Alicja Kubiak - Następcy Guy’a Fawkes’a?

Zastanawiam się nad tym, jaka jest dzisiejsza młodzież. Jeśli tylko zgłębić nieco problem, wychodzi na to, że młode pokolenie często nie odpowiada swoim zachowaniem i zwyczajami wymaganiom starszego pokolenia, ponieważ jest zbyt hałaśliwa, chuligańska, rozwydrzona, bezczelna, obelżywa, agresywna, to znów pasywna, obojętna – trudno każdemu dogodzić.
Niemożliwym jest w tym temacie uogólniać, jednak pewne stereotypy tworzą się dla poszczególnych generacji i ma na to wpływ postęp i rozwój myśli we wszystkich dziedzinach życia. Trudno mi oceniać przeszłe pokolenia, natomiast moja młodość obfitowała w krzyk i bunt przeciwko zakłamaniu władz, braku czegokolwiek w sklepach, braku wolności słowa, uległości wobec wschodniego sąsiada, strachu przed przyjaciółmi (dekonspiracją). W latach siedemdziesiątych młodzi ludzie nosili długie włosy, szerokie spodnie – dzwony, kolorowe stroje, byli hippisami. W latach osiemdziesiątych ścięli włosy, postawili je na sztorc, usztywnili cukrem i farbowali na zielono i czerwono. W glanach tańczyli niemal rytualne pogo, byli punkami. Niektórzy chodzili na manifestacje, uczestniczyli w strajkach, inni na znak protestu nie szli w pochodzie pierwszomajowym, wywieszali flagi 3 maja.
W latach dziewięćdziesiątych rozpoczęła się w Polsce era Internetu. Młody człowiek znalazł w nim alternatywny świat, w którym jest wolność, anonimowość, rozrywka, znajomości bez ograniczeń terytorialnych, językowych, kulturowych. Portale społecznościowe, gry, muzyka, filmy, komunikacja wizualna – wszystko to na wyciągnięcie ręki, bez potrzeby wychodzenia z domu. Początkowo wydawać by się mogło, że problem przesiadywania przed komputerem jest sprawą rodziców i ich dzieci, że nie stanowi to zagrożenia społecznego. Jednak obecnie psycholodzy ostrzegają przed chorobami psychicznymi, mającymi swój początek w uzależnieniach od wirtualnej rzeczywistości. Czy mają słuszność? Czyż nie przestrzegano w zamierzchłych czasach przed ślepotą od onanizowania się, czy nadmiernego czytania książek o zakazanej treści? Czy należy bagatelizować ostrzeżenia o niebezpieczeństwie internetowym? Jeśli nie, to co w nas budzi największą obawę? Łatwość dostępu do stron dla dorosłych i związana z tym przestępczość z udziałem nieletnich, uzależnienie od zakupów, od gier, oszustwa, nielegalne ściąganie plików? Sądzę, że nie w tym rzecz. Mamy ogromną społeczność wirtualną, która sama w sobie nie stanowi zagrożenia, jednakże nietykalność wirtualna, pogwałcona układem ACTA, wyzwala falę namacalnego buntu w realnym świecie. Nagle widzimy na ulicach młodzież niezadowoloną z ograniczania praw i możliwości w wolnej dotychczas cyberprzestrzeni. Okazuje się, że stanowią siłę, której nie należy bagatelizować, nawet jeśli dotychczas nie przedstawiała zagrożenia. To nie są wrogowie, to buntownicy, tacy sami, jakimi kiedyś my byliśmy. Uważam za rzecz naturalną, zrzeszanie się we wspólnej sprawie przeciwko naruszaniu praw społeczeństwa. Nie jest teraz istotne, w jakim miejscu, czy w jakiej rzeczywistości jest ulokowana  grupa zainteresowana, liczą się jej prawa.
Siła młodych ludzi pochodzi z wiary w moc wewnętrzną, w słowo i czyn. Protesty wyrażają niezadowolenie, bunt i przeciwstawianie się narzucanemu porządkowi. Nie mam tutaj na myśli chuligańskich wyczynów, odbywających się po właściwych i legalnych demonstracjach. Ludzie w maskach na podobieństwo twarzy Guy’a Fawkes’a (biorącego udział w spisku prochowym, mającym na celu usunięcie z angielskiego tronu Jakuba I) przechodzą ulicami naszych miast, aby wyrazić swoje niezadowolenie. Nie dokonują rozbojów, burd, nie atakują policji (nie mylić z chuliganerią), wykrzykują i obwieszczają na transparentach swoje hasła, biegną i śmieją się do siebie. Tworzą wspólnotę, która jednoczy się w ważnej dla nas wszystkich sprawie, bo komu zależy na tym, aby kupować leki i części samochodowe bez prawa wyboru tańszych zamienników? Jeśli nie będzie mnie stać na preductal, bez tego lekarstwa, bez jego tańszego zamiennika, zajmę łóżko szpitalne częściej, niż lecząc się. Właściwie szybciej zejdę z tego Świata – ale może o to właśnie chodzi? Może w tym jest cały sens ACTA i produktów żywnościowych produkowanych z nasion GMO?