Andrzej Bogucki - Bogucki nie boi się króla Wierzchowskiego

W miesięczniku literackim „Akant" nr 7(189) 2012 na str. 9 – 10 zamieszczono tekst Leszka Wierzchowskiego, „Bogucki, bój się (Po) boga!".
Odpowiadam, Bogucki nie boi się Jego Królewskiej Wysokości Regenta Polski i PRM Leszka Wielkiego Księcia Wierzchowskiego! Tak wiem, czytelnicy „Akantu" przecierają oczy ze zdumienia i dowiadują się, że mają króla! Nie wierzycie, kliknijcie na portal partii Polskiego Ruchu Monarchistycznego, tam na pierwszej głównej stronie znajduje się fotografia „króla" z odznaczeniami i podpisem : „Jego Królewska Wysokość Regent Polski i PRM Leszek Wielki Książę Wierzchowski z Małżonką (…)" .
Wierzchowski zarzucił mi popis niechęci, brak powagi i nieodpowiedzialności. Faktów w moim artykule nie podważył, natomiast swój tekst napisał na tematy sobie bliskie zamazując istotę sprawy. Leszek Wierzchowski ma rację pisząc, że mam „inny punkt widzenia na sprawę wprowadzenia monarchii w Polsce niż Polski Ruch Monarchistyczny". Na kpinę zakrawa fakt, jak Wierzchowski pisze, że zabrakło mi jakoby odwagi przed opublikowaniem mojego tekstu w poprzednim „Akancie", że nie skonsultowałem się z nim ani z nikim z PRM (sic!). Doprawy, czasy cenzury już minęły. Gdyby Wierzchowski czytał tekst ze zrozumieniem to zauważyłby, że korzystałem z dostępnych źródeł informacji.
Pisze, że w moim tekście „rzeczowy błąd goni za błędem", tylko nie wskazał mi i nie udokumentował, o jakie błędy merytoryczne chodzi. Zarzuca mi złośliwy i tendencyjny dobór faktów.
Wszystkie informacje w moim tekście nie są moim wymysłem, ale pochodzą ze źródeł wykazanych na końcu mojego artykułu w bibliografii. Być może Wierzchowski zapatrzony w jedynie słuszną linię swojej partii PRM przeoczył liczne inne publikacje? Wierzchowski wprowadza w błąd czytelników „Akantu" pisząc, że nie poznałem publikacji Jacka M. Majchrowskiego byłego członka PZPR, potem prezydenta Krakowa z namaszczenia SLD-PSL pt.: „Polski Ruch Monarchistyczny. Krótki kurs" [w:] „Ustrój i prawo w przeszłości dalszej i bliższej" pod redakcją Jerzego Malca i Wacława Uruszczaka, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2001 r. Właśnie znam doskonale tę ciekawą publikację, skorzystałem z niej pisząc mój tekst. Jako jedna z wielu, została też ona umieszczona w bibliografii mojego tekstu .
Zapoznałem się też z treścią niektórych numerów, pisma „Nowa Monarchia". Ponownie dodam, że biuletyny PRM są jedynie tubą propagandową tej partii. Jednak Wierzchowski pominął całkowitym milczeniem dorobek naukowy monarchistycznego pisma „Pro Fide Rege et Lege", ukazującego się od 1988 r. .
Obojętnym jest, co pisze Wierzchowski o pochodzeniu herbu jego rodziny. Faktem jest, że miesięcznik „Relaks i Kolekcjoner Polski" zamieścił notatkę. Władysław Chrzanowski znany autor z opracowań heraldycznych tego pisma w rubryce „Nasz heraldyk odpowiada" w numerze 2/1989 na str. 20: „P. Leszek Wierzchowski – Sosnowiec. Proszę przestudiować herbarze małopolskie zwłaszcza „Poczet Szlachty Galicyjskiej i Bukowieńskiej" z uwzględnieniem herbu Ślepowron" . L. Wierzchowski pisze, że „ród Wierzchowskich od wielu  wieków pieczętuje się herbem Pobóg", tylko nie pisze od ilu wieków? Wierzchowski ma rację pisze, że pominąłem publikację „Genealogia rodu Wierzchowskich herbu Pobóg", pod red. Lucjana Wierzchowskiego, Koszalin 2010 r. Bardzo chętnie się z nią zapoznam i napiszę recenzję. Mam nadzieję, że L. Wierzchowski prześle do redakcji „Akantu" chociaż jeden egzemplarz. Książka ma chyba nakład niszowy, bo nie ma jej w księgarniach. Rozumiem, mogła być rozprowadzona do przedstawicieli rodziny i osób według uznania autora. Książki tej też nie znajdzie się w przeglądarce Google, nie jest, być może na razie, w katalogach bibliotek. Jedynie w Wikipedii pod hasłem Pobóg (herb szlachecki)  wymieniona jest ta książka.
Wierzchowski zarzuca mi, że nie dokonałem kwerendy akt dotyczących rodu Wierzchowskich w „Archiwum Państwowym na Wawelu w Krakowie" (sic!). Zarzut, że nie zadałem sobie trudu i nie dokonałem kwerendy akt jest niecelny. Jeszcze raz przypomnę, że A. Ohde w swoim biograficznym, bezkrytycznym i hagiograficznym artykule napisała: „Wiele dokumentów dot. rodu Wierzchowskich znajduje się w archiwum na Wawelu w Krakowie". Faktem jest, że w tym archiwum – zresztą jak każdym innym – znajdują się także dokumenty dotyczące tysięcy innych rodzin, szlacheckich, chłopskich i mieszczańskich. Natomiast L. Wierzchowski pisze: „Znajdują się liczne dokumenty dotyczące moich antenatów Wierzchowskich". Tyko niestety nie podaje sygnatury akt. Osoba „króla" musi mieć przejrzystą genealogię i biografię. Jak poprzednio pisałem, Marek Minakowski najwybitniejszy obecnie polski genealog, doby techniki cyfrowej, posiada portal, na którym wymienia elity polskie od XII do XXI wieku. Jest to najpełniejsza genealogia jaką kiedykolwiek opracowano. To cenne źródło do genealogii Europy Środkowej i Wschodniej sięgającej średniowiecza, zawierającej ponad 300.000 osób nawzajem skoligaconych, w tym znaczną część sławnych Polaków wszystkich epok; więcej na ten temat na www.przodkowie.com. Potwierdzam jeszcze raz, że upubliczniona genealogia Wierzchowskiego nie istnieje w Wielkiej Genealogii Marka Minakowskiego.
Kolejne niby – kłamstwo zarzuca mi Wierzchowski o nadawaniu przez niego tytułów arystokratycznych, a nawet każe mi je „odszczekać". No cóż słownictwo „króla" nie różni się od przeciętnego staropolskiego ciury. Tytuły arystokratyczne uzyskali od Wierzchowskiego osoby wymienione i znane w Polsce, o których można wyczytać w artykule Magdaleny Hodak w Dzienniku Łódzkim pt.: „Zabawa w elitę" .
Bardzo dobrze się stało, że po 1989 roku Wierzchowskiemu nie udało się założyć swojej organizacji szlacheckiej. Sam napisał: „Zastanawiałem się nad utworzeniem  Związku Szlachty Polskiej". To dobrze, że nie został założycielem tej organizacji. Taka organizacja istnieje już od 1995 roku i zrzesza 500 członków i 300 rodów szlacheckich. Tylko nie dodaje, że aby zostać członkiem Związku Szlachty Polskiej należy dokładnie udowodnić i przedstawić dokumenty, że jest się potomkiem rodu szlacheckiego. Jak by ten wymóg spełnili ci członkowie PRM nie mający przodków szlacheckich?
Wierzchowski dalej pisze: „To nie byłaby restytucja monarchii czyli opieranie się wyłącznie na starej szlachcie i arystokracji, ale wprowadzenie monarchii na nowo!". A gdzie legitymacja, czy ma ją partia PRM? Sic! O wprowadzeniu monarchii decyduje legitymizm i suweren, czyli społeczeństwo państwa. L. Wierzchowski twierdzi, że trzeba zbudować nową organizację i pisze: „Stwierdziłem, że musi być dopływ świeżej krwi". Zgoda, ale kto ma nadawać zasłużonym obywatelom szlachectwo? Jedynie słuszna partia monarchistyczna? Szlachectwo nadaje Monarcha i Papież. Polska nie ma swego Króla wywodzącego się z legitymizmu. Na temat legitymizmu w Polsce wypowiedział się publicznie Jerzy Łucki . O monarchii prawdziwej i fałszywej wypowiada sie najwybitniejszy znawca monarchizmu i legitymizmu Jacek Bartyzel . Wierzchowski przytacza list Otto von Habsburga skierowany też do PRM, z którego jednak nie wynika, że popiera tą partię, jednak grzecznościowo życzy sukcesów, dziękuje za czasopisma. Otto von Habsburg stawia tezę; „że jeśli w danym kraju miną dwa lub więcej pokoleń bez króla, to nie można mówić o restytucji monarchii, ale trzeba dążyć do wprowadzenia jej na nowo!". Miał zapewne na myśli nie tylko Polskę, ale przede wszystkim Austrię, gdzie panowała dynastia Habsburgów do 1918 r.
Jestem zwolennikiem rzetelnej dyskusji o przyszłości monarchii w Polsce. Chodzi o inne spojrzenie na monarchię niż PRM, mam inną wizję monarchii. Jest za wcześnie, aby w Polsce już wskazywać i koronować Króla i nobilitować książąt w oderwaniu od rzeczywistości społeczno politycznej.
Z mojej strony nie było złośliwości w stosunku do L. Wierzchowskiego, który stwierdza, że Adam Heymowski (1926 – 1995) wybitny heraldyk, członek honorowy Polskiego Towarzystwa Heraldycznego, którego i ja jestem członkiem funkcyjnym, jest autorem herbu Regencji. To nie znaczy, że ten sławny heraldyk popierał PRM, po prostu opracował herb Regencja jak wiele innych.
L. Wierzchowski zarzuca mi kolejny raz, że: „jakoby tytuły szlacheckie, arystokratyczne i odznaczenia w PRM otrzymywały osoby wzbogacone!". Zapraszam Wierzchowskiego do przeczytania artykułu w organie partii, której przewodzi „Nowa Monarchia" nr 1/1996, s. 2, gdzie został opublikowany artykuł pt.: „Jak zostać szlachcicem". Pisze tam m.in.: „(…) członkiem PRM może zostać osoba pełnoletnia, mająca przynajmniej średnie wykształcenie i co najmniej średnio zamożna" .
Każdy dorosły Polak wie czym była w przeszłości w Polsce PZPR i zapewne też słyszał metamorfozę skrótu nazwy tej partii wypowiedzianą w 1992 r. przez Leszka Moczulskiego w Sejmie III Rzeczpospolitej. W swoim tekście Wierzchowski sam pisze, że był w PZPR. Natomiast można wyczytać w artykule Magdaleny Hodak w Dzienniku Łódzkim o przynależności do struktur . Tylko co można sądzić o tym, jak Anna Ohde pisze w artykule w „Akancie" pt.: „Wierzchowski, jakiego nie znamy": „Pracę dziennikarską zaczynał w czasopiśmie społeczno-kulturalnym „Poglądy" w Katowicach, a następnie  pracował w „Żołnierzu Wolności" w Warszawie" . Jeśli młodzi czytelnicy nie wiedzą jakie to było pismo „Żołnierz Wolności" to cytuję: „Żołnierz Wolności to dziennik Ludowego Wojska Polskiego, wydawany od 1943 do 1991 roku. Został założony z inicjatywy polskich komunistów (…) dla potrzeb propagandowych. (…) Nazwa nawiązywała do gazety, która pod tą właśnie nazwą towarzyszyła Polakom walczącym o wolność republikańskiej Hiszpanii w Brygadach Międzynarodowych. (…) Obok problematyki wojskowej prezentował oficjalne stanowisko partii - uważany był za drugą, obok „Trybuny Ludu", najważniejszą tubę propagandową rządzących Polską komunistów. Po marcu 1968, w okresie 'pierwszej' Solidarności oraz stanu wojennego reprezentował linię partyjnego "betonu" .
Coś z antymonarchistycznej republikańskiej Hiszpanii pozostało, gdy „król" w swoim artykule pisze: „Polskiego Ruchu Monarchistycznego nie należy traktować konserwatywnie, gdyż takie rozumowanie prowadziłoby na manowce!... PRM to partia nowoczesna i postępowa! Ponad politycznymi podziałami (…)". Nie zgadzam się z takim twierdzeniem. Żadna partia nie była i nie jest ponad podziałami politycznymi!
„Leszek Wierzchowski nie jest żadnym uzurpatorem czy samozwańcem" – pisze adwersarz mojego tekstu. Przypomnę: "Samozwaniec – osoba, która nie mając do tego prawa […] w szczególności przywłaszcza sobie prawo do tronu". Zapraszam czytelników „Akantu" do przeczytania artykułu: „Polscy samozwańcy" . Tematu odznaczeń i tytułomanii nie ma co komentować, wystarczy przejrzeć pismo „Nową Monarchię".
Na zakończenie zacytuję Piotra Stareńczaka z artykułu w ostatnim „Akancie": „Żadna klasa polityczna nie powstaje ex nihil. Jej rodowód jest skomplikowany, ludzie władzy rekrutują się z różnych środowisk i warstw społecznych. Niestety wiele osób żyjących w Polsce jest niezakorzenionych w rzeczywistości, ponieważ nie rozumie przeobrażeń strukturalnych, które miały miejsce po 1989 roku" .