Danuta Sułkowska - Eden i inne tajemnice

Jabłko nieodmiennie kojarzy nam się z rajskim ogrodem. Dlatego już pierwszy rzut oka na czwarty tom poetycki Romy Jegor przywodzi na myśl Eden, bo i tytuł – „Tatuaż na jabłku" i rysunek na okładce, przedstawiający rozkrojony owoc, którym Ewa skusiła Adama...
Początkowo podczas lektury tej książki, ma się wrażenie wejścia w jakiś magiczny, tajemniczy świat, ale w miarę posuwania się naprzód, wyłaniają się w nim znajome kształty i barwy – uczucia, przeżycia i problemy będące udziałem każdego z nas. Niemniej jednak (co niezmiernie fascynujące), nadal jest to świat magiczny. Jedną z przyczyn takiego odczucia jest bardzo bogata i co warte podkreślenia – świeża metaforyka, stosowana przez poetkę.
Pozostańmy tam, gdzie doprowadził nas zakazany owoc. W „Epoce węża", bo taki tytuł nosi pierwsza część tomiku. Jest to czas wielkiej, namiętnej, ale i burzliwej miłości. Doznania przedstawione w wierszach zdają się być bardzo osobiste, własne autorki, ale mimo to mamy przeświadczenie, że są to przeżycia wszystkich kobiet świata (bardzo różnych kobiet!). Może dlatego, że tak mocno wyrażone. I dlatego, że czasem stosuje poetka zwrot do adresata, do jakiegoś „Ty" – nieokreślonego, ale jednak oczywistego. Każda kobieta może jej słowa wziąć do siebie. Albo uznać, że sama mogłaby tak do kogoś powiedzieć. „Pilnuj Adama Ewo" – nakazuje Roma Jegor w wierszu „Zlecenie", a refleksje kończące znaną wszystkim opowieść przedstawioną w utworze „Do początku", mogą być przemyśleniami i pragnieniami większości kobiet. Czytamy tam:
Zostawił je tam
jak czerwoną latarnię lep na owady albo
groźny granat z pestkami tajemnic
wiedział że złamie nas czekanie gdy
na owocach skórka się zacznie napinać
i pragnienia rozsadzą ciała
Zostawił je specjalnie żeby się nam
od żądzy zakręciło w głowach
zaschło w ustach zapiekło w podbrzuszu
(...)
mija nas wieczność i pokrywa kurzem
ale wiesz przecież że zrobiłabym to
dla nas raz jeszcze gdybyśmy tylko
mogli wrócić

Bo czas raju (w niektórych znaczeniach tego słowa), kiedyś się kończy. „Trzeba się z tego raju otrzepać / rozsznurować wyrównać oddech (...) przypomnieć proste ruchy / drylowania wiśni / co odrywają od pestek czerwienie / trzeba się z tego grzechu rozebrać (...)" – postanawia podmiot liryczny w wierszu „Powroty". Zatem nie wypędzenie, lecz świadome, dobrowolne i rozsądne przejście do zwyczajnej pracowitej codzienności. A może też, przynajmniej częściowe, zniszczenie tego swojego indywidualnego edenu, bo sporo w wierszach śladów mniejszych i większych burz, a także skrzętnego naprawiania i usuwania ich skutków.
I tu nasuwa się przypomnienie, że jabłko to nie tylko pokusa, znak buntu, łamania zakazów, grzechu, ale to również (co bardzo ważne), symbol pragnienia poznania, doświadczenia czegoś niezwykłego, nowego. Zgłębienia tajemnicy. A poznanie bywa bardzo gorzkie i bolesne.
Trochę smętnie brzmią więc refleksje dotyczące ludzkiego życia wyrażone w wierszu „Wolne pokoje":
Jesteśmy tu
kupujemy psa i złote rybki
kot sam któregoś ranka zejdzie z dachu
będę udawała Ewę
oswoję rajską jabłoń poznam zielony
język liści i kiedy już
poukładam twoje skarpetki w dziupli
zaczniemy sobie odpuszczać
gorące noce
Będziesz miał coraz dalsze rewiry
psa zabiorą dzieci kot przed odejściem
połknie rybki
będę udawała jesień
Zostanie po nas pusty raj i nowe
ogłoszenie Pana Boga na jabłoni
Wolne pokoje

A wszystko to – jeszcze w „Epoce węża"! Bo tu – w tym utworze – raj, to po prostu całe życie.
Powróćmy jeszcze na moment do edenu jako czasu wielkiej namiętności. Otóż mimo postanowienia podmiotu mówiącego, że „trzeba się z tego raju ocknąć", co następuje tuż przed rozpoczęciem drugiej części tomiku, zatytułowanej „Fado", chwile płomiennych uczuć nadal istnieją. To naturalne. Tym bardziej, że siła miłości bohaterki lirycznej jest ogromna, o czym świadczy choćby to wyznanie: „(...) za taką miłość jak moja płacono / kiedyś krwią albo złotem (...)  taką miłość jak moja wróżyły chłopcom / Cyganki wyśpiewywali poeci / i wypalali sobie na skórze szaleńcy / sprzedawano za nią królestwa i konie (...)".
Trwa więc miłosna pieśń (fado). I raj nie staje się przeszłością (a w każdym razie – nie całkiem). Nie może. I tu dochodzimy do kolejnego znaczenia tego – bodaj najważniejszego w tomiku – słowa. Mowa o tym w utworze „Eden":
(...)
Znowu jestem Edenem rozbrzmiewającym deszczem
w rowkach twoich śladów i krzesiwem
od którego palą cię palce
Miłość jest jak poezja cała wymyślona i tylko
my jesteśmy prawdziwi kiedy tak
otwieramy sobie żyły i płoną mi włosy
zupełnie jakbyśmy pili niebieską
wódkę z agawy

Właściwie nie potrzeba tu żadnego komentarza. Ale trzeba przypomnieć to, o czym była już mowa wyżej – różne odcienie i różne momenty miłości, a więc mniejsze i większe burze, okresy oziębłości, różnorakie trudy codzienności, kompromisy i brak porozumienia, a nawet zdrady. Ale również powroty, bo „(...) tylko ona będzie wiedziała / gdzie szukać czerwonych świec i / położy dłonie tam gdzie zawsze / chciałeś". „Tylko ona", czyli ta jedyna na świecie kobieta.
A wszystko to w znaczeniu uniwersalnym, w odniesieniu do wszystkich ludzi, wędrujących przez życie we dwoje. Znamienne, że owe krańcowe pojęcia (stany, momenty, miejsca, osoby), czyli ogień i lód, „pustynie i fiordy", są czymś naturalnym, oczywistym i w niektórych znaczeniach – dobrym, a nawet pożądanym, bo i tam – spełnienie. Wszystkim jest ta miłość (czy raczej – te miłości...). I wszystkim jest ta ukochana osoba.
    
W dwóch pierwszych częściach omawianego wydawnictwa mowa też o powinnościach kobiety, w tym o jej najważniejszym zadaniu – macierzyństwie. Nie pomija również poetka obowiązków mężczyzny. „Pilnuj każdego piasku który w ciebie wrzucam / jeśli dzień parzysty powinien być chłopiec / drzewo będę sadził jutro" – czytamy w wierszu „Plan".
A trzecia część, to „Słodki tlen". Spodziewamy się, że traktować będzie o czymś niezbędnym do życia (tlen), a równocześnie wybornym, miłym. I rzeczywiście tak jest. Jak wynika z adnotacji pod utworami, wiele z nich powstało w Mikołowie – mieście, w którym mieszka i pracuje poetka. Większość jest dedykowana, przeważnie indywidualnym osobom, lub po prostu „Przyjaciołom z Mikołowa", jak utwór „Prowincja".
Wiersze w tej części tomiku przesycone są ciepłem, życzliwością i empatią, jak choćby „Język psów", gdzie „O świcie ona / karmi psy / szalone płatki języków / rozwijają się w jej dłoniach / dłonie rozwijają się w płatkach (...) i palce stają się gładkie bo / języki psów znają wszystkie miękkie słowa / w języku psów ona to świt (...)". A najwięcej uczucia wyczuwamy w zamykającym tom utworze „Ciekły azot, słodki tlen", w którym podmiot liryczny czyni takie oto zwierzenia:
Wszystko w nas jeszcze galopuje
a tu patrz rok się kończy i znów
róże w ciekłym azocie ogród w narkozie
miasto w znieczuleniu ogólnym
(...)
ten przyszły to będzie tylko lato    
codziennie bardziej słodkie jak
trawa odrastająca po cyrkowych sztuczkach
w miejscu gdzie lew ryczał i płakali clowni
i będzie szło powoli jak wozy ze złotem
(...)

Ileż nadziei w tych słowach! Generalnie czwartą książkę Romy Jegor można nazwać optymistyczną. Wynika z niej przesłanie, aby żyć intensywnie, być otwartym dla świata („Zapomnij o stu sposobach / wznoszenia murów chińskich chyba że / młyn budujesz na pożytek wodzie / najpiękniej"), nie celebrować żalu, ani przeszłości („w zagłębienia czasu lepiej nie wracać"). Nic w tym dziwnego, skoro główną bohaterką „Tatuażu na jabłku" jest kobieta. A kobieta to „Róża jerychońska" (tak zatytułowany jest jeden z utworów).
Przypomnę, że róża jerychońska, czyli zmartwychwstanka jest sukulentem, zwijającym w czasie suszy gałązki w kulkę i zasychającym. Gdy spada deszcz, rozwija je i wysypuje owoce. Może rozkwitać wielokrotnie. We wspomnianym w powyższym akapicie wierszu, „jerychońska róża / prostuje zielone palce", czyli znowu (po raz który to już?) odradza się.
Na zakończenie, powróćmy jeszcze do tytułu tych rozważań. Eden jawi nam się w nich bardzo wyraziście, a co z innymi tajemnicami? No cóż, właściwie – kiedy się dobrze rozejrzeć w świecie przedstawionym omawianej książki – można stwierdzić, iż nie ma w niej żadnych, lub prawie żadnych tajemnic.
Czy rzeczywiście? A może to tylko pozory? Wszak kobieta, jak twierdzi większość mężczyzn, to jedna wielka tajemnica. Nie sposób jej nigdy zrozumieć.

Roma Jegor: Tatuaż na jabłku, Instytut Mikołowski, Mikołów 2010, ss. 64.