Rafał Jaworski - Egzystencja buntu

Bunt, zaczyn fermentu jest stanem umysłu, prawie niezbędnym dla konstruowania dobrego wiersza o rzeczywistości i o jej historii. Bunt zakłada dystans do obrazu postrzeganego świata, a jednocześnie obnaża w ten świat indywidualne zaangażowanie, niezgodę na akceptację tego, co jest, co staje się i przemija. Pogodzeni ze światem, tacy optymalnie bogaci wewnętrznie i syci doznaniowo, mogą tworzyć „dobrą" poezję dworską, być piewcami i praktykami politycznej poprawności, nurzać się w konwencjach i podniecać własną pomysłowością. Ale to częstokroć konstytuuje się jako zachowanie zbyt asekuranckie, aby na dłuższą metę mogło było obiektem fascynacji czytelnika (zazwyczaj innych poetów), a nawet samego autora (efekt samozanudzenia). Kartkuję debiutancki tomik wierszy Grzegorza Jerzego Gniady „Wilczy bilet". I słowa powyższe są wynikiem pierwszej, pobieżnej jego lektury. Prawie każdy wiersz z tego zbiorku ocieka wprost gniewem, choć wiersze są niby chłodne formalnie i starają się tonować wielkie wykrzykniki. Czterdziestoletni autor „Wilczego biletu" pisze  dopiero od pięciu lat. Czasami późne objawienia emisji dróg swych refleksji są świeże, ciekawe, pomijają młodzieńcze zbłąkania i zauroczenia. „Bunt jest epidemią" – pisał w „Balkonie" Jean Genet. Geneza zarażenia się „fermentem buntu" jest sprawą fundamentalną, bo po infekcji mówi się:  tak-tak, nie-nie.
Gniady jest z tych osób człowieczego rodu , które w istnieniu dostrzegają dramat, eksponują go i eksplorują z niego dane do treści i formy przekazu. Jest poetą, nie autorem wierszy jak większość piszących, nawet tych uznanych za twórców wiodących. Grzegorz J. Gniady przeżywa świat całym sobą. To sublimuje z każdego prawie wersetu.  Jednak do tego przeżywania ma czasem pewien zdrowy dystans: „Czasem wyważamy otwarte drzwi/ w poszukiwaniu słowa/ Kiedy sięgamy bram nieba/ często czujemy niedosyt/ Niektórzy muszą zejść/ do czeluści aby ujrzeć światełko w tunelu// Nawet dotykając spraw codziennych/ staramy się wspiąć na szczyty naszych możliwości//  Wzniośli romantyczni czy przeklęci/ przenikamy ściany obojętności". Trochę to trąci archaicznością w pojmowaniu społecznej roli poety, która przecież w mediokracji jest zmarginalizowana totalnie. Ale świadczy o pozytywnym przekraczaniu człowieka w człowieku, o walce o autentyczny rozwój osobowości i chęć wpływania na szarą rzeczywistość.
Czy „Wilczy bilet" zasługuje na „wilczy bilet" – hic et nunc?  Współczesna literatura nie znosi „misyjności", tarzania się w prawdzie z wszczepionym wektorem wartości. Heroizm takich postaw zwykle umniejsza się diagnozą, że to publicystyka, że polityka, że konfesyjność. A drugiej strony Gniady idzie dobrym tropem dla sukcesu. Podpiął się pod Koło Młodych Pisarzy ZLP, którego krakowski oddział pomógł mu w debiucie książkowym. ZLP z buntem nie ma nic wspólnego, raczej bliżej mu do bezpośredniej schedy po „realnym socjalizmie", ułożonym bytowaniu w zakłamanej rzeczywistości. I tu ten  bunt omawianego poety kłóci się z praktyką zachowań w zbiorowości. Działa zapewne instynkt samozachowawczy: - do uznania niezbędna jest trampolina, na którą wprowadzają inni ludzie, życzliwi i stowarzyszeni. Ale trzeba przytoczyć ostrzeżenie Noblisty z XX-ego wieku: (pisarz)… powinien przemawiać w imieniu tych wszystkich, którzy cierpią, bez względu na to, jak wielką byłaby przeszłość i przyszłość, i jakiekolwiek byłyby sztandary społeczeństw, które ich uciskają. Dla artysty nie ma uprzywilejowanych katów. Dlatego piękno (…) nie może służyć żadnej stronie, służy tylko cierpieniu i wolności uidzkiej." Myślę, że Grzegorz J. Gnidy ma zadatki, aby w taką perspektywę wpisywały się jego utwory. Ale jeszcze wiele trzeba w jego widzeniu świata, spektakularnych przeakcentowań.
    Tomik zawiera szereg obrazów historii współczesnej. Relacja zabarwiona emocją
wskazuje na trop sensu przesłania poety. Przechodzi on od jednej sceny historii do następnej swobodnie przeskakując z jednego regionu kulturowego do innego. Mamy więc wiersze o tytułach charakterystycznych „Orgia w meczecie Omajjadów", Umierający Tybet", Portret Mao Zedonga", „Kalkuta", „Matki z placu 25 maja".„Ideały na bruku".
Niech ilustracją tego typu pisania niech będzie wiersz „Rewolucja goździków":

Tłumy powiewały czerwonymi sztandarami
Dziewczęta wkładały żołnierzom goździki
w lufy karabinów
Wydziedziczeni zajmowali latyfundia
Bankierzy uciekali za granicę
Oficerowie i żołnierze jedli z jednego kotła
Robotnicy zakładali domy kultury
Studenci egzaminowali profesorów
Aktorzy rozdawali darmowe bilety

Dziś starzy bojownicy spotykają się
w kawiarni
Popijając maderę kłócą się o brak
Kropki nad „i"

    Tekst obrazuje wysoki i jednocześnie absurdalny etos rewolty i jej auto-skundlenie. „Studenci egzaminowali profesorów". Po takim wersecie od razu staje przed moimi oczami Prof. Sorbony,  Paul Ricoeur, autor „Symboliki zła", który w czasie obyczajowej rewolucji  A.D. 1968 był „egzaminowany" publicznie przez swych wychowanków . „Egzaminatorzy" skończyli swą drogę na układnych salonach.
    Charakterystyczne, że poeta z Oświęcimia omija dość starannie tematy polskie i tylko dwa wiersze, w tym w tym jedyny mocno ironiczny „Dzień Niepodległości",  zawierają rodzime obrazki, starają się oddać klimat współczesności nad Wisłą i Sołą. Oczywiście, gdyby eksploatował historyczne tematy polskie byłby twórca narażony na przyklejenie mu do pleców  etykietki zaściankowości, a to cywilna śmierć twórcy. Lepiej, bezpiecznie, na topie jest pisać w nurcie wielokulturowości: np. o „Perle Bahrajnu".
    Wiersze – scenki historyczne są przeplecione utworami o postaciach, których los osobisty i przekonania, albo ich wolty, albo tych wolt brak, zmuszają osobę próbującą przeżywać innych dogłębnie, do refleksji i zajęcia jakiejś postawy. Są więc wiersze o Kierkegaardzie, Emilu Cioranie, Stefanie George, Swedenborgu (czy raczej o jego widzeniu świata), o arcybiskupie San Salvator Oskarze Romero. Te sekwencje wskazują dość czytelnie na związki autora „Wilczego biletu" z nurtem egzystencjalizmu. Jeśli w ogóle takie klasyfikacje, zaszufladkowanie osoby jednym, bardzo szerokim pojęciem ma jakikolwiek sens i leży blisko uczciwości.
    Trzeba też koniecznie zaakcentować, że debiutujący poeta „nie boi się wiedzy", jej wplatania w teksty wierszy, nadawania przez odniesienia kulturowe nowych znaczeń.
    Trzeba koniecznie wspomnieć o powadze tych tekstów, nawet „powadze śmiertelnej". A przecież „humor to uśmiech buntu" jak zauważył Andre Migiel. Bezpośredni przekaz  stał się oznaką zapóźnionej formy. Czy ktoś to uznaje, czy nie.
Grzegorz J. Gniady potrafi być wdzięczny konkretnym ludziom. To cenne, wzrusza prostotą. Zacytuję przykładowo fragment utworu dedykowanego pamięci nauczycielki z Liceum:
„Zatarte wspomnienia (…)
Trudne pytania młodych gniewnych
Dwóje z polskiego (…)

Wrzuciłem do grobu
Cztery róże
Chciałem aby zmieniły się
w łabędzie"

    Trzeba jednak nadmienić, że  refleksje poetyckie Grzegorza J. Gniady nie układają się w modelowej strukturze kryształu, trudno wyłuskać jakiś holistyczny obraz. Tomik kończy wiersz „Świetlisty szlak":

„Ayacucho jest spokojne i senne
Przekupki otulone w kolorowe poncha
sprzedają swoje skarby:
ziemniaki i liście koki
Indiańscy studenci w swetrach z lamie wełny
ściszonym głosem spierają się o Kanta i Hegla
W kawiarni brodaty mężczyzna w bluzie koloru khaki
czyta Carlosa Mariateugi
Uśmiecha się

Nadszedł już czas

Inkari powróci
Ludzie-Kamienie ożyją

Będą zabijać

Tych którzy noszą marynarkę i krawat
I tamtych co piją coca-colę

Zabijać by wrócić do korzeni
On ich poprowadzi
Abiameal Guzman Reynoso
Szalony profesor z Sierry

    Spotykamy tu niejednokrotnie emitowaną (nie wiem czy do końca świadomie) sympatię do lewackości przy jednoczesnym przyjęciu ciężaru istnienia. Dość to karkołomne, w sensie aksjologicznym, korelowanie postaw  (innym przykładem jest jednoznaczna gloryfikacja FSLN w wierszu „Sandiniści"). Takimi przykładami Grzegorz J.Gniady może się wpisać w nurt myślenia marksistowskiego, rewolucyjnego typu:  „Krew za krew – mówi Che - humanizm rodzi się w lufie działa." Co za przestrzenie, przestrzenie  poezji... Cytuję za
recenzją z  dzieła: Che Guevara: Dziennik z Boliwii W-wa 1969. Wstęp Fidela Castro.
Przekład i przypisy Ryszard Kapuściński, recenzent Ludwik Stomma: „Tygodnik Powszechny" z dnia 3. 05. 1970 r. Na marginesie spójrzmy: tak „autorytety" podlizywały się komunistycznej cenzurze i bezpiece.
    Należy czekać na kolejne publikacje autora „biletu". Pasja wyrażania swego stosunku do świata na pewno zaowocuje nowymi utworami. Takie osobowości są uparte. Ale i potrafią przeakcentować  poglądy. Można jednak odpowiedzialnie wyrazić oczekiwanie (podpowiedzieć), aby autor „Wilczego biletu" na tytułową egzystencję nałożył nieco filozoficzno-poetyckiej esencji. Dla rozwoju i eliminacji wewnętrznej entropii jest to, niestety, czy też na szczęście, wprost konieczne.                            
Grzegorz Jerzy Gniady „Wilczy bilet", Wydawnictwo Signo, Kraków 2012

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora