Andrzej Lewandowski - MIŁOŚĆ POETY

W styczniu 1851 roku, na jednym z petersburskich balów karnawałowych, wybitny rosyjski poeta i prozaik hrabia Aleksiej K. Tołstoj spotkał tajemniczą młodą, damę ukrywającą swoją twarz pod balową maseczką. Nie bez trudu udało mu się zawrzeć z nią znajomość, która wkrótce przerodziła się w głębokie , w pełni odwzajemnione uczucie, mające w przyszłości odmienić całkowicie życie i twórczość pisarza. Tajemniczą nieznajomą była, żyjąca w separacji z mężem, 23-letnia Zofia Andrejewna Miller. Odznaczała się ona nie tylko urodą, ale również nieprzeciętną inteligencją, wykształceniem, szerokimi zainteresowaniami i wysoką kulturą osobistą. Znała kilkanaście języków obcych, interesowała się filozofią, literaturą i była wytrawną koneserką sztuki. Jej literacki gust wysoko cenił Iwan Turgieniew, który przedstawiał jej do oceny swoje nowe utwory. Tołstoj odnalazł w Zofii to, co sam nazwał „twórczym echem" i czego konsekwencją było całkowite przewartościowanie przez niego stosunku do swej twórczości oraz zmiana filozofii życiowej. Historia miłości Aleksieja i Zofii była długa i dramatyczna. Początkowo oboje nie byli pewni trwałości tak gwałtownego uczucia, które w dodatku spotykało się z potępieniem ze strony otoczenia. Mąż Zofii nie chciał wyrazić zgody na rozwód, a matka pisarza wręcz chorobliwie jej nie znosiła. Dylematy moralne bardzo silnie związanego uczuciowo z matką i głęboko religijnego pisarza, potęgowało jego poczucie winy za cierpienia ukochanej kobiety. Dopiero po długich 12-tu latach, po uzyskaniu przez Zofię rozwodu, zakochani mogli wreszcie połączyć się szczęśliwym węzłem małżeńskim. Ta trudna miłość zaowocowała u poety niezwykłą liryką miłosną, dla której próżno szukać analogii w poezji rosyjskiej. Był to swego rodzaju pamiętnik duszy poety, odznaczający się nadzwyczajnie  czułą delikatnością oraz głęboką empatią okazywaną ukochanej kobiecie. Nic dziwnego, że poezja ta zyskała sobie ogromną popularność wśród czytelników, a muzykę do niej komponowali twórcy najwyższej miary jak Michał Glinka, Piotr Czajkowski, Mikołaj Rimski-Korsakow czy Sergiusz Rachmaninow. Zdumiewać może nieobecność tej niezwykłej liryki w polskich przekładach, a w konsekwencji jej nieznajomość wśród polskich miłośników poezji.
Przygotowując obszerny wybór wierszy A.K. Tołstoja we własnym przekładzie, postanowiłem zaprezentować czytelnikom AKANT-u pięć liryków związanych z osobą Zofii oraz jeden, zainspirowany pewnym wierszem Goethego i będący subtelnym wyrazem tęsknoty za utraconą młodością. Półtora wieku temu miłość poety wytrzymała próbę czasu. Czy wytrzymała o wiele dłuższą próbę czasu liryka będąca owocem tej miłości – odpowiedź dadzą sobie Czytelnicy AKANT-u.

                                        
                                           


                               

 Aleksiej K. Tołstoj ( 1817 – 1875)

                              ***
Przypadkiem, na balu maskowym,
Gdzie było wiele pięknych dam,
Spotkałem cię w wirze światowym,
Lecz twarzy nie poznałem tam.

Widziałem wzrok smutkiem zamglony
I głos słyszałem, który brzmiał
Niby szum morza oddalony,
I który słodycz fletu miał.

Urzekał mnie wygląd twój wdzięczny,
Wzruszało zamyślenie twe;
A śmiech, jakże tęskny i dźwięczny,
Już odtąd nie opuszcza mnie.

I polubiłem nocną ciszę,
Bo zanim snu nadejdzie czas
Wesołe  słowa znowu słyszę
I widzę smutnych oczu blask.

Gdy w senne marzenia zapadam,
Czy to jest miłość? – pytam się,   
A chociaż – nie wiem – odpowiadam,
To chyba jednak kocham cię.

(1851)

                        ***
Pamiętasz ten wieczór nad morzem szumiącym,
Krzew róży, w którym słowik łkał?
Kwiat białej akacji, tak słodko pachnący,
Na twym kapeluszu się chwiał.

Pamiętasz winorośl na murze omszałym,
Niedalekiego morza woń?
Po wąskiej drożynie wierzchowce stąpały
I dłoni wciąż szukała dłoń.

Dziką różę z krzewu zerwałaś tak zręcznie,
 Schyliwszy się na siodle swym;
I grzywę rozwianą młodej klaczy, wdzięcznie
Przyozdobiłaś kwiatem tym.

I krzewy kolczaste chwytały złośliwie
Za fałdy niesforne twych szat.
Beztrosko się śmiałaś – róża w końskiej grzywie
I na twym kapeluszu kwiat!

Czy pamiętasz jeszcze tę ulewę, miła,
Tę pianę i te bryzgi  wkrąg?
Jak się wtedy nasza troska oddaliła,
 Całkiem zapomnieliśmy ją!

(1856)

                       ***
O nie wierz miła, gdy znękany żalem,
Mówię czasami, że nie kocham cię.
Wszak nie zdradzają brzegu morza fale,
Gdy w czas odpływu oddalają się.

Oto stęskniony powracam w pokorze,
 Aby znów oddać się w niewolę twą;
I z szumem wraca w czas przypływu morze,
Aby znów pieścić swój znajomy ląd.

(1856)

                        ***
O zaśnij miła ma, już ciemna noc zapada,
Czerwone blaski  zórz na niebie poszarzały;
Dawno wróciły z łąk beczących owiec stada,
Opadł na drogach kurz, pola opustoszały.

Niech przyjdzie anioł snu, skrzydlaty, urodziwy
I niech przeniesie cię w krainę łagodności;
Od dawna dla mnie był, w smutku jak brat życzliwy,
O uśnij, dziecię me, nie będę mu zazdrościć!

Do serca twego ran on wleje ukojenie,
Wypłoszy z myśli twych rozterki i wahanie;
Zbolałej duszy da ulgę niepostrzeżenie,
Unosząc brzemię trosk, aż nowy dzień nastanie.

Od dawna toczysz już ze światem bój codzienny;
Gradem złych spojrzeń, słów, zbyt jesteś udręczona.
O uśnij, dziecię me, aby przed złem nikczemnym
Osłonić mogły cię anioła snu ramiona.

                               (1856)

                       ***
Zachód gaśnie już w dali różowej,
Czyste niebo usiane gwiazdami,
Słowik śpiewa w gęstwinie brzozowej,
Zapachniało wonnymi trawami.

Znam te myśli dręczące cię, miła
I znam serca nieustanne skargi;
Nie chcę abyś przede mną to kryła
I w uśmiechu krzywiła swe wargi.

W sercu twoim jest boleść najsroższa,
Żadne światło się w nim nie zapali;
A więc zapłacz, ty moja najdroższa,
Póki słowik w ciemności się żali.

Jakże smutne słowika jest łkanie,
Dźwięki płyną jak łezki perliste;
Płacz spokojnie, ty moje kochanie,
 Niebo słucha cię tylko gwiaździste!

(1858)

                       ***
Był wtedy wczesnej wiosny czas,
 Trawy ledwie wschodziły;
Zdrój szumiał, skwar nie palił nas,
Gaje się zieleniły.

Trzód na pastwiskach było brak,
Dzwoneczki nie dźwięczały;
 Młode paprocie były jak
Zielone pastorały.

To wczesną wiosną stało się,
W cieniu, pod brzozą białą,
Kiedy z uśmiechem oczy swe
Spuściłaś tak nieśmiało…

To czując mej miłości żar
Ukryłaś swe spojrzenie –      
Ach życie, młodość, wiosny czar,
Nadzieja i marzenie!

I łzy płynęły z oczu mi,
Gdy w twarz patrzyłem miłą –     
Był wczesnej wiosny jeden z dni,
To w cieniu brzozy było.

To był poranku życia czas –    
O, życie, łzy wzruszenia!
O, tamto szczęście, słońce, las!
O słodkie brzozy tchnienia!

(1871)

                        Z rosyjskiego przełożył
                        Andrzej Lewandowski

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora