Stanisław Chyczyński- Kiedy życie staje się cudem

Poeta cierpi za miliony, ponieważ miliony nie cierpią. Taka jest ekonomia cierpienia. Na tym najlepszym z możliwych światów. Do tej egzystencjalnej męki, którą poeci się szczycą (bywa), dochodzi z czasem zwykły ból fizyczny, jaki – na dłuższą metę – ciężko zdzierżyć (też bywa). Na wybrańców losu, na szczęśliwców ból ten spada dopiero w podeszłym wieku, na jesieni życia, tuż przed metą. Do tego etapu dziarskim i sprężystym krokiem doszedł właśnie Edmund Pietryk, znany i uznany literat z Poznania, twórca wielu książek i laureat wielu nagród. Ponieważ paliatywne specyfiki nie są do końca skuteczne, udręka codzienności przechodzi w nieustający koszmar, a „treść bólu rozmywa się w spłowiałych dniach". Tramal mąci myśli, przytępia zmysły, osłabia pamięć. Człowiek chory szuka odmiany – odskoczni – odprężenia. Pietryk próbuje tego rozwiązania na dwa sposoby. Pierwszy to słuchanie ulubionej muzyki, drugi to pisanie, pisanie, pisanie. Oto ogłosił kolejny tomik wierszy pt. „Cud życia". Znamienny tytuł traktuję jako swoiste potwierdzenie tezy, że fenomen istnienia tak naprawdę zaczyna się cenić dopiero na starość.
    Co nowego przynosi ta książka, którą stare wątki (tzn. eksploatowane przez poetę od lat) silnie wiążą z poprzednimi zbiorkami, takimi jak „Pamięć" (2008), „Zmierzch" (2009) czy „Cisza" (2010)? Dla mnie prawdziwym zaskoczeniem jest wyraźny zwrot poznańskiego poety w stronę tradycji. Oto raptem mowa wiązana przeważa tutaj nad luźnymi zapisami, fachowo zwanymi vers librem. Najlepiej zjawisko zaprezentować na przykładzie, więc proponuję taki fragment:
Bóg liczy krople na czole człowieka
Wyrok jeszcze nie zapadł Jeszcze się odwleka
Zbliża się koniec tej doczesnej baśni
Bóg mówi – odpocznij i spokojnie zaśnij
W mym wszechświecie byłeś losu szczeliną
i ten sen umierania niczyją jest winą
Tak trzeba się żegnać z życia tajemnicą
może moje anioły tobą się zachwycą
(…)                                      „Wyrok"

I tak to się dalej toczy – mniej lub bardziej gładko i wartko. W stronę x. Baki, Leśmiana, a może – Rymkiewicza? Rozumiem, że obowiązkiem każdego ambitnego artysty jest poszukiwanie nowych form ekspresji, nowych ścieżek dla odwiecznych aspiracji. Niebezpieczeństwo popadnięcia w autoepigonizm spędza sen z powiek tylko największym prymusom w gronie tych, których jakaś Muza pocałowała w czoło. A jednak zastanawia mnie problem: Które wcielenie formalne E. Pietryka jest po prostu lepsze? Pietryk wyzwolony z okowów wersyfikacji czy zniewolony klauzulą wersu? Jestem niepoprawnym czcicielem rymu, ale osobiście wolę wiersze poznaniaka bez sztucznych ozdobników, czyli te w starym stylu. Nie chcę tu rozstrzygać, czy jest to kwestia długoletniego przyzwyczajenia czy raczej czegoś więcej, czegoś zobiektywizowanego.
    Myśli, domysły, przemyślenia Pietryka zawsze krążyły wokół metafizycznych motywów: przemijania i przeznaczenia, czyśćca, piekła i nieba, bliźniego, diabła i Stwórcy. W nowych wierszach autora „Kamieni Zodiaku" coraz więcej ciszy i mroku,  uwiądu i choroby, wieczności i Pana Boga. Na przykład w „Kresowej Wigilii" czytamy m.in.: „Nowonarodzony wzywa kresowe zwierzęta / by grzały go oddechem / Obiecuje im cierpienie i życie wieczne". Hm, czy to może ironia? Czy empatia dla naszych braci mniejszych? Czy też wspaniałomyślność? Stawiam na to wszystko, ale w trudnych do ustalenia proporcjach. W nowych poezjach Pietryka powracają starzy znajomi: Maria Adamczyk (muza!), Andrzej Babiński, Jolanta Baziak, Jerzy Harasymowicz, Ryszard Krynicki, Stefan Pastuszewski, Wincenty Różański, Edward Stachura. Niektórzy już wybawieni od tego „największego z grzechów zwanego życiem"…
    Poezja Edmunda Pietryka to wybitne odzwierciedlenie doli człowieczej: momentami trywialna jak życie, momentami intrygująca jak śmierć. Jego obsesją stało się wielce niepokojące pytanie: co z nas zostanie, jak nic nie zostanie? Kolejne wiersze o zgonach zaprzyjaźnionych pisarzy to forma dramatycznej walki z losem, z przemijaniem. Taktykę poety można zmieścić w jednym zdaniu: Ty we mnie grobem, ja w Ciebie – wierszem! (parafrazując „Walkę Jakuba z Aniołem" Stanisława Grochowiaka). Wierszy przybywa, życia ubywa. Ot, naturalna kolej rzeczy. Na tym najlepszym z możliwych światów.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Edmund Pietryk „Cud życia", wydawnictwo autorskie, Poznań 2012, ss. 54

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież