Maria Rytlewska - Sceny z niemego kina


1.
Poczekaj, jeszcze
chwila i razem zanurzymy się
w trawie. Po stopy, po kostki, po
kolana, po usta. Lecz najpierw pójdę
tą ścieżką sam. Otworzę ją dla ciebie,
oświetlę, wykarczuję. Poszukam
Boga: jeżeli go tam nie ma. to znaczy
że my jesteśmy Bogami. Poczekaj,
jeszcze tylko rozpalę wschody, pogaszę
zachody, zasadzę przezroczyste drzewo
pełne ptaków przelotnych. Katedrę
dla ciebie wzniosę, z wersów –
weneckich luster, sekretnych
przejść z nieba na
Ziemię.


2.
Wezmę z ciebie tylko
kawałek. Jeden kęs, jedną
rzęsę, jeden pocałunek. Do ust cię
wezmę, pod językiem schowam i jak
konfiturę truskawkową będę cię
smakował. Grzbietem
dłoni cię dotknę, szeptem
cię rozbiorę: jeśli niewiele wezmę,
bezboleśnie zapomnę. Chcę
z ciebie tylko cząstkę, pestkę,
wers. Mało?
Tak. Lecz właśnie tyle
trzeba na Stworzenie Świata.

3.

Bóg wie, co robi. I co zabiera.
Zabiera mi siły.

Emigruję z ciała. Kurczę się cło wersu.
Chodzę na czworakach, jak kiedyś chodziłem.

Już nie mam do kogo mówić. Już nie mam
do kogo milczeć, szeptać, pytać, oddychać.

Już wykrzyczałem testament. Już się nakochałem,
najadłem, nagrzeszyłem, nawyspowiadałem.

Już nie mam siły grzeszyć. Już rozmieniłem ciało.
Mam czyste sumienie i wielkiego ducha.

Już się nawybaczałem. Już mi nie wybaczono.
Już mogę iść do Nieba. Już prawie jestem Duchem.

Już się nie pamiętam. Już się nie poznaję.
Już nie mam siły niewierzyć w Boga

i walczyć o niewiarę

4.

tej nocy Bóg zamknął oczy i na chwilę
wypuścił nas z dłoni, dotknąłem twoich

bioder, ostrych brzegów kartki, błądziliśmy
do świtu, na granicy cienia, nieprzetłumaczalni

na słowa, zamilkliśmy w Teraz, a potem
zrzuciliśmy sierść i zagryźliśmy się

jak ludzie

                                                        II nagroda