki? Po chwili  dowiedziałem się, że to zawodniczki taekwondo. Cała maestria tego „sportu" polega na tym, aby przeciwniczkę kopnąć, najlepiej w głowę. I takie też zachęty płyną z ust naszego dzielnego sprawozdawcy. Piękne kopniecie w /na/ głowę! – cieszył się co chwilę. Oj, piękne, piękne!  Wymienione tu przeze mnie dyscypliny nie wyczerpują niestety listy sportów, które, delikatnie mówiąc, budzą estetyczny sprzeciw. Kobiety rzucają jeszcze młotkiem, przepraszam, młotem oczywiście. Dźwigają żelastwo zaklęte w sztangach. Dość! Gdyby ktoś chciał mi zarzucić antyfeminizm, byłbym zmuszony nazwać go głupcem. Lubię i  kocham kobiety. Kojarzą mi się jednak z zupełnie czymś innym niż z bijatykami ku uciesze zgromadzonej gawiedzi.  O idei olimpijskiej, sporcie uprawianym dla zdrowia, dla pięknej sylwetki i szlachetnej rywalizacji, trudno mówić wobec wszechobecnej nachalnej reklamie, szemranemu sponsoringowi, wielkich pieniądzach czy zadziwiającej i niesmacznej zmianie barw narodowych wśród sportowców. Pewnie starożytni Grecy też nie byli całkiem fair, ale to jednak dwa, jakże odmienne światy. I nie ma co ukrywać, że tamten był lepszy.
A co z tytułowym pięknem? Proszę się nie obawiać – było! Gimnastyka artystyczna pań. Co za dziewczyny, jakie cudowne ciała, śliczne buzie, finezyjne ruchy. Im większy telewizor, tym więcej piękna. Do tego dodatkowy smaczek. Na topie dziewczyny ze Wschodniej Europy! W tym Polka!
Kiedyś napisałem, że Zachód jest bogatszy, lepiej zorganizowany i rządzony, ale Wschód jest ładniejszy. I tego będę się trzymał!

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież