Zmiękczanie Katerdy - Ludwik Filip Czech

Najnowszy zbiór wierszy Tomasza Owczarzaka nosi tytuł „ Katerda o miękkich bokach". Wiersze z tego zbioru będą budziły kontrowersje. W zależności od audytorium opinie o nich będą wyważone, lub skrajne. Odnoszę wrażenie, że autor w żadnej z dziedzin życia nie toleruje letniości. Zwłaszcza w poezji.  Kompromis na niwie literatury jest mu całkowicie obcy. W wierszu „Od snu do snu mamidło i sen" czytamy:


Gdziekolwiek spojrzę łagodność przez kryształ
Własne urojenia upodobania własne własne
/…/



Taka literacka odrębność, manifestowana przede wszystkim w zabiegach formalnych, nie ułatwi odbioru tych wierszy. Czytając „Kochanków" lub „Ach te baby", czytelnik może odnieść wrażenie, że spójna początkowo budowa wiersza, z każdym kolejnym wersem ulega rozpadowi. A to pod wpływem narastających emocji, które sens wiersza skutecznie przesłaniają. Co zaczynało się dobrze, finiszuje w blasku stylistycznych fajerwerków. I tylko one, nie fabuła, zostają zapamiętane. Literacki żywioł, to dobre określenie na okoliczność tej poezji. W „Sennych zawrotach" czytamy:


/…/
Szaleją zegary
Zegary szaleją – kręci mi się w głowie
Idę po ciebie – wypływam do ciebie – zachodzę w ciebie
Ust i oczu cynamonowe smaki /…/


Taka energetyczność w pasji tworzenia, nie jest niczym nowym. Wbrew literackim modom, nadal ma admiratorów. Chociaż coraz węższe grono naśladowców. Współczesny czytelnik ma trudności z jej odbiorem. Mając możliwość wyboru, sięga po poezję akademicką, stylistycznie poprawną, będącą echem szkolnych lektur. Nawiązując do tytułu książki, większość z nas to miłośnicy poezji „katedralnej". Sprawdzonych form, linearnej fabuły, jednowymiarowych komunikatów. Tymczasem Owczarzak odbiera czytelnikowi komfort poruszania się w tych bezpiecznych obszarach. Swoją nieuczesaną poezją, celebrującą  zamierzony stylistyczny chaos, podważa fundamenty tytułowej katedry-poezji. Literacką poprawność zamyka w gablocie zabytków. Nieokrzesanie i żywiołowośc stawia wyżej od kanonów.To moja osobista refleksja. Rzeczywistych  zamiarów autora nie odgadnę. W wierszu „Niespodziewanie w noc", czytamy:


/…/
stukot w czole jak świtanie nierozumne
chłost wody chłost myśli
wszystkich moim zrządzeń rozruszenie
/…/


Trzeba jednak uczciwie dodać, że ten zbiór zawiera również inne wiersze, o stylistycznych walorach, które potrafią zadowolić. Myślę o utworach dedykowanych paniom, zwłaszcza „Czereśnia" jest przykładem dobrej roboty. Do tego szacownego grona zaliczyłbym jeszcze „Za domem obłąkanym", „Patrzę i patrzy na mnie", wreszcie „Jak Wenus do słońca". Jeśli w poprzednich utworach drażniła formalna nonszalancja, to ostatnie właśnie dzięki niej zyskują na autentyczności. Ich żywiołowość trafnie akcentuje emocje, udowadnia, że sfera uczuć nie podlega kontroli, zwłaszcza w kwestii jezyka. Jeśli zatem przyjąć początek książki za rodzaj stylistycznego eksperymentu, to jej zakończenie harmonijnie równoważy treść z formą. W „Przygotowaniu do śniadania" czytamy:


Biorę kąpiel z grzesznością twoją
Potem taki krzyż łatwiej lgnie do rąk
I szmur taki łatwiej lgnie do szyi

Odświętnym libido karmię usta swoje
Po ramionach ścieka cień
I do oczu wpływa łza
/…/


Tomik „Katedra o miękkich bokach" jest publikacją, o której trudno będzie zapomnieć. Już choćby z podanych wyżej powodów. Nietuzinkowość samego autora wpływa na jego pracę i zapewne tym osobistym szlakiem potoczy się jego rozwój. Autor jest i będzie twórcą osobnym, spoza głównego nurtu. Nie widzę go w kolejce do nagród i splendoru. Świadomie wybrał trudną drogę, więc należy życzyć mu wytrwałości.
Książkę polecam.




Tomasz Owczarzak
„Katedra o miękkich bokach"
Wydawnictwo „ Świadectwo" 2011
Str 51