Wanda Nowik-Pala - W DRODZE DO ITAKI

Czym jest życie jak nie podróżą? Jak daleko odeszliśmy od prapoczątków naszego istnienia?Czy znaleźliśmy to, czego szukamy? Co nas prowadzi? Kim jesteśmy i dokąd zmierzamy? Od wieków zadajemy sobie podobne pytania. Nie każdy jednak ma czas się nad tym zastanawiać. Nawet, jeśli czuje taką potrzebę.
Podróż jest pojęciem polifonicznym. Może oznaczać zarówno wędrówkę myśli powracających do czasu minionego, fizyczne przemieszczanie się po ziemi, jak i poszukiwanie drogi, która nada naszemu życiu sens. W ostatnich dziesięcioleciach nasze życie wyraźnie przyspieszyło. Nie wiem, czy to cały świat nabrał pędu, czy tylko człowiek. Szybciej, wyżej, głębiej, dalej i więcej. Oto dewizy naszego dnia powszechnego. Do czego się tak spieszymy? I co z jakością naszej drogi życia? Wpatrzeni w cel nie mamy czasu jej się przyjrzeć. A przecież to ona jest jedyną rzeczą, którą tak naprawdę posiadamy. Cel bowiem pojawia się i znika, możemy go osiągnąć lub nie, ponowić próbę lub wyznaczyć nowy. Tylko droga istnieje bez chwili przerwy, od początku do końca. Wszak każdy z nas jest pielgrzymem, Odysem poszukującym Itaki, wyspy spokoju i szczęścia. Niestety, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak łatwo ją przeoczyć i ominąć.
Matka Natura zadbała jednak o to, byśmy się różnili. Dzięki temu nadal rodzą się ludzie, którzy potrafią się zatrzymać, dokładnie przyjrzeć przebytej drodze, własnym myślom i wrażeniom. A na dodatek podzielić się tym z innymi.
Tak właśnie, jak to robi Teresa Nietyksza, autorka Małych opowiadań.
Teresa urodziła się na Podlasiu, część dzieciństwa oraz młodość spędziła w Kaliskiem, a od 1960 roku mieszka w Opolu. Jest prezesem Opolskiego Oddziału ZLP, członkiem Nauczycielskiego Klubu Literackiego przy Zarządzie Okręgu Opolskiego ZNP oraz wielu innych towarzystw i stowarzyszeń krzewiących kulturę i sztukę. Pisze, opiekuje się rodziną i spotyka z ludźmi. A ponieważ każdy napotkany człowiek pozostawia w jej pamięci niezatarty ślad, przed ponownym spotkaniem nie jest jej w stanie powstrzymać nawet ocean.
Teresa Nietyksza jest autorką pięciu tomików wierszy: Cień z oczu (1991), Powietrzem i miłością (2004), Podróż Penelopy (2005),Sonety opolskie (2006) oraz Lustro i czas (2009). Najwidoczniej jednak nie wszystko da się wyrazić przy pomocy poezji. Opowiadania, które powstawały niejako równolegle, są w pewnym sensie dopowiedzeniem, rozwinięciem myśli zawartych w wierszach, wędrówką w głąb czasu minionego i siebie. Teresa jest bowiem przykładem człowieka nastawionego na być, a nie mieć. Nie spieszy się. Przygląda się każdemu krokowi, zastanawia nad znaczeniem zdarzeń, chłonie to, co przynosi chwila i zapisuje w pamięci, by ocalić. Któż bowiem oprócz niej mógłby nam to przekazać? To przecież ona tę drogę przebyła. Obok byli inni, ale czy widzieli to samo?
Topos drogi od wieków jest wszechobecny zarówno w filozofii, religii, jak i w literaturze. Czym bowiem jest pochodząca z 3-5 w.p.n.e. chińska filozofia tao, jak nie religią drogi? Nie mówiąc już o bliższym nam, znanym z Biblii motywie podróży narodu wybranego do Ziemi Obiecanej.
Cóż jest tą tak uparcie poszukiwaną Ziemią Obiecaną Teresy? Czy ją odnajdzie, nie wiem, najważniejsze, że nie rezygnuje z poszukiwań. Na pewno nie jest to ziemia bezludna. W centrum zainteresowań Teresy zawsze tkwi człowiek. W poszukiwaniu ludzi, którzy zaznaczyli swój ślad w jej życiu podróżuje po kraju, nie lęka się również wypraw zagranicznych. Kilkuletni pobyt w Stanach Zjednoczonych uświadomił jej, że tęsknotę za miejscem urodzenia nosi się w sercu do końca. Spotkani tam ludzie, pomimo dostatniego, udanego życia, ożywiają się usłyszawszy język swego biednego, często wręcz tragicznego dzieciństwa. Bo dzieciństwo to pierwsze kroki na drodze poznawania świata, czas beztroskich zabaw, zdobywania wiedzy i umiejętności oraz zawierania przyjaźni. Nic dziwnego więc, że wszyscy witają ją tam z radością. Przypomina im to, co utracili.
Filis z opowiadania Wisła na Florydzie pyta: „była pani nad Wisłą?" Pochodząca z Góry Kalwarii Bela często wspomina Warszawę, gdzie urodził się jej pierwszy syn. Roza (Kobiety i mężczyźni) lubiła rozmawiać, „oczywiście po polsku, i tak jak większość … Żydów, pochodzących z Polski, nie dawała mi szans na ćwiczenie angielskiego". Nawet chora na Alzhaimera Mary (John i Mary)" „mówiła czasem po polsku „matko moja", „Matko Boska!", „wszyćko, wszyćko", „Boże mój Boże", „zimno".
Tkwią w nich bowiem wspomnienia niezatarte czasem ani odległością. Być może w duchu powtarzają za Norwidem: „ Do kraju tego, gdzie kruszynkę chleba/ podnoszą z ziemi przez uszanowanie/ Dla d a r ó w Nieba.../ Tęskno mi, Panie..."
Teresa jest tam jednak jedynie ciałem. W opowiadaniu Kobiety i mężczyźni wyznaje „W Miami Beach byłam już drugi rok. Tęskniłam. W ogóle cierpiałam na nostalgię." Jest jednak w lepszej od nich sytuacji, bo wie, że do ojczyzny powróci.
Czy po powrocie przestanie poszukiwać swojej Itaki? Nie leży to w jej charakterze. Ponieważ coraz częściej wspomina wioskę swego najwcześniejszego dzieciństwa, postanawia tam pojechać. Tam „ w cerkwi, która teraz jest kościołem" wyłoni się z jej pamięci baśniowy obraz Handzi i Stiopki, młodych i pięknych, jak wtedy, gdy brali ślub. Nad ich głowami widzi lśniące złotem korony, a na „ wydatnych ustach Handzi ... kropelkę wina, która czerwieni się jak leciutki ślad krwi". Po latach odnajdzie ich „w dalekiej stepowej krainie, za Morzem Czarnym". I spotkanie to będzie wielkim przeżyciem i świętem dla wszystkich.
Nie tylko ona tęskni za tą nadbużańską wioską. Jej stary ojciec planował zbudować tam dom, do którego miał się przenieść po przejściu na emeryturę ( Dom mojego ojca ). Nie zrealizował swych planów. Nie mogąc przenieść się tam fizycznie, zaczął pisać wspomnienia. Czyżby Teresa swą refleksyjną naturę odziedziczyła właśnie po nim?
Dzieciństwo powraca do niej przy każdej okazji, nawet w czasie choroby ( Zapalenie płuc ). Życie toczy się jakby obok. Nigdy nie wiadomo co wywoła kolejny natłok wspomnień. Czasem jest to wiadomość o śmierci przyjaciela ( Jędrek ), bywa też, że wypływają w snach.
Wydaje się, że niektórym snom Teresa przypisuje jakąś szczególną rolę. Nie różni się tym od innych. Już w starożytnym Egipcie i Babilonie starano się je interpretować. W Ewangelii śpiący Józef widzi Anioła, który objawia mu narodzenie Syna Bożego z Marii Dziewicy. Hipokrates zaś próbował odnaleźć związek między snem a chorobą. Tymczasem sen jest po prostu czynnościowym stanem ośrodkowego układu nerwowego, cyklicznie powtarzającym się w dobowym rytmie bezruchem i zniesieniem świadomości. Nie wszystkie sny się pamięta. Może dlatego wielu z nas tak intrygują?
W opowieści Dom mojego ojca autorce śni się duży kolorowy dom podobny do tego, który jej córeczka zrobiła kiedyś z pudełek od zapałek i kolorowego papieru do wycinanek. Czyżby był wyrazem jej pragnień, by marzenia ojca się spełniły? Niektórym snom autorka nadaje bowiem niemal metafizyczne znaczenie.
Metafizyka od czasów Arystotelesa jest podstawowym działem filozofii. Najkrócej mówiąc stara się wyjaśnić byt (dlaczego jest) i poznać jego najistotniejsze właściwości (czym jest). Poeci i pisarze również stawiają sobie pytania i poszukują na nie odpowiedzi. Nic dziwnego więc, że zastanawiają się także nad snami. Gogol co prawda twierdzi, że „sny rzadko mówią prawdę". Bohater Kolistych ruinJorge Luisa Borgesa z kolei w pewnym momencie „Z ulgą, z upokorzeniem, z przerażeniem zrozumiał, że jest widmem, które śni ktoś inny".
Niektóre pytania pozostają bez odpowiedzi. Być może dlatego, że nie potrafimy sięgać do uśpionej części naszego mózgu. Wykorzystujemy bowiem niewielką jego część. Jakie tajemnice kryją miejsca, do których nie możemy dotrzeć? Dlaczego Natura zabroniła nam tam zaglądać? Czyżby mogło to być niebezpieczne dla naszego istnienia? Jakby chcąc pokazać, jak wiele potrafi od czasu do czasu obdarza kogoś nadzwyczajnymi zdolnościami. Dzięki temu nie drepczemy w miejscu. Bez tych Wybrańców Natury niemożliwy byłby rozwój nauki, kultury i sztuki. Nie wiemy jednak, czy przypadkiem w trakcie ewolucji nie zatraciliśmy z kolei pewnych cech istotnych dla człowieka pierwotnego. Może nie były nam już potrzebne? Być może jednak czasem się odzywają. Czym jest opisany w Metafizyce i filozofii fakt telepatycznego porozumiewania się matki i córki? Chwilą, w której mózg pozwala zajrzeć do swych najtajniejszych głębin czy atawizmem?
Wśród Małych opowiadań Teresy nie brakuje myśli wartych zapamiętania. Anioł z przypowieści Spotkanie tak ostro oświetla wzrokiem drogę, że przestraszona prosi, by tego więcej nie robił, bo chce żyć. On zaś odpowiada „Musiałem to zrobić, żebyś dokładnie odczuła różnicę między światłem a ciemnością. Ludzie często gubią światło. Nie można przechowywać go w bańkach mydlanych. Ręce po nich są puste".
Fragment ten ukazuje nie tylko głębię przemyśleń autorki lecz także poetyckość jej języka. Teresa pisze doskonałą polszczyzną. Zdania, choć krótkie, wypełnione są bogatą treścią. Uderza obrazowość i trafność opisów miejsc, ujmuje sposób charakteryzowania bohaterów. A przy tym każde z opowiadań tchnie ogromną życzliwością do ludzi. To napawa optymizmem, że w tym naszym zabieganym życiu nie zatraciliśmy jeszcze człowieczeństwa. Stwarza nadzieję, że zdołamy ocalić tkwiące w nas dobro i umiejętność dzielenia się „złotą orchideą" przyjaźni i miłości.
Nie wiem, czy Teresa odnalazła swoją Itakę. Wiem jednak, że jest to kraina zaludniona. Zamieszkują w niej dobrzy, bliscy jej ludzie. Nieważne, że niektórzy z nich żyją jedynie w jej wspomnieniach. Każdy z nich podarował jej swą uwagę, pamięć i uczucie. Ona odpłaca się im tak, jak potrafi zrobić to pisarz. Dzięki niej będą żyli dalej.

Wanda Nowik-Pala

Teresa Nietyksza, „Małe opowiadania", Wydawnictwo Instytut Śląski Sp. z o.o., Opole 2011.