Jan Strękowski - Świat i ludzie

Marzenie o światach równoległych towarzyszy ludzkości niemal od początku. Alicja w krainie czarów i Alicja po drugiej stronie lustra. Szafa z opowieści z Narnii, przenosząca nas do świata baśni. Czeski film o księżniczce Arabeli, gdzie postacie ze świata baśni mogły żyć w świecie realnym, a te z realnego, plątały się po baśniowym. Światy utopii, budowane przez Campanellę, lilipuci i olbrzymy z podróży Guliwera. Doświadczył innych światów nasz Mikołaj Doświadczyński, wędrowali pod ziemię, pod wodę i w przestworza bohaterowie Julesa Verne’a. To wszystko były światy wymarzone lub wykoncypowane rozumem. Potem pojawiły się światy wyśnione. Wreszcie światy nauki, dostępne przy użyciu wyobraźni matematycznej światy równoległe.
A jak jest dzisiaj? Dostałem kilka dni temu książkę pisarza z Łodzi Jacka Krakowskiego, kryminał zatytułowany nomen omen „Zły sen", w którym przeczytałem o objawach pewnej choroby, jakim podlega jeden z bohaterów, które skutkują przekonaniem o życiu bardziej rzeczywistym w świecie nierzeczywistym. Jak to jednak bywa w historii kryminalnej, duchy i bezcielesne zjawy nabierają w pewnym momencie wagi i barw życia, a wędrówka bohatera do innych światów okazuje się złudzeniem, w której bohater dokonuje jak najbardziej prawdziwych i dziejących się w tej tutaj rzeczywistości czynów (trup ściele się gęsto). Z punktu widzenia poszukiwania światów równoległych, czy wędrówki do innych rzeczywistości, ciekawszy wydaje się przypadek samego autora. Napisał wcześniej kilka powieści, w tym na przełomie PRL/RP wielką powieść „Klucze nieba i piekła", w której opowiedział o ostatniej podróży Maryi, matki Chrystusa, pod opieką Jana Ewangelisty, przez wzburzone wody Morza Śródziemnego. Książkę, w której czuje się falowanie morza i nadciągającą burzę chrześcijaństwa. Potem na wiele lat zamilkł, nie dlatego, że nie miał pomysłów na podobne powieści, ale dlatego, że rzeczywistość, która nastąpiła po 1989 r., już od niego i od wielu innych, takich dzieł nie chciała, nie potrzebowała. Udało mu się znaleźć nowy ląd. Dziś pisze (i wydaje!) kryminały i pewnie czuje się jak podróżnik, który wyruszył na ziemie oznaczone na mapach białymi plamami i odkrył istnienie innego, nieznanego wcześniej świata, a nawet się w nim odnalazł.
Nie zawsze podróż do innego świata oznacza ruch. W dwudziestym wieku można było nie ruszać się ze swojej chałupy, a podróżować niemal bez końca, wciąż poznając nowe krainy, o których wcześniej czasem w ogóle się nie słyszało. Opowiadał mi kolega z Norwegii, jak to na początku lat 90 ub. w. znalazł na Ukrainie Zakarpackiej pewną starszą kobietę, która nigdy nie ruszyła się ze swojej wsi, a zmieniła przynależność państwową aż siedem razy (Austro–Węgry, Rosja, Czechosłowacja, Węgry, Niemcy, ZSRR, Ukraina). Jak mówiła moja sąsiadka: Świat i ludzie! Choć w XX wieku światy potrafiły także zniknąć. Tak znikły chociażby NRD, czy Jugosławia, a nawet wydawałoby się, wieczny, ZSRR.
A jak jest dzisiaj?
Dziś wędrówka do innych światów jest tak samo łatwa jak wędrówka tej Rusinki (a może Ukrainki). Dzisiaj każdy może być turystą, prawie nie ruszając się ze swego miejsca zamieszkania.
Wystarczy wyjść na ulicę, a tam:
Świat Zabawek,
Świat Rajstop,
Świat Skarpet,
Świat Firanek,
Świat Dywanów,
Świat Kafelków,
Świat Luster,
Świat Lamp,
Świat Butów,
Świat Okien,
Świat Sukienek,
Świat Spodni,
Świat Cukierków,
Świat Kołder,
Świat Poduszek...
Wszystkie oznaczone, oświetlone. Tyle światów równoległych, że można dostać zawrotu głowy, który wybrać? I czy drzwi, które do nich prowadzą, nie otwierają się tylko w jedną stronę? Przeżyć całe życie powiedzmy... w Świecie Rajstop?
Bo może stamtąd nie ma powrotu?
Każdy ze światów zachęca, wabi, kusi, przywołuje, wzywa. Każdy wydaje się lepszy od tego na ulicy, w domu, w pracy (jeśli ta jest).
No więc... otwieramy drzwi i wchodzimy. Wiemy, że nic nam nie grozi (może tylko naszym portfelom i kartom bankowym). Nad drzwiami każdego ze światów bowiem podane są godziny, kiedy możemy przekroczyć próg tej innej rzeczywistości i informacje, kiedy będziemy musieli ją opuścić.
Ale co będzie, kiedy przestąpimy próg wszystkich światów oferowanych nam przez współczesny świat, kiedy poznamy już każdy z nich?
I tak zwykła, banalna zakupoturystyka (jak seksturystyka, czy turystyka aborcyjna) przeradza się w turystykę metafizyczną. Kto dożyje, ten zapyta...

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież