Wojciech Łęcki - Słowa niczym rewolwery

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie znany prozaik, poeta i felietonista Kazimierz Ivosse swoim artykułem „Przestrzeń słowa", zamieszczonym w „Gazecie Kulturalnej" (nr 12 z 2011r). Przytaczam dość swobodnie za nim następujący fragment: Franklin D. Roosevelt zaproponował Ameryce pod koniec wojny cztery fundamentalne ludzkie wolności:
1.    wolność wypowiedzi,
2.    wolność wyznania,
3.    wolność od nieuzasadnionego chciejstwa,
4.    wolność od strachu.
Wybitny polityk pragnął zadbać o powyższe wolności, będąc pod wpływem niewyobrażalnych zniszczeń wojennych i jeszcze bardziej niewyobrażalnego ludobójstwa. W czasach pokoju nabierają one o wiele szerszego znaczenia. Wolność wypowiedzi wydaje się prawem wręcz naturalnym, a jednak ponad pół wieku po propozycji Roosevelta i 27 lat po zrzuceniu sowieckiego jarzma z naszego kraju, nadal zbyt często musimy mówić przez zaciśnięte gardło. Tak naprawdę to nikt nie może wypowiadać wszystkiego, co pomyśli. Zatem wolność wypowiedzi pozostaje fikcją Nie można zresztą nawet marzyć o absolutnej wolności pytlowania, ponieważ słowa są tą zawsze odbezpieczoną bronią.
Mistrzami w zbrojeniu słów byli poeci tzw. rewolucyjni, a ich przenośnie w rodzaju: – Zapalać! Gotowe? – Gotowe!  z wiersza Broniewskiego „Zagłębie Dąbrowskie" rozpalały wrażliwą na krzywdę wyobraźnię.
Po 1989r spodziewaliśmy się wolnej prasy, radia i telewizji. O naiwności! Bardzo szybko okazało się, że media to skuteczny oręż w rękach polityków i sponsorów, stosowany do walki o władzę, bądź do jej obrony. W pajęczynie powiązań ugrzęzła wolność wypowiedzi. Nie mam na myśli obszarów neutralnych, jak sztuka, technika, nauka itp, chociaż i tu wystarczy jakieś zabarwienie polityczne, aby trzeba było przygryzać język. Nie znajduję ani jednej obiektywnej gazety, rozgłośni, radiowej, względnie stacji telewizyjnej. Wszystkie noszą na sobie piętno linii politycznych, narzucanych przez właścicieli. To piętno spłyca każdą polemikę, albo ją po prostu zabija. Okazuje się potem, że atakowanych nie ma komu bronić, a rzucanych na oślep oskarżeń nie ma kto odwołać. Zwykle nie zachodzi taka potrzeba, ponieważ rzadko kiedy pokrzywdzeni egzekwują swoje prawa, gdyż proces nie zawsze kończy się happy-endem. Doszło do tego, że dziennikarze nie starają się zachowywać nawet pozorów obiektywizmu. Wystarczy posłuchać tzw. komentatorów życia publicznego! Jak z prawa do wolności wypowiedzi może korzystać dziennikarz, będący zwyczajnym najemnikiem? Jeśli opublikuje coś niezgodnego z poglądami pryncypała straci pracę, od której zależy jego byt, co to podobno kształtuje świadomość, chociaż do dziś nie udało się zdefiniować, czym właściwie ona jest. Bo słowo ciałem się staje nieustannie, nie tylko wtedy, kiedy Jezus się rodzi.
Przeciwnikiem wolności wyznania zawsze był i jest fanatyzm religijny. Do zaszczepienia nienawiści wystarczą słowa-zapalniki, które wyzwolą przemożną chęć uzbrojenia rąk. W jakąkolwiek broń.
Pojęcie wolności od nieuzasadnionego chciejstwa nabrało w ostatnich latach globalnego znaczenia. Wyszło na jaw, że ostatni kryzys wywołany został przez niebywałą pazerność banków. Kto wie, czy do usidlenia Europy nie przyczyniło się stworzenie strefy euro, co pozwoliło celnie uderzyć w bank centralny, a nie w banki narodowe poszczególnych krajów, o wiele trudniejsze. Rooseveltowi chodziło o stworzenie warunków ekonomicznych do spokojnego życia obywateli wszystkich krajów. Dzisiaj pojęcie wolności od nieuzasadnionego chciejstwa nabrało zgoła innego znaczenia; w czasach pokoju siła pieniądza zastępuje siłę militarną. A jednak i w tym wypadku najpierw ruszyły do ataku słowa. Interesujący się pierwszym kryzysem gospodarczym XXI wieku zapewne pamiętają, że na pierwsze apele bankierów rząd USA odpowiedział wpompowaniem miliardów dolców do prywatnych skarbców. I cóż się później okazało? Zabiedzeni prezesi banków w te pędy dokonali podziału tych środków na horrendalne nagrody dla siebie i dla podległych zarządów. I znów sprawdził się aforyzm: „Słowami się człowiek nie naje, ale oczy drugiemu zamydli". Wolność od strachu jest również pomysłem utopijnym. Nie można uwolnić się od strachu. Terroryzm wojny nie pozwalają od niego się wyzwolić. Nie bez winy jest również ciemniejsza strona ludzkiej natury. Globalny niepokój potęguje kryzys gospodarczy. Niepewność jutra dotyczy nie tylko żyjących pokoleń, ale również tych, które staną kiedyś przed koniecznością emigracji na inne planety w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. Jakiekolwiek hamowanie rozwoju ludzkości może zaowocować kiedyś sumarycznym opóźnieniem, które nie pozwoli na międzygwiezdną emigrację. Mając świadomość takiej konieczności, ludzkość powinna przystąpić od zaraz do budowy nowej „wieży Babel", kiedy najświatlejsza jej część zaczyna znów mówić jednym językiem. Powinna też zadbać o to, by podczas tego budowania jakiś bóg znów nie pomieszał języków.     
  

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież