Józef Jacek Rojek - Magister Sancho Pansa

Jak przystało na  wykształconego magistra Sancho Pansa, znajdujemy często upodobania w sentencjach czy zwrotach  łacińskich i może dlatego tomik wierszy Stanisława Grabowskiego Magister Sancho Pansa*) został podzielony na III łacińskie części, zaczynając od znakomitych wierszy zgrupowanych w  dziale „Ars poetica". Wierszy w większości poświęconych swym antenatom poetyckim, kolegom po piórze czy  własnemu stosunkowi do poezji, jak na przykład: Jeśli  opiszę liść / Czy nie zasuszę go / W wierszu? (w: „Jeśli"); z potwierdzeniem, iż: Nie wstydzę się  / Żadnego / Ze swoich wierszy (w: „Nie wstydzę się"); albo: Zawijam słowa / W szeleszczące papierki liryki (w: wiersz bez tytułu, s.26), stąd  nieraz: Zadzwoni ktoś o północy. / Poprosi o więcej. Tak: poprosi o więcej, czasem o memento, jako że już: Za lasem kucnęła jesień, / Paliła ognie, / Kostur leżał na ziemi (w: „Tadeusz Nowak 1930-1991"), bo Jego droga poetycka  skończyła się na zawsze, a pozostaliśmy tylko my – Jego dłużnicy w poezji [co przyznaję również z wielką atencją - JJR]…
        Stanisław Grabowski ustosunkowuje się również do swego „Dorobku", na który  składają się, jak pisze: Trzy morgi  wierszy  / W ziemi lichej, / Pełnej żwiru i perzu, ale gdy na takiej  jałowiźnie (jak żartuje) potem coś wyrasta, to wyrasta nad  podziw krzepkiego i dorodnego! Krzepkiego i dorodnego, jakimi są  wiersze Stanisława Grabowskiego: krępe w budowie strofy, lecz  rasowe w metaforze, przenośni,  słownictwie…
    Bo takie wiersze właśnie  rodzą się w trudzie i znoju, gdy  Muza czuwa nad autorem, nawet mimo jego: Zielonego długopisu czy: W służbie wiecznego pióra, a dlatego  – z moim podkreśleniem! – ponieważ:  Napisałem je krwią / Z palca serdecznego. // Nie wystarczyło?
       Jestem  jak najbardziej pewny: wystarczyło! Za autentyzm: najwyższą cechę pisarstwa!  
      Druga część tomiku „Hic et nunc" – Tu i teraz jest niczym więcej, jak  komentarzami, poetyckimi komentarzami,  o   dzisiejszych czasach, gdzie tyle, chociażby,  utyskiwań  na  temat naszego wykształcenia. Ba, ale mimo nauk, hartu w jej zdobywaniu, kiedy to nawet Sancho Pansa:  Spod kopii pana uszedł;  Że w  karczmie  nie dźwigał / Kufli jasnego piwa; Że dziwek nie tykał; Nie przysnął ani chwili – tylko zdobywał wykształcenie, to jednak nie udało się mu  wykorzenić ze swej mentalności sługi: odwiecznego poniżenia i uniżenia – zniewolenia; tak drzewiej, jak i dzisiaj:  Że i w  łaskę  wchodzisz / Wójta i plebana? – mimo iż już   przed wspominał o tym  był  Mikołaj Rej. Ciekawe, prawda?
      O, tak! Ta mentalność   zniewolenia wisi nad nami, naszymi dziećmi, ba, ma wisieć nawet  nad  naszymi – wnukami?
      Ot, pytanie, jakby bez odpowiedzi.   A może odpowiedź u nas na ten temat spoczywa w onegdajszej decyzji  chrześcijańskiej  Francji, która  ogłosiła 9 grudnia 1905 roku  wreszcie ustawę o konkretnym  rozdziale Kościoła od państwa, gdzie rola wykształcenia społeczeństwa  ma spoczywać wyłącznie  w gestii neutralnego rządu, wówczas może  mniej byłoby i u nas utyskiwań na ten temat, co?
      Może wówczas spełni się rola nauki w społeczeństwie: Magistrze Pansa?!  Przemyślmy to, jako czytelnicy Magistra Sancho Pansa – tomu wierszy Stanisława Grabowskiego…
     Chociaż, kto wie? Bo jeżeli czytam znakomity  wiersz-sentencję ze strony 38, gdzie: Kiedy byłem mały i głupi / pocieszałem się / Że jak dorosnę / To ho ho;  a zaś:  Kiedy jestem / Stary i głupi, / Nie ma dla mnie / Ratunku – to naprawdę wszystkiego się odechciewa. A takich wierszy w tym rozdziale jest naprawdę wiele. Najpierw: młodości hurra!,  a później: wyszło jak zwykle…
     Stąd udajmy się po ratunek do III części „Ábiit, non óbiit – Odszedł, nie umarł, wszak przecież  ciągle opieramy się na symbolice i kulturze śródziemnomorskiej, tej ze starożytnej Grecji i Rzymu, ze śródziemnomorskiego mitu o Ksantypie, Archimedesie czy wiernej Penelopie, która – jak ongiś – tak i dzisiaj ciągle: Zdjąwszy sandały, / Wraca do pałacu. // W mokrej trawie / Stopy chłodzi, / Skoro nie może głowy.
      Bo właśnie do owej cywilizacji,  kultury, sztuki, filozofii  – dziw bo dziw – ale ciągle ze czcią i nadzieją wracamy jako postawę naszej cywilizacji i naszej kultury, i że jest  naszą powinnością i nadzieją na lepsze życie, bowiem: (…) zapomnieć o Atlantydzie, / To nadziei się wyrzec, / Czy nie należy szukać Atlantydy / Do końca naszych dni?  
    Oczywiście, że tak! I jako:  Magister Sancho Pansa, i jako ja, ty, on – magistrzy   nauk wtajemniczonych, jakie jest nasze życie. Nasze  życie, mimo że kończy się – obolem. Jak wszystko, skoro: (…) tam gdzie zmierza łódź / Nikt niczego nie rozjaśni.
     Wszak:
    (…) Czas uchodzi poza czas,
    Pyłem stają się najwięksi.
    Styks to jedyna droga
    Do nieśmiertelności śmierci.
     To prawda; ale nie wszystko umrze po nas – żyjących tu i teraz, jeżeli będziemy pamiętać,  skąd  i z jakiej  kultury się wywodzimy!
     A o  tym przypominają znakomite [mające również wiele innych motywów i przesłań – JJR] najnowsze  wiersze Stanisława Grabowskiego, zebrane w tomie Magister Sancho Pansa.
---------------------
*) Stanisław Grabowski: Magister Sancho Pansa. Wydawnictwo PATI, Warszawa 2012, ss. 72
     
                                                                                                                    Józef Jacek  Rojek                      

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież