Ludwik Filip Czech - Stan prywatności

Nowa książka Fredericka Rossakovsky-Lloyda nosi tytuł „Diffido". Złożona z dwóch rozdziałów zawiera poezję i prozę. Część prozatorska nazwana jest „Fabellae". Nie rozumiem, dlaczego pisarz wybrał taką konstrukcję. Moim zdaniem z całości materiału powinny powstać dwie odrębne pozycje. Każda z nich, ze względu na swoją oryginalność, mogłaby zawstydzić wyrobników literackich bylejakości. Rezonans byłby podwójny, grono czytelnicze szersze. Poezja w tym zbiorze stoi pod sztandarami szczerej i bezwzględnej osobności. To już nie prywatność, a jeszcze nie ekshibicjonizm. To obraz takiego stanu ducha, w którym artysta decyduje się na rodzaj publicznej wiwisekcji. Nie wnika, czy konsekwencją takiej postawy będzie aplauz, czy ostracyzm. Cel jest bowiem prosty – dotrzeć do prawdy, zmierzyć się z nią.  W wierszu „Koszula", autor zaczyna od źródła:


Stan w którym jestem
Jest koszulą białą
/…/
powieszoną w nieładzie
w starej szafie
/…/
przybrudzoną
trochę podartą
z poliestru
co i na szmatę
się nie nadaje


   Ten rodzaj samounicestwienia, dobrowolnego odarcia z wartości, nie musi sugerować depresji. To może być początek odbudowywania samego siebie od podstaw. Wiele wierszy tego zbioru sugeruje, że jakiś rodzaj przemiany nie jest autorowi obcy. Wyrażny konflikt z rzeczywistością, brak zgody na jej elementarne zasady, to siła napędowa tej poezji. To również powód, dla którego autor zdecydował się wyodrębnić z nutru rzeczywistości swoją prywatną wyspę, a potem stanąć na straży jej suwerenności. Osobistych powodów takiego postępowania nie znamy. Zapewne tkwią głęboko w sferze emocji, w jakiejś bolesnej traumie, która stała się dla niego początkiem tzw. nowego rozdania. W wierszu „Niewieczność" poeta konfliktuje się z własną pamięcią, życiowym doświadczeniem, gloryfikuje stan beztroski. W „Nowym dniu" pisze „ znowu kolejny dzień / po snach jaskrawych nastał". Afirmuje zatem sen, jawę biorąc za zło konieczne. Za bezbarwny krajobraz pozbawiony niespodzianek. W „Pudełku z rupieciami", skądinąd świetnym wierszu, staje się niemym świadkiem własnej historii. Beznamiętnych widzem, pozbawionym emocji kronikarzem. Tak jakby jego własna przeszłość należała do kogoś innego:


Uśmiechnięte twarze
Może nawet szczęśliwe
Patrzą w obiektyw

Po drugiej stronie niewidoczny ja
Chyba kochany
Widzę to w ich oczach
/…/

nie pamiętam
nie pamiętam nawet
kim są ci ludzie


   Autor, stawiając pod znakiem zapytania potrzebę pamięci, neguje własną tożsamość. Jednak, jak się wydaje, od pewnego momentu. Istnieje bowiem obszar wspomnień, który wydaje się mieć dla niego istotne znaczenie. Powraca do niego tylko w skrytości ducha. Obsadza w roli głównej, ale poza blaskiem reflektorów. Nie wiemy, czy była to szczęśliwa młodość, z której nie chciał wyrosnąć, czy burza chłopięcych uczuć, która przeszła nad jego głową - w niebyt. Wiersz „Hormony" może sugerować, że to drugie, ale pewności nie ma. Można jednak przyjąć, że ostatni wiersz tego rozdziału „Pytania do lustra", nawiązuje do tamtego tajemniczego okresu. W „Pudełku z pamiątkami" autor przyznaje, że przechowuje po nim rzeczy cenne. Z tych materialnych - zapewne wiersze. Jednak nadal nie podnosi kurtyny. Jeśli owa przemiana, o której pisałem wcześniej, rzeczywiście miała miejsce, jej powody ukryte są za domysłami. Umiar, dyskretna zagadkowość, jeszcze nigdy nie zaszkodziły poezji. Tak jest i w tym przypadku.


Mam takie małe pudełko / zawsze je gdzieś stawiam
I później szukam krzycząc na wszystkich /

Tam jestem ja zamknięty w środku
Zapisany
Dla siebie samego na fotel bujany przy kominku
A jeśli jakoś inaczej wyjdzie
To dla tych co po mnie    „Pudełko z pamiątkami"


   Rozdział „Fabellae" zawiera 13 opowiadań. To właściwie miniatury, żadna nie przekracza strony. Taka wstrzemięźliwość charakteryzuje zazwyczaj poetów, którym wiersz już nie wystarcza. Chcą sprawdzić się w formie obszerniejszej, mają jednak nawyk słownej dyscypliny. „Zabłąkana kula", „Plany na wieczór", „Telefon ze szkoły", to opowiadania, które zwróciły moją uwagę. Z całości wyróżnia się „Spowiedz", bodaj jedyny humorystyczny element tej książki.
   W posłowiu autor pisze – „ Tomik nie jest o mnie, ani o moim stanie umysłu". W tej kwestii autor raczy się mylić. Wszystko co pisze jest o nim i o stanie jego umysłu. Zwłaszcza, kiedy pisze o innych.
   Książkę polecam.

Frederick Rossakovsky-Lloyd
„Diffido" Wydawnictwo ALBUS
Poznań 2012
Str.49

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora