STANISŁAW GRABOWSKI - O POCZCIE LITERACKIEJ

Jaki jest rodowód Poczty Literackiej, kto pierwszy napisał, i na łamach jakiego czasopisma: „Pan X.Y. Nie skorzystamy z nadesłanego tekstu", tego nie wiemy. Dlatego hasła Poczta Literacka szukałem w takich pracach, jak: Leksykom dzieł i tematów literatury polskiej; Słownik terminów literackich; Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny; Słownik literatury popularnej i... nie znalazłem go.
Także w kompendiach poświęconych epokom literackim takim, jak Romantyzm, Pozytywizm, Młoda Polska, czy w przeróżnych podręcznikach historii literatury polskiej, ich autorzy nie zajmują się Pocztą Literacką, jakby nigdy nie istniała.
Nawet u tak dociekliwego uczonego, zawsze chodzącego własnymi ścieżkami, jak prof. Janusz Dunin, nie odnalazłem informacji dotyczącej Poczty Literackiej. Nie pisał o niej, jak dotąd, tak błyskotliwy erudyta jak Jan Gondowicz, nie dostrzegł Kopaliński. Nie wspomniał Mieczysław Grydzewski w swojej Silva rerum (1994). Nie pisały o niej takie autorytety jak Melchior Wańkowicz (Karafka La Fontaine’a), czy Jan Parandowski (Alchemia słowa). Przy okazji, te dwie ostatnie pozycje gorąco polecam początkującym twórcom, a ponadto setki innych książek, do których jednak muszą już dotrzeć sami.
Na szczęście, o Poczcie Literackiej napisano kilka książek, z którymi adepci pisarskiego fachu (przede wszystkim oni) powinni się zapoznać. Jeśli im nie pomogą, to na pewno nie zaszkodzą.

*
Spośród nich bodaj najwcześniej, bo w 1985 roku, ukazała się Poczta Literacka z podtytułem Felietony radiowe autorstwa Jerzego Krzysztonia (1931–1982), wybitnego pisarza, a ponadto przez długie lata człowieka radia.
We wstępie do tej książki napisał:
„Powierzono mi pieczę nad Pocztą Literacką, którą niniejszym powołujemy przy niedzielnych spotkaniach w Polskim Radiu. Pieczę nad listami, które – miejmy nadzieję – do nas napłyną, przynosząc wiersze i opowiadania, poezję i prozę, owoce pierwszych flirtów z muzą, prób artystycznych, świadectwa potrzeby wypowiedzenia się – pisania, która to potrzeba często objawia się w młodości, potem gaśnie; doskwiera ona bardzo wielu ludziom, a nielicznym przez całe życie".
Jak się szybko okazało, Poczta Literacka na antenie Polskiego Radia była przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.
Do radiowej redakcji kierowali swoje utwory ludzie różnych profesji, młodzi i starzy. Były to teksty, które często wymagały sporej „obróbki". Jednak, czy nie cieszyło np. poetyckie wyznanie hutnika, Rajmunda Machury:

Porównał się do dębu
Władysław Broniewski,
porównał się do brzozy
Leopold Staff,
ja ani dąb
ani brzoza,
ja jestem drzewem
nieznanym
co wiersze rodzi
i trwa.

„Cóż można temu wyznaniu zarzucić? Wszak powiedziane jest prosto, jasno i konsekwentnie", komentował Krzysztoń. Pisarz podobnych „perełek" sporo odkrył w redakcyjnej poczcie. Ogłosił np., że przysłany do Poczty pamiętnik Eugeniusza Jaworka pt. Czerwony klasztor „zasługuje na utrwalenie drukiem". Ciekawe, czy do tego doszło? Zaintrygowały go erotyki Grażyny Zajusz. Chwalił poezję Jacka Borowieckiego czy Zygmunta Przybyłowskiego. Zachwycił się prozatorskimi miniaturami Wandy Tarasińskiej. Nie szczędził też krytyki, sprzeczał się ze swoimi interlokutorami, wielokrotnie przypominał, że słuchaczom odpowiada wyłącznie na radiowej antenie. A w wygłaszanych felietonach znajdziemy uwagi, nad którymi warto się zastanowić, np.: „Bo dla mnie »groza życia«, o której w wierszu mowa, staje się niepojęta bez poczucia humoru".

*
W 2000 roku niedawno zmarła noblistka Wisława Szymborska wydała książkę pt. Poczta Literacka czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem. Pocztę Literacką od 1960 roku prowadziła w „Życiu Literackim" na spółkę z Włodzimierzem Maciągiem.
Dzięki prof. Teresie Walas, laureatka nagrody Nobla, przypomina w książce część swoich odpowiedzi na listy początkujących pisarzy, publikowanych w tym krakowskim tygodniku. To zbiór nie tylko cennych porad i wskazówek dla osób piszących, lecz także ciekawa lektura dla miłośników i czytelników poezji noblistki, próba wyartykułowania kilkunastu prawd o istocie literatury.
Cytuję z niej fragment Rozmowy o „Poczcie literackiej":
„Teresa Walas Kto w »Życiu Literackim« wymyślił »Pocztę«?
Wisława Szymborska: Nie trzeba jej było wymyślać. To stara tradycja praktykowana w czasopismach literackich. Zawsze była potrzeba, żeby odpowiadać niektórym autorom, zwłaszcza początkującym, nie pisząc do nich listów. Zazwyczaj załatwiano to krótko »nie skorzystamy« albo »radzimy jeszcze popracować«. Uznaliśmy, że może warto czasem taką decyzję uzasadnić.
TW: My – to znaczy kto?
WS: Włodzimierz Maciąg i ja. Oboje prowadziliśmy na zmianę »Pocztę literacką«. Nasze teksty łatwo odróżnić. Włodek pisał w formie męskiej czasu przeszłego: »przeczytałem«, »pomyślałem«, ja używałam pierwszej osoby liczby mnogiej [...]
TW: Czy jednak mając przed oczyma utwór bezbronnego i drżącego kandydata na debiutanta, nie czułaś, że jesteś istotą bez serca?
WS: Bez serca? Sama zaczynałam od kiepskich wierszyków i kiepskich opowiadań. I wiem, że kubeł zimnej wody wylanej na głowę ma własności lecznicze. Bez serca natomiast byłam wtedy, kiedy ktoś podający się za nauczyciela pisał w liście »równanie« przez „»u« zwykłe [...]".
Jako próbkę stylu noblistki podaję kilka jej odpowiedzi wręcz lapidarnych, jeśli nie lakonicznych:
„Welur, Chełm »Czy nadesłana proza zdradza talent« – Zdradza. Całe szczęście, że jeszcze przed ślubem.
A.P., Białogard »Mam westchnienie być poetką!« – W tej sytuacji mam jęk być redaktorem.
Malina Z., Krynica »Zmieńcie co chcecie, tylko wydrukujcie!« – Zmieniliśmy gruntownie i wyszły Liryki lozańskie. Niestety, już wydrukowane".
To gwoli rozweselenia. Mądre i głębokie uwagi dotyczące pisarstwa trzeba samemu odnaleźć.
Przy okazji, nasuwa się pytanie, dlaczego podobnej rubryki, jak w „Życiu Literackim", nie zafundowała sobie np. redakcja „Twórczości" czy warszawskiej „Kultury"? Najwidoczniej redaktorzy tych czasopism, a pewnie i tuzina innych, uznali, że po publikacji rubryki pt. Poczta Literacka listonosz nie poradzi sobie ze stosami nadsyłanych utworów. Redaktor działu poezji w „Kulturze", poeta i pisarz Stanisław Grochowiak, doświadczył tego w stolicy Dolnego Śląska, kiedy to w latach 1953–1955 na łamach „Wrocławskiego Tygodnika Katolików" publikował m.in. poradnik dla młodych poetów – Listy Redaktora Rozsądnego.

*
Osiemdziesiąt lekcji wiersza (2004) tak zatytułował swoją książkę Flażolet z Farlandii, czyli... poeta i krytyk Leszek Żuliński (ur. 1949).
We wstępie do niej czytamy, jak Żuliński trafił do literatury:
„[...] dzięki Poczcie debiutowałem jako poeta w 1971 roku w miesięczniku »Opole«. Tam młodymi wierszopisami zajmował się Bogusław Żurakowski i to on właśnie odpowiedział mi w swojej rubryce, że wiersze akceptuje i że doprowadzi do ich druku. Słowa dotrzymał".
Żuliński, przez kilka lat w piśmie „Wiadomości Kulturalne", odpowiadał na korespondencje debiutantów.
Tak o tym pisze:
„Rola ta spadła na mnie w »Wiadomościach Kulturalnych«, tygodniku, który wychodził – przypomnę – w latach 1994–1998. Ale spadła nie od razu. Przez pierwsze trzy kwartały istnienia pisma Pocztę prowadził Jerzy Górzański pod kryptonimem Pegaz z Dęba. Ale zdębiał, osowiał i zaprzestał. No i kiedy redaktor Krzysztof Teodor Toeplitz zapytał mnie, czy mam kogoś na miejsce Górzańskiego, odpowiedziałem, że siebie. Tak stanęła kobyłka u Pegazowego płotu!".
Co należy wyróżnić w tej książce, to uwagi typu: „[...] poziom wiersza nie polega na jego temacie. Wiersz, oczywiście, może być mądry lub głupi, ale to też nie zależy od tematu. Z każdego bowiem tematu można wyczarować arcydzieło – liryczne, estetyczne, filozoficzne. Artyzm nie tkwi w treści – tkwi w formie. W kreacji, w wyobraźni, w języku. Od artysty nie wymaga się tematów – wymaga się sztuki". A takich refleksji jest w tej książce sporo. Oczywiście, początkujący poeci nie mogą na niej poprzestać. Konieczna jest np. pilna lektura Prac wybranych prof. Marii Dłuskiej poświęconych wierszowi polskiemu, ale nie tylko.
Żuliński często narzeka, że młodzi piszą, nie znając tradycji literackiej, że nic nie czytają. Ale, kiedy trafi na dobry wiersz, nie omieszka go przybliżyć czytelnikom:

    wzbijają się latawce po nic  
    kaleczą się o nasze domy
    puste okna
    przez które nas nie ma
jak w nocy

Tak pisze o jego autorze, Mateuszu z Krakowa: „[...] czuje szczegół językowy i umie obrazowo i semantycznie go wykorzystać".
Wymieniłem powyżej nazwisko Żurakowskiego (ur. 1939), dziś profesora UJ i wybitnego pisarza. Nie można o nim zapomnieć jako o długoletnim redaktorze Poczty Literackiej w miesięczniku „Opole", którego pierwszy numer ukazał się w 1970 roku. Był wówczas pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu, autorem kilku tomików wierszy. Jednak od pierwszego numeru sekretarzem redakcji „Opola" został poeta Jan Goczoł, i to pewnie dzięki niemu Żurakowski zaczął redagować tę rubrykę.
Pierwsza Poczta zaistniała w numerze 3 z 1970 roku. Autor krótko omówił utwory czterech korespondentów. I... wszystkie ocenił negatywnie.
Od tego czasu pojawiała się dość regularnie. Początkujący poeci, ale trafiali się i prozaicy, nadsyłali swoje teksty z całej Polski, choć najwięcej z Opolszczyzny. Niektórzy byli uparci i mimo negatywnych ocen regularnie przysyłali do redakcji swoje utwory, co, bywało, wywoływało polemikę odpowiadającego, ba, jego zniecierpliwienie.

*

Kolejnym odkryciem „w temacie" Poczta Literacka jest notabene b. osobista książka Jerzego Koperskiego pt. Poczta Literacka 1973–2001(2006). Ukazywała się, sądząc po tytule, w mało literackim czasopiśmie, bo w „Nowym Medyku". No, alboż to mało mamy pisarzy, którzy byli także lekarzami. Korczak, Boy, Lem, Pomianowski, a z obcych np. Czechow.
Jerzy Koperski-Leszin (ur. 1935) to poeta i krytyk literacki, redaktor wielu czasopism, w tym „Integracji", organizator imprez poetyckich, bez niego nie byłoby Orientacji Poetyckiej Hybrydy.
„[...] Kiedy po raz pierwszy odważyłem się podjąć rozmowę z poetami – Czytelnikami »Nowego Medyka« – pisze Koperski – nie sądziłem, że będę pisać 29 lat, niemal w każdym numerze [...] I co najważniejsze, że zamieszczając pierwszą pocztę, potem drugą, i dalsze, aż przez 29 lat, nigdy mi nie przyszło na myśl, że Pocztę kiedykolwiek zbiorę w całość i wydam w książce [...]".
Zbigniew Jerzyna tak pisał w rozdziale tej książki Niezwykła „Poczta" niezwykłego Autora:
„Odpowiedzi Koperskiego nie były łatwe [...]. I tak, autor, analizując nadesłany wiersz, prawie zawsze wychodził poza rozważania estetyczne czy warsztatowe i dotykał często bolesnych obszarów życia, tego wszystkiego co mieści się w pojęciu człowieczeństwa. Te porady, odpowiedzi, wskazania, uwagi musiały być formułowane z dużą delikatnością. Bo przecież były kierowane do ludzi młodych, często zagubionych, zdesperowanych, przechodzących przez »piekło dojrzewania«".
U Koperskiego można znaleźć nazwiska tak znanych i cenionych pisarzy jak: Stefan Pastuszewski, Ryszard Milczewski-Bruno, Czesław Mirosław Szczepaniak, Jan Górczyński, Marianna Bocian, i dziesiątki innych... Warto przypomnieć, że w swoim czasie znalazł się ktoś kto docenił ich literackie uzdolnienia, zachęcił do pisarskiej pracy.
Jako że jej przeszło 520-stronicowa zawartość wymagałaby osobnego omówienia przytoczę z niej jeszcze tylko uwagę poety i krytyka Andrzeja K. Waśkiewicza: „Jurek przekonywał ich (tzn. kandydatów na poetów – S.G.), że poezja jest sprawą poważną. Jedną z niewielu rzeczy godnych uwagi. I że dla niej wiele warto poświęcić. Jeśli uda się zapisać siebie, swój czas i swój los to coś przecież zostanie".  

*
Trudno znaleźć w księgarni książeczkę znakomitej poetki dla dzieci i tłumaczki Danuty Wawiłow pt. Cześć, poeci i poetki czyli jak pisać wiersze (1995), a szkoda. Entuzjastka poezji, i to różnych jej odmian, utwory nadsyłane przez młodziutkich twórców, oceniała na łamach tygodnika „Filipinka". Z felietonów tam publikowanych zrodziła się książka, z którą warto się zapoznać. Z dekalogu poetyckiego, który przedstawiła, przytoczę tylko punkt dziesiąty: „Nie pytaj nigdy, czy warto pisać. Nie uzależniaj swojego pisania od cudzych myśli. Jeśli chcesz pisać, nikt nie ma prawa ci zabronić. Nie wierz ani tym, którzy się z ciebie śmieją, ani tym, którzy uważają cię za geniusza. Jedni i drudzy nie muszą się znać na poezji. Czytaj, myśl, pracuj bez przerwy, bądź dla siebie najsurowszym krytykiem, ale umiej też cenić własne osiągnięcia. Ufaj przede wszystkim sobie".   
Nie sięgając zbyt daleko w przeszłość, chociaż aż żal, żeby nie wspomnieć np. o Poradniku literackim, który w „Kuźni Młodych" prowadził w latach 1933–1934 uczeń liceum im. Czackiego, późniejszy kapłan i ukochany przez dziesiątki tysięcy czytelników poeta, Jan Twardowski (1915–2006), koniecznie należy pamiętać o Tadeuszu Chudym (1931–1997). Był jednym ze współzałożycieli Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy. A jak słowo „korespondencyjny" wskazuje Klub był... rodzajem  poczty literackiej. Młodziutkich poetów i prozaików, zwłaszcza ze wsi i małych miasteczek, Chudy wspierał w tygodniku „Nowa Wieś", a następnie w miesięczniku „Barwy", gdzie wcielił się w Pocztyliona redagującego rubrykę pt. Dyliżans Literacki; niejeden twórca zawdzięcza mu cenne rady, jak i debiut w tym czasopiśmie. Gdybyż  udało się w książkowej formie ocalić od zapomnienia Dyliżanse Tadeusza, bo warto.
Niepospolitą postacią, redaktorem i poetą jest i pozostaje Czesław Mirosław Szczepaniak (ur. 1954), który debiutował w 1977 roku poetyckim tomem Mieliśmy białe ściany. Od tego czasu Szczepaniak napisał kilkadziesiąt książek; wiele z nich opublikował własnym sumptem i w niewielkim nakładzie. Jednak dużo tracą ci, którzy nie znają pomieszczonych tam pisanych jędrnym i obrazowym językiem felietonów, wspomnień czy notek z rozmów, z dyskusji. Szczepaniak to mistrz krótkiej formy.
W lokalnym piśmie, choć mającym ambicję absorbować raz w tygodniu czas mieszkańców warszawskiej dzielnicy Ursynów, czyli w „Paśmie", Szczepaniak prowadził rubrykę Poczta Literacka. Do pisma trudno dotrzeć, ale liczymy, że pisarz, jak zawsze, nie szukając mecenasa, wyda swoją Pocztę w formie książki. Polecam jego pisarskie dzieło wszystkim początkującym, jest się od kogo uczyć!

*
Gwałtowny rozwój Internetu, nie mógł pominąć czegoś tak ważnego w kontaktach międzyludzkich jak poczta literacka. Na stronach internetowych Związku Literatów Polskich tekstami debiutantów zajmuje się poeta i krytyk Stefan Jurkowski (ur. 1948), od maja 2011 roku miesięcy srogi przewodniczący Komisji Kwalifikacyjnej ZG ZLP. Z kolei na stronie pisarze.pl można znaleźć Pocztę Literacką Bohdana Wrocławskiego. Polecam też początkującym twórcom gazetę internetową wCzestochowie.pl. Teksty nadsyłane do Poczty Literackiej omawia tam Andrzej Kalinin (ur. 1933), ceniony pisarz i felietonista; otrzymał m.in. Nagrodę Literacką Czesława Miłosza za książkę ...I Bóg o nas zapomniał.
Natomiast radiowe tradycje Krzysztonia, na antenie Polskiego Radia Białystok, podtrzymuje w dobrym stylu, poeta i redaktor Wiesław Szymański (ur. 1957).
Audycja, którą zawiaduje, anonsuje się tak:
„Poczta literacka – adresowana do wszystkich młodych ludzi zajmujących się twórczością.
Piszesz wiersze? A może opowiadania? Nie trzymaj ich w szufladzie! Przyślij do Poczty literackiej! Ocenimy je fachowo, korzystając z pomocy doświadczonych krytyków! Podpowiemy – co zrobić, żeby pisać lepiej [...].
W audycji mówimy też o nowych tomikach wierszy, o imprezach literackich w regionie i kraju, a także o najbardziej liczących się konkursach literackich".
Widać więc, że ta radiowa audycja nie tylko chwali lub gani teksty nadsyłane przez radiosłuchaczy. Ma ona o wiele większe ambicje.
Kandydatów na pisarzy, zachęcam do pilnej lektury wymienionych powyżej książek. Ich przeczytanie nie uczyni z nich twórców, ale z pewnością przysporzy im trudnych pytań. Być może przyszli następcy Miłosza zorientują się, iż zajęcie, któremu pragną się poświęcić jest piekielnie złożone i z tradycjami, które zapierają dech. Zresztą, na zapoznaniu z nimi mogą skorzystać nie tylko pragnący zostać członkami ZLP czy SPP, ale i ci zaawansowani literacko. Tyle tam materiału do przemyśleń, tytułów koniecznych lektur i innych informacji.
Pytał mnie ostatnio kandydat na poetę, który dopiero po czterdziestce odkrył u siebie powołanie, co powinien z polskiej i z zagranicznej poezji przeczytać?
Próbowałem mu oględnie wyjaśnić, że skoro w młodości nie oczarował go Rilke, Rimbaud, Apollinaire, Achmatowa czy Mandelsztam, że wymienię tylko tych kilku poetów, to lepiej niech już ich nie czyta, nie zamyka się w wieży z kości słoniowej, lecz raczej włącza się w „zmagania ludzi" – według określenia Rimbaud, próbuje tworzyć własny język i styl. O tym także przeczytałem w książkach, które powyżej omówiłem.
Kazimierz Wierzyński tak to krótko ujął:
    
    I tak idziemy, mowa i ja,
Do ostatniego przed nami dnia
Z ziemią przyłożoną do ucha.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież