Piotr Kulpa - Religia w „Listach z podróży do Ameryki" H. Sienkiewicza.

„Twórczość podróżniczą Sienkiewicza można podzielić na cztery grupy, na wspomnienia związane z wyjazdem do Ameryki, Europy, Afryki, a po części nawet Azji" . Listy nadesłane z Ameryki są „bardzo osobiste i gawędziarsko- humorystyczne" . Wypowiedzi na temat religii rzeczywiście są tu częstokroć bardzo intymne, ale nigdy nie zyskują one tonu żartobliwego, jak ma to miejsce podczas poruszania przez Sienkiewicza innych, mniej poważnych tematów. Polski podróżnik wypowiada się o religijności napotykanych ludzi- rdzennych mieszkańców Ameryki, emigrantów z polski i innych krajów świata. Zastanawia się nad tym, kim jest Bóg i jaka jest jego prawdziwa natura. Największą uwagę przywiązuje do religii chrześcijańskiej, ale sporo miejsca poświęca również buddyzmowi wyznawanemu przez liczną, kalifornijską kolonię Chińczyków, czy panteizmowi będącemu typową religią ludów pierwotnych. Autor „Listów z podróży do Ameryki" jest w swoich obserwacjach bardzo spostrzegawczy. Czasami mają one charakter zwykłego sprawozdania, ale niektóre wypowiedzi są komentowane przez niego w sposób obiektywny, bądź, w przypadku osobistych teologicznych refleksji, zostaje nadane im przez pisarza

subiektywne zabarwienie.
Jak zauważa Maciej Gloger „stosunek Sienkiewicza do religii nacechowany jest głębokim sceptycyzmem" . Zdaniem badacza wpływają na to zjawisko dwa czynniki. Pierwszym z nich jest charakterystyczne dla przedstawicieli romantyzmu uczuciowe nieodnalezienie Boga w świecie. Natomiast drugi czynnik prowadzący do niewiary w Stwórcę stanowią: pozytywistyczny socjologizm, idee naukowe i wiara w ludzki rozum . Nad istnieniem Boga zastanawia się Sienkiewicz podczas swojej podróży do Ameryki wielokrotnie, często dając w listach świadectwo swoich wątpliwości, jak na przykład ma to miejsce już na początku podróży w niemieckiej Kolonii:

 

Zadumany wędrowiec, patrząc na milczące owych wieków pamiątki, mimo woli pyta się siebie: czy to wszystko, co wykołysało całe narody, utworzyło całą cywilizację, co było źródliskiem i osią całego żywota, czy to wszystko rzeczywiście nie jest niczym więcej, jak tylko olbrzymim zabobonem.

Litwos nie wierzy w nawrócenie spowodowane jedynie łaską Boga. Człowiek, który postanawia naprawić swoje dotychczasowe błędy, działając w pojedynkę jest bezradny. Przyszły autor „Trylogii" twierdzi, że nawrócenie bez dobrze zorganizowanej pomocy społeczeństwa jest niemożliwe, bo zbyt silne jest oddziaływanie czynników materialnych na możliwość przemian duchowych człowieka. Takiego stanu rzeczy nie zmieni wewnętrzne samozaparcie, a nawet gorliwa modlitwa grzesznika. Teza ta to kolejny przejaw religijnego sceptycyzmu Sienkiewicza. Refleksję tą zamieścił pisarz w liście nadesłanym z Anglii, gdzie pomoc dla upadłych, samodzielnie bezsilnych kobiet, pragnących jednak całkowicie zmienić swoje życie na lepsze, zorganizowana jest w sposób wzorcowy.

W dziewczętach już upadłych budzi się czasem sumienie; czasem tęsknota za życiem czystym, czasem za pracą, za obowiązkiem, za owymi chwilami w których jako dzieci czyste i niepokalane marzyły o innej, dalekiej od sromoty przyszłości. Tęsknota ta tak opanowywa dziewczynę, że pragnęłaby zerwać z hańbą, ze wstydem, z występkiem. […] dobry Bóg zdaje się uśmiechać do niej, w ciemnych błękitach widzi niby jakąś rękę wzywająca ją do siebie; słyszy głos: „Wróć, biedne dziecię, do mnie, pod skrzydła pokoju i życia pełnego ciszy!"  Więc oczy dziewczyny brzękną łzami, kolana drżą pod nią; wreszcie pada na nie i poczyna się modlić. Postanowiła się poprawić- i czy się poprawi, myślicie? Oto pójdzie jakby pod stromą górę, której grunt jest ruchomy: zakrwawi ręce i nogi drapiąc się pod nią, ale co wejdzie kilka kroków, ziemia usuwa się jej spod nóg i dziewczyna spada jeszcze głębiej; próbuje znowu i stacza się jeszcze głębiej, aż wreszcie zostaje na dnie z poczuciem własnej bezsilności i rozpaczy w duszy.
Czasem znów zdarza się, że dziewczyna jeszcze cnotliwa opiera się i woła ratunku, żeby nie wpaść w otchłań występku, ale głód ciągnie ją za jedną rękę, chłód za drugą, przemoc socjalna popycha z tyłu, i czy sądzicie, że dziewczyna oprze się tej piekielnej trójcy? Co z sobą zrobi? Gdzie się podzieje? Gdzie dla niej ucieczka i obrona? Nigdzie, z wyjątkiem Anglii. „Chwała na wysokości Panu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli!"- mówi Psalmista. O! chwała dobrej woli: dziewczyna uratowana, bo oto ustroń spokojna, ogród zielony i „Żółty dom".

Razi Sienkiewicza sztuczność i powierzchowność zachowań religijnych. Dla Amerykanów modlitwa jest tylko nudnym obowiązkiem, koniecznym przyzwyczajeniem. Polski podróżnik obserwuje to zjawisko już na płynącym przez ocean statku, kiedy podczas jednej z niedziel pasażerowie bez większego zaangażowania czytają Biblię.

Nadchodzi niedziela, a jest jeszcze nudniejsza jak dni poprzednie. Po śniadaniu stewardowie przynoszą kilkadziesiąt egzemplarzy Biblii i kładą je na stołach, Amerykanie zaś siedzą i czytają ją myśląc o czym innym i ziewając. Wszyscy są poważni i milczący, ale więcej w tym sztuczności i rutyny niż prawdziwego nabożeństwa. Po skończonych modlitwach zakładają nogi na stół i siedzą w milczeniu jak chińskie lalki.

Kwestię tę porusza po raz kolejny będąc na lądzie w korespondencji  nadsyłanej z Nowego Jorku, w której zauważa, że stereotypowa religijność ludności amerykańskiej jest tylko złudzeniem.

Społeczeństwo amerykańskie uchodzi za najreligijniejsze na świecie. Ludzi wątpiących istotnie nie ma tu wcale, przepisy religijne zachowywane są najściślej, w niedzielę i święta głucha martwota upada na wsie i miasta, sklepy są pozamykane, fiakry i omnibusy nie kursują prawie zupełnie; w teatrach nie grają, miejsca publiczne są puste; słowem, powaga tu i uroczystość większa niż wszędzie na świecie. Ale wejrzawszy w to bliżej, widzimy w tym raczej wpływ zwyczaju nie wdającego się w żadne rozumowania niż żywotnej, gorącej, świadomej siebie wiary.

Są również wśród Amerykanów opisywanych przez Sienkiewicza ludzie prawdziwej wiary, jednak, jak to często bywa, są to ludzie prości, żyjący na łonie natury. Takim człowiekiem jest z pewnością leśnik Dżak, którego szczera, bo płynąca prosto z serca modlitwa wywarła na pisarzu ogromne wrażenie.

Wieczorem, gdy ognisko dogasało w parowie, odchodził zawsze trochę w górę pomiędzy kamienie i odkrywszy głowę wznosił oczy ku niebu i poczynał mówić pacierz. Wydawał mi się wówczas poetycznym bardzo, tą majestatyczną poezją siły korzącej się przed siłą jeszcze wyższą. Promienie księżyca padały srebrem na jego energiczna brodatą twarz, o rysach jakoby wykutych z kamienia. Myślałem czasem, że żyję w pierwszych czasach chrześcijaństwa i że widzę przed sobą jakiego barbarzyńcę- Cymbra kładącego swa twarda duszę pod nogi Bogu.

Bardzo słusznie stwierdza Maciej Gloger, że: „ Jedynie w  nieskażonym cywilizacją nowoczesną obcowaniu człowieka z naturą pisarz potrafi dojrzeć szczery i autentyczny stosunek do jakkolwiek pojmowanego Boga. Skwaterowie kalifornijscy niezmuszani przez okoliczności do nieustannego przebywania na stopie wojennej, kształtowani przez naturę, są według autora listów ludźmi wyjątkowo religijnymi"  .
Interesującą obserwację odnotowuje Sienkiewicz podczas podróży koleją, kiedy to mijane słupy telegraficzne swoim wyglądem przypominają mu krzyże. Ten symbol religijny nie jest jednak dla pisarza symbolem zwycięstwa Boga nad śmiercią, nie jest też znakiem wyznawcy Chrystusa, lecz symbolem nieubłaganego postępu cywilizacji, która nieodwracalnie niszczy tereny, jakie obejmuje. „Krzyże są symbolami martwoty, pustki i śmierci" . Paradoksalnie stają się one w oczach autora listów znakami nie tego co religię tworzy, tylko tego co ją degraduje.

Nic smutniejszego jak taka droga na stepie. Do słupów telegraficznych przybijają tu u góry poprzeczne ramię dla dzwonków, co, jak wspomniałem, słupom nadaje kształt krzyżów. Otóż spojrzawszy na przód, widzisz tylko szarą, nieskończona równinę, porosłą wrzosem, przytrzaśniętą miejscami śniegiem, a na równinie krzyże i krzyże, jak okiem dojrzysz, całe szeregi smutne, cmentarne- i nic więcej prócz tych krzyżów, które zdają się być szlakiem wiodącym w krainę śmierci lub mogilnikami na grobach wędrowców.
Bo też i są nagrobkami. Stoją one na mogiłach pierwotnych dzieci tej ziemi. Gdzie tylko taki krzyż się pojawi, tam giną ludy, lasy, bizony, ginie dziewiczość ziemi, a wczorajsza wielka cisza zmienia się w gwar handlujących, kupujących, oszukujących i oszukiwanych.

Według Macieja Glogera w epistolarnej twórczości Henryka Sienkiewicza „ poczucie sacrum przenosi się z etyki do estetyki […] Pryzmat estetycznego dystansu- oto główna perspektywa, z jakiej postrzegane są fenomeny religijne" . Doznania wizualne stają się więc dla pisarza wyznacznikiem istnienia i potęgi Boga. Jedynie narząd wzroku umożliwia udowodnienie Jego istnienia w świecie i pozwala scharakteryzować Stwórcę. Tego typu  refleksje, w których krajobraz jest źródłem motywującym teologiczne przemyślenia, snuje już Sienkiewicz podczas pobytu w Kolonii, kiedy to obserwuje piękną, tajemniczą, gotycką katedrę.

Nad tym wszystkim wspaniała katedra, górująca nie tylko wieżami, ale i sklepieniami nad całym miastem, wyniosła, spokojna, urocza i milcząca. […] Księżyc oświecał jasno wysmukłe wiązania tej przedziwnej gotyckiej architektury; cienie łamały się ze światłem na łukach i wieżyczkach. Było w tym wszystkim coś mistycznego, coś, co przejmuje duszę tajemniczym dreszczem i wyobraźni przyprawia skrzydła. Uczucia religijne wyssane z mlekiem matki, choćby najbardziej nawet rozproszone w zgiełkowej pogoni życia, odnajdują się na widok tego gmachu, oblanego światłem księżyca, jak pogubione perły. […] Wobec tego mrocznego gmachu, wobec tych spiętrzonych jak góry sklepień nie czujesz się zbłąkanym i zmęczonym dzieckiem wobec ojca, ale prochem wobec Majestatu.

Tak komentuje tą scenę Gloger: „Nocny widok katedry w Kolonii nasuwa szereg bardzo charakterystycznych dla odczarowanego umysłu refleksji, w których przenikają się typowo nowoczesny sentyment za utraconą Boską pełnią, pozytywistyczny sceptycyzm, młodoheglowski antropologizm, konserwatywny pragmatyzm i modernistyczny estetyzm. Brak w tej impresji tylko żywego uczucia religijnego" .
Do teologicznej refleksji skłania również polskiego podróżnika przerażający widok gór Sierra Nevada, ale te rozważania doprowadzają Sienkiewicza do wniosków całkowicie odmiennych. Katedra w Kolonii przywodziła na myśl wizję potężnego Boga Ojca. Natomiast widok gór Sierra Nevada świadczy zdaniem polskiego pisarza o istnieniu wielkiej, lecz bezmyślnej siły.

Ot! rozum po prostu mówi, że tą siłą, która wzniosła owe góry, można by stworzyć cały świat żywy, żyjący, kochający, szczęśliwy, że więc ta siła mogłaby być bardzo błogosławioną i dobrą, gdyby nie była… ślepą.

Słowa te można odebrać nawet jako bluźnierstwo. Oto autor listów z podróży do Ameryki stwierdza, że postępowanie Tego, który stworzył świat, jest bezrozumne, czy przypadkowe. Wypowiedź ta jest zupełnie odmienna od myśli pisarza wypowiadanych przez niego wcześniej, bo jak słusznie stwierdza Tadeusz Bujnicki „często spostrzeżenia i sądy Sienkiewicza zapisane w korespondencjach […] są sprzeczne i zmienne" .
Bujnicki zwraca również uwagę na to, że „Sienkiewicz […] sceptycznie zapatrywał się na rolę księży na emigracji"  i ciężko się z tą tezą nie zgodzić. Duchowieństwo według autora listów zamiast zajmować się jedynie sprawami religijnymi, systematycznie zabiegało o zwiększenie swoich wpływów politycznych i dążyło do pełnienia jak najwyższych funkcji cywilnych. Jak odnotowuje Sienkiewicz, doszło nawet do powstania koncepcji rządu, w którego skład wchodziłyby dwie izby: niższa, składająca się z osób świeckich i wyższa, którą stanowiłoby jedynie duchowieństwo, co wywołuje u niego ogromne zdumienie i zażenowanie. Kapłani na emigracji poczynali sobie bardzo odważnie, wykorzystując do swych celów wyłącznie niewykształconych chłopów i robotników, a „ogół ten jest arcykonserwatywnym, arcyreligijnym i zupełnie w rekach duchowieństwa" . Jedynym pozytywem, jaki odnalazł pisarz w postępowaniu polskich księży zza oceanu jest scalanie amerykańskiej Polonii. „Parafia" stała się czymś, co przypominało emigrantom o tym, skąd przybyli i zapewniała im niejako poczucie bezpieczeństwa. Generalnie ocena polskiego duchowieństwa dokonana przez autora „Listów z podróży do Ameryki" przedstawia się nad wyraz negatywnie.
Sienkiewicz zwraca również uwagę na wzajemne stosunki między emigracyjnymi pismami religijnymi, a nie wyglądają one tak, jak wyglądać powinny. Zamiast wspólnie walczyć na rzecz dobra ogółu, toczą one nieustanne spory, nieuczciwie walczą o jak największa liczbę czytelników, a co za tym idzie, o jak największe zyski. Taki stan rzeczy zmusza redaktorów do dokonywania politycznych zabiegów, co w prasie o tematyce religijnej z pewnością nie powinno mieć miejsca. Nieustanne kłótnie katolikom nie przystoją, a spory publiczne, do jakich dochodziło między zwaśnionymi redakcjami, już na pewno nie powinny mieć miejsca. Wszystko to składa się na bardzo negatywny, przedstawiony w „Listach z podróży do Ameryki", obraz emigracyjnej prasy katolickiej.

Obie te gazety stoją na gruncie religijno-katolickim. Pierwsza z nich, „Polsko-Katolicka", redagowana jest przez księży, musi być więc taką, jak jest; druga, Dyniewiczowska, byłaby może inną, gdyby wydawcy nie chodziło o niezrażenie sobie włościan i robotników z włościan złożonych. I Dyniewicz więc grywa na religijnym organie, z towarzyszeniem jednak pewnej liberalnej nuty. Zarzuca on przeciwnikom poświęcanie interesów ogólnych ultramontanizmowi, obałamucenie ludu, przezywa ich „Zmartwychwstańcami" lub „szajką Zmartwychwstańców", zdrajcami i tym podobnie. Oczywiście Barzyńcy (wydawcy „Polsko-Katolickiej") oddają mu pięknym za nadobne, w całej zaś sprawie po obu stronach większą rolę zdaje się grać ambicja, chęć wyniesienia się, ściągnięcia abonentów, a zatem i zysków, niż zamiłowanie dobra ogólnego.

Podczas podróży koleją snuje Litwos refleksje na temat religii pierwotnych. Jak zauważa, były one zawsze nierozerwalnie związane z przyrodą. Nieokiełznane siły natury wywierały dawniej na ludziach ogromne wrażenie, wrażenie na tyle duże, że to właśnie natura nobilitowana była do miana religii. Największy wpływ na taki stan rzeczy miały zdaniem Sienkiewicza głębokie odczucia estetyczne, bo świat nietknięty przez człowieka od zawsze wydawał się niewytłumaczalnie piękny, co wyjaśniałoby konieczność istnienia w nim wyższego bytu. Wraz z rozwojem cywilizacji następuje odejście od panteizmu, a Bóg staje się coraz bardziej podobny do człowieka.

Z takich to uczuć i wrażeń, z tej łatwości, z jaką człowiek zlewa się z naturą, powstały wszystkie panteistyczne systemy. Człowiek na łonie natury i wobec natury nie może oprzeć się poczuciu, że stanowi z nią jedno i toż samo, że w nim i w całym otoczeniu jest  tylko jedna wielka dusza, a życie odrębne, ludzkie- to stan przejściowy, po którym nastąpi zlanie się z ogółem i nie byt osobisty, a wiekuisty byt ogólny.
Jest to, powtarzam, pierwsze i niejako wrodzone poczucie; dlatego też i wszystkie bez wyjątku pierwotne religie są tylko różnymi formami panteizmu. Później dopiero, gdy wyrobione już sztucznie życie odejdzie daleko od natury, pochłonie swymi sprawami uwagę człowieka i przysłoni mu prawdę pierwotną, wówczas i bogi stają się ludźmi, i dusza odrębną, samoistną jednostką.

Jak mógł przekonać się polski noblista, Ameryka to kontynent wielu kultur. Szczególnie zainteresowały Sienkiewicza chińskie zbiorowiska ludności zamieszkujące Kalifornię. Chińczycy są w większości wyznawcami Buddy. Stukanie o siebie czarnymi, drewnianymi pałeczkami w świątyni jest uważane przez nich za wznoszoną ku niemu modlitwę. Sprawozdawca odnotowuje, że nie jest ona nigdy gorliwa, a wyznawcy nie przywiązują do niej większej wagi.

Zauważyłem także, że na twarzy modlących się przez stukanie nie widać żadnego skupienia myśli, żadnego wzniesienia ich bądź ku Buddzie, bądź ku rozpamiętywaniu wielkich prawd przez niego głoszonych. Cała czynność, naprzód, trwa bardzo krótko, a po wtóre, zdaje się odbywać w sposób czysto mechaniczny.

Życie doczesne jest ciężkie i męczące, dlatego celem wyznawcy buddyzmu jest przejście do Nirwany, jako najwyższego dobra, stanu szczęścia. Tak na podstawie własnych obserwacji charakteryzuje ją Sienkiewicz:

Czym jest Nirwana w pojęciu buddystów? […] Życie jest ruchem, zatem trudem, zatem zmęczeniem- zatem męką; Nirwana jest nieruchomością, zatem spokojem, zatem spoczynkiem- zatem szczęściem. Jest ona bytem ogólnym, niebytem indywidualnym.

Chińczycy dużą wagę przywiązują do grzebania zmarłych. Wierzą, że aby osiągnąć Nirwanę muszą być pochowani w Państwie Niebieskim. Ciągłe wywożenie ciał okazało się na tyle problematyczne, że zostało zakazane, co zniechęca Chińczyków do przyjazdów do Ameryki, ponieważ jest to sprawa dla nich nad wyraz istotna.

Chińczycy, jak wiadomo, odznaczają się szczególną czcią dla zmarłych. Według ich pojęć, wyrobionych na podstawie religii i odwiecznego obyczaju, każdy zmarły, aby przejść do Nirwany i spoczywać w spokoju, powinien być pogrzebany w granicach Państwa Niebieskiego. Rokrocznie też te same okręty, które przywoziły żywych, odwoziły umarłych. Dziś wywóz zmarłych został raz na zawsze zakazany, co Chińczyków w Chinach wstrzymuje od wyjazdu w kraje „barbarzyńców"- Chińczyków kalifornijskich zaś skłania do jak najprędszego powrotu.

„Listy z podróży do Ameryki" Henryka Sienkiewicza bogate są w wątki religijne. Osobiste refleksje ich autora pozwalają stwierdzić, że w sprawach wiary jest on sceptykiem. Często zastanawia się nad tym, jaki jest Bóg i czy w ogóle istnieje. Dla polskiego pisarza czynnikiem, który skłania do religijnej refleksji są doznania wizualne. Piękne budowle, czy niesamowite krajobrazy to dowody występowania w świecie nadludzkiej siły, która musiała doprowadzić do ich powstania. Sienkiewicz zastanawia się nad tym czy jest ona dobra czy też zła i nie daje nam na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Autora listów drażni powierzchowne, niedbałe i sztuczne traktowanie praktyk religijnych, głównie przez ludność amerykańską. Sienkiewiczowi zdecydowanie nie podoba się zachowanie mieszającego się do polityki w Ameryce polskiego duchowieństwa. Stanowczo potępia również spory toczone między redakcjami katolickich pras na emigracji. Polski noblista zauważa w swoich listach interesującą zależność, że wraz z rozwojem cywilizacji następuje stopniowe odejście od Boga na rzecz wiary w możliwości i rozum człowieka. Jego zdaniem tylko człowiek obcujący od urodzenia na co dzień z naturą zdolny jest do prawdziwej, szczerej i gorliwej modlitwy. Sienkiewicz stwierdza, że wszystkie religie pierwotne nosiły cechy panteizmu. W swoich listach opisuje również buddystów z chińskiej dzielnicy w Kalifornii. Bogactwo wątków, występowanie intymnych rozważań i trafność wydawanych opinii zamieszczonych w „Listach z podróży do Ameryki" sprawiło, że „"szkice amerykańskie" stały się pierwszym wielkim sukcesem artystycznym Sienkiewicza" , a  „lata 1876- 1878 spędzone przez Sienkiewicza w Stanach Zjednoczonych bardzo silnie zaważyły na ewolucji literackiej i ideowej pisarza" .

Bibliografia

Temat: Religia w „Listach z podróży do Ameryki" H. Sienkiewicza.


I. Literatura podmiotu.

Sienkiewicz H.,  Listy z podróży do Ameryki, Warszawa 1988.

II. Literatura przedmiotu.

Bujnicki T., Temat Amerykański, [w:] Pierwszy okres twórczości Henryka Sienkiewicza, Warszawa 1986.
Gloger M., Wobec religii, [w:] Sienkiewicz nowoczesny, Bydgoszcz 2010.
Krzyżanowski J., Listy z Podróży, [w:] Twórczość Henryka Sienkiewicza, Warszawa 1976.