Janusz Orlikowski - Poetyckie pisanie, czyli uwierzyć poecie

Czy można wierzyć poecie? Ostrzegał już poeta Jesienin:

Nie wierz poecie, nie wierz dziewo,
poety swoim nie nazywaj.
Bardziej od gniewu płomiennego,
bój się miłości jego tkliwej.

Podaję z pamięci. I choć to w konwencji romantyczne słowa i dotyczą stosunków damsko - męskich: dlaczego nagle się pojawiły? Gdy pomyślałem o poetyckim pisaniu? Ano pewnie dlatego, że status poety nigdy nie był pewny. Z jednej strony filozof, ale bez  wyrażonej jawnie doktryny, z drugiej liryk, zapatrzony we wrażenia i tam też upatrujący życiowych prawd. Takie ni to, ni owo. Niby posługujący się naukowymi, humanistycznymi prawdami, ale zawsze nie do końca; budujący wątpliwość, niedoczekanie spójności wywodu, gdzieś się pałętający między różnymi konwencjami i logicznymi wywodami. To tu zaczerpnie, to tam. Nie sposób go spostrzec w jednym nurcie.
Można powiedzieć, to jest wygodne. To tu, to tam. Ale jaka wygoda tkwi w niespokojności? Gdyby przyjąć rzetelną konwencję, by można dojść do rzetelnych wniosków, szczycić się tym, podnosić głowę. A tu jak?  Piętrzące się wątpliwości, coraz to nowe pomysły, opisy uczuć im towarzyszące. Racjonalne przesłanki, uczucia i emocje zderzają się ze sobą pod wpływem pojawianych obrazów. Bo nie towarzyszy temu żaden rygor, poza artystycznym. Jest wolność, pisze się to co w duszy gra, że pozwolę sobie na banał. Tak powstał esej i jego, by tak nazwać, młodszy brat, bardziej skupiony na sobie, szkic. I oni tak sobie wędrują. Pierwszy pod rękę z drugim, rozglądają się po świecie. A jeszcze wcześniej wiersz, wyznacznik i drogowskaz, skupiający w sobie różne horyzonty: historyczny, kulturowy, ontologiczny, filozoficzny,naukowy i religijny, a wszystko to w oparach uczuć, emocji, zmysłów, racjonalnych myśli, z oczyma zapatrzonymi w piękno i dobroć.
Jak uwierzyć literaturze? Czy nie lepiej technologii, nauce, jasnym informacjom przez nie przekazywanym i to co udowodnione przyjąć za prawdę, a hipotez wysłuchać? Stać na pewnym gruncie bez wątpliwości. Ale czy to możliwe? Współczesny świat ze swą dyktaturą konsumpcjonizmu stara nam się udowodnić, że tak. Zawłaszcza sobie naszą wyobraźnię i twierdzi, iż nas to ubogaca i upewnia o słuszności takiego wyboru. Kreuje człowieka bezrefleksyjnego odwracając uwagę od istoty bytu ze swą tajemnicą. Oddziela go od jego historyczności. Czy taki Nowy Człowiek nie jest bardziej szczęśliwy? Nie wiem. Bym musiał nim być, a tego jestem niestety(?) pozbawiony.
Literatura to bunt przeciw losowi, zastanej rzeczywistości i budowanie na bliżej nieokreślonych zasadach, poszukiwanie doczesnego raju. Ale czy to ten, który posiada już Nowy Człowiek? Tu mogę mieć wątpliwości, bo z pewnością każdy dobry poeta by to dostrzegł i się zgodził, że nauka i technologia go wyprzedziła i na ów raj przystał. Eden ów, myślę, jest duchowo bezrobotny, a ludzie w nim mieszkający przypominają Adama i Ewę w Boskim Ogrodzie w tym sensie, że nigdy nie zasmakowali pracy. Nie mogą wiedzieć co znaczy praca wyobraźni w Ontologicznym Gigancie Życia. Są tej świadomości pozbawieni niczym Pierwsi Rodzice. Pośrodku ich raju, jak i w tym stworzonym przez Boga, jest drzewo wiadomości dobrego i złego, z którego Dobry Brat Dyktatury Konsumpcjonizmu jednak nie zakazuje spożywać owoców, a tylko tak sprytnie odwraca uwagę, by go nie zauważyli. Udaje się to niektórym. „Niektórzy lubią poezję" pisała Wisława Szymborska. Lubią, czyli uwierzyli poecie. Zerwali owoc. I co pocieszające, nie zostali wygnani. A czy wygnańcami są poeci? To już inna historia. Podpowiem tylko, że ostatnio widziałem jednego, gdy szedł z siatką pełną pomarańczy.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora