Ariana Nagórska - Nadrealiści

(utwór z nocy sylwestrowej)

Spotkał raz na spacerku przyjaciel przyjaciela.
Choć był czwartek, rzekł jeden: – Jaka piękna niedziela!
Drugi zląkł się: – Kolego, w kiepskim stanie się szwendasz.
Jest szesnasta trzydzieści, popatrz sobie w kalendarz!
– O szesnastej trzydzieści w lipcu widno by było!
– W lipcu tak, lecz jest styczeń. Znów ci się pomyliło.
– Że styczeń być nie może, zaraz tobie wykażę.
Przecież jesteś ubrany jak w upały na plażę.
– Czyżbyś mi sugerował, że mam zmysłów zmieszanie,
gdy ty, twierdząc, że lipiec, ciągniesz sanie, bałwanie?

Jeden przysiadł na sankach, drugi plażowy koc
rozłożywszy, poradził: – Sprawdźmy, dzień jest czy noc?
Lecz w odmiennych kierunkach orbituje im Ziemia,
jak się temu rozwidnia, to tamtemu zaciemnia
i vice versa. Wreszcie od strony magistratu
zrobiło się i widno, i ciemno do kwadratu.
Fajerwerki zagłusza z trąb anielskich orkiestra,
ani chybi sylwester! Cud mieć w lipcu sylwestra!!!
Miga słońce i księżyc, planety i komety,
a zegarek wskazuje koniec świata… niestety.

Znów muszą przyjaciele w chaos wprowadzać zgodę.
W końcu początkujący
nie są…więc znajdą środek.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora