Janusz Orlikowski - Ten, który pomieszał języki

„A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Boga widząc, że córki człowiecze są piękne brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat". Ten fragment Starego Testamentu opisuje zepsucie moralne ludzkości przed potopem. Synowie Boga, jak czytamy w tłumaczeniu, to aluzja oparta zapewne na prastarym podaniu, nawiązuje do ujemnego wpływu małżeństw Setytów z kobietami odrzuconej linii Kainitów, czyli potomków Kaina. Inni upatrują w tym sformułowaniu mężczyzn w ogóle, a więc i potomków syna Adama o imieniu Set, po zabójstwie na Ablu. Jakkolwiek by nie interpretować tuż za karą skrócenia życia człowieka do stu dwudziestu lat (bo żyli wtedy jeszcze ludzie po lat kilkaset  i to w przekazie biblijnym Starego Testamentu jest pewnym wyznacznikiem, nagrodą (?) za dobre życie), pojawia się postanowienie zagłady: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi i że usposobienie ich jest wciąż złe żałował, że stworzył ludzi na ziemi i zasmucił się". I czytamy dalej: „Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem." Dzieje się potop z którego jawi się jedynie Noe wraz z rodziną i dobytkiem jako jedynie ocalałe, bowiem on tylko „wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi; w przyjaźni z Bogiem żył Noe."
Następstwo winy w postaci kary jest tu całkowicie na miejscu. Cóż wart byłby taki świat, w którym bez opamiętania każda kobieta z każdym mężczyzną by współżyła i płodziła dzieci. Może nie aż sam ten fakt jest tak straszny, co jego konsekwencje. I to nie w naturze: co z dziećmi?; ile w sensie poczucia tożsamości, poczucia miejsca i czasu, duchowego współistnienia. A tu wiązanie libido człowieka z jego poszukiwaniem drugiej połówki, tej w znaczeniu Platona, który jest swego rodzaju prekursorem religii chrześcijańskiej, jest jak najbardziej właściwe.  To temat na osobne słowa, nie o tym tutaj.
 Potop jako konsekwencja zepsucia moralnego ludzkości jest zasadny. O ile on był naturalną konsekwencją winy, to pomieszanie języków wydaje mi się nie uzasadnione. Stary Testament nie podaję i nie stwarza możliwości interpretacji, dlaczego by takim miał być.
Opowiadanie o wieży Babel zamykające właściwie prehistorię biblijna, bowiem następny fragment Księgi Rodzaju, rodowód Abrahama, służy przejściu do czasów historycznych nawiązuje w zasadzie do realiów. Wiele jest dzieł przedstawiających ową wieżę, a tym samym poniekąd zakłóca metaforyczną jej interpretację. Bo przecież Babel oznacza nie wieżę, lecz miasto, w którym ją wybudowano. Nazwa Babel powinna być przetłumaczona, jak pisze Michał Wojciechowski w książce Pochodzenie świata, człowieka , zła. Odpowiedź Biblii, jako Babilon, miasta i kraju w Mezopotamii.
Zatem przyjrzyjmy się bliżej temu, co w konsekwencji zapisano w Biblii.
Budowa miasta to trud człowieczy, marzenie o własnym ogrodzie skoro ten który był dany Adamowi i Ewie został zaprzepaszczony przez działanie węża. Historyczna i też naturalna pamięć tamtego ogrodu „nakazuje" rodzajowi ludzkiemu zbudować siłą własnych rąk coś na „podobieństwo" tamtego, który z pewnością dział się w słownych przekazach. Zebrali więc siły i umiejętności, by dać wyraz swego istnienia. Budowali miasto – ogród, które w swym architektonicznym wyrazie nie miało wiele wspólnego z rajskim ogrodem, który pozbawiony był budowli, a był dany. Skoro dane zostało na skutek ego pierwszych rodziców zabrane, a pomni jaka jest siła potopu tworzyli budowle. Kazimierz Wyka w eseju Ogrody w książce Łowy na kryteria pisze: „Marzenie o ogrodach to marzenie o porządku nadanym przez człowieka przyrodzie. Miasto doskonałe to porządek nadany przez człowieka socjologii. Pragnienie ładu sięga poza śmierć."  Ich ogród – miasto być musiało naznaczone budowaniem, własnym budowaniem, jeśli w pamięci mieli ogrom zniszczeń potopu, bo przecież ta pamięć jeżeli nie przez samego Noego, to przez jego synów: Sema, Chama i Jafeta musiała pokoleniom być przekazana. W Mezopotamii budowano więc to, co może dać poczucie naturalnego bezpieczeństwa. Tę naturę stwarza jednaki sposób myślenia, ten sam język jakim posługują się twórcy tego samego dzieła. I działo wszystko się O.K. I budowano też wieżę, która miała służyć do porozumiewania się między mieszkańcami - budowniczymi, aby się nie rozproszyli. By byli zawsze obecni wokół tej wspólnej im sprawy. To chęć stworzenia wspólnoty, tworzenia w jej obrębie dobra.
Czytamy w Biblii: „Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa. A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. I mówili jeden do drugiego: Chodźcie, wyrabiajmy cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, rzekli: Chodźcie zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi".
Ten wyraz staje się niepokojem Boga. W Starym Testamencie czytamy słowa: „Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: Są oni jednym ludem i wszyscy maja jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich języki, aby jeden nie rozumiał drugiego." Według przekazu biblijnego budowniczy nie dokończyli budowy. W tym celu Bóg pomieszał im języki, a więc podstawowy „materiał" porozumiewania się, rzecz mówiącą o tożsamości kulturowej dzisiaj byśmy powiedzieli, coś co stanowi o jestestwie jednostki ludzkiej, określa jego świadomość i przynależność do rodzaju ludzkiego, miejsca jego obecności; stąd: rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi. Nic bardziej okrutnego i wyrafinowanego. O ile potop uderzał w fizyczny by tak rzec charakter bytności człowieka na ziemi, to teraz nakłada Pan embargo na jego stan ducha, którego język jest przecież wyrazicielem.
Z historycznego natomiast punktu widzenia, że powrócę na chwilę, Babilon stał przez wieki a wieża babilońska została ukończona. Działania natury spowodowały zniszczenia, między innymi i tej najwyższej budowli, tym bardziej narażonej na działanie sił zewnętrznych. Wzniesiono ją z suszonej cegła i miała około stu metrów wysokości. To były czasy panowania Sanheriba. Odbudowa Babilonu miała miejsce za czasów Nabuchodonozora II, a Aleksander Wielki chciał odbudować to dzieło architektury tj. wieżę Babel, jednak zmarł, zanim urzeczywistnił swoje plany.
W wierszu Wisławy Szymborskiej Na wieży Babel czytamy zarówno historyczność tego zdarzenia, jak i obraz będący biblijnym następstwem:

- Która godzina? – Tak, jestem szczęśliwa,
i brak mi tylko dzwoneczka u szyi,
który by brzęczał nad tobą, gdy śpisz.
- Więc nie słyszałaś burzy? Murem targnął wiatr,
na skrzypiących zawiasach. Jak to, zapomniałeś?
Miałam na sobie zwykłą szarą suknię
spinaną na ramieniu. – I natychmiast potem
niebo pękło w stu błysku. – Jakże mogłam wejść,
przecież nie byłeś sam. – Ujrzałem nagle
kolory sprzed istnienia wzroku. (…)


Ot konsekwencja starotestamentowej wieży Babel. Brak porozumienia między najbliższymi sobie jednostkami, pomiędzy kochającymi się osobami pojawia się przepaść językowa, która uniemożliwia ich komunikację. Bóg więc, jak wspomniałem poniekąd wcześniej, uderzył w struny jak najbardziej z jego punktu widzenia właściwe.
Tylko pytam: dlaczego?  Co  było powodem owej kary. Jakie przesłanki powodowały, jest dla mnie tajemnicą. Nie przekonuje mnie stwierdzenie,. że budowla wieży Babel (Babilon) miała sięgać nieba i że to kara za pychę człowieka, jak przysłowiowo się ów biblijny fakt tłumaczy. Dlaczego? Zamiarem budowania wieży nie było przeciwstawienie się Bogu, dorównania jego istoty, a chęć pozostania we wspólnocie ludzkiej, która owe miasto budowała. Nie pojawia się w Starym Testamencie kontekst znaczeniowy, który by był sprzeniewierzeniem się władzy Boga.
A może jednak: w samym słowie? „Chodźcie zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi". Nie ma tu jednak w Pisma Świętego sformułowaniu bezpośredniego ataku na istotę Boga. Raczej nacisk jest kładziony na wspólnotę, współistnienie mówiących tym samym językiem w obrębie kotliny, w ziemi Sinear.  
To jednak sformułowanie: „(…) będzie sięgał nieba (…)" okazuje się jedynym możliwym powodem do tak drastycznej reakcji Stwórcy. Odczytane jako zamach człowieka na boskość. Próba wtargnięcia człowieka na terytorium, które winno być tylko zagospodarowane przez samego Boga. A więc gdzieś brama musi być zamknięta, dostąpienie boskości jest niemożliwe. To radykalne jednak myślenie biblisty, bo zakładam że było zamierzone, jednak wydaje mi się nie sprzyja ludzkości, jego dążności do budowania dobrej prawdy o sobie w kontekście chrześcijańskiej wiary. Po pierwsze ludzie budujący Babilon nie mogli czuć żadnej winy z powodu swych działań. Raczej czuli się radośni,  iż tworzą coś dla siebie bezpiecznego i trwałego. Po drugie: owo budowanie to sens ich życia, utworzenia czegoś co dla nich i następnych pokoleń będzie miało znaczenie, będzie obrazem ich obecności. Poprzez to czuli swoje znaczenie i moc.
I to niesforne: „(…)będzie sięgał nieba (…)". Czy jednak człowiek w swym jakimkolwiek działaniu nie dąży do doskonałości?  Czy tylko opiera się na przez siebie wyznaczonym minimum? Jest asekurancki? Ma być zapobiegliwy i nijaki? Czyż nie ma być twórczy, znaczący? Pycha ma jednak inne znaczenie, jest obrazem jednostki która widzi swój obraz powyżej tego co sama dokonała i pojawia się wtedy, gdy więcej dokonać nie jest w sposób, a widziało by się więcej. Trudno przypisać budowniczym wieży Babel pychę, jak to standardowo się czyni, interpretując  biblijną wieżę. Nie ma tam takich przesłanek.
Dorównanie Bogu? Pytanie, czy to zło? Są przecież tylko dwie opcje. Albo funkcjonować w obrazie tego, możliwego dorównania, lub też przyjąć strategię całkowitego zaprzeczenia jego istnienia. Jest jeszcze pomysł polegający na przyjęciu wszystkich biblijnych przekazów bez strategii myślenia, którym najczęściej się posługujemy w duchowym spotkaniu ze Stwórcą. Ale nie o nim tutaj.
Chcę podjąć ten zjawiony wątek polegający na „dorównaniu" i dobrze, że pojawia się tu  cudzysłów, bo już czułem się wygnany. A bez żartu, chodzi mi o to, że owo dorównanie jest wpisane w sekcję interpretacyjną przypowieści o Wieży Babel. Dorównać Bogu, jego przymiotom i znaczeniu. Czy to zło? A poza tym: czy to było w pomyśle budowania wieży? Ponownie powtarzam, nie ma takich biblijnych przesłanek, by tak się dziać mogło. To znaczenie zjawione ad hoc w przebiegu interpretacji. Ad hoc, ale jednak się pojawia. Tak jak pojawia się znak, w zwyczajnym,  naznaczonym dobrymi emocjami impuls, nierozumny stan ego, który swą wewnętrzną siłą nakazuje takie, czy inne działania. Jego opis jest trudny, a obecność jest duchowo doświadczalna. To nasze przeświadczenie, że w danej sytuacji życiowej powinniśmy działać tak, a nie inaczej.
To działanie nie jest jednak jednoznaczne. Że, gdy owo przeświadczenie się pojawia znaczy jest dobre. Istotą jest jego źródło, geneza zjawionego. Bywa tak, że prekursorem nie jest Bóg, a jego zbuntowany anioł, który ma to do siebie, iż czeka na sytuacje, jakby to powiedzieć, spirali złych emocji, paniki u człowieka i wtedy daje znaki. Śpieszy mu się, bo jest w nim poczucie winy. Natomiast dobrej prawdy znak jest opanowany, nie ma nic do ukrycia, jawi się nagle z jakąś ubraną w symbol propozycją i znika. Reszta należy do umiejętności odczytań przez człowieka.     
Biblijne budowanie nie ma charakteru konkurencji, brak tu elementu współzawodnictwa człowieka z Bogiem. Jest tylko w treści zauważenie: „(…) będzie sięgał nieba (…)" jako próba dorównania Bogu w jego przymiotach, uczynienia sobie znaku, by byli w jednym miejscu, by ich praca dla wszystkich miała znaczenie.
Dążenie do doskonałości, do utworzenia miasta w którym człowiek po potopie będzie czuł się bezpieczny z wieżą, która będzie nawoływała jego mieszkańców do współobecności, było więc zamiarem człowieka. Wieża bowiem to symbol straży, czujności, obrony.
Dla chrześcijan wieże pełniły też rolę pustelni, dobrowolnych miejsc odosobnienia symbolizujących pobożność, sumienie, medytację, oczyszczenie i pokutę. Czytamy w Konradzie Wallenrodzie Adama Mickiewicza:

W tej wieży dawno, przed laty dziesięciu,
Jakaś nieznana, pobożna niewiasta,
(…)
Pragnąc ukoić balsamem pokuty –
Pustelniczego szukała ukrycia

To również wzniosłość, wezwanie do modlitwy, zbawienie, nadzieja i potęga wiary: „Prowadziłeś mię, boś się stał nadzieją moją, wieżą mocną przeciw nieprzyjacielowi" jak czytamy w Psalmach, czy w Księdze przypowieści: „Wieżą najmocniejszą imię Pańskie; do niego biegnie sprawiedliwy i będzie wywyższony". A także symbol ludzkich dokonań, o czym tu było wcześniej, osiągnięć, wysiłku i pracy, co czytamy w Promethidion  Cyporiana Kamila Norwida:

I tak ja widzę przyszłą w Polsce sztukę
Jako chorągiew na prac ludzkich wieży

Symbolika wieży jest ogromna. Wskazuje również na majestat, wspaniałość, szlachectwo i piękno.
A Bóg pomieszał języki, rozproszył ludzi a oni, gdy już za jego powodem nie znaleźli wspólnego zaczęli wędrować w różne strony świata, w poszukiwaniu. Dla tych ludzi, potomków Noego, to działanie Boga było z pewnością niezrozumiałe.  Odczytali je zapewne jako wyraz okrucieństwa pozbawionego racji bytu. Nie chcieli (chcieli) dorównać Bogu w marzeniu budowania. I co w tym złego? Jeżeli autorytetem najwyższym jest Bóg, to jak ma dążyć człowiek do owej doskonałości, jeśli nie przez działanie? Jak ma przybliżać się do jego przymiotów, jeśli nie poprzez tworzenie takich tonizacji, które od źródła mówią o jej dobrym charakterze? A takim z pewnością jest budowanie wieży Babel. Obraz człowieka twórczego, gdzie nie ma żadnych innych znaków jakoby jego działanie , było skądinąd złe. Jest tylko kara w postaci pomieszania języków, najokrutniejsza z możliwych.
Cóż z tego, że biblijne pomieszanie języków jest przyczyną do rozprzestrzenienia się religii chrześcijańskiej w świecie?
Dopełnieniem bowiem jest zesłanie Ducha Świętego, który pięćdziesiąt dni po zmartwychwstaniu Chrystusa jawi się apostołom i ku ich zdziwieniu i radości naznacza ich cudem różnych języków, tak aby mogli pójść w różne strony świata i głosić prawdę Boga. Miesza im języki w celu mówienia chrześcijańskiej prawdy. Ten fakt biblijny przyjmuje się jako początek kościoła.
To w ogóle znakomity w trójcy jedyny duch. Jest obrazem Boga, w sensie na użytek Biblii osobowym, jak i jego syna Jezusa by nadał charakteru cielesności, a również istnieje samoistnie jako osoba- nie osoba.
 A duch to tyle co wiatr, natura, a z drugiej strony energia psychiczna, właściwości psychiczne człowieka, umysł, świadomość, myślenie. W tradycji chrześcijańskiej Zesłanie Ducha Świętego to jedno z najważniejszych obok Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy świąt. Mówi o pierwotnej istocie wiary. Zielone Świątki, można by myśleć, że najważniejsze.
   

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora