Ajay Close - Śmiertelność Niewolników

Pikietujący byli w doskonałych humorach. Niektórzy rozstawili się po polu, a inni stali w grupkach gadając, śmiejąc się, albo niezobowiązująco kopiąc piłkę. Lexa sobie spacerowała, jednocześnie ciesząc się słońcem i gilgotaniem długiej trawy, która ocierała się o jej nogi. Sucha, zdeptana przez niezliczoną ilość stóp ziemia wydawała od siebie błocisty zapach. Jedyne, co psuło jej humor, to niewidziana obecność Stuarta. Kilka chwil przed dziewiątą tłum wreszcie pozbył się swojej

dotychczasowej ospałości. Lexa była wystarczająco blisko, żeby dokładnie widzieć policje, która pilnowała bramy do koksowni w licznych rzędach wyglądając jak armia motocyklistów w swoich czarnych kaskach, która od przodu była chroniona przez przednią straż z pełnometrażowymi tarczami. Górnik stojący zaraz przy niej podniósł głowę. Lexa poczuła wibracje w swoich kościach zanim usłyszała. Mrużąc oczy, policzyła dokładnie 35 samochodów wywrotek zbliżając się w opale letnim. Miny pikietujących nagle zaczęła przepełniać ciążąca sakramentalność I 10 tysięcy osób nagle przestało się ruszać, stojąc naprężeni. Konwoój szybko się przemieszczał, zbliżając się z każdą sekundą coraz bardziej. Stalowa krata wokół każdego z pojazdów uczyniało kierowców w niemalże straszny sposób niewidzialnych. Hałas nadjeżdzającego metalu, upał I ciśnienie jakie czuła w klatce piersiowej spowodowały, że Lexa nagle zaczęła się trzęść. Zaraz potem zaczął się ścisk, a ona poddała się całkowicie cisku spoconych, napiętych ciał. Przez najbliższe 5 minut jedyne, co się liczyło, to pokonanie odległości kolejnych kilku cal. Dopóki ostatnia samochód z konwoju nie wjechał do zakładów nic innego się nie liczyło. Wreszcie zrelaksowany tłum rozlał się na pole, gdzie oczekiwał go półgodzinne czekanie aż ciężarówki będą załadowane. Lexa została na drodze przypatrując się twarzom. Uciekała wzrokiem za każdym razem jak zobaczyła siwe włosy, choć doskonale wiedziała, że podświadomie go szuka. Trochę później, przypomniała sobie jak zobaczyła policje na koniach stacjonujących na górce w polu. Byli w szeregach, gotowi do działania.

Dźwięk chodzących silników po raz kolejny wywołał ścisk. I Lexa znów została przygnieciona. Tym razem jednak nie było takiego napięcia, a konwój już nie był symbolem zła nie do opisania. Nikt naprawdę nie wierzył w to, że można temu wszystkimi zapobiec, przez co moment dezorientacji nastąpił po tym, jak przez policyjne szeregi I tarcze przepuściły konie. Lexa poczuła, jak jej rysy zwisły, stając się repliką wszystkich wyrazów twarzy, które ją otaczały. Tyły pikiety odwróciły się I zaczęła uciekać. Tam, gdzie ona stała było to jednak niemożliwe przez to, że było po prostu za ciasno. Fala strachu ogarnęła mężczyzn stojących przed nią, a potem szarża nagle się skończyła. Konie się odwróciły I truchtem wróciły za policyjne szeregi. Podjęła decyzje. Sprawy związane ze Stuartem mogły poczekać na rozwiązanie na inną chwile. Zaczęła szukać najbardziej systematycznie jak tylko się dało, idąc przez tłum prosto, patrząc w lewo I prawo. Nie zobaczyła go nigdzie. Z czasem pikietujący, którzy uciekli, zaczęli wracać. Kilka przedmiotów – połowa cegły I butelka po lemoniadzie – poleciało w stronę policji. Mimo wsyzstko, niesamowite było, jak szybko spokój wrócił. Jakby ostatnie 15 minut w ogóle nie miały miejsce wręcz. Lexa była na drodze gdy usłyszała bębienie. Widziała, jak głowy się odwracały w celu znalezienia źródła hałasu. Pewień mężczyzna powiedział "Co to co kurwa..."?. Była to policja bijąca swoje gumowe pałki o tarcze. Skandowali również. Ale nie były to słowa, lecz okrzyki bojowe.
Tłum Adam Słowiński

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież