Krystyna Wojciech Ratajczak - O „Pierścień Dąbrówki"

Odbył się VI Turniej Wierszy o „Pierścień Dąbrówki" w Piątkowskim Centrum Kultury „Dąbrówka" w Poznaniu.
Nagrody ufundowane przez PSM, art. piast. Mariolę Kalicką – „Chleb dla Poety", art. piast. Kazimierza Rafalika – „Pierścień", dr Jana Majewskiego ( „Apteka pod Złotym Lwem") –liquor benedictinorum, Brygidę Mielcarek – haft artystyczny, Tadeusza Stirmera – „Kielnia Tadeusza", Jolantę Szwarc – obraz olejny, otrzymali poeci za najlepsze wiersze. Tak więc główna nagroda, („Pierścień") przypadła Tadeuszowi Stirmerowi. Łucja Dudzińska otrzymała wyróżnienie – rzeźbę Kazimierza Rafalika. Szymona Ratajczaka nagrodzono rzeźbą oraz obrazem olejnym Jolanty Szwarc. Elżbietę Krasińską wyróżniono benedyktynką – liquor benedictinorum. Jolanta Pawełczyk otrzymała serwetę z haftem kaszubskim, a Krystynę Wojciech Ratajczak nagrodzono obrazem Stefana Rusina pt. „Świtezianka". Rzeźby ceramiczne Marioli Kalickiej „Chleb dla poety" otrzymali Zdzisław Czwartos i Jacek Kukorowski. Tadeusz Stirmer za całokształt twórczości, fundator wręczył swą kielnię – Jolancie i Stanisławowi Szwarcom. Elżbieta Kokot – polonistka, w – dyr. Gimnazjum 12 im. J. Kuronia na Piątkowie za opiekę nad młodzieżą uzdolnioną literacko otrzymała rzeźbę w brązie Kazimierza Rafalika.

 

Tadeusz Stirmer
Europa

Gdybyś chciał pojąć
Rolę robactwa w ekosystemie
Przyjrzyj się śmietnikom
W twoim dumnym mieście
Przypatrz się z uwagą
Schludnie ubranemu mężczyźnie–
Wywleka brzuch pojemnika
Przewiesza ciało przez krawędź

By wyłowić z mroku
Puszkę po wypitym piwie
Jeśli się nie spieszysz
I będziesz miał trochę fartu

Jak przed chwilą on
Kiedy w kolejnym śmierdzącym edenie
Odkrył zagnieżdżoną torbę
Pełną srebrzystego szczęścia

Dojrzysz w siwych oczach życie
A może nawet usłyszysz
Pierwsze takty Ody do  radości


Elżbieta Gałezewska–Krasińska

Sonet XXI
Tomaszowi Stańko

Za oknem nitki deszczu w pelargoniach giną,
dachy łzawą wilgocią ciekną nieustannie,
ziąb przygasił kwiaty w kandelabrze dziewanny.
Cień depresji – piekła Dantego koleina.

W siną dal parasole znikają tramwajem,
nikną kamienice w szarości metalicznej,
ludzkie cienie nachodzą na cienie w ulicznych
światłach. Co materialne niebytem się staje.

Włącz już piece, a ja zagrzeję kartoflankę,
na deser zjemy po kawałku czekolady.
Od złej pogody oddzielimy się firanką.

Podobno na jesienną nicość nie ma rady,
ale gdy twoje uszy głaszcze Tomasz Stańko,
niepotrzebne są hermetyczne palisady.


Jolanta Pawełczyk


ODPOWIEDŹ


Prosi Pani o analizę nadesłanego wiersza.
A postawione pytania mają naturę, mniemam, szerszą,
raczej eschatologiczną.
Zatem wyjaśniam z przyjemnością.
Jest to ponadczasowy utwór o miłości, gdyż:
poczucie jej braku (cytuję fragment: tęsknota za uchem – koniec cytatu),
głód, nieobecność ciała – cytat z mistrza Różewicza –
jest współczesnym erotykiem. Ucho, już w księgach starotestamentowych
to symbol otwarcia nie tylko na sprawy duchowe,
w ogóle na rzeczy usłyszane, z gotowością ich wypełnienia.
Bohater wiersza, tak zwany podmiot liryczny, Eugeniusz,
twierdzi, że jest człowiekiem wolnym, że miłość nakłada pęta
a szczęście to sprawa koniunkturalna i zarazem immanentna
(znów cytat), lecz nie ma w tym racji.
Autor niniejszego wyjaśnienia dostrzega tu rozziew.
Szczęście, jak wiadomo od wieków, zawarte w duszy człowieka,
wpisane jest w nią raz i dlatego należy je chronić,
jak również rzeczoną duszę osłaniać przed światem.
Poecie jest trudniej, bo jego dusza w ciągłym ruchu
(co potwierdza noblista Brodski Josif).
Ale wspomniany Eugeniusz nie jest poetą, lecz księgowym
w firmie „For One Season"; może stąd jego filozofia życiowa?
Co do głosów w uchu, niepokojących mocno bohatera
w drugiej strofie, uważam je (tu podam termin medyczny)
za atrofię, na skutek złego odżywiania lub parania się boksem we wczesnej młodości.
Coda (podaję za słownikiem Kopalińskiego) – z włoskiego, a wcześniej z łaciny: ogon,
tu – jest bardzo umownie powiązanym z tematem głównym epilogiem,
wzmocnionym za pomocą wykrzyknika.
Co do formy utworu mam wątpliwości; nie jest to liryczna miniatura,
jak Pani sugeruje, raczej miniaturowa pseudoliryka,
za którą (pozwolę sobie na ocenę) postawiłbym w szkole poetów troję
z minusem. O, najmocniej przepraszam, teraz widzę, że to Pani jest autorem.
Proszę tworzyć nadal, dawać mniej realiów, a więcej wartości,
powyższą analizę przyjąć z humorem,
a na przyszłość dobrze sprawdzić adres mailowy.
Biuro Analiz Wierszy od roku ma adres nowy.

Jacek Kukorowski

To takie proste

Kaszel w łazience i na stole w kuchni
Ręcznik przykrył podłogę i roboty nie ma
Nieważne czy tory są zwyczajne, czy szerokie
Z szerokimi chyba prościej i dalej

Do powieszenia mogą być skutki
Albo pranie – najczystsze z najczystszych
Noc jest w zanadrzu, w szczekaniu psów
W czymkolwiek byle nie przyszło rano

Kup mnie póki nie będzie za późno
Na tej mojej wsi z piachami i obornikiem
Położonym na ścieżce opodal domu

Śpiewajmy zanim przyjdzie listopadowe
Poranne słońce, które nie powinno przyjść
Ani nas tak nagich bez przyczyny obejrzeć

Nie ma szczęśliwych szczeniąt, które oblegają
Mamine cycki, jędrne i pełne i do dotykania
Wszystkie

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież