Andrzej S. Dyszak - Czy to już poezja?

1 grudnia br. minęło sześć lat od założenia przez Tomasza Owczarzaka i Piotra Stareńczaka bydgoskiej grupy literackiej o nazwie Et Cetera. Obecnie tworzy ją dziewięć osób: Agata Domańska (Kotecka), Marina Dombrowska, Marietta Gabryszewska, Joanna Gładykowska, Jarosław Jaruszewski, Dominik Kiepura, Tomasz Owczarzak i Piotr Stareńczak. Rok 2012 przyniósł młodym twórcom (przeciętna wieku – 26 lat) dwa tomiki ich utworów: The best off i Wykop z miasta (oba wydane w Instytucie Wydawniczym „Świadectwo"). Tytuł, jako integralna część zawartości książki, ma w każdym wypadku znaczenie szczególne. Czyżby tytuł pierwszego z wymienionych tomików miał sugerować, że nic lepszego młodzi Autorzy już nie napiszą? Zastanowić się też trzeba, czy tytuł The best off nie jest też przykładem pewnej maniery i obserwowalnej we współczesnej rzeczywistości językowej – mody na obco-, a szczególnie anglojęzyczne nazwy. The best off pamiętam z dawnych już lat, kiedy stosowano to wyrażenie jako podtytuł np. na płytach winylowych z najlepszymi utworami jakiegoś wykonawcy czy twórcy piosenek, muzyki itp. Czy nie za wcześnie na tak zatytułowany tomik grupy Et Cetera? A w tytule drugiej książki musi zwrócić uwagę czytelnika wyraz wykop. W polszczyźnie standardowej żadne ze znaczeń wyrazu wykop (1. miejsce, z którego wybrano grunt, 2. kopnięcie piłki, 3. górnicze wyrobisko odkrywkowe)„nie pasuje" do tytułu Wykop z miasta. Jednakże oczywiste jest, że chodzi tu o wykop w znaczeniu potocznym, a nawet węziej – slangowym, jako derywatu wstecznego od czasownika wykopać (‘usunąć/wyrzucić nagle/szybko kogoś skądś’). Ale o jaki wykop tu chodzi? Kto kogo i skąd chce wykopać? A może to ma być jeszcze inne (nienotowane) znaczenie (np. wykopać coś = wydobyć coś z miasta, odkryć coś?). Poeci mają prawo do tworzenia własnych znaczeń, oby tylko one były jasne, a użyte w tytule – miały związek z pozostałą treścią!
Z pierwszego wersu manifestu grupy, zamieszczonego w tomie The best off, czytelnik dowiaduje się, że Autorzy (choć autorem manisfestu jest tylko Jarosław Jaruszewski) piszą swoje utwory „z braku czegoś". Młodym twórcom nie wystarcza (a może nie odpowiada?) zastana rzeczywistość: „należy wymyślić miłość, kiedy serca biją już tylko / światłem odbitym telewizorów", „należy wymyślić parę światów równoległych", „zapragnąć czegoś więcej niż chleb". Ale z drugiej strony chcą poznawać, zgłębiać otaczający ich świat: „kto z nas wierzy że [kwiaty] są tylko tym?", „my nie dowierzamy podręcznikom, podręcznym prawdom, / rozwiązaniom... pod ręką". Jest tu też zawarta „definicja" poezji, która wynika z różnic między ludźmi – różnic w percepcji świata, tak jak słońce i deszcz: "świeci i pada podobnie – ale siła tego blasku i siła padania / jest / w tych różnicach".
I rzeczywiście różne są to (przede wszystkim) wiersze. Rzeczywistość, od której pozornie – jak się okazuje – odcinają się młodzi poeci, została zarejestrowana np. w wierszach Domańskiej (Linia 69, Wykop... s. 11), Jaruszewskiego (Takie czasy dla nas, Wykop... s. 17), Kiepury (Masło nasze powszednie, Wykop... s. 29) czy Stareńczaka (Spotykam ich codziennie, Próba opisu, Wykop... s. 51 i 56) lub stała się przyczynkiem do refleksji, jak w wierszu Dombrowskiej Coś mi się przez kobietę przez duże „DZ" śni (The best... s. 53). W życiu tych młodych twórców ważną rolę odgrywa (rzecz zrozumiała) miłość. To uczucie i związany z nim erotyzm stanowią w wypadku niektórych Autorów motyw dominujący ich wierszy. Tak jest przede wszystkim u Gładykowskiej (wszystkie wiersze w tomie The best off oraz Dyktando i Joker z tomu Wykop z miasta), ale także u Gabryszewskiej (Metafizyka miłości, The best... s. 11; Brama umysłu, Wykop... s. 20; Milczenie w i na i pomiędzy, Wykop... s. 21), Kiepury (***, Teraz, The best... s. 19 i  20), Koteckiej (Czereśnie, ***może pożyczymy..., Wolność, ***staram się..., The best... s. 40-43), Owczarzaka (Neokochanie, ***, Jak Wenus do słońca, The best... s. 47-48, 51; Wielkanoc 28 03 12, Wykop... s. 43). Jeden piękny wiersz o miłości, a właściwie o różnych miłościach (do Boga, do rodziców, wreszcie do kobiety, a także do syna) czytelnik znajdzie u Jaruszewskiego (Mam wieczną miłość, The best... s. 35). Trudno może ten utwór nazwać w całości erotykiem, ale zawiera on ciekawą przysięgę miłości: „nie pozwolę jej upaść / tej miłości / to byłoby jak wyrzec się / Boga". Na uwagę zasługuje też wiersz Kiepury zaczynający się słowami „ na twoim jednym oddechu zawieszam świat jak na / haczyku". Siła miłości, jak wiąże dwoje ludzi, została tu wyrażona niezwykle sugestywnie: „i trwają dopóki jesteś wschody i zachody słońca". Ich przeciwieństwem jest np. wiersz Owczarzaka Wielkanoc 28 03 12 – obsceniczny i obrazoburczy, wręcz bluźnierczy („feniks... co go to Chrystus gryzie z krucyfiksu", „nie modlę się już przy cipce"). Niewątpliwie jednak Autor w intrygujący sposób powiązał elementy religijne i bujny erotyzm, choć razi tu np. potoczność czasownika namacam czy wulgarność rzeczownika cipka, bo zachwiane zostały funkcje językowe wiersza: etyczna i estetyczna, które bezsprzecznie współtworzą jego funkcję poetycką, polegającą na zwróceniu uwagi na piękno języka. Nieprzyjemne asocjacje wywołują wyrażenia lepka ślina i lepka dłoń. Za najpiękniejsze w tym zakresie uznaję jednak wiersze Agaty Koteckiej (Domańskiej) – cechuje je zwięzłość formy, a  jednocześnie maja jasną i czytelną głębię. Wiersze te zawierają piękne figury stylistyczne („flanelową rozkoszą zapinasz mnie", „znamy się od deski do deski", „twój uczuciowy anarchizm kontra moja wagarująca moralność", „znów milczymy o tym samym"), wyczuwa się w nich lekkość i swobodę pisania. Trudniejsze erotyki pisze Gładykowska. Autorka może nawet zaszokować czytelnika, kiedy chce, by „skarb-kobietę / która wzbiera / żarem" w czyichś żebrach, ten ktoś „chronił jak żer w zębach" (Hyc!, The best... s. 24), lub kiedy rozrzuca „dla siebie  posłanie z / martwego zwierza" (Metamorfozy, The best... s. 25). Odczytanie tych oczywistych przenośni nie jest jednak łatwe. Nie można jednak nie zauważyć wyszukanych związków wyrazowych, nasyconych erotyką: „w ciebie / wbiegać", „w Tobie / poczuć" (Chodzi o to..., The best... s. 23), choć niekiedy bardzo naturalistycznych: „bierz jak pies / masz w sobie siłę" (Hyc!).
 Językowe środki poetyckiego wyrazu w utworach grupy Et Cetera występują w wierszach różnych Autorów z różnym nasileniem. Przenośnie „latarnie uginają się / i zaczynają szeptać", „jak ciężko / oddycha się ulicom" w wierszu Szept (Wykop... s. 8) Domańskiej wytwarzają klimat kafkowsko-schulzowski. Autorka ta potrafi też w świetny sposób bawić się słowami (znaczeniami słów), co ilustrują wersy wiersza *** (Wykop... s. 9): „na śmierć zapomnieli o życiu", „biegnąc... po szkle / z roztłuczonych przeżyć". Podobną grę słów przynoszą wiersze Dombrowskiej Domino (The best... s. 54): „niewidomy kret patrzy na Ciebie / ... / środkiem nosa" i Kiepury *** (The best... s. 21): „oczy złożone w pięści / pięści otwarte szeroko". Z kolei w wierszu Gładykowskiej Siły (The best... s. 27) powinno zwrócić uwagę odbiorcy porównanie „nogi miękkie jak / sznurowadła". Natomiast na dysonansie zbudował Owczarzak wyrażenie „piórka z ołowiu" w wierszu *** (The best... s. 48). Poetycką tendencję do tworzenia neologizmów realizują w swoich wierszach np. Gładyszewska: cienić się (Siły, The best... s. 27), uwilczyć (Dyktando, Wykop... s. 45), Jaruszewski: puchświaty (Nie wierzę w życie wieczne, The best... s. 32), Stareńczak: ćwierćprzytomne (Raport, The best... s. 61).
Nie byłbym językoznawcą, gdybym nie zauważył w omawianych utworach kwestii związanych stricte z zasadami budowy języka polskiego oraz interpunkcją, która w mowie wiązanej bywa inaczej realizowana niż w zapisie tekstów prozatorskich i nieliterackich (albo w ogóle nie jest stosowana). Zachowywać reguły interpunkcyjne stara się Piotr Stareńczak. I to nie tylko w wierszach przypominających prozę (Raport, The best... s. 61-65), ale i w utworach, które nie budzą wątpliwości co do ich rodzaju literackiego (np. Próba opisu, Wykop... s. 56-57), choć autor nie ustrzegł się potknięć, jak w wersie „Kiedy na was patrzę dochodzę do wniosku," z Raportu (niekonsekwentnie też oddziela przecinkami np. imiesłowowych równoważników zdań, częściej nie robi tego). Mówiąc o wierszach Stareńczaka, nie można przy okazji omawiania kwestii interpunkcji zwrócić uwagi na charakterystyczną składnię jego wierszy (i może nie tylko, bo jaki gatunek reprezentuje jego utwór List żelazny z tomu The best...?). Stareńczak stosuje składnię, którą bardziej opowiada niż wyznaje. Obok rozbudowanych zdań pojedynczych (cała ostatnia zwrotka Próby opisu) częściej układa zdania złożone, w tym wielokrotnie, np. „Łakome światło gwiazd / karkołomnie pada na ich twarze [tu brak przecinka!] / operując wokół oczu i ust, / demaskuje cienie, przez co stają się / jeszcze bardziej oddaleni, jeszcze bardziej odrealnieni." (Raport). W ten sposób granica między poezją a prozą w utworach Stareńczaka zostaje zatarta (a może o to mu chodzi?), choć tam, gdzie stosuje przerzutnie, zbliża się do poezji, gdzie ich brak – do prozy, mimo że – moim zdaniem – o prozie czy poezji nie decyduje to, czy autor stosuje tekst ciągły czy wersyfikację, ale stosowane w tekście niecodzienne związki wyrazowe, przenośne znaczenia użytych słów, ukryte sensy itd.
Zdaję sobie sprawę, że wytykanie błędów interpunkcyjnych w recenzji utworów pretendujących do miana poetyckich może być uznane za trywialność, ale skoro ocenie podlegają teksty drukowane (w dzisiejszych czasach poezja wydaje się funkcjonować przede wszystkim na papierze), w których pojawiają się znaki przestankowe, to powinny one mieć jakieś znaczenie (nie tylko być w zgodzie z odpowiednimi zasadami interpunkcji, ale i pełnić odpowiednie funkcje w przekazie treści danego utworu). W wierszach członków grupy Et Cetera zauważalny jest przede wszystkim brak konsekwencji w stosowaniu przecinków i kropek. Tak jest w utworach Dombrowskiej, szczególnie w Drewnianych koniczynach tęsknoty i Maszynce do estetyki, The best... s. 55 i 56, i we wszystkich jej wierszach z tomu Wykop z miasta; w pierwszym z wymienionych utworów niezrozumiały jest też klucz stosowania wielkiej lub małej litery na początku każdej ze strof (podobnie u Kiepury). Kiedy niekiedy przecinki stawia też Jarosław Jaruszewski (zob. np. wiersze z tomu The best... oprócz Chaosu). Dziwną konwencję graficzną zastosował tenże autor w wierszu Pozwalam sobie (Wykop... s. 12) – strofy rozpoczynają się małymi literami, ale kończą się kropkami. Wiersze bez interpunkcji pisze – jakby się wydawało – Dominik Kiepura, dlatego zupełnie niejasna jest rola pojedynczych przecinków w utworach Tertium non datur (The best... s. 17 pierwszy i ostatni wers), Kot Baskerville’ów (Wykop... s. 24, wersy: jedenasty, dwudziesty piąty i trzydziesty), Pani Chudziakowa (Wykop... s. 26, wersy: dwudziesty trzeci i dwudziesty piąty), Hank i jego... (Wykop... s. 27, wersy: siódmy i trzydziesty drugi). W Ogrzewaniu meduzy i w Krzywej półce noblisty Mariny Dombrowskiej (Wykop... s. 35 i 36) także brak jest przecinków, po co więc kropki na końcach strof? Joanna Gładykowska w wierszu Tamara w zielonym (Wykop..., s. 47) postawiła tylko dwa przecinki (w wersach drugim i dziesiątym) – w jakim celu, skoro w innych miejscach, które zgodnie z zasadami też wymagają przecinków, brak ich? Podobnie jest w wierszu Samot (The best... s. 26). Po dwa przypadkowe (?) przecinki znajdujemy także w wierszach Koteckiej (Domańskiej): *** i Wolność i z tomu The best... (s. 41 i 42), jeden z nich we frazie „czytaj mnie! / jednym tchem / bez przecinków, kropek" (podkreślenie moje – A.S. D.).  Prawdziwie bezinterpunkcyjne wiersze piszą Marietta Gabryszewska (jej wiersze są poza tym pisane prostym zrozumiałem językiem, obrazowanie w nich jest jasne, czyta się je z przyjemnością) i Tomasz Owczarzak (w wypadku jego utworów zwracają też uwagę wielkie litery – stosowane w różny sposób: na początku zwrotki lub w każdym wersie).
Nie można jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie zadane (sobie samemu) w tytule powyższej recenzji. Z pewnością autorzy utworów zebranych w obu omówionych tomach stąpają po ścieżkach poezji. Świadczą o tym językowe ślady w postaci takich choćby wyrażeń, jak brzytwa strumyka (z wiersza Dombrowskiej Domino, The best... s. 54), choc zdarzają się też związki wyrazowe zupełnie nietrafione, jak rzeźnicki szynkwas z wiersza Galop na jednym kole Owczarzaka (The best... s. 49) – czyżby nieznajomość znaczeń używanych słów (szynkwas to lada do sprzedawania trunków, a nie mięsa!)?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież