Marina Dombrowska - Domino

Tułowie bezgłowych dmuchawców
porastają łysą łąkę.
Włochate wnętrze lasu
wypełnia świadectwo zaślubin dwóch kamieni
aż do czerwoności.
 
Tam obok
gdzie zanurzasz
 pomarszczoną stopę
w brzytwie strumyka,
niewidomy kret patrzy na Ciebie
 samym
środkiem swojego nosa.
 
Piasek, którym właśnie zasypałeś swój
najcenniejszy skarb
chwilę temu ostygł ze spoconego ciała
bezdomnego,
 obok
którego
nie oglądałbyś nawet sita maków z
perspektywy tego samego autobusu.
Z którego nie raz wychodzisz z włosem na
miejscu duszy
-z moim włosem
na Twoim miejscu-.

Być może nie pamiętasz,
ale tamtego wieczoru
potraciłeś panią, której od lat nikt nie
odwiedzał,
dopiero teraz, kiedy
leży